Czy to już III Wojna Światowa?

Nieszczęśliwy Nowy Rok: jeszcze nie tak dawno życzyliśmy sobie „Szczęśliwego Nowego Roku 2020” („Happy New Year 2020”). W powszechnej euforii szampańsko – globalnej mało kto przewidywał wówczas, że będzie to rok wyjątkowo nieszczęśliwy. Zaledwie miesiąc później gruchnęła dramatyczna wieść: nadchodzi piorunująca pandemia koronawirusa [1] – z kolejnymi epicentrami zarazy (Chiny, Włochy, Hiszpania, USA…), z setkami tysięcy zarażonych, z dziesiątkami tysięcy ofiar i z nielicznymi uzdrowieńcami.

Oto nowa kategoria globalizacji – tym razem koronawirusowej, obejmującej już prawie wszystkie kraje świata. Dobrze wiem, co to znaczy – przeżyłem bowiem już w XXI wieku dwie wielkie epidemie na placówkach RP w Chinach (w Pekinie: SARS = Severe Acute Respiratory Syndrom, ostra niewydolność dróg oddechowych i w Szanghaju – ptasia grypa.).
Nigdy nie zapomnę widoku pustych sklepów, środków transportu i opustoszałych ulic owych wielkich miast (Pekin – 15 mln a Szanghaj – 30 mln mieszkańców). W wyniku SARS-a zmarły wówczas 774 osoby w prawie 30 krajach. O 774 za dużo! Ale z powodu gruźlicy na świecie umiera corocznie 1,6 mln ludzi, czyli około 4.000 codziennie.
Strach ma wielkie oczy
Tym razem jednak może być znacznie gorzej i groźniej. Koronawirus jest i długo będzie tematem nr 1 w polityce, w mediach i w rozmowach zwykłych obywateli. Nic dziwnego – strach ma wielkie oczy. Na szczęście mało jest przykładów paniki i bezradności (może z wyjątkiem Jordanii). Liczne są natomiast przypadki solidaryzmu społecznego i pomocy dla potrzebujących. Prawie wszystkim „fachowcom” zdaje się, że są znawcami tej problematyki.
Tymczasem, świat i jego włodarze, nawet ONZ i UE, zlekceważyli ostrzeżenia głoszone przez specjalistów od dawien dawna. Sam pisałem o zagrożeniu biotechnologicznym jeszcze w listopadzie 2000 r. (!) [2]. Tym razem, pragnę powołać się, przede wszystkim, na wielkie autorytety w tej dziedzinie – na uczonych z Uniwersytetu Stanford w Kalifornii. Oto prof. Mark Shwartz opublikował, dnia 11.01.2001 r., znamienny artykuł w renomowanym „Stanford Report” [3].
Prognoza dla świata
W opracowaniu tym zawarta jest, m.in., analiza dociekań i wniosków wynikających z badań prof. Stevena Blocka, znanego biologa z tegoż Stanfordu. Interesuje się on głównie czarna ospą, wąglikami i koronowirusami. Prognoza dla świata wynikająca z jego badań jest przerażająca: „wojny biologiczne stanowią wielkie zagrożenie dla ludzkości w XXI wieku i w kolejnych stuleciach”; wojny z zastosowaniem również innych wirusów, np. czarnej ospy czy wąglika, niekoniecznie koronowirusa.
Można tylko domniemywać i spekulować, czy obecna pandemia nie jest jedynie „próbą generalną” dla zbadania reakcji władz, społeczeństw i… terrorystów? Teoretycznie, nie można wykluczyć takiej ewentualności. St. Block potwierdza, że np. czarna ospa została wyeliminowana w przyrodzie; ale USA i ZSRR zachowały pewne zasoby tego wirusa w stanie zamrożenia. Profesor ocenia, iż około tuzina państw nadal realizuje aktywnie programy tworzenia broni biologicznej i środków jej przenoszenia oraz ostrzega przed proliferacją broni biologicznych, przed dostępem terrorystów do nich oraz przed tzw. „black biology” („czarną biologią”).
Polega ona na wytwarzaniu genetycznie zmodyfikowanych (zmutowanych) odmian wirusów celem produkowania nowych broni biologicznych, np. w celach terrorystycznych.
Badacz postuluje także udoskonalenie kontroli w tej dziedzinie, dostępność niezbędnego sprzętu, np., celem wykrywania obecności wirusów w środowisku naturalnym i weryfikacji w dziedzinie biotechnologii tak dynamicznie rozwijającej się w XXI wieku. Dosadnie brzmią ostrzeżenia St. Blocka: „the time to act is now before disaster strikes…” (“trzeba działać teraz zanim nieszczęście nadejdzie”) oraz „we should not have to wait for the biological equivalent of Hiroshima to rally our defenses…” („nie powinniśmy czekać na biologiczny odpowiednik Hiroszimy, żeby umacniać naszą obronność…”).
Stwierdzenia te w ustach człowieka, który wie, co i o czym mówi, nie wymagają dodatkowych komentarzy.
Sprawcy pandemii
Czyja to wina?: Wielu zastanawia się obecnie nad przyczynami, nad mechanizmami i nad sprawcami tragicznej pandemii? Nie podejmuję się jednoznacznego rozstrzygania tej kwestii – bowiem za wcześnie na to; ponadto, nie znam się na medycynie i na wirusologii; analizuję natomiast polityczne, strategiczne, ekonomiczne, społeczne i międzynarodowe konsekwencje (bezpośrednie i długofalowe) szalejącej pandemii.
Główne kryteria i oceny alternatywne w tej mierze mogą być następujące (choć nie jedyne); pandemia wybuchła: – przez przypadek bądź w wyniku działania celowego; – jej siły sprawcze mogą znajdować się na Zachodzie bądź na Wschodzie [4]; – wielkiemu kapitałowi zachodniemu (szczególnie z USA) zależy na osłabieniu Chin i na zahamowaniu „China’s Rise”, zaś Chiny pragną nie dopuścić do ponownej dominacji, unilateralizmu i hegemonizmu USA w świecie [5];

