Feministki i przyszłość Tunezji

Rewolucja Arabskiej Wiosny rozpoczęła się w grudniu 2010 roku w Tunezji.

Ta wielka mobilizacja społeczna domagała się praw człowieka i praw socjalnych, płacy wystarczającej na godne życie i powszechnej sprawiedliwości społecznej. Pracownicy głównego tunezyjskiego związku zawodowego, Tunisian General Labor Union (UGTT), byli głównymi uczestnikami protestów, które miały miejsce na długo przed 2011 rokiem. W tym samym czasie kobiety z Tunezyjskiego Stowarzyszenia Kobiet Demokratycznych (ATFD) stanowiły znaczącą opozycję wobec reżimu przez całe lata dziewięćdziesiąte i nowe tysiąclecie, walcząc o równe prawa płci przeciwko państwowemu islamizmowi i konserwatyzmowi.
W toku demokratycznej transformacji Tunezji kobiety zapewniły sobie istotne osiągnięcia. To m.in. ustawy zwiększające prawa polityczne i zakres prawnej ochrony kobiet – np. ustawa 58, uchwalona w 2017 r., która kryminalizuje przemoc wobec kobiet. Pomimo tego tunezyjskie kobiety, osoby LGBTQ+ i aktywiści młodzieżowi nadal doświadczają powszechnej przemocy policyjnej i represji.
Przedstawiamy wywiad z Hendą Chennaoui – czołową tunezyjską feministką i działaczką na rzecz praw kobiet, skupiającą się na walkach społecznych, aktywizmie queer, oporze obywatelskim i nierównościach ekonomicznych.
Czy tunezyjskie protesty z 2021 r. są kontynuacją protestów z lat 2010-2011?
Tak, można powiedzieć, że mamy do czynienia z kontynuacją. Podobnie jak poprzednie ruchy, obecni protestujący domagają się reform sądowniczych i gospodarczych, a także większych swobód obywatelskich. Chcą też ochronić zdobycze rewolucji, takie jak wolność słowa i prawo do oddolnego organizowania się w życiu politycznym.
Byłam świadkiem każdej demonstracji od stycznia i zauważyłam ciągłość w ich stosunku do propagandy zarówno ze strony rządu, jak i mediów. Tym razem nowością, choć nie jest to dla mnie zaskoczeniem, jest intersekcjonalność ruchu. Hasła dotyczące praw kobiet i LGBT+ można usłyszeć obok postulatów sprawiedliwości społecznej. Świadczy to o dojrzałości protestów w Tunezji: pokolenie zjednoczone zarówno na poziomie oddolnym, jak i politycznym i bojowym, wywodzące się z klasy robotniczej i niższej, tworzy zjednoczony front głoszący te same żądania.
Jak władze tunezyjskie, a w szczególności policja, zareagowały na najnowszą mobilizację?
Policja zawsze stosuje te same metody represji, takie jak samowolne aresztowania i terroryzowanie całych społeczności i dzielnic. Jesteśmy świadkami torturowania dzieci w ośrodkach zatrzymań i brutalnych przesłuchań młodych protestujących. Od połowy stycznia do połowy lutego aresztowano co najmniej 1000 młodych ludzi. Procesy polityczne są wykorzystywane jako narzędzie do straszenia ich rodzin i społeczności.
Żaden z tunezyjskich przywódców politycznych nie mówi o tej przemocy. Nikt nie potępia tych praktyk ani nie ostrzega, że sprawcy zostaną ukarani zgodnie z przepisami, które uznają przemoc podczas demonstracji za przestępstwo. Policja nęka działaczy LGBTQ+, feministki i młodzież, a często osoby te są liderami i liderkami w swoich społecznościach, zwłaszcza w biednych rejonach. Celują w nich, aby uciszyć potencjalnych liderów ruchu.
Jest to niebezpieczny rozwój sytuacji i zagrożenie dla wolności, które zostały wywalczone przez rewolucję, takich jak prawo do organizowania się i demonstrowania. Pogłębi to tylko frustrację wielu Tunezyjczyków. Żyjemy w poważnym kryzysie gospodarczym, nie tylko z powodu pandemii, ale z powodu lat dyskryminacji i złego zarządzania.
Jakie nowe postulaty wysuwają tunezyjskie feministki?
Feministki były na pierwszej linii frontu ostatnich protestów, używając politycznych sloganów, które wzywają do sprawiedliwości społecznej dla wszystkich Tunezyjczyków, potępiają korupcję i popierają uznanie męczenników rewolucji. Obecnie organizacje takie jak Tunezyjskie Stowarzyszenie Kobiet Demokratycznych (ATFD) oraz subalternatywne ruchy feministyczne skupiają się szczególnie na sprawiedliwości ekonomicznej, takiej jak równość kobiet i mężczyzn w zakresie prawa spadkowego.
