Pretekst do egzekucji

Amnesty International nagłośniła ostatnie masowe egzekucje w Arabii Saudyjskiej: stracono 37 osób, ciało jednej z nich po wykonaniu egzekucji dodatkowo ukrzyżowano.

Arabia Saudyjska utrzymuje, że wykonała kodeksowe kary śmierci za terroryzm, ale AI nie wierzy: jeden ze skazanych na karę śmierci miał 16 lat, 14 osób spośród brało wcześniej udział w antyrządowych demonstracjach. Od początku roku wykonano już wyroki na 104 osobach. „To brak szacunku dla życia ludzkiego i miażdżenie oporu ze strony szyickiej mniejszości” – twierdzą obrońcy praw człowieka.
Według AI 11 osób straconych 23 kwietnia zostało skazanych w fałszywych procesach za szpiegostwo na rzecz Iranu, 14 osób poniosło karę za udział w gwałtownych antyrządowych demonstracjach w zamieszkiwanej przez mniejszość szyicką wschodniej części kraju. Zginął między innymi 16-latek. Amnesty twierdzi, że procesy w większości naruszały standardy międzynarodowe i miały na celu skuteczne zastraszenie szyitów.
Państwo natomiast utrzymuje, że wszyscy skazani tworzyli siatkę terrorystyczną i byli odpowiedzialni za zamach na posterunek policji w miejscowości Zulfi na północ od stolicy, który odbył się dwa dni wcześniej. Mieli też planować zamachy z użyciem materiałów wybuchowych. Mieli zagrażać „pokojowi i bezpieczeństwu społeczeństwa”. Obrońcy praw człowieka są niemal pewni, że zeznania wymuszono na nich torturami. Egzekucje odbyły się jednocześnie w sześciu miastach, m.in. w Rijadzie, Mekce i Medynie.
Ukrzyżowanie po wykonaniu kary stanowi praktykę, która ma stanowić odstraszający przykład: w 2018 roku spotkało to mężczyznę oskarżonego o zasztyletowanie jednej osoby, próbę zabójstwa kolejnej oraz gwałtu. Od początku 2019 r., jak donosi AI, na karę śmierci skazano aż 104 osoby. Wszystkie wyroki wykonano. W ubiegłym roku wykonano ich aż 149 (44 z nich to cudzoziemcy skazani za przestępstwa narkotykowe). To informacje AI, Rząd Arabii Saudyjskiej nie publikuje oficjalnych statystyk dotyczących liczby egzekucji, które wykonuje, najczęściej nie informując o tym rodzin straconych. Tak było również w tym przypadku. W tej chwili w saudyjskich celach śmierci na wykonanie kary czeka jeszcze co najmniej dwóch chłopców poniżej 18. roku życia.
Lynn Maalouf z AI zaapelował do Arabii Saudyjskiej, aby powstrzymała to „szaleństwo egzekucji” i ustanowiła moratorium, mające być pierwszym krokiem do całkowitego zniesienia kary śmierci.

Jednak PI?

Lankijski minister obrony Ruwan Wijewardene oznajmił podczas porannego briefingu prasowego w środę, że za wielkanocnymi zamachami stoi najprawdopodobniej Państwo Islamskie. W sumie zatrzymano 58 osób podejrzanych o udział w organizacji wybuchów, w tym 18 decyzyjnych. Jednak część z nich może nadal przebywać na wolności.

Jak ustalono, zamachowcy samobójcy, którzy odpalili ładunki w świąteczną niedzielę to w większości osoby dobrze sytuowane, z wyższym wykształceniem. Jeden z zamachowców – jak podał szef resortu obrony – ukończył studia wyższe w Wielkiej Brytanii, a później podyplomowe w Australii. Z komunikatu ministerstwa wynikało, że większość samobójców pochodziła z bogatych rodzin z klasy średniej, od których się odcięli, niektórzy mieli nawet stopnie naukowe, uczyli się za granicą.
Mimo że zatrzymano już w sumie 58 osób, prawdopodobnie na wolności pozostaje jeszcze dziewięć, które są zamieszane w organizację wielkanocnych zamachów i nadal posiada materiały wybuchowe.
Jak podał w środę rzecznik lankijskiej policji, liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 359, przy 500 rannych. Prezydent Maithripala Sirisena zapowiedział, że w ciągu 24 godzin nastąpi fala dymisji wśród szefów resortów i służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo kraju. Wieczorem w parlamencie ma się odbyć rozbudowana poselska debata na ten temat. Lankijskie władze na dwa tygodnie przed Wielkanocą miały otrzymać ostrzeżenia przed szykowanymi zamachami m.in. od indyjskiego wywiadu. Jak donosi Reuters, ostrzeżenia te miały zostać przekazane 4 oraz 9 kwietnia.
Trwają pogrzeby ofiar, tymczasem odpowiedzialność za zamachy wzięło na siebie Państwo Islamskie. W opublikowanym przez bojowników oświadczeniu wideo opublikowanym przez agencję Amaq, padają nazwiska zamachowców.
– Według wstępnych wyników dochodzenia, seria niedzielnych zamachów bombowych na kościoły i hotele na Sri Lance była odwetem za marcowy atak na meczety w nowozelandzkim Christchurch – twierdzi lankijski minister obrony, ale nie potwierdza tego premier Jacinda Ardern.