  • neoliberałowie i neomalthusianiści zachodni nie panują nad światem i dążą do zmniejszenia (o połowę?) jego ludności; zaś mocarstwa BRICS z sojusznikami zmierzają do lepszej wspólnej przyszłości dla wszystkich obywateli oraz do zlikwidowania anomalii i dysproporcji spowodowanych przez neoliberalizm; – Zachód nie ma programu rozwoju i założeń ideologicznych dla świata a Wschód dysponuje nimi oraz oferuje je innym na zasadach partnerstwa i dobrowolności;
  • Wschód buduje innowacyjną przyszłość świata w pokoju i w bezpieczeństwie, podczas gdy Zachód upiera się przy swej starej wojennogennej (siłowej) metodologii w polityce, ewentualnie z zastosowaniem niektórych nowych elementów, np. patogenów. – USA nie zawahały się przed użyciem bomb atomowych przeciwko Japonii, tak i teraz mogłyby zastosować bomby biologiczne przeciwko wszystkim (także i samym sobie – polityka samobójcza).
    Co więcej, gdyby rzeczywiście okazało się, że USA wypuściły wirusa ze współczesnej „puszki Pandory”, to byłby to dowód ich bezsilności, rozpaczy i niewiary, że będą mogły jeszcze odzyskać panowanie nad światem w systemie jednobiegunowym. To jest nierealny American Dream (amerykańskie marzenie).
    Brak efektywnych rozwiązań
    Nowoczesne zbrojenia: nasilające się napięcie międzynarodowe i brak efektywnych rozwiązań krajowych, regionalnych i globalnych potęgują intensywny wyścig zbrojeń, w którym broń biologiczna może odgrywać coraz większą rolę. Jak zwykle, wojsko korzysta w pierwszym rzędzie i w masowej skali z najnowszych zdobyczy i odkryć naukowo – technicznych.
    Podam jedynie kilka najciekawszych przykładów:
  • drony emitujące zabójcze mikrofale i skomputeryzowane (ze sztuczną inteligencją), które same podejmują i wykonują decyzje na polu walki,
  • drony UAV (Unmanned Aerial Vehicles, Predator i Global Hawk) służące do „polowania” na ludzi, do zwiadu itp.; za ich pośrednictwem the US Central Command na Florydzie dowodzi działaniami bojowymi w Afganistanie (11.300 km dalej),
  • dron M19 Reaper o zasięgu globalnym, może latać przez 36 godzin bez przerwy i przewozić bomby o ciężarze do 250 kg oraz rakiety powietrze-ziemia i powietrze-powietrze,
  • automaty elektryczne DREAD (tzw. centryfugi) wystrzeliwujące 12.000 pocisków na minutę lecących do celu z szybkością około 2.439 m/sek. (bez huku i ognia),
  • działa elektromagnetyczne wystrzeliwujące pociski z szybkością siedmiokrotnie większą od prędkości dźwięku,
  • karabin elektromagnetyczny (mikrofalowy) rażący naskórek i powodujący piekielny ból (ale nie zabijający),
  • karabiny i działa laserowe niszczące system nerwowy człowieka i innych istot żywych,
  • laserowa broń antyrakietowa umieszczana na samolotach bojowych, ew. na satelitach i na okrętach wojennych, tzw. FEL (= Free Electron Laser),
  • termo baryczne bomby głębinowe BLU 118/B do niszczenia skrytek i bunkrów podziemnych (armia radziecka stosowała je w Afganistanie, w latach 80-tych XX wieku),
  • MOP (Massive Ordnance Penetrator) przebija ściany żelbetonowe o grubości do 18,5 m i wybucha na głębokości 61 m (z myślą o irańskich ośrodkach nuklearnych),
  • bezzałogowy myśliwiec US Air Force X-47B całkowicie zmienia charakter wojny w powietrzu, – myśliwiec V-22 Osprey może startować jak śmigłowiec i latać jak samolot,
  • hipersoniczny Falcon HTV-2, samolot ślizgacz o pięciokrotnej szybkości dźwięku, może przewozić głowice nuklearne i biologiczne na odległość kilku tysięcy kilometrów. To nowy etap w lotniczym wyścigu zbrojeń;
  • YAL-1 Airborne Laser Testbed samolot z głowicą laserową o wielkiej mocy do zestrzeliwania w locie rakiet taktycznych (tzw. pola walki) przeciwnika,
  • okręty wojenne nowej generacji z działami laserowymi niszczącymi cele (obiekty) przeciwnika w czasie 30 sekund.
    Poza tym jest wiele unikalnych nowości w robotyzacji, w wojnie hybrydowej, szczególnie cyberwars (np. ataki izraelskich hakerów wojskowych na irańskie instalacje wzbogacania uranu w Buszer, co zmniejszyło ich wydajność o 20 proc.), w dziedzinie kosmicznej i in.
    Postęp jest więc ogromny w wojskowości. Zachodzi pytanie; co robić ze starymi broniami konwencjonalnymi, na które wydano biliony dolarów?
    Postęp masowej zagłady
    Z natury rzeczy, postęp dotyczy także broni masowej zagłady – nuklearnych, chemicznych i biologicznych. Nowoczesne założenia strategiczne poszczególnych armii przewidują prowadzenie równoległych (równoczesnych) działań bojowych na szczeblu strategicznym, operacyjnym i taktycznym, przez co można lepiej „sparaliżować” przeciwnika.
    Wnioski z historii: broń biologiczna (w skrócie BB), nawet w swych najbardziej prymitywnych postaciach, była stosowana od zarania dziejów.
    Jako pierwsi używali jej łucznicy Scytów (w VII i VI wieku p.n.e.) – plemion koczowniczych na terenach obecnej Ukrainy. Moczyli oni ostrza strzał we krwi i w moczu przeciwników oraz w ich rozkładających się trupach. Katapultami przerzucano te trupy poprzez mury fortec strony przeciwnej.
    Później, plemiona pierwotne Afryki czy Amazonii zatruwały ostrza swych strzał i dzid znanymi sobie truciznami. Pamiętna jest „czarna śmierć” (dżuma) w Europie, przywleczona tu z Azji Środkowej (w 1347 r.) statkami kupców genueńskich. Z jej powodu życie straciło prawie 100 mln obywateli (od 450 mln do 350 mln).
    Zasadniczy postęp w zakresie BB datuje się natomiast od rozwoju mikrobiologii w końcu XIX wieku za przyczyną badań Louisa Pasteura, Roberta Kocha i in. W minionym stuleciu ponad 500 mln ludzi zmarło na świecie wskutek chorób zakaźnych, a kilkadziesiąt tysięcy Chińczyków zostało zamordowanych przy pomocy BB przez Japończyków podczas II wojny światowej.
    Najgroźniejszymi wirusami w BB jest ich 8 odmian na czele z ebolą, marburgiem i hantą (50% ogółu zgonów). Zapewne i koronawirus zajmie czołowe miejsce w tej klasyfikacji (oby nie!). Fachowcy powiadają, że broń biologiczna – to tyle, co „broń atomowa dla biednych”.
    Terroryzm biologiczny
    Wraz z tym, zwiększa się groźba terroryzmu biologicznego i eksperymentów biotechnologicznych mogących spowodować wytworzenie agresywnych nowych bakterii, wirusów i grzybic groźnych dla ludzi, roślin i zwierząt oraz – w sumie – dla życia na Ziemi.
    Z wiarygodnych źródeł wynika, że 16 krajów realizuje obecnie programy w zakresie BB, a mianowicie: Kanada, Chiny [6], Kuba, Francja, Niemcy, Iran, Irak, Japonia, Libia, Korea Płn., Rosja RPA, Syria, W. Brytania, USA oraz Tajwan.
    Jeśli zaś chodzi o Stany Zjednoczone, to tam niektórzy twierdzą, iż BB jest „niepraktyczna” (obosieczna?). Niemniej jednak w USA trwają prace nad BB, szczególnie w ich głównym ośrodku rozwojowym (Camp Detrick w stanie Maryland).
    Natomiast próby są przeprowadzane w bazie Pine Bluff w stanie Arkansas. Z dostępnych źródeł wynika, iż w okresie „zimnej wojny” USA i ZSRR posiadały tak znaczne arsenały BB, przy pomocy których można byłoby uśmiercić całą ludzkość na Ziemi. Richard Nixon, ówczesny Prezydent USA, wygłosił przemówienie (dnia 25.11.1969 r.), w którym proklamował zakończenie prac nad BB pod pretekstem, iż nie są one niezawodne oraz nakazał zniszczenie jej zapasów (arsenałów).
    Niezależnie od tego, w USA prowadzono nadal eksperymenty i produkowano 26 składników BB. Zarzucano temu mocarstwu stosowanie owej broni podczas wojny koreańskiej w 1952 r. oraz rozsiewano pogłoski, iż US Army użyła BB (szczególnie wirusów świńskiej grypy i gorączki dengue) przeciwko Kubie.
    Znane są także smutne doświadczenia dotyczące wybuchu epidemii eboli w Afryce oraz HIV/AIDS na świecie – z zamiarem tzw. depopulacji (zmniejszenia liczby) ludzkości.
    Kuriozalny stan rzeczy
    W konkluzji: póki co – mamy do czynienia na świecie z dość kuriozalnym stanem rzeczy w sferze militarnej: ni to pokój, ni wojna! Wprawdzie trup pada gęsto, ale krew się nie leje. Niemniej jednak, dotychczasowe skutki pandemii są już tragiczne i destrukcyjnie.
    Nade wszystko mam na względzie bezmiar nieszczęścia ludzkiego, szczególnie w tzw. epicentrach pandemii. Obok ofiar ludzkich najgorsze i najbardziej szkodliwe są olbrzymie straty materialne (ekonomiczne). Naprawa gospodarki światowej wymagać będzie, póki co, ponad 10 bln USD.
    Bardzo prawdopodobny jest także kolejny wielki kryzys gospodarczo – finansowy w świecie. Źle to wróży naszej cywilizacji i wręcz uniemożliwia rozwiązywanie jej wielkich problemów (klimat, środowisko, dysproporcje rozwojowe, woda, żywność, epidemie i wiele innych).
    Bezrobocie, głód, analfabetyzm
    Groźne mogą być także skutki społeczne pandemii i kryzysu (bezrobocie, głód, analfabetyzm, degradacja psychologiczna obywateli, inwazja biednego Południa na bogatą Północ itp. itd.).
    Pewne jest także, iż świat „obudzi się” bardzo odmieniony po pandemii i po kryzysie i – co ważniejsze – po totalnym krachu modelu neoliberalnego, który doprowadził ludzkość do wielkich nieszczęść. Niezbędna będzie także gruntowna przebudowa systemu globalnego, mechanizmów i zasad współpracy międzynarodowej.
    Ważny wniosek – to także demilitaryzacja naszej cywilizacji, szczególnie nierozprzestrzenianie i zniszczenie broni masowej zagłady: nuklearnych, chemicznych i biologicznych.
    Obecna pandemia, jako kolejna odmiana nieszczęsnej globalizacji neoliberalnej, nie osiągnęła jeszcze swego apogeum (kulminacji) i nie wiadomo, kiedy to nastąpi? Specjaliści nie wykluczają także ewentualności nawrotu zarazy. Oby tak się nie stało!