Jakie prawa osiągnęli aktywiści LGBTQ+ po rewolucji 2011 roku?
Nowe pokolenie młodych aktywistów LGBTQ+ promuje wizję intersekcjonalną. Angażują się w walkę LGBTQ+, ale jednocześnie są zaangażowani w wiele różnych walk społecznych i politycznych. Jest to bardzo odmienne w porównaniu z przeszłością.
Te nowe doświadczenia wynikają częściowo z nieustrukturyzowanej natury ruchu. Za ruchem nie stoi żadna partia polityczna; wyrósł on raczej z tradycji budowanej stopniowo od 2007 roku. W poprzednich latach nie byliśmy przyzwyczajeni do tego, by bojownicy LGBTQ+ brali udział w demonstracjach politycznych. Ale krok po kroku ruch ten nabierał doświadczenia i obecnie doszliśmy do punktu, w którym to ruch LGBTQ+ legitymizuje lewicowe bojówki polityczne, takie jak Front Ludowy. To nadaje nowy wymiar protestom we wszystkich krajach arabskich.
Ta intersekcjonalność jest widoczna zarówno na ulicach, jak i w sposobie formułowania żądań politycznych. Liderzy ruchów feministycznych i LGBTQ+ byli szczególnie widoczni podczas demonstracji w styczniu i lutym, w wyniku czego stali się celem ataków policji. Szczególnie wymowny jest przypadek Ranii Amdouni. Amdouni jest znaną polityczną i LGBTQ+ bojowniczką, która stała się celem represji i nienawiści.
Dlaczego sprawa Ranii Amdouni jest tak istotna?
Rania jest znana policji, ponieważ jest aktywistką queer. Bierze udział we wszystkich demonstracjach, a podczas ostatnich protestów była szczególnie widoczna. Wrogość wobec niej zaczęła się rok temu. Po śmierci innej działaczki Liny Ben Mhenni, Rania niosła jej trumnę razem z innymi kobietami, co jest zabronione przez prawo islamskie. Wzbudziło to gniew konserwatystów, którzy po pogrzebie zaczęli wysyłać jej groźby śmierci.
Rania należała również do grupy młodych ludzi wezwanych do sądu po demonstracji zorganizowanej przed parlamentem w listopadzie ubiegłego roku. Demonstracja ta była skierowana przeciwko projektowi ustawy, który po raz pierwszy został zaproponowany w 2015 roku, a który zwiększyłby bezkarność sił bezpieczeństwa. Niektórzy deputowani, partie polityczne i działacze społeczeństwa obywatelskiego postrzegali ten projekt ustawy jako antykonstytucyjny, ale był on silnie wspierany przez policję.
Nękanie Ranii trwało przez wiele miesięcy. Policja zachęcała obywateli do fizycznego atakowania Ranii i jej przyjaciół na ulicach tylko dlatego, że są homoseksualistami. Rania zgłaszała to władzom, ale jak dotąd nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Od stycznia ubiegłego roku wiedzieliśmy już, że Rania zostanie aresztowana przez policję. Wielokrotnie była nękana przez policję i zatrzymywana bez żadnego powodu – żądano od niej tylko dokumentów, wyśmiewano jej wygląd fizyczny i seksualność, grożono jej. Ta sytuacja bardzo ją zmęczyła, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Była wyczerpana tym pozornie niekończącym się nękaniem.
27 lutego, podczas zgłaszania tych gróźb i naruszeń na posterunku policji, została formalnie oskarżona o „podważanie moralności publicznej”. Podczas procesu miała silne wsparcie ze strony swoich towarzyszek, feministek, odmieńców i bojowników oraz szerszego społeczeństwa obywatelskiego. Czekałyśmy na jej uniewinnienie, ponieważ nie popełniła żadnego przestępstwa. Sądzono ją na podstawie niejednoznacznego i arbitralnego prawa pochodzącego z dawnego reżimu Ben Alego, które pozwalało sędziom na różne interpretacje. Ku naszemu zaskoczeniu, została skazana na sześć miesięcy więzienia.
Rania padła ofiarą wszelkiego rodzaju dyskryminacji, ponieważ jest „inna”, ponieważ jest sierotą, z powodu swojej orientacji seksualnej i z powodu ubóstwa. Zamiast więzienia, zasługuje na nagrodę za bycie dobrą, zaangażowaną obywatelką. A jej przypadek nie jest wyjątkowy. Wiele feministek czy aktywistów LGBTQ+ było aresztowanych, torturowanych, a nawet policja groziła ich rodzinom.