Krwawe święta

Media informacyjne z minuty na minutę podawały coraz wyższe statystyki zabitych. W tej chwili wiadomo już o 310 ofiarach śmiertelnych i ponad 500 rannych, którzy ucierpieli w wyniku serii eksplozji w kościołach i hotelach jednocześnie podczas wielkanocnych nabożeństw.

Wybuchy miały miejsce w Kolombo – w trzech kościołach (św. Antoniego w Kolombo oraz dwóch świątyniach w Negombo niedaleko stolicy i w Batticaloa na drugim końcu kraju) oraz trzech pięciogwiazdkowych hotelach (Shangri-La, Kingsbury i Cinnamon Grand Hotel). Jeszcze jedna eksplozja miała miejsce w poniedziałek, gdy saperzy usiłowali rozbroić ładunek w samochodzie zaparkowanym koło kościoła. Nie powiódł się natomiast atak na lotnisku.
Jak podaje Associated Press, eksplozje były „zintegrowane” – doszło do nich prawie jednocześnie. Jak ustaliła agencja, w siedmiu przypadkach były to samobójcze zamachy. Na razie nikt nie przyznał się do zorganizowania wybuchów. Wśród ofiar są zarówno miejscowi katolicy świętujący Wielkanoc, jak i zagraniczni turyści.
Premier Sri Lanki zwołał specjalne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jednocześnie potępił sprawców na Twitterze: „Zdecydowanie potępiam dzisiejsze tchórzliwe ataki na nasz naród. Apeluję do Lankijczyków, aby byli zjednoczeni i silni w tym tragicznym czasie” – napisał.
Prezydent Maithripala Sirisena natomiast wydał oświadczenie, w którym wzywa obywateli do zachowania spokoju.
Sri Lanka jest w większości buddyjskim krajem, katolicy stanowią tam około 7 procent populacji.
W kraju ogłoszono stan wyjątkowy. W związku ze śledztwem w sprawie ataków dokonano 40 zatrzymań. Władze lankijskie uważają, że niedzielnych ataków dokonało lokalne ugrupowanie islamistyczne National Thowheeth Jama’ath (NTJ) prawdopodobnie przy udziale zagranicznych sojuszników – w tym kontekście wymienia się Państwo Islamskie. Przyznało się ono do tych aktó terroru, nie wiadomo jednak czy istotnie stało za nimi.

Licytacja na terroryzm

Iran nie pozostaje dłużny Donaldowi Trumpowi. Władze w Teheranie zagroziły poważnymi retorsjami jeżeli zapowiedzi wpisania Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (KSRI) na amerykańską listę organizacji terrorystycznych zostałyby zrealizowane.