[1]. Koronawirus to gatunek wirusa z rodziny Coronavirinae zidentyfikowany w latach 60-tych XX wieku. Właściwości wiralne – kwas nukleinowy (RNA). Wywołuje ostre zakażenia dróg oddechowych prowadzące nierzadko do śmierci. Jest 7 gatunków koronawirusów „ludzkich”;
[2]. Por.: czasopismo „Dziś” nr 12 z końca 2000 r., opracowanie pt.: „Dylemat Ameryki”;
[3]. Vide: Mark Shwartz, „Biological Warfare Emerges as 21st Century Threat” (”Wojna biologiczna jawi się jako zagrożenie w XXI wieku”), „Stanford Report” z dnia 11.01.2001 r.;
[4]. W tej mierze istnieje tzw. podwójna alternatywa: sprawcą może być osoba z Zachodu lub ze Wschodu oraz cywil lub wojskowy;
[5]. Nic przeto dziwnego, że obie Strony obwiniają się nawzajem odpowiedzialnością za wywołanie pandemii i za jej skutki. Prawda jest jednak oczywista i logiczna: Chinom nijak nie zależało na zaszkodzeniu własnemu państwu i narodowi oraz całej zagranicy w czasie budowania Nowych Chin i Nowego Świata. Natomiast Stanom – chyba tak (szczególnie na osłabieniu Chin pod względem gospodarczym)! Władze i decydenci z USA nie przewidzieli wszakże, że mogą też zaszkodzić poważnie własnemu społeczeństwu i państwu. Ważne jednak, że Prezydenci ChRL i USA są w stałym kontakcie telefonicznym i starają się koordynować poczynania w walce z pandemią;
[6]. Chiny przystąpiły w 1952 roku do Konwencji o zakazie broni chemicznych i biologicznych (tzw. Geneva Protocol z 1925 r.) oraz oświadczyły, że nie produkują BB o ofensywnym zastosowaniu militarnym; ale media i ośrodki propagandy zachodniej atakują nadal ChRL w tym kontekście, w ramach wojny hybrydowej.

Chiny walczą z terroryzmem

W latach 1990-2016 tysiące ataków terrorystycznych wstrząsnęło Autonomicznym Regionem Sinciang-Uygur w północno-zachodnich Chinach, zabijając ogromną liczbę niewinnych ludzi oraz setki funkcjonariuszy policji.
Przerażające ataki nożowników i bombardowania wstrząsają terytorium znanym wcześniej jako ważny punkt handlowy na starożytnym Jedwabnym Szlaku w Chinach.
Poniżej dokumenty zawierające zapisy ataków z kamer ulicznych oraz zeznania świadków tych wydarzeń (uwaga, treści drastyczne!):

Dlaczego Saudyjczyk strzelał do Amerykanów?