Tak surowe represje są dowodem na to, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych jest zaniepokojone intersekcjonalnością tych ruchów społecznych, zaniepokojone tak dużą różnorodnością wśród demonstrującej młodzieży. Dlatego władze zareagowały tak agresywnie. Są one świadome, że sytuacja jest krytyczna i że ten ruch, łącząc tak wiele różnych grup, ma prawdziwie historyczny potencjał.

Materiał ukazał się pierwotnie na stronie RoarMag. Tłumaczenie: Wojciech Łobodziński (strajk.eu).

Zamieszki i ruch oporu

Tunezyjska młodzież jest oburzona i rozgoryczona. Jednak medialne relacje z protestów koncentrują się na samych zamieszkach, nie dostrzegając problemów, które leżą u ich podstaw.

W dziesiątą rocznicę rewolucji tunezyjskiej, 14 stycznia 2021 roku, kraj ogarnęła fala niepokojów. Zarówno rząd, jak i media koncentrowały się na kwestii, czy demonstracje były „pokojowe” czy nie, podkreślając ostre rozróżnienie między legalnymi, „pokojowymi” protestami w ciągu dnia a nieuzasadnionymi nocnymi zamieszkami. Jak powiedział jeden z mieszkańców Tunisu o ostatnich protestach: „To nie są protesty, to młodzi ludzie, którzy przychodzą z pobliskich dzielnic, by rabować i bawić się przemocą”.
Takie niepokoje są właściwie powszechne w Tunezji, zwłaszcza w okolicach corocznych obchodów upamiętniających odejście Ben Alego 14 stycznia 2011 roku. Dlaczego więc rząd i media kładą teraz taki nacisk na zamieszki?
Arabska Wiosna wydestylowana z przemocy
Tak zwana Arabska Wiosna w Azji Zachodniej i Afryce Północnej jest powszechnie wspominana jako zbiór pokojowych wystąpień i rewolucji. Nawet w przypadku Syrii i Jemenu podkreśla się pokojowy charakter pierwszych wystąpień, zupełnie inny od brutalnego konfliktu, który zaczął się później. Z procesów oporu bez użycia przemocy w tych powstaniach można się wiele nauczyć, nie należy jednak zapominać o wzajemnym oddziaływaniu oporu bez użycia przemocy i oporu z użyciem przemocy. Ostatnie badania analizują znaczenie zamieszek podczas rewolucji egipskiej w 2011 roku, podczas gdy moje własne badania identyfikują podobne procesy podczas rewolucji tunezyjskiej w 2011 roku.
Bezpośrednia fizyczna konfrontacja z siłami bezpieczeństwa była ważnym elementem rewolucji tunezyjskiej w 2011 roku. W początkowym okresie starcia z siłami bezpieczeństwa, zwłaszcza w wewnętrznych regionach Tunezji, wyzwoliły takie przestrzenie jak kampusy uniwersyteckie i dzielnice mieszkalne miast, które można było okupować bez użycia broni. Okupacje przeciążyły policję i utrudniły jej działanie.
Uczestnicy zamieszek niszczyli i napadali na posterunki policji, infrastrukturę partii rządzącej i biura rządowe. Ludzie byli słusznie wściekli i skupili ten gniew na symbolach reżimu. Szczególnie ostrym źródłem powszechnego gniewu była korupcja. Nader, tunezyjski organizator polityczny z Gafsy, wyjaśnił: „Podpaliliśmy wszystkie posterunki policji. Tam przejmujemy rząd. Pałac finansów. Znajdujemy narkotyki. Znajdujemy złoto, znajdujemy mnóstwo pieniędzy z podatków, które tam płacisz. To są pieniądze ludu i wracają do ludu”.
Rewolucja tunezyjska jest raczej błędnie określana jako rewolucja „młodzieżowa”. W rzeczywistości jej uczestnicy byli w różnym wieku. W wielu miejscach starcia z policją były centralnym punktem zbiorowych działań, przyciągając różne rodzaje ludzi. Noman, organizator polityczny w Regueb, powiedział mi, że: „Uczniowie Lycee Haddad w Regueb zaczęli ścierać się z policją od 14:00 do 19:00, więc cały dzień walczyli…[Następnie] od 3 stycznia zaczęły się nocne i codzienne walki: uczniowie w ciągu dnia, a bezrobotni w nocy”.