Oświadczenie o podjęciu działań zmierzających do uwzględnienia KSRI w spisie międzynarodowych organizacji terrorystycznych zostało opublikowane na stronie Białego Domu ósmego kwietnia: „W dniu dzisiejszym oficjalnie ogłaszam zamiar kierowanego przeze mnie rządu uznania Korpusu Strażników Islamskiej Rewolucji Islamskiej […] za Zagraniczną Organizację Terrorystyczną na mocy sekcji 219 ustawy o imigracji i obywatelstwie. Ten bezprecedensowy krok, podjęty przez Departament Stanu, będzie rzeczywistym opisem stanu faktycznego i wskazaniem, iż Iran jest nie tylko państwem-sponsorem międzynarodowego terroryzmu, ale także określeniem KSRI jako organizacji aktywnie uczestniczącej, finansującej i promującej terroryzm […] KSRI jest podstawowym instrumentem irańskiego rządu, który służy mu do kierowania globalną kampanią terrorystyczną” – czytamy m. in. w dokumencie.
Iran, podobnie jak większość państw na Bliskim Wschodzie, przyzwyczajona jest do rozmaitych pogróżek ze strony Waszyngtonu. Również takich, których ogólna forma wykracza dalece poza uznane standardy dyplomatycznej kultury. Teheran jednak jest jednym z niewielu krajów w regionie, który może pozwolić sobie na więcej samodzielności i powagi w stosunkach z USA.
Tamtejsze władze zareagowały błyskawicznie. Już dzień po tym jak Wall Street Journal doniósł o zamiarach Białego Domu (5 kwietnia) w irańskich mediach pojawiła się informacja o możliwości wpisania US Army na listę organizacji terrorystycznych w ramach działań odwetowych. Wspominaliśmy o tym również na stronach portalu Strajk. Wciąż jednak większość obserwatorów skłonna była to traktować jako blef. Dotychczas Waszyngton nigdy nie posunął się w swoich imperialnych fantazjach na tyle daleko, by opisać oficjalne siły zbrojne suwerennego państwa jako organizację terrorystyczną. Tymczasem Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej jest właśnie jedną z dwóch irańskich struktur militarnych.
Według irańskiej konstytucji armia odpowiedzialna jest za obronę granic Iranu, zaś KSRI borni osiągnięć rewolucji islamskiej. Do jego zadań należy m. in. zwalczanie „obcych wpływów”. W strukturze KSRI, liczącej łącznie ponad 160 tys. żołnierzy, funkcjonują wszystkie rodzaje sił zbrojnych, służby wywiadowcze, specjalna jednostka – Ghods oraz paramilitarny Związek Mobilizacji Uciemiężonych.
Jeżeli do tego dojdzie dowództwo amerykańskiej armii znajdzie się na tej samej liście, na której figuruje np. tzw. Państwo Islamskie. Heshmatollah Falahatpisheh, przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej irańskiego parlamentu, poinformował w rozmowie z dziennikarzami, że projekt ustawy w tej sprawie został już przygotowany.
Wydaje się, że ewentualne uznanie amerykańskiej armii za organizację terrorystyczną jest o wiele bardziej uzasadnione moralnie i politycznie. USA przeprowadziły na Bliskim Wschodzie dwie wojny napastnicze przeciwko Irakowi doprowadzając ten kraj do niemal zupełnej ruiny, dokonały inwazji na Libię co zakończyło się faktyczną likwidacją jej państwowości, wspierają radykalne ruchy religijne, które miały wysadzić w powietrze Syrię, aktywnie pomagają Arabii Saudyjskiej w systematycznym wyniszczaniu Jemenu, gdzie rozgrywa się przez to – jak wskazuje ONZ – największa katastrofa humanitarna na świecie. W tej chwili trwają aktywne przymiarki do wszczęcia kolejnej zbrojnej napaści – właśnie na Iran.

Islamski fundamentalizm i ślepota Zachodu

Upadek Państwa Islamskiego w marcu wywołuje uczucie ulgi i radości. Oto pokonano groźny twór siejący nie tylko w rejonie Bliskiego Wschodu trwogę, strach i terror. Mało kto jednak zastanawia się nad przyczynami zjawiska trawiącego świat islamu od kilku dekad, rozpoczętego – symbolicznie – dojściem ajatollaha Chomeiniego do władzy w Iranie w lutym 1979 roku. Państwo Islamskie, różne mutacje al-Kaidy, a poprzednio – wojny w Bośni, Czeczenii czy Kosowie są cieniem tzw. islamskiego rewiwalizmu.