„Motywacje zabójcy nie zostały jeszcze ustalone” – zakomunikowała policja federalna z Florydy, gdzie w piątek rano saudyjski podporucznik Mohammed al-Szamrani zabił trzech amerykańskich żołnierzy i ranił ośmiu innych, zanim sam został zabity. W bazie lotniczej Pensacola, w której doszło do dramatu, trwa intensywne śledztwo. Koledzy Saudyjczyka są podejrzani o wspólnictwo.

Dwóch z nich spokojnie filmowało całą krwawą scenę i to oni zostali przesłuchani jako pierwsi. Ustalono na razie, że 21-letni Al-Szamrani „nie miał żadnych związków z organizacjami terrorystycznymi”. Śledczy nie są pewni, czy wpisy na jego koncie Twittera były faktycznie jego autorstwa. Bezpośrednio przed strzelaniną ukazały się tam zdania, które wskazywałyby na motywację terrorystyczną, np. „Jestem przeciwny złu, a Ameryka jako całość zmieniła się w naród zła”. Są tam też cytaty z b. saudyjskiego współpracownika CIA Osamy ben Ladena, który miał zmienić poglądy i zorganizować słynne saudyjskie zamachy z 11 września 2001 r., w których zginęło prawie 3 tys. Amerykanów.
Według New York Times, możliwa jest inna motywacja: w przeddzień tragedii al-Szamrani pokazywał kolegom widea z typowych amerykańskich strzelanin masowych i być może był po prostu zafascynowany kulturą amerykańską, do której należy taki typ zabójstw. Wszyscy saudyjscy piloci wojskowi są szkoleni w Stanach Zjednoczonych, zgodnie z układem zawartym przez rząd USA z saudyjską tyranią. Król Arabii Salman ben Saud zapewnił prezydenta Trumpa, że rodziny zabitych dostaną sowite odszkodowania, lecz sprawa pozostaje bardzo niewygodna politycznie. Stany Zjednoczone zapewniają królowanie Saudów w zamian za regularne dostarczanie ropy, kupowanie amerykańskiej broni i używanie dolarów we wszelkich rozliczeniach zagranicznych.
„Nie jestem przeciw wam dlatego, że jesteście Amerykanami, nie nienawidzę was z powodu waszych wolności. Nienawidzę was, bo każdego dnia popieracie, finansujecie i dokonujecie zbrodni nie tylko przeciw muzułmanom, ale i przeciw całej ludzkości” – miał pisać na Twitterze saudyjski pilot. Ostatnio Amerykanie szkolą Saudyjczyków na użytek bombardowania Jemenu, lecz ta brudna wojna została jednak zdecydowana przez Mohammeda ben Salmana, królewskiego syna, który faktycznie rządzi krajem, a nie bezpośrednio przez Amerykanów. Od momentu saudyjskiego napadu na Jemen, popieranego przez USA, ten najuboższy kraj arabski przeżywa „najgorszą sytuację humanitarną na świecie”, według ONZ.

Pretekst do egzekucji

Amnesty International nagłośniła ostatnie masowe egzekucje w Arabii Saudyjskiej: stracono 37 osób, ciało jednej z nich po wykonaniu egzekucji dodatkowo ukrzyżowano.

Arabia Saudyjska utrzymuje, że wykonała kodeksowe kary śmierci za terroryzm, ale AI nie wierzy: jeden ze skazanych na karę śmierci miał 16 lat, 14 osób spośród brało wcześniej udział w antyrządowych demonstracjach. Od początku roku wykonano już wyroki na 104 osobach. „To brak szacunku dla życia ludzkiego i miażdżenie oporu ze strony szyickiej mniejszości” – twierdzą obrońcy praw człowieka.
Według AI 11 osób straconych 23 kwietnia zostało skazanych w fałszywych procesach za szpiegostwo na rzecz Iranu, 14 osób poniosło karę za udział w gwałtownych antyrządowych demonstracjach w zamieszkiwanej przez mniejszość szyicką wschodniej części kraju. Zginął między innymi 16-latek. Amnesty twierdzi, że procesy w większości naruszały standardy międzynarodowe i miały na celu skuteczne zastraszenie szyitów.
Państwo natomiast utrzymuje, że wszyscy skazani tworzyli siatkę terrorystyczną i byli odpowiedzialni za zamach na posterunek policji w miejscowości Zulfi na północ od stolicy, który odbył się dwa dni wcześniej. Mieli też planować zamachy z użyciem materiałów wybuchowych. Mieli zagrażać „pokojowi i bezpieczeństwu społeczeństwa”. Obrońcy praw człowieka są niemal pewni, że zeznania wymuszono na nich torturami. Egzekucje odbyły się jednocześnie w sześciu miastach, m.in. w Rijadzie, Mekce i Medynie.
Ukrzyżowanie po wykonaniu kary stanowi praktykę, która ma stanowić odstraszający przykład: w 2018 roku spotkało to mężczyznę oskarżonego o zasztyletowanie jednej osoby, próbę zabójstwa kolejnej oraz gwałtu. Od początku 2019 r., jak donosi AI, na karę śmierci skazano aż 104 osoby. Wszystkie wyroki wykonano. W ubiegłym roku wykonano ich aż 149 (44 z nich to cudzoziemcy skazani za przestępstwa narkotykowe). To informacje AI, Rząd Arabii Saudyjskiej nie publikuje oficjalnych statystyk dotyczących liczby egzekucji, które wykonuje, najczęściej nie informując o tym rodzin straconych. Tak było również w tym przypadku. W tej chwili w saudyjskich celach śmierci na wykonanie kary czeka jeszcze co najmniej dwóch chłopców poniżej 18. roku życia.
Lynn Maalouf z AI zaapelował do Arabii Saudyjskiej, aby powstrzymała to „szaleństwo egzekucji” i ustanowiła moratorium, mające być pierwszym krokiem do całkowitego zniesienia kary śmierci.

Jednak PI?

Lankijski minister obrony Ruwan Wijewardene oznajmił podczas porannego briefingu prasowego w środę, że za wielkanocnymi zamachami stoi najprawdopodobniej Państwo Islamskie. W sumie zatrzymano 58 osób podejrzanych o udział w organizacji wybuchów, w tym 18 decyzyjnych. Jednak część z nich może nadal przebywać na wolności.