Po rewolucji
Od 2011 r. główne partie polityczne Tunezji wykazują niewielką gotowość do zajęcia się kwestiami leżącymi u podstaw rewolucji. Zaczęło się to zaraz po odejściu Ben Alego 14 stycznia, kiedy to poszczególnym członkom rządzącej partii udało się utrzymać władzę i stanowiska. Swoją rolę odegrały w tym również nowo zalegalizowane lub powracające z wygnania partie polityczne, które skierowały oddolną niezgodę i organizacje w stronę zinstytucjonalizowanych procesów „reform” i rozproszyły oddolny impet. Po dziesięcioleciach spędzonych na mentalnym pustkowiu, rywalizujące ze sobą partie polityczne dostrzegły w erze po Ben Alego swoją szansę na zdobycie władzy politycznej.
Jeden z tunezyjskich naukowców wyjaśnił, że partie polityczne „weszły na scenę bez żadnego doświadczenia z powodu [dyktatury], ale ze… swoimi ideologiami, mającymi po trzydzieści, czterdzieści lat, wierząc, że to jest właśnie ich moment; ‚czekaliśmy zbyt długo, teraz albo nigdy”.
W ostatniej dekadzie niewiele było konkretnych działań rządu w celu zapewnienia pracy i godności. Główne partie polityczne były bardziej zainteresowane podsycaniem konfliktu opartego na wyolbrzymionych podziałach społecznych między obozami „islamistów” i „świeckich”, co służyło jako fasada i odwracanie uwagi, podczas gdy umacniały one własną ponadpartyjną elitarną kontrolę nad instytucjami.
Na szczeblu międzynarodowym narzucanie Tunezji neoliberalnych reform gospodarczych trwa nadal.
Reżim Ben Alego z zadowoleniem wprowadzał te reformy. Jednocześnie ułatwiły one korupcję i zaostrzyły codzienną walkę Tunezyjczyków poprzez likwidację dotacji i ograniczanie możliwości gospodarczych. Polityka tzw. dostosowań strukturalnych w Tunezji nadal ogranicza usługi publiczne, koszty życia i perspektywy zatrudnienia.
Pozbawienie młodych ludzi praw wyborczych w następstwie rewolucji jeszcze bardziej umocniło marginalizację i niezadowolenie. Wybór w 2014 r. byłego współpracownika reżimu Ben Alego, Beji Caida Essebsiego, na prezydenta w wieku 88 lat, był przykładem na to, że establishment jest oderwaną od rzeczywistości gerontokracją. W jednym z wywiadów Ayoub, członek Generalnej Unii Studentów Tunezyjskich (UGET), zauważył: „elita polityczna, która rządzi tym krajem (…) jest elitą najstarszych ludzi, jest elitą staromodną”.
Organizacje takie jak Tunezyjski Powszechny Związek Zawodowy (UGTT), który niegdyś stanowił wentyl bezpieczeństwa dla dysydentów reżimu Ben Alego, nie chciały angażować młodzieży w politykę po rewolucji.
W 2011 roku Ayoub był już doświadczonym organizatorem i aktywistą w związkach studenckich, ale wspomina, że po obaleniu Ben Alego „lewicowi liderzy” UGTT powiedzieli mu, żeby nie mylił swojego wykształcenia prawniczego z rzeczywistością w terenie. W 2015 r. były wiceprzewodniczący związku studenckiego powiedział mi, że: „Rząd nas marginalizuje… nawet partie polityczne i opozycja marginalizują swoją siłę młodzieżową”. Jednak lokalne oddziały UGTT i Związek Bezrobotnych Absolwentów wspierają młodzież, która obecnie okupuje zakłady produkcyjne, aby domagać się pracy i możliwości.
Zamieszki w styczniu 2021 roku
W styczniu 2021 r. rozpoczęły się zamieszki w najbardziej ubogich dzielnicach Tunisu – tych samych, które w 2011 r. powstały, by obalić reżim. Protestujący musieli jednocześnie stawić czoła bezwładnemu systemowi politycznemu oraz brutalnym represjom. Wielu z tych bezrobotnych wyraża opór, będąc jednocześnie horyzontalnymi i zdecentralizowanymi w swoim sposobie organizacji. Feministka Henda Chennaoui wyjaśniła niedawno, jak „niestrukturalna natura ruchu” jest częścią coraz bardziej widocznej intersekcjonalności mobilizacji w Tunezji.
Zamieszki, które miały miejsce w Tunezji w styczniu i później, mają jaskrawe i głęboko zakorzenione przyczyny polityczne i ekonomiczne, jednak protestujący zostali uznani za niepoprawną młodzież. Nawet Al-Dżazira donosiła, że „młodzież ścierająca się z policją po zmroku w biednych dzielnicach tunezyjskich miast wyraziła niewiele jasnych celów politycznych”. Ich sugestia, że żądania protestujących nie są jasno wyartykułowane, odzwierciedla wysiłki tunezyjskiego rządu, by scharakteryzować przemoc jako bezmyślną destrukcję.