Tymczasem, by rzetelnie pojąć powagę sytuacji, wypada sięgnąć do doktryny „Wielkiej szachownicy”, stworzonej przez Zbigniewa Brzezińskiego, ucieleśniającej amerykański punkt widzenia geopolityki i mającej utrzymać jankeską hegemonię na świecie.
W imię fałszywej oceny sytuacji geopolitycznej i konfrontacyjno-ideologicznych uprzedzeń nad Potomakiem zrobiono wszystko, by sprowokować – skutecznie – radziecką interwencję w Afganistanie, a następnie sięgnięto po wspieranie sił ekstremizmu islamskiego w walce przeciwko „imperium zła”. Zlekceważono w imię doktrynerstwa oraz partykularyzmu argumenty zwracające uwagę na wzbierającą falę wspomnianego rewiwalizmu islamskiego.
Fundamentalistyczny, religijnie ukierunkowany ruch protestu był z jednej strony efektem wojny sześciodniowej na Bliskim Wschodzie, przegranej przez państwa świeckie, realizujące arabską odmianę socjalizmu, z drugiej – boomu na ropę, którego głównymi beneficjentami okazały się ultrakonserwatywne, purytańskie reżimy znad Zatoki Perskiej. Na ten ruch antyzachodni, antymodernistyczny nie zwrócono na zachodzie uwagi przez ignorancję, krótkowzroczność i zadufanie. Nie zainteresowano się, co zawierają i dlaczego spotykają się z tak ogromnym odzewem pisma Sajjida Kutba, al-Maududiego, al-Kardawiego, Chomeiniego, Nasrallaha bądź Fadlallaha itd. Nie mówiąc o wcześniejszych fundamentalistach w rodzaju ibn Tajmijji czy al-Wahhaba.
Z ich kart wypływały tymczasem marzenia o zaprowadzeniu sprawiedliwego ustroju muzułmańskiego opartego o tradycję kalifatu i religijnie uzasadnianego prawa (szarij’at). Neokolonializm, bezczelność zachodnich korporacji i korupcja miejscowych elit, powszechna pauperyzacja i brak perspektyw dla młodzieży z krajów muzułmańskich zapewniały tak budowanej ideologii coraz to nowych zwolenników. Podobnie jak wyraźna korelacja pomiędzy szerzeniem się europejsko-amerykańskich wzorców kultury masowej, normami oraz wartościami wiązanymi bezpośrednio z Zachodem, a spuścizną pozostawioną w sferze materialnej przez historię kontaktów Zachodu z islamem.
Jak stwierdza znawca islamu, religioznawca i politolog niemiecki syryjskiego pochodzenia Bassam Tibi, islamizm przejawiający się w ekstremizmie religijnym (warstwa teoretyczna) i terroryzmie (skrajna praktyka tej ideologii) to po prostu doktryna polityczna, nie religijna stanowiąca (jak zawsze przy bliskich związkach religii i polityki) zagrożenie dla samych muzułmanów, wciągając ich w wojnę z innymi cywilizacjami czy kulturami. Fundamentaliści, jak wszyscy fanatycy religijni, odrzucają en bloc nie tylko wartości świeckie, ale także ponadcywilizacyjną moralność, tworząc grupy i wspólnoty mające na celu wywołanie buntu przeciwko uniwersalnemu stosowaniu tego, co nazywamy w Europie wolnościami osobistymi, demokracją i prawami człowieka. Przeciwstawiają im rozumiany na różne sposoby, mniej lub bardziej konserwatywnie, islam: jego ład społeczny, określone koncepcje polityczne, jurydyczne, swoisty stosunek do kultury, do człowieka.
Światowej sławy izraelski historyk i socjolog, znawca problematyki bliskowschodniej i azjatyckiej prof. Shmuel Eisenstadt (1923-2012) uważał, że „Komunizm (….) to silny projekt modernistyczny, wywodzący swe korzenie z Oświecenia i Rewolucji Francuskiej. Podstawowym celem komunizmu była przemiana niemal feudalnych społeczności środkowo – i wschodnioeuropejskich w nowoczesne zbiorowości przemysłowe. Z tym bezpośrednio trzeba wiązać wizję nowej kultury, którą miał wprowadzić ten ustrój”. Dotyczyło to także ówczesnego tzw. III Świata. Stąd, jego zdaniem, konflikt afgański należało rozpatrywać nie jako zderzenie obozu radzieckiego – czyli komunistycznego – z Zachodem, lecz zapowiedź zasadniczej konfrontacji cywilizacji chrześcijańskiej i muzułmańskiej. Podobny sąd wyraził – w kontekście rozumienia istoty modernizmu w zachodnio-europejskim stylu – jeszcze w końcu lat 60. XX wieku Raymond Aron, którego nie można posądzać w żadnym wypadku o sympatie dla ZSRR. Jego zdaniem „…Europa widziana z Azji, nie składa się z dwóch zasadniczo różnych światów, świata radzieckiego i świata zachodniego. Stanowi jedną rzeczywistość: rzeczywistość cywilizacji przemysłowej. Społeczeństwo radzieckie i kapitalistyczne są tylko dwiema odmianami tego samego gatunku – albo dwiema wersjami tego samego typu społecznego – postępowego społeczeństwa przemysłowego”.