Jak ustalono, zamachowcy samobójcy, którzy odpalili ładunki w świąteczną niedzielę to w większości osoby dobrze sytuowane, z wyższym wykształceniem. Jeden z zamachowców – jak podał szef resortu obrony – ukończył studia wyższe w Wielkiej Brytanii, a później podyplomowe w Australii. Z komunikatu ministerstwa wynikało, że większość samobójców pochodziła z bogatych rodzin z klasy średniej, od których się odcięli, niektórzy mieli nawet stopnie naukowe, uczyli się za granicą.
Mimo że zatrzymano już w sumie 58 osób, prawdopodobnie na wolności pozostaje jeszcze dziewięć, które są zamieszane w organizację wielkanocnych zamachów i nadal posiada materiały wybuchowe.
Jak podał w środę rzecznik lankijskiej policji, liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 359, przy 500 rannych. Prezydent Maithripala Sirisena zapowiedział, że w ciągu 24 godzin nastąpi fala dymisji wśród szefów resortów i służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo kraju. Wieczorem w parlamencie ma się odbyć rozbudowana poselska debata na ten temat. Lankijskie władze na dwa tygodnie przed Wielkanocą miały otrzymać ostrzeżenia przed szykowanymi zamachami m.in. od indyjskiego wywiadu. Jak donosi Reuters, ostrzeżenia te miały zostać przekazane 4 oraz 9 kwietnia.
Trwają pogrzeby ofiar, tymczasem odpowiedzialność za zamachy wzięło na siebie Państwo Islamskie. W opublikowanym przez bojowników oświadczeniu wideo opublikowanym przez agencję Amaq, padają nazwiska zamachowców.
– Według wstępnych wyników dochodzenia, seria niedzielnych zamachów bombowych na kościoły i hotele na Sri Lance była odwetem za marcowy atak na meczety w nowozelandzkim Christchurch – twierdzi lankijski minister obrony, ale nie potwierdza tego premier Jacinda Ardern.

Krwawe święta

Media informacyjne z minuty na minutę podawały coraz wyższe statystyki zabitych. W tej chwili wiadomo już o 310 ofiarach śmiertelnych i ponad 500 rannych, którzy ucierpieli w wyniku serii eksplozji w kościołach i hotelach jednocześnie podczas wielkanocnych nabożeństw.

Wybuchy miały miejsce w Kolombo – w trzech kościołach (św. Antoniego w Kolombo oraz dwóch świątyniach w Negombo niedaleko stolicy i w Batticaloa na drugim końcu kraju) oraz trzech pięciogwiazdkowych hotelach (Shangri-La, Kingsbury i Cinnamon Grand Hotel). Jeszcze jedna eksplozja miała miejsce w poniedziałek, gdy saperzy usiłowali rozbroić ładunek w samochodzie zaparkowanym koło kościoła. Nie powiódł się natomiast atak na lotnisku.
Jak podaje Associated Press, eksplozje były „zintegrowane” – doszło do nich prawie jednocześnie. Jak ustaliła agencja, w siedmiu przypadkach były to samobójcze zamachy. Na razie nikt nie przyznał się do zorganizowania wybuchów. Wśród ofiar są zarówno miejscowi katolicy świętujący Wielkanoc, jak i zagraniczni turyści.
Premier Sri Lanki zwołał specjalne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jednocześnie potępił sprawców na Twitterze: „Zdecydowanie potępiam dzisiejsze tchórzliwe ataki na nasz naród. Apeluję do Lankijczyków, aby byli zjednoczeni i silni w tym tragicznym czasie” – napisał.
Prezydent Maithripala Sirisena natomiast wydał oświadczenie, w którym wzywa obywateli do zachowania spokoju.
Sri Lanka jest w większości buddyjskim krajem, katolicy stanowią tam około 7 procent populacji.
W kraju ogłoszono stan wyjątkowy. W związku ze śledztwem w sprawie ataków dokonano 40 zatrzymań. Władze lankijskie uważają, że niedzielnych ataków dokonało lokalne ugrupowanie islamistyczne National Thowheeth Jama’ath (NTJ) prawdopodobnie przy udziale zagranicznych sojuszników – w tym kontekście wymienia się Państwo Islamskie. Przyznało się ono do tych aktó terroru, nie wiadomo jednak czy istotnie stało za nimi.

Licytacja na terroryzm

Iran nie pozostaje dłużny Donaldowi Trumpowi. Władze w Teheranie zagroziły poważnymi retorsjami jeżeli zapowiedzi wpisania Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (KSRI) na amerykańską listę organizacji terrorystycznych zostałyby zrealizowane.

Oświadczenie o podjęciu działań zmierzających do uwzględnienia KSRI w spisie międzynarodowych organizacji terrorystycznych zostało opublikowane na stronie Białego Domu ósmego kwietnia: „W dniu dzisiejszym oficjalnie ogłaszam zamiar kierowanego przeze mnie rządu uznania Korpusu Strażników Islamskiej Rewolucji Islamskiej […] za Zagraniczną Organizację Terrorystyczną na mocy sekcji 219 ustawy o imigracji i obywatelstwie. Ten bezprecedensowy krok, podjęty przez Departament Stanu, będzie rzeczywistym opisem stanu faktycznego i wskazaniem, iż Iran jest nie tylko państwem-sponsorem międzynarodowego terroryzmu, ale także określeniem KSRI jako organizacji aktywnie uczestniczącej, finansującej i promującej terroryzm […] KSRI jest podstawowym instrumentem irańskiego rządu, który służy mu do kierowania globalną kampanią terrorystyczną” – czytamy m. in. w dokumencie.
Iran, podobnie jak większość państw na Bliskim Wschodzie, przyzwyczajona jest do rozmaitych pogróżek ze strony Waszyngtonu. Również takich, których ogólna forma wykracza dalece poza uznane standardy dyplomatycznej kultury. Teheran jednak jest jednym z niewielu krajów w regionie, który może pozwolić sobie na więcej samodzielności i powagi w stosunkach z USA.
Tamtejsze władze zareagowały błyskawicznie. Już dzień po tym jak Wall Street Journal doniósł o zamiarach Białego Domu (5 kwietnia) w irańskich mediach pojawiła się informacja o możliwości wpisania US Army na listę organizacji terrorystycznych w ramach działań odwetowych. Wspominaliśmy o tym również na stronach portalu Strajk. Wciąż jednak większość obserwatorów skłonna była to traktować jako blef. Dotychczas Waszyngton nigdy nie posunął się w swoich imperialnych fantazjach na tyle daleko, by opisać oficjalne siły zbrojne suwerennego państwa jako organizację terrorystyczną. Tymczasem Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej jest właśnie jedną z dwóch irańskich struktur militarnych.
Według irańskiej konstytucji armia odpowiedzialna jest za obronę granic Iranu, zaś KSRI borni osiągnięć rewolucji islamskiej. Do jego zadań należy m. in. zwalczanie „obcych wpływów”. W strukturze KSRI, liczącej łącznie ponad 160 tys. żołnierzy, funkcjonują wszystkie rodzaje sił zbrojnych, służby wywiadowcze, specjalna jednostka – Ghods oraz paramilitarny Związek Mobilizacji Uciemiężonych.
Jeżeli do tego dojdzie dowództwo amerykańskiej armii znajdzie się na tej samej liście, na której figuruje np. tzw. Państwo Islamskie. Heshmatollah Falahatpisheh, przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej irańskiego parlamentu, poinformował w rozmowie z dziennikarzami, że projekt ustawy w tej sprawie został już przygotowany.
Wydaje się, że ewentualne uznanie amerykańskiej armii za organizację terrorystyczną jest o wiele bardziej uzasadnione moralnie i politycznie. USA przeprowadziły na Bliskim Wschodzie dwie wojny napastnicze przeciwko Irakowi doprowadzając ten kraj do niemal zupełnej ruiny, dokonały inwazji na Libię co zakończyło się faktyczną likwidacją jej państwowości, wspierają radykalne ruchy religijne, które miały wysadzić w powietrze Syrię, aktywnie pomagają Arabii Saudyjskiej w systematycznym wyniszczaniu Jemenu, gdzie rozgrywa się przez to – jak wskazuje ONZ – największa katastrofa humanitarna na świecie. W tej chwili trwają aktywne przymiarki do wszczęcia kolejnej zbrojnej napaści – właśnie na Iran.