Tymczasem młodzi ludzie są przekonani, że nie mają nic do stracenia. To także częsty refren wśród tych, którzy pamiętają rewolucję z 2011 roku. „Jeśli pozwolimy tym ludziom kontynuować ten styl życia”” powiedział mi jeden z aktywistów, odnosząc się do reżimu Ben Alego, „nie ma innej drogi niż umrzeć na drugim końcu drogi”. Biorąc pod uwagę podobieństwa z naturą oporu wobec reżimu Ben Alego w 2011 roku, może się okazać, że połączenie zamieszek i protestów jest tym, co naprawdę niepokoi tunezyjski rząd.
Wiele badań naukowych sugeruje, że przemoc na obrzeżach w ruchów, które się od tej przemocy odżegnują, przynosi efekt przeciwny do zamierzonego. Jednak w przypadku rewolucji tunezyjskiej związek między działaniami z użyciem przemocy i bez niej nie był tak jednoznaczny. Złożyło się na to wiele czynników, w tym powszechne oburzenie na przemoc reżimu. Wielu Tunezyjczyków postrzegało przemoc protestujących jako zwykłą samoobronę, błahą w porównaniu z przemocą państwa.
Nie można lekceważyć rozruchów, w których domagano się godności i sprawiedliwości. Po dziesięciu latach oburzenie i irytacja z powodu złego stanu gospodarki i innych problemów Tunezji nie zmalały. Zamiast spierać się o „gwałtowne” lub „nieagresywne” przejawy przygnębienia, należy skupić się na rozwiązaniu problemu politycznej i gospodarczej marginalizacji Tunezji. W przeciwnym razie niepokoje – niezależnie od tego, jaką przybiorą formę – będą się tylko przedłużać.

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu RoarMag. Autor jest socjologiem związanym z University of Massachusetts Amherst. Swoją pracę doktorską poświęcił strategiom buntu i oporu w Tunezji w 2011 r. Tłumaczenie: Wojciech Łobodziński (strajk.eu).

Na Dżerbie po polsku

– Na francuskiego namiestnika Tunezji okupanci z Paryża wyznaczyli młodego adwokata z zamożnej tunezyjskiej rodziny. Absolwenta francuskiej uczelni, żonatego z Francuską. Burgiba dużo mówił o niepodległości. Został prezydentem, ale naród tunezyjski nie akceptował go. Kreował się na bojownika o niepodległość, ale w jego życiorysie brakuje realnej konfrontacji z władzą francuską. Posiedział kilka miesięcy w więzieniu i potem hop! Oto 20 marca 1956 roku przybył do Tunezji. Na statku francuskim z Marsylii. Jako bohater, wyzwoliciel kraju. To śmieszne jest i smutne – z Houssinem Ben Doukhanem, absolwentem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, starym tunezyjskim znajomym, rozmawia Piotr Gadzinowski.

Kiedy pierwszy raz przyjechałeś do Polski?
W połowie października 1976, pociągiem z czeskiej Pragi. Najpierw trafiłem do Łodzi, gdzie do czerwca 1977 uczyłem się w studium języka polskiego. Byłem w grupie z dwoma północnymi Koreańczykami, dwoma Palestyńczykami i Azerbejdżaninem. Wszyscy oni uczyli się już dwa tygodnie. Wydawało się, że dobrze mówią po polsku. A ja nic. Chciałem nawet wracać do domu, ale nasza nauczycielka uśmiechała się do mnie i powtarzała: „Poczekaj trochę, będziesz najlepszy”.
I faktycznie po miesiącu już byłem.
Polskiego uczyłem się cały czas. W zajęciach w studium i po lekcjach. Zwłaszcza z polskimi dziewczynami. Napisałem sobie na karteczce „Kocham Cię”. I tak podrywałem dziewczyny w Łodzi.
W studium zostałem też działaczem studenckim. Byłem marksistą, ale polski socjalizm nie podobał mi się.
Dlaczego?
Miałem 22 lata i byłem radykalnym marksistą. Z byłej francuskiej kolonii. Przyjechałem do socjalistycznego państwa i zobaczyłem burżuazję, podobną do naszej. W rządzie i w PZPR.
Denerwował mnie brak rzeczywistego poparcia dla ruchów ludowych w takich krajach jak mój. Zauważyłem, że Polska, podobnie jak inne europejskie kraje socjalistyczne, przede wszystkim dba o poprawne stosunki ekonomiczne i polityczne z państwami rządzonymi przez burżuazję.