Radziecka wersja socjalizmu, która zderzyła się z fundamentalistyczną wersją religii Mahometa, była ciągle jedną z wersji cywilizacji przemysłowej, europejskiej, sięgającej korzeniami do oświecenia. Wspierając w tej konfrontacji religijnych fanatyków, Zachód hodował wrzód, mający zagrozić jemu samemu.
Taki sam krótkowzroczny, neokolonialny scenariusz legł u podstaw interwencji w Iraku i Libii nie przewidując absolutnie, czym jest nabierający rozpędu religijny fundamentalizm w świecie islamu. Afgański flirt z islamskimi mudżahedinami niczego nie nauczył polityków Zachodu. Nowe interwencje, niszczenie całych struktur państwowych i społecznych oraz zawieranie na miejscu co najmniej wątpliwych sojuszy zaowocowały powstaniem al-Kaidy, zamachami na całym świecie (Nowy Jork, Madryt, Londyn, Biesłan, Dubrowka, Bombaj), wyczynami międzynarodówki dżihadystycznej w Bośni i Kosowie, wreszcie przerodzeniem się części al-Kaidy w Państwo Islamskie.
Inny błąd zachodniego mainstreamu politycznego w tej mierze polega na wierze w możliwość organizacji i funkcjonowania tzw. islamskiej demokracji bez zmian w strukturach społeczeństw, bez bardziej sprawiedliwego podziału dóbr w tamtym świecie i bez wycofania się Zachodu z neokolonialnej polityki. Model zachodnio-europejsko–amerykański jest traktowany dogmatycznie jako jedynie dopuszczalne rozwiązanie polityczno-kulturowe, Arabowie, Afgańczycy czy Irańczycy mają uczyć się od zachodnich „mistrzów”. Można podejrzewać, iż u podstaw takiego myślenia leży żądza kontynuowania neokolonialnej polityki wobec innych cywilizacji i kultur. Równocześnie media i zachodnie rządy wiele włożyły wysiłku, aby świat uwierzył, iż za atakami terrorystycznymi czy zjawiskami takimi jak IS, taliban, wojna w Jemenie, rewolta w Mali czy północnej Nigerii odpowiadają wyłącznie fanatycy dżihadu, którzy wzięli się znikąd. Mało kto ma odwagę powiedzieć, że terroryzm, uzasadniany przez ekstremistów potrzebą prowadzenia świętej wojny, nie zaistniałby na obecną skalę, gdyby nie polityka Zachodu, nowy kolonializm i despotyzm transnarodowych (głównie o kapitale zachodnim) korporacji oraz polityka USA i NATO razem z sojusznikami.
Za krótkowzroczność Zachodowi już przychodzi płacić. Wszak najemnicy Proroka udający się na dżihad do Syrii bądź Iraku, jak wskazują badania, są to w sporej części Europejczykami. To konwertyci-neofici lub kolejne pokolenia muzułmańskich migrantów zarobkowych, którzy nagle odkryli w sobie wiarę (wiele jest relacji opisujących, jak dżihadyści zaczęli zajmować się sprawami religii na krótko przed wyjazdem na Bliski Wschód). Często powodowała nimi chęć przeżycia kolejnej przygody, mordercza eskapada była sposobem na pobudzenie w sobie adrenaliny czy źródłem snobistycznej reklamy w mediach społecznościowych. Po powrocie na Stary Kontynent mogą nadal siać terror, przemoc, zniszczenie, bo to stało się ich żywiołem i sensem życia. Eschatologiczno-religijnego uzasadnienia na pewno tu się nie znajdzie, to może być tylko taki „kwiatek do kożucha”, czysta retoryka. To będzie też efekt współczesnej kultury „obrazkowej”, zasięgu i roli owych mediów i mód sprzedawanych przez mainstream. Doprowadzonych do krwawego absurdu.
Analizując upadek projektu pod nazwą Państwo Islamskie (ISIS) nie popadajmy w krótkowzroczny zachwyt. Po pierwsze, zdawajmy sobie sprawę z tego, że o żadnym całkowitym upadku nie ma mowy. Trwają struktury dżihadystów w prowincji Idlib, nie są od nich wolne wioski na kontrolowanych przez Amerykanów terenach wschodniej Syrii, istnieją uśpione komórki w Iraku. Po drugiej, zadajmy sobie pytania i popróbujmy na nie odpowiedzieć: dlaczego ów twór powstał, czego był wynikiem i efektem, kto na tym zyskiwał i kto (wedle kapitalistycznego kanonu) najwięcej zarobił. Bo zysk (we wszystkich formach) jest naczelną zasadą gospodarki rynkowej. W neoliberalizmie przede wszystkim.