Islamski fundamentalizm i ślepota Zachodu

Upadek Państwa Islamskiego w marcu wywołuje uczucie ulgi i radości. Oto pokonano groźny twór siejący nie tylko w rejonie Bliskiego Wschodu trwogę, strach i terror. Mało kto jednak zastanawia się nad przyczynami zjawiska trawiącego świat islamu od kilku dekad, rozpoczętego – symbolicznie – dojściem ajatollaha Chomeiniego do władzy w Iranie w lutym 1979 roku. Państwo Islamskie, różne mutacje al-Kaidy, a poprzednio – wojny w Bośni, Czeczenii czy Kosowie są cieniem tzw. islamskiego rewiwalizmu.

Tymczasem, by rzetelnie pojąć powagę sytuacji, wypada sięgnąć do doktryny „Wielkiej szachownicy”, stworzonej przez Zbigniewa Brzezińskiego, ucieleśniającej amerykański punkt widzenia geopolityki i mającej utrzymać jankeską hegemonię na świecie.
W imię fałszywej oceny sytuacji geopolitycznej i konfrontacyjno-ideologicznych uprzedzeń nad Potomakiem zrobiono wszystko, by sprowokować – skutecznie – radziecką interwencję w Afganistanie, a następnie sięgnięto po wspieranie sił ekstremizmu islamskiego w walce przeciwko „imperium zła”. Zlekceważono w imię doktrynerstwa oraz partykularyzmu argumenty zwracające uwagę na wzbierającą falę wspomnianego rewiwalizmu islamskiego.
Fundamentalistyczny, religijnie ukierunkowany ruch protestu był z jednej strony efektem wojny sześciodniowej na Bliskim Wschodzie, przegranej przez państwa świeckie, realizujące arabską odmianę socjalizmu, z drugiej – boomu na ropę, którego głównymi beneficjentami okazały się ultrakonserwatywne, purytańskie reżimy znad Zatoki Perskiej. Na ten ruch antyzachodni, antymodernistyczny nie zwrócono na zachodzie uwagi przez ignorancję, krótkowzroczność i zadufanie. Nie zainteresowano się, co zawierają i dlaczego spotykają się z tak ogromnym odzewem pisma Sajjida Kutba, al-Maududiego, al-Kardawiego, Chomeiniego, Nasrallaha bądź Fadlallaha itd. Nie mówiąc o wcześniejszych fundamentalistach w rodzaju ibn Tajmijji czy al-Wahhaba.
Z ich kart wypływały tymczasem marzenia o zaprowadzeniu sprawiedliwego ustroju muzułmańskiego opartego o tradycję kalifatu i religijnie uzasadnianego prawa (szarij’at). Neokolonializm, bezczelność zachodnich korporacji i korupcja miejscowych elit, powszechna pauperyzacja i brak perspektyw dla młodzieży z krajów muzułmańskich zapewniały tak budowanej ideologii coraz to nowych zwolenników. Podobnie jak wyraźna korelacja pomiędzy szerzeniem się europejsko-amerykańskich wzorców kultury masowej, normami oraz wartościami wiązanymi bezpośrednio z Zachodem, a spuścizną pozostawioną w sferze materialnej przez historię kontaktów Zachodu z islamem.
Jak stwierdza znawca islamu, religioznawca i politolog niemiecki syryjskiego pochodzenia Bassam Tibi, islamizm przejawiający się w ekstremizmie religijnym (warstwa teoretyczna) i terroryzmie (skrajna praktyka tej ideologii) to po prostu doktryna polityczna, nie religijna stanowiąca (jak zawsze przy bliskich związkach religii i polityki) zagrożenie dla samych muzułmanów, wciągając ich w wojnę z innymi cywilizacjami czy kulturami. Fundamentaliści, jak wszyscy fanatycy religijni, odrzucają en bloc nie tylko wartości świeckie, ale także ponadcywilizacyjną moralność, tworząc grupy i wspólnoty mające na celu wywołanie buntu przeciwko uniwersalnemu stosowaniu tego, co nazywamy w Europie wolnościami osobistymi, demokracją i prawami człowieka. Przeciwstawiają im rozumiany na różne sposoby, mniej lub bardziej konserwatywnie, islam: jego ład społeczny, określone koncepcje polityczne, jurydyczne, swoisty stosunek do kultury, do człowieka.
Światowej sławy izraelski historyk i socjolog, znawca problematyki bliskowschodniej i azjatyckiej prof. Shmuel Eisenstadt (1923-2012) uważał, że „Komunizm (….) to silny projekt modernistyczny, wywodzący swe korzenie z Oświecenia i Rewolucji Francuskiej. Podstawowym celem komunizmu była przemiana niemal feudalnych społeczności środkowo – i wschodnioeuropejskich w nowoczesne zbiorowości przemysłowe. Z tym bezpośrednio trzeba wiązać wizję nowej kultury, którą miał wprowadzić ten ustrój”. Dotyczyło to także ówczesnego tzw. III Świata. Stąd, jego zdaniem, konflikt afgański należało rozpatrywać nie jako zderzenie obozu radzieckiego – czyli komunistycznego – z Zachodem, lecz zapowiedź zasadniczej konfrontacji cywilizacji chrześcijańskiej i muzułmańskiej. Podobny sąd wyraził – w kontekście rozumienia istoty modernizmu w zachodnio-europejskim stylu – jeszcze w końcu lat 60. XX wieku Raymond Aron, którego nie można posądzać w żadnym wypadku o sympatie dla ZSRR. Jego zdaniem „…Europa widziana z Azji, nie składa się z dwóch zasadniczo różnych światów, świata radzieckiego i świata zachodniego. Stanowi jedną rzeczywistość: rzeczywistość cywilizacji przemysłowej. Społeczeństwo radzieckie i kapitalistyczne są tylko dwiema odmianami tego samego gatunku – albo dwiema wersjami tego samego typu społecznego – postępowego społeczeństwa przemysłowego”.