W Tunezji uważaliśmy Polskę za kraj popierający antykolonialne rewolucje. W Polsce zauważyłem obojętność wobec cierpień narodów uciskanych w Afryce i w Azji. Nie podobał mi się też w Polsce brak poparcia dla Palestyńczyków, dla stworzenia ich państwa. Widziałem poparcie wieku Polaków dla Izraela, dla okupacji ziem palestyńskich.
Zapewne wielu Izraelczyków zdziwiłoby się słysząc o powszechnej miłości Polaków do Izraela. Ale pamiętam jak strasznie byłeś czuły na objawy każdego poparcia dla Izraela. Czasem, żeby cię zdenerwować, pobudzić do sporów w naszych dyskusjach stawaliśmy się adwokatami izraelskiego państwa. Ale przypomnij jak to się stało, że trafiłeś właśnie do Polski.
Przypadkowo. Przed przyjazdem wiedziałem, że Polska to kraj socjalistyczny, należy do Paktu Warszawskiego. Warszawa to jej stolica. I niewiele więcej.
Pochodzę z bardzo biednej rodziny. Mój ojciec nigdy nie chodził do szkoły. Był robotnikiem rolnym. Pracował za dniówkę u wiejskich bogaczy.
Byliśmy trzypokoleniową rodziną. Dziadek, mama, tata i ośmioro dzieci. Dwie dziewczyny, sześciu chłopaków. Mieszkaliśmy w drewnianym, jednoizbowym domku. Wszyscy spaliśmy na ziemi, łóżek nie było. Nie mieliśmy też elektryczności ani bieżącej wody.
Ale uczyliśmy się i jednocześnie pracowaliśmy. Zacząłem jako pomocniki na budowie, kiedy miałem 11 lat. Dostawałem pół dinara za dniówkę. Starczało na zeszyty. W szkole byłem bardzo dobrym uczniem.
Chciałem studiować medycynę, ale ojciec namówił mnie na liceum o kierunku nauczycielskim. Bo tam był bezpłatny internat i zaraz po jego ukończeniu mogłeś pójść do pracy. Wtedy brakowało nauczycieli w obowiązkowych dla wszystkich szkołach podstawowych. Nauczycielem zostałem w 1973 roku, podobnie jak wcześniej mój brat.
To był dla mnie niesłychany awans życiowy. Miałem 57 dinarów miesięcznej pensji. Wspólnie z bratem kupiliśmy kawałek ziemi w mieście Bengarden i zaczęliśmy budować dom dla całej rodziny. Już murowany.
Niestety dziadek nie doczekał domu, ani czasów kiedy jego wnuki pracują na państwowych posadach. Mają stałe, gwarantowane pensje. Taki „gwóźdź w murze”, jak się u nas mówi.
Na rządowej posadzie przepracowałem tylko dwa lata. Od piętnastego roku życia byłem buntownikiem. Miałem antyrządowe poglądy. Działałem w dyskusyjnym klubie filmowym. Pokazywaliśmy filmy i potem długo dyskutowaliśmy. O filmach i o wszystkim. Zauważyłem, że wolę dyskutować ze starszymi, niż uczyć dzieci podstawowej, podręcznikowej wiedzy.
Jakie filmy pokazywaliście, które wtedy budziły największe emocje?
Sam je wybierałem. Miałem listę dostępnych filmów. Francuskich, rosyjskich, latynoamerykańskich. Nie kierowałem się względami artystycznymi, film miał być jedynie pretekstem do dyskusji. O sytuacji ekonomicznej i politycznej naszego kraju.
Klub szybko stał się popularny, tajna policja zawsze była obecna podczas dyskusji. Czasem wzywano nas na posterunek policji na przesłuchanie.
Byłem wtedy nauczycielem. Wyprowadziłem się z domu, mieszkałem kolegami w innym mieście, z dala od szkoły. Miałem stary rower, którym dojeżdżałem do pracy. Zarabiałem 57 dinarów. Za 15 dinarów mieszkałem, 25 dinarów wysyłałem rodzinie, a za resztę żyłem.
Dlaczego zdecydowałeś się wyjechać z kraju?
Skończyłem 21 lat i wyrobiłem sobie paszport. Chciałem wyjechać. Ojciec był przeciwny temu, ale już nie mógł mnie zatrzymać. Wziąłem ostatnią pensję i pojechałem do sąsiedniej Libii. Popracowałem dwa miesiące w mleczarni i we wrześniu 1975 roku ruszyłem do Egiptu. W Kairze byłem 10 dni. Tam po raz pierwszy piłem alkohol. Piwo i whisky.