Głos prawicy

Waszczykowski w szpitalu

„Do Rzeczy” kolportuje sensacyjne wieści o byłym szefie MSZ:
Witold Waszczykowski ma problemy z oddychaniem i ledwo mówi – informuje „Super Express”.
Były szef polskiej dyplomacji trafił do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie w nocy z 10 na 11 czerwca. Przebywa w tym samym szpitalu, który opuścił niedawno prezes PiS Jarosław Kaczyński.
„Super Express” skontaktował się z Waszczykowskim telefonicznie. – Nie czuje się najlepiej, leżę w szpitalu, mam poważne problemy z drogami oddechowymi, po badaniach będzie wiadomo więcej – powiedział cytowany przez gazetę były minister.
Tabloid zaznacza, że choroba polityka może być poważna. „Prawie stracił głos” – czytamy.
Witold Waszczykowski był ministrem spraw zagranicznych w rządzie Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego. Stanowisko stracił w styczniu 2018 roku. Zastąpił go Jacek Czaputowicz.

 

Niemiec już nie ma

Historyk Bohdan Piętka dzieli się refleksją na temat uchodźców:
Sędzia Ulrike Grave-Herkenrath skazała 19-letniego Ahmeta R. na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Ten młody imigrant z Afganistanu bez powodu pobił człowieka na ulicy. Ofiara ataku zmarła dzień później. Sędzia w uzasadnieniu stwierdziła, że więzienie będzie dla Ahmeta R. demoralizujące i kazała mu uczęszczać na zajęcia z treningu radzenia sobie z własną agresją. W sumie ma uczestniczyć w 10 lekcjach takiego treningu – to jedyna kara za zabicie człowieka bez powodu. Do ataku doszło w mieście Bergisch Gladbach koło Kolonii. Oskarżony zeznał, że w sierpniu ubiegłego roku zaatakował osobę, którą uznał za bezdomną. Zrobił to, by zdobyć szacunek u swoich rodaków. Zaatakowany 40-letni Thomas K. dostał cios, po którym upadł na ziemię i złamał czaszkę. Po napadzie muzułmańscy znajomi Ahmeta R. „świętowali” pobicie – podają niemieckie media. Dzień później zaatakowany mężczyzna zmarł w klinice w Kolonii-Merheim (tvp.info).
Za zabicie człowieka niemiecki sąd orzekł karę 10 lekcji treningu radzenia sobie z własną agresją. Przypuszczam, że wyrok byłby inny, gdyby sprawcą był Niemiec, a ofiarą muzułmański imigrant. Wtedy byłoby to przecież nie tylko pobicie ze skutkiem śmiertelnym, ale atak rasistowski, więc i kara surowsza. Do tego doszła Europa Zachodnia dzięki ideologii, której po imieniu nazywał nie będę.
Mój komentarz do tego jest taki, że Niemiec już nie ma i Europy Zachodniej też już nie ma. To już jest koniec tego regionu dawnej cywilizacji europejskiej. Świadomości tego faktu nie ma jednak ogromna większość Polaków, wciąż wierzących w swoje dziecinne wyobrażenia o Zachodzie. Najgorsze dla nich jednak jest to, że nie mają oni także świadomości tego, iż dominujące w ich kraju siły polityczne, nieustannie podjudzające ich przeciw Rosji jako wcieleniu wszelkiego zła, też prowadzą ich do takiego samego końca.

 

PiS za Polską powiatową

Polska to nie tylko te wielkie metropolie i arterie komunikacyjne między nimi, ale też średnie i małe miejscowości. Zależy nam, aby miały one dużo lepszy dostęp komunikacyjny – powiedział Premier Mateusz Morawiecki w KPRM podczas odprawy z wojewodami.
Podziękował, że wzięte zostały pod uwagę także mniejsze regiony, które nie miały wcześniej szans na remont.
– Ta inwestycja pokazuje, że w ślad za słowem idą też czyny. Chcemy, żeby Polska była jedna od strony infrastrukturalnej, drogowej, dlatego poprzez fundusze na budowę i remonty dróg, oferujemy gminom poprawę komfortu i bezpieczeństwa na drogach – oznajmił.
Minister MSWiA Joachim Brudziński dodał, że państwo przekaże 500 mln zł wsparcia na kolejną transzę inwestycji na drogi lokalne.
– Pierwsza transza, która popłynęła ze strony rządu na ten cel to 800 mln zł. Wojewodowie znakomicie wywiązali się z zadania, zbierając wnioski samorządów – zaznaczył. Info z pis.org.pl.