Radziecka wersja socjalizmu, która zderzyła się z fundamentalistyczną wersją religii Mahometa, była ciągle jedną z wersji cywilizacji przemysłowej, europejskiej, sięgającej korzeniami do oświecenia. Wspierając w tej konfrontacji religijnych fanatyków, Zachód hodował wrzód, mający zagrozić jemu samemu.
Taki sam krótkowzroczny, neokolonialny scenariusz legł u podstaw interwencji w Iraku i Libii nie przewidując absolutnie, czym jest nabierający rozpędu religijny fundamentalizm w świecie islamu. Afgański flirt z islamskimi mudżahedinami niczego nie nauczył polityków Zachodu. Nowe interwencje, niszczenie całych struktur państwowych i społecznych oraz zawieranie na miejscu co najmniej wątpliwych sojuszy zaowocowały powstaniem al-Kaidy, zamachami na całym świecie (Nowy Jork, Madryt, Londyn, Biesłan, Dubrowka, Bombaj), wyczynami międzynarodówki dżihadystycznej w Bośni i Kosowie, wreszcie przerodzeniem się części al-Kaidy w Państwo Islamskie.
Inny błąd zachodniego mainstreamu politycznego w tej mierze polega na wierze w możliwość organizacji i funkcjonowania tzw. islamskiej demokracji bez zmian w strukturach społeczeństw, bez bardziej sprawiedliwego podziału dóbr w tamtym świecie i bez wycofania się Zachodu z neokolonialnej polityki. Model zachodnio-europejsko–amerykański jest traktowany dogmatycznie jako jedynie dopuszczalne rozwiązanie polityczno-kulturowe, Arabowie, Afgańczycy czy Irańczycy mają uczyć się od zachodnich „mistrzów”. Można podejrzewać, iż u podstaw takiego myślenia leży żądza kontynuowania neokolonialnej polityki wobec innych cywilizacji i kultur. Równocześnie media i zachodnie rządy wiele włożyły wysiłku, aby świat uwierzył, iż za atakami terrorystycznymi czy zjawiskami takimi jak IS, taliban, wojna w Jemenie, rewolta w Mali czy północnej Nigerii odpowiadają wyłącznie fanatycy dżihadu, którzy wzięli się znikąd. Mało kto ma odwagę powiedzieć, że terroryzm, uzasadniany przez ekstremistów potrzebą prowadzenia świętej wojny, nie zaistniałby na obecną skalę, gdyby nie polityka Zachodu, nowy kolonializm i despotyzm transnarodowych (głównie o kapitale zachodnim) korporacji oraz polityka USA i NATO razem z sojusznikami.
Za krótkowzroczność Zachodowi już przychodzi płacić. Wszak najemnicy Proroka udający się na dżihad do Syrii bądź Iraku, jak wskazują badania, są to w sporej części Europejczykami. To konwertyci-neofici lub kolejne pokolenia muzułmańskich migrantów zarobkowych, którzy nagle odkryli w sobie wiarę (wiele jest relacji opisujących, jak dżihadyści zaczęli zajmować się sprawami religii na krótko przed wyjazdem na Bliski Wschód). Często powodowała nimi chęć przeżycia kolejnej przygody, mordercza eskapada była sposobem na pobudzenie w sobie adrenaliny czy źródłem snobistycznej reklamy w mediach społecznościowych. Po powrocie na Stary Kontynent mogą nadal siać terror, przemoc, zniszczenie, bo to stało się ich żywiołem i sensem życia. Eschatologiczno-religijnego uzasadnienia na pewno tu się nie znajdzie, to może być tylko taki „kwiatek do kożucha”, czysta retoryka. To będzie też efekt współczesnej kultury „obrazkowej”, zasięgu i roli owych mediów i mód sprzedawanych przez mainstream. Doprowadzonych do krwawego absurdu.
Analizując upadek projektu pod nazwą Państwo Islamskie (ISIS) nie popadajmy w krótkowzroczny zachwyt. Po pierwsze, zdawajmy sobie sprawę z tego, że o żadnym całkowitym upadku nie ma mowy. Trwają struktury dżihadystów w prowincji Idlib, nie są od nich wolne wioski na kontrolowanych przez Amerykanów terenach wschodniej Syrii, istnieją uśpione komórki w Iraku. Po drugiej, zadajmy sobie pytania i popróbujmy na nie odpowiedzieć: dlaczego ów twór powstał, czego był wynikiem i efektem, kto na tym zyskiwał i kto (wedle kapitalistycznego kanonu) najwięcej zarobił. Bo zysk (we wszystkich formach) jest naczelną zasadą gospodarki rynkowej. W neoliberalizmie przede wszystkim.

Głos prawicy

Waszczykowski w szpitalu

„Do Rzeczy” kolportuje sensacyjne wieści o byłym szefie MSZ:
Witold Waszczykowski ma problemy z oddychaniem i ledwo mówi – informuje „Super Express”.
Były szef polskiej dyplomacji trafił do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie w nocy z 10 na 11 czerwca. Przebywa w tym samym szpitalu, który opuścił niedawno prezes PiS Jarosław Kaczyński.
„Super Express” skontaktował się z Waszczykowskim telefonicznie. – Nie czuje się najlepiej, leżę w szpitalu, mam poważne problemy z drogami oddechowymi, po badaniach będzie wiadomo więcej – powiedział cytowany przez gazetę były minister.
Tabloid zaznacza, że choroba polityka może być poważna. „Prawie stracił głos” – czytamy.
Witold Waszczykowski był ministrem spraw zagranicznych w rządzie Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego. Stanowisko stracił w styczniu 2018 roku. Zastąpił go Jacek Czaputowicz.