Stamtąd poleciałem samolotem do Syrii. Z Damaszku autobusem do Iraku. W Bagdadzie chciałem się zapisać na uniwersytet. Czekałem, czekałem. Przez 3 miesięcy. Byłem już bez grosza. W końcu wyrzucili mnie, bo miałem zbyt lewicowe poglądy. Ale nie byłem już sam. Trzymaliśmy się w grupie, trzydziestu Tunezyjczyków. Razem wróciliśmy do Syrii. Tam zapisałem się na studia, na filozofię. Ale w czerwcu, krótko przed egzaminami, znów wyrzucono mnie.
Czemu wyrzucili cię z obu tych państw? Oba przecież budowały wtedy „socjalizm arabski”. Bliski chyba twoim ówczesnym poglądom? Poza tym pamiętam cię jako człowieka spokojnego, uprzejmego, i zawsze chętnego do współpracy.
Z Iraku wyrzucili mnie za krytykę partii Bass i moich rodaków, którzy do niej należeli. W Syrii było podobnie. Tam też rządziła partia Bass, ale wtedy te dwie, kiedyś siostrzane partie, miały już wrogie relacje. Kiedy byłem w Syrii, wybuchła wojna w Libanie skierowana przeciwko Palestyńczykom mieszkającym tam w obozach dla uchodźców. Popierałem Front Wyzwolenia Palestyny, chciałem jechać do Libanu i walczyć tam po stronie palestyńskiej. Mówiłem głośno o tym i pewnie dlatego, zamiast dopuścić mnie do egzaminów, kazano mi wyjechać z Syrii.
Skąd pomysł by jechać do Europy i skąd pieniądze na podróż?
Koledzy z Palestyny zebrali dla mnie pieniądze i poradzili bym pojechał do Czechosłowacji. Bo tam była siedziba Międzynarodowego Związku Studenckiego, który dysponował stypendiami w krajach socjalistycznych. Przez Turcję, Bułgarię, Rumunię dotarłem do Pragi. Znowu czekałem na decyzję, znowu nie miałem za co żyć. Studenci zagraniczni pozwolili mi spać w ich akademiku. Chodziłem na stołówkę politechniki praskiej, tam mogłem bezpłatnie jeść zupy. Bardzo smaczne, pamiętam do dzisiaj. Wreszcie, po trzech miesiącach dostałem bilet kolejowy do Łodzi i zgodę na studia w Polsce.
Pamiętam siedzibę MZS w Pradze. Była na ulicy Paryskiej. Luksusowy wtedy wieżowiec. Siedziba działaczy studenckich z całego świata. Przyszłych dyplomatów i polityków. I pracowników służb wywiadowczych też. Miałeś kontakty z politykami lub służbami wywiadu?
Byłem inny, niestety. Nie miałem kontaktów z politykami ani z wywiadami. Tam i w Polsce też. Trochę było mi smutno kiedy moi koledzy z Afryki po studiach w Polsce robili kariery. Wracali do krajów ojczystych, zostawali dyrektorami, nawet ministrami. Na mnie nikt nie czekał, nie składał ofert pracy. Może dlatego, że studiowałem budzące podejrzenia dziennikarstwo na uniwersytecie, a nie na Akademii Wychowania Fizycznego,jak reszta Tunezyjczyków korzystających z rządowych stypendiów. Może dlatego, że pochodzę z biednej rodziny, mieszkałem na biednym południu kraju, a nie w bogatej stolicy. Może dlatego, że byłem utopistą i krytykiem tunezyjskich rządów.
Pamiętam, że wtedy byłeś bardzo krytyczny wobec rządów Habiba Burgiby. Nie utrzymywałeś też kontaktów z ambasadą swego kraju, jak wielu innych, zagranicznych studentów. Te ciągłe krytyki rządów prezydenta Burgiby dziwiły naszych kolegów, zwłaszcza koleżanki. Przecież to Burgiba wprowadził powszechną bezpłatną oświatę, dbał o prawa kobiet, unowocześnił Tunezję. Jak go teraz oceniasz?
Tunezja była okupowana przez prawie 80 lat przez Francję. Okradali nasz kraj. Wywozili wszystko co miało jakąkolwiek wartość. Stal, fosfaty, marmury, daktyle i oliwę. Aby łatwiej było im kraść budowali linie kolejowe i porty. Wprowadzili swój język, narzucali nam swoją kulturę, zwalczali naszą religię. Kiedy po II wojnie światowej powstała ONZ, kiedy zaczęto mówić o wolności i niepodległości dla skolonizowanych narodów, to Francja i Wielka Brytania zaczęły szukać sposobów jak dalej korzystać ze swych kolonii, ale bez wojska, bez siły militarnej.
I tak Francuzi znaleźli w Senegalu Leopolda Sedar Senghora. Człowieka o czarnej karnacji, ale kulturowo Francuza. Na francuskiego namiestnika Tunezji wyznaczyli młodego adwokata z zamożnej tunezyjskiej rodziny. Absolwenta francuskiej uczelni, żonatego z Francuską. Burgiba dużo mówił o niepodległości. Został prezydentem, ale naród tunezyjski nie akceptował go. Kreował się na bojownika o niepodległość, ale w jego życiorysie brakuje realnej konfrontacji z władzą francuską. Posiedział kilka miesięcy w więzieniu i potem hop! Oto 20 marca 1956 roku przybył do Tunezji. Na statku francuskim z Marsylii. Jako bohater, wyzwoliciel kraju. To śmieszne jest i smutne.
20 marzec 1956 rok nie jest dniem odzyskania naszej niepodległości, bo wojsko francuskie był w Tunezji do 1963 roku. Nikt nie widział też aktu uzyskania niepodległości podpisanego przez Tunezję i Francję.
Jesteśmy formalnie niepodlegli, ale nasze surowce naturalne dalej są rabowane przez Francuzów. Dalej urzędowym językiem jest francuski a nie nasz narodowy arabski.
Wspomniałeś o powszechnej szkole wprowadzonej za jego rządów. Te szkoły, ich nauczanie były po to aby umocnić władzę Burguiby i interesy francuskie. Burgiba był dozorcą francuskich interesów przez prawie 30 lat niestety. Zdrajcą i dyktatorem.
Podczas mojego pobytu w Tunezji spotkałem wielu ludzi, którzy uważają prezydenta Burgibę za ojca niepodległości i reformatora. Ale wróćmy do ciebie. Od jesieni 1977 roku studiowałeś na prestiżowym Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Mieszkaliśmy w akademiku przy ulicy Żwirki i Wigury. Jak ci się wtedy żyło?
Miałem polskie stypendium, pamiętam 1600 złotych. A podczas letnich wakacji jeździłem do Paryża. Pracowałem tam w restauracjach, albo na budowach. Zarobione franki wymieniałem po czarnorynkowym kursie. Dzięki temu na studia i życie starczało mi.
Co cię najbardziej w Polsce zaskoczyło, zdziwiło?
Najbardziej dziwiło mnie, że studenci polscy zupełnie nie śpieszyli się żeby studia skończyć. Traktowali studia jako czas dobrej zabawy, czasy przyjemnego życia.
Co w Polsce ci najbardziej wtedy smakowało?
Setka w „ludowym” barze, do tego „na zagrychę” jajko z majonezem, i szyneczka. Tego u siebie nie miałem.
Wszystkie potrawy mi w Polsce smakowały, oprócz kaszanki. Nie lubiłem też zup owocowych. Za to lubiłem bardzo barszcz czerwony, pierogi, nawet kapustę kiszoną polubiłem.
A co lubiłeś robić w wolnych chwilach?
Siedzieć w kawiarniach i czytać gazety. Bardzo ciekawe były, choć wy stale narzekaliście, że nie piszą o wszystkim. I nie ma co czytać.
Co cię najbardziej w Polsce denerwowało?
Reakcje Polaków, ich zazdrość, kiedy szedłem po ulicy z ładną dziewczyną.
Czy myślałeś o pozostaniu w Polsce? Miałeś wielu znajomych w akademiku. Byłeś lubiany, zwłaszcza przez dziewczęta.
Jak wszyscy młodzi, zagraniczni studenci mieliśmy w Polsce liczne koleżanki. Nie ukrywam, że budziłem w Polsce zainteresowanie. Cudzoziemiec, egzotyczna karnacja, ale dobrze mówi po polsku. Nie byłem bogaty, ale zawsze potrafiłem rozweselić przyjaciół i znajomych. Przed ukończeniem studiów zakochałem się w koleżance z akademika. Studia skończyłem w 1981 roku i musiałem opuścić Polskę. Miesiąc po powrocie do kraju poczułem, że nie mogę żyć daleko od niej. Przyjechałem do Polski znowu. Potem był ślub. Zaraz po weselu pojechałem pracować do Libii jako tłumacz w polskiej firmie Dromex. Pracowałem w Libii przez cztery lata. Dobrze zarabiałem, ale w Polsce bywałem rzadko. Nie rozumiałem, że przez takie życie mogę wszystko stracić. W 1985 roku skończyłem pracę w Libii. Przyjechałem do Warszawy, ale moje małżeństwo rozpadło się.
Wróciłem do Tunezji. Zacząłem nowe życie. Ożeniłem się, mam tu trójkę dzieci. Zamieszkałem na wyspie Dżerbie.
Wróciłem do pracy w szkolnictwie. Zostałem nauczycielem języka francuskiego w liceum. Teraz jestem już na emeryturze. Nauczycielskiej, czyli niewielkiej.
Utrzymywałeś wtedy kontