W drugiej turze

To tylko wyniki nieoficjalne wyborów prezydenckich w Tunezji, lecz jeśli się potwierdzą, oznaczać to będzie, że wyborcy kraju, który był pionierem tzw. arabskiej wiosny z 2011 r., wymietli całą powstałą po tamtej rewolucji klasę polityczną.

Do drugiej tury, do której dojdzie dopiero za ponad miesiąc, zakwalifikowali się „antysystemowcy” Jeśli wierzyć sondażom wśród głosujących, pierwszą turę wygrał Kais Saied z wynikiem 19 proc. Jego konkurentem w drugiej turze będzie przebywający w więzieniu, podejrzany o oszustwa podatkowe biznesmen Nabil Karoui – 15 proc. Kandydat rządzących z partii religijnej Ennahda Abdelfattah Mourou jest dopiero trzeci – ok. 12 proc. Premier Youssef Chahed zdobył zaledwie ok. 7 proc. Frekwencja nie była wysoka – nieco ponad 45 proc.
po zamknięciu lokali wyborczych, na ulice Tunisu wyszli wyborcy uwięzionego biznesmena, manifestując wielką radość. Jego żona odczytała list więźnia, w którym mowa o „wyjątkowym dniu dla demokracji i historii kraju”. Jeśli jego wynik się potwierdzi, będzie to jednak sytuacja bezprecedensowa w dziejach świata: jeszcze nigdy do drugiej tury wyborów prezydenckich nie weszła osoba siedząca w więzieniu. 56-letni Nabil Karoui został aresztowany 23 sierpnia, co jego wyborcy uznają za „atak polityczny”. To znany w całym kraju właściciel kanału telewizyjnego Nessma, który podbił serca Tunezyjczyków z najbiedniejszych regionów kraju, gdzie prowadził głośne akcje charytatywne.
Zwycięzca wyborów – 61-letni „Robocop” Kais Saied, nazywany tak ze względu na mało ekspresyjną twarz – to też postać telewizyjna: od rewolucji 2011 r. komentował tunezyjską scenę polityczną. Nie ma żadnej partii i nigdy wcześniej nie prowadził kampanii wyborczej, ale jego krytyka rządzących zdobyła mu rzesze wyborców. Młodzież, głęboko rozczarowana miejscową demokracją z powodu dużego bezrobocia, na ogół nie poszła do urn. Tunezja pozostaje pod kroplówką Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który tradycyjnie zlikwidował i tak niewielkie wydatki socjalne państwa.

Udany model demokracji

W wielu państwach świata widoczny jest pogłębiający się spór między klasycznym modelem demokracji liberalnej a nowym autorytaryzmem. Chodzi nie tylko o Europę – Węgry, Polska, Włochy, leżąca na granicy dwóch kontynentów Turcja, ale też m.in. Rosja, Chiny, Brazylia, Wenezuela. Elementy tego procesu widoczne są nawet w Stanach Zjednoczonych.

Niewiele jest przykładów odwrotnyc – gdzie demokracja liberalna wyraźnie bierze lub wzięła górę. Nieco paradoksalnie swoistym tego modelem może być znana wielu Polakom z wyjazdów turystycznych 12-milionowa Tunezja.To od tego kraju zaczęła się „arabska wiosna” w styczniu 2011 r. i de facto tylko tam przetrwała, zaś najtragiczniej przekształciła się ona w krwawą wojnę domową z czynnym udziałem wielkich mocarstw (Rosja i USA) oraz mocarstw regionalnych (Turcja) – w Syrii.
Ponad 8 lat temu obalony został prezydent Ben Ali rządzący w latach 1987-2011, który co ciekawe – przez kilka lat pełnił funkcję ambasadora Tunezji w Warszawie. Do dziś żyje w stolicy Arabii Saudyjskiej Rijadzie, a ostatnio (niezbyt realistycznie) zapowiedział powrót do Tunisu. Niedawno zmarł w wieku 92 lat pierwszy demokratycznie wybrany. prezydent Tunezji Beji Caid Essebsi, stąd wcześniejsze wybory głowy państwa (5 września). A jeszcze w tym roku odbędą się też regularne wybory parlamentarne – zgodnie z konstytucją
z 2014r. kraj jest republiką parlamentarną.

Oznaką demokracji jest np. fakt,iż do wyborów prezydenckich zgłosiło się aż 97 kandydatów! Ostatecznie zarejestrowano 26, w tym obecnego,młodego premiera Yussufa Shaheda (43 l.).Stabilność polityczna wynika z zawartego między głównymi partiami politycznymi (w tym islamistycznymi) swoistego „kompromisu historycznego”: Stąd koalicyjny rząd gwarantuje tę stabilność. Naturalnie, iż Tunezja, żyjąca głównie z rolnictwa oraz turystyki, nie jest rajem i ma swoje problemu finansowe (pewna deprecjacja dinara) oraz gospodarcza. Ale mimo to wyróżnia się korzystnie na tle Bliskiego Wschodu oraz Afryki.

Nasi siatkarze o igrzyska zagrają z Francją, Słowenią i Tunezją

Nasza reprezentacja siatkarzy w rankingu FIVB znalazła się na 4. miejscu. Mistrzów świata na światowej liście wyprzedziły Brazylia, USA i Włochy.

 

Przy ustalaniu nowego rankingu FIVB liczyły się wyniki osiągnięte w ostatnich igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata oraz kwalifikacjach do mistrzostw świata, a także lokata zajęta w ostatnim Pucharze Świata i Lidze Światowej w 2017 roku. Sklasyfikowanie na czwartej pozycji sprawia, że nasi siatkarze w turnieju interkontynentalnym zagrają w jednej grupie z dziewiątym, szesnastym i dwudziestym pierwszym zespołem w rankingu. I tak rywalami reprezentacji Polski będą Francja, Słowenia i Tunezja. Prawo do gry o olimpijskie medale w Tokio uzyskają jedynie zwycięzcy sześciu turniejów interkontynentalnych. Drugą i ostatnią szansą na olimpijski awans będą turnieje kontynentalne w 2020 roku.

 

Grupy kwalifikacyjne do IO 2020

Grupa A: Brazylia, Egipt, Bułgaria, Korea Płd./Portoryko;
Grupa B: USA, Belgia, Holandia, Korea Płd./Portoryko;
Grupa C: Włochy, Serbia, Australia, Kamerun;
Grupa D: Polska, Francja, Słowenia, Tunezja;
Grupa E: Rosja, Iran, Kuba, Meksyk;
Grupa F: Kanada, Argentyna, Finlandia, Chiny.
Korea Południowa i Portoryko zajmują ex aequo 24. miejsce, decyzję o ich przydziale do grup podejmie FIVB.