
Pakistan mówi o „otwartej wojnie” z talibskim rządem w Afganistanie po serii wzajemnych ataków na granicy i nocnych nalotach na Kabul, Kandahar oraz kilka prowincji przygranicznych. Obie strony podają skrajnie rozbieżne dane o stratach, których nie da się obecnie niezależnie zweryfikować. Eskalacja wiąże się z obecnością pakistańskich talibów (TTP) w Afganistanie i jest najpoważniejszym zaostrzeniem konfliktu od czasu rozejmu wynegocjowanego w 2025 roku przy udziale Kataru i Turcji.
W piątek 27 lutego minister obrony Pakistanu Khawaja Asif oświadczył, że między oboma państwami trwa „otwarta wojna”, a cierpliwość Islamabadu „osiągnęła granice”. W praktyce oznacza to odejście od wcześniejszej taktyki ograniczonych uderzeń przygranicznych i podniesienie stawki politycznej: Pakistan zaczyna publicznie traktować rząd talibów jako stronę konfliktu zbrojnego. Zmiana języka ma znaczenie także wewnętrzne – ułatwia uzasadnianie twardszej linii bezpieczeństwa i kosztów operacji.
W nocy z czwartku na piątek pakistańskie lotnictwo przeprowadziło naloty na 22 cele na terytorium Afganistanu – według relacji m.in. w Kabulu, Kandaharze oraz prowincjach Paktia (Paktiya), Paktika, Nangarhar i Chost. Kandahar ma szczególne znaczenie symboliczne jako centrum talibskiej władzy i miejsce kojarzone z emirem ruchu, mułłą Haibatullahem Akhundzadą. W części relacji pojawia się również wątek Paktii jako regionu związanego z obozem ministra spraw wewnętrznych Sirajuddina Haqqaniego, co sugeruje, że celem były nie tylko obszary przygraniczne, lecz także miejsca postrzegane jako element talibskiego aparatu władzy.
Według rzecznika pakistańskich sił zbrojnych gen. Ahmeda Sharifa Chaudhry’ego w operacji – nazwanej „Ghazab lil-Haq” – zginęło co najmniej 274 „członków reżimu talibów i terrorystów”, a ponad 400 zostało rannych. Pakistan łączy w jednej kategorii talibów rządzących Afganistanem oraz „terrorystów”, budując narrację o odpowiedzialności Kabulu za działania wymierzone w Pakistan.
Strona afgańska przedstawia odmienne dane. Rzecznik talibów Zabihullah Mujahid informował o ośmiu zabitych talibach i 11 rannych, a także o 13 cywilach rannych w wyniku uderzenia na obóz dla uchodźców w prowincji Nangarhar. Kabul twierdzi również, że w starciach zginęło 55 pakistańskich żołnierzy oraz że zdobyto 19 posterunków granicznych. Islamabad przyznaje się do śmierci co najmniej 12 swoich żołnierzy i zaprzecza doniesieniom o wzięciu jeńców.
Rozbieżności w podawanych liczbach oraz wzajemne oskarżenia pokazują, że działania militarne idą w parze z intensywną walką informacyjną. Każda ze stron stara się przedstawić swoje operacje jako skuteczne i defensywne, minimalizując własne straty.
Przyczyny
Pakistan uzasadnia naloty odpowiedzią na „nieprowokowany ostrzał” z Afganistanu i serię ataków na pakistańskie pozycje wzdłuż granicy. Talibowie twierdzą z kolei, że ich uderzenia były odwetem za wcześniejsze pakistańskie bombardowania. Obie strony przedstawiają swoje działania jako reakcję obronną.
Islamabad oskarża władze w Kabulu o zbliżenie z Indiami – strategicznym rywalem Pakistanu – co nadaje konfliktowi szerszy wymiar regionalny.
U źródeł napięć leży działalność Tehrik-e-Taliban Pakistan (TTP), czyli pakistańskich talibów. Grupa powstała w 2007 roku jako federacja formacji dżihadystycznych, głównie pasztuńskich. Po ofensywach armii pakistańskiej w 2014 roku bojownicy TTP przenieśli się do Afganistanu, gdzie – według Islamabadu – znaleźli schronienie na obszarach kontrolowanych przez talibów.
Powrót talibów do władzy w Kabulu w sierpniu 2021 roku zmienił układ sił na pograniczu. Według raportu komitetu sankcji ONZ z grudnia 2025 roku przywódca TTP, Noor Wali Mehsud, regularnie odwiedza Kabul, a liczebność organizacji szacowana jest na około 6 tysięcy bojowników, skoncentrowanych w prowincjach Chost, Kunar, Nangarhar, Paktika i Paktiya. Organizacja dysponuje nowoczesnym uzbrojeniem, w tym sprzętem noktowizyjnym.
Rok 2025 był najkrwawszy od dekady pod względem ataków przypisywanych TTP: zginęło około 660 policjantów i żołnierzy oraz 580 cywilów. Kabul odrzuca zarzuty o wspieranie tej organizacji.
Dodatkowym czynnikiem napięcia pozostaje spór o przebieg granicy wzdłuż tzw. linii Duranda (ok. 1600 mil, czyli 2600 km), której Afganistan formalnie nie uznaje.
Dyplomacja i próby deeskalacji
Po wybuchu walk Turcja, Katar, Chiny i Rosja zaoferowały mediację. Jesienią 2025 roku przy udziale Kataru i Turcji wynegocjowano zawieszenie broni, które jednak nie doprowadziło do trwałego porozumienia. Międzynarodowa Grupa Kryzysowa oceniła, że powrót do dialogu jest konieczny, a alternatywą pozostaje utrwalenie konfliktu w formie cyklicznych uderzeń.
Do deeskalacji wezwały również Unia Europejska i Wielka Brytania. Wysoka przedstawiciel UE ds. zagranicznych Kaja Kallas podkreśliła, że terytorium Afganistanu nie może być wykorzystywane do ataków na inne państwa. Stany Zjednoczone wyraziły poparcie dla „prawa Pakistanu do obrony”.
Impasse i możliwe scenariusze
Obecny kryzys znajduje się w punkcie wyraźnego impasu. Afgańscy talibowie deklarują gotowość do dialogu, podczas gdy Islamabad utrzymuje, że bez realnych działań przeciwko TTP presja militarna będzie kontynuowana. Pakistan oczekuje konkretnych efektów – rozbrojenia, wydalenia lub neutralizacji bojowników – natomiast Kabul nie przyznaje się do odpowiedzialności za ich działania.
Jeżeli nie dojdzie do porozumienia, najbardziej prawdopodobny pozostaje scenariusz utrzymania obecnej dynamiki: kolejne działania odwetowe i okresowe eskalacje przeplatane krótkimi przerwami. Alternatywą jest wznowienie rozmów i próba wypracowania mechanizmów ograniczających ryzyko dalszego wzrostu napięć.
Brak trwałego mechanizmu przerywającego spiralę odwetu zwiększa ryzyko, że pojedynczy incydent o większej skali przesunie konflikt na wyższy poziom eskalacji.
Obecna sytuacja oznacza najpoważniejsze od lat zagrożenie stabilności regionu. Przy utrzymujących się napięciach konflikt może przekształcić się w długotrwałą konfrontację o charakterze półwojennym, z konsekwencjami wykraczającymi poza samo pogranicze Afganistanu i Pakistanu.