 

Niemiec już nie ma

Historyk Bohdan Piętka dzieli się refleksją na temat uchodźców:
Sędzia Ulrike Grave-Herkenrath skazała 19-letniego Ahmeta R. na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Ten młody imigrant z Afganistanu bez powodu pobił człowieka na ulicy. Ofiara ataku zmarła dzień później. Sędzia w uzasadnieniu stwierdziła, że więzienie będzie dla Ahmeta R. demoralizujące i kazała mu uczęszczać na zajęcia z treningu radzenia sobie z własną agresją. W sumie ma uczestniczyć w 10 lekcjach takiego treningu – to jedyna kara za zabicie człowieka bez powodu. Do ataku doszło w mieście Bergisch Gladbach koło Kolonii. Oskarżony zeznał, że w sierpniu ubiegłego roku zaatakował osobę, którą uznał za bezdomną. Zrobił to, by zdobyć szacunek u swoich rodaków. Zaatakowany 40-letni Thomas K. dostał cios, po którym upadł na ziemię i złamał czaszkę. Po napadzie muzułmańscy znajomi Ahmeta R. „świętowali” pobicie – podają niemieckie media. Dzień później zaatakowany mężczyzna zmarł w klinice w Kolonii-Merheim (tvp.info).
Za zabicie człowieka niemiecki sąd orzekł karę 10 lekcji treningu radzenia sobie z własną agresją. Przypuszczam, że wyrok byłby inny, gdyby sprawcą był Niemiec, a ofiarą muzułmański imigrant. Wtedy byłoby to przecież nie tylko pobicie ze skutkiem śmiertelnym, ale atak rasistowski, więc i kara surowsza. Do tego doszła Europa Zachodnia dzięki ideologii, której po imieniu nazywał nie będę.
Mój komentarz do tego jest taki, że Niemiec już nie ma i Europy Zachodniej też już nie ma. To już jest koniec tego regionu dawnej cywilizacji europejskiej. Świadomości tego faktu nie ma jednak ogromna większość Polaków, wciąż wierzących w swoje dziecinne wyobrażenia o Zachodzie. Najgorsze dla nich jednak jest to, że nie mają oni także świadomości tego, iż dominujące w ich kraju siły polityczne, nieustannie podjudzające ich przeciw Rosji jako wcieleniu wszelkiego zła, też prowadzą ich do takiego samego końca.

 

PiS za Polską powiatową

Polska to nie tylko te wielkie metropolie i arterie komunikacyjne między nimi, ale też średnie i małe miejscowości. Zależy nam, aby miały one dużo lepszy dostęp komunikacyjny – powiedział Premier Mateusz Morawiecki w KPRM podczas odprawy z wojewodami.
Podziękował, że wzięte zostały pod uwagę także mniejsze regiony, które nie miały wcześniej szans na remont.
– Ta inwestycja pokazuje, że w ślad za słowem idą też czyny. Chcemy, żeby Polska była jedna od strony infrastrukturalnej, drogowej, dlatego poprzez fundusze na budowę i remonty dróg, oferujemy gminom poprawę komfortu i bezpieczeństwa na drogach – oznajmił.
Minister MSWiA Joachim Brudziński dodał, że państwo przekaże 500 mln zł wsparcia na kolejną transzę inwestycji na drogi lokalne.
– Pierwsza transza, która popłynęła ze strony rządu na ten cel to 800 mln zł. Wojewodowie znakomicie wywiązali się z zadania, zbierając wnioski samorządów – zaznaczył. Info z pis.org.pl.

Komunikaty Białego Domu i Krzysztofa Szczerskiego

Ponad 50 państw zobowiązało się na Szczycie Bezpieczeństwa Atomowego w Waszyngtonie, że – mimo iż jest to ostatnie spotkanie w autorskiej formule prezydenta USA, Baracka Obamy – będą dalej czynić wysiłki na rzecz zabezpieczenia i redukcji materiałów rozszczepialnych, tak by nie wpadły w ręce terrorystów.

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, Barack Obama jednak uległ naciskom Turcji i spotkał się z tureckim prezydentem, Recepem Tyyipem Erdoganem. Komunikat Białego Domu poinformował, że „obaj przywódcy omówili sprawę wzmocnienia wspólnych wysiłków dla osłabienia i zniszczenia Państwa Islamskiego (PI)”. Obama potwierdził wsparcie USA dla bezpieczeństwa Turcji i „naszej wspólnej walki z terroryzmem”. Obama nie planował wcześniej rozmowy z Erdoganem dla pokazania niezadowolenia z prześladowań w Turcji prasy, Kurdów i jej dwuznacznej polityki wobec PI. Biały Dom nie wydał natomiast komunikatu o spotkaniu Obamy z prezydentem Andrzejem Dudą, którego też nie planowano. Uczynił to za to prezydencki minister Krzysztof Szczerski. Zapewnił, że była to rozmowa dwustronna „w cztery oczy”, „nie była to rozmowa długa, ale treściwa” i że doszło do niej z inicjatywy prezydenta USA. Jak przyznał Szczerski, do rozmowy doszło przed rozpoczęciem oficjalnej kolacji dla uczestników szczytu. „Najpierw panowie się przywitali, jak wszyscy inni, ale po powitaniu idąc do miejsca, gdzie była kolacja, panowie przystanęli i osobno porozmawiali we własnym gronie” – opisywał dziennikarzom okoliczności spotkania Szczerski. Według niego prezydenci rozmawiali o sprawie bezpieczeństwa atomowego i o przygotowaniach do lipcowego szczytu NATO w Warszawie oraz o kwestii Trybunału Konstytucyjnego. Duda poinformował Obamę, że podejmie w najbliższym czasie prace „dotyczące uregulowania spraw wymiaru sprawiedliwości, Trybunału Konstytucyjnego w polskiej konstytucji”. Spotkanie waszyngtońskie zbojkotował prezydent Rosji, Władimir Putin. Rosja, posiada około połowy światowych zasobów wysoko wzbogaconego uranu i około jednej trzeciej wyizolowanego plutonu. Choć Rosja uczestniczyła w trzech pierwszych szczytach, to pod koniec 2014 r., na tle napięć wokół Ukrainy, zerwała współpracę z Zachodem. Obama przyznał na konferencji prasowej, że mimo zawartego z Rosją w 2010 roku, za prezydentury Dmitrija Miedwiediewa, układu o ograniczeniu zbrojeń strategicznych (START), „nie nastąpił tak duży postęp z Rosją, jakiego bym sobie życzył”. Wskazywał, że po powrocie Władimira Putina na urząd prezydenta, Rosja skupiła się na wzmacnianiu arsenału zbrojnego, co spowolniło redukcję wojskowego materiału rozszczepialnego. „Ale, choć nie zobaczymy już dalszej redukcji za mojej prezydentury, mam nadzieję, że zbudowaliśmy mechanizmy, które pozwolą na to w przyszłości. Pozostawiamy drzwi otwarte”, zachęcał.

{loadposition social}
{loadposition zobacz_takze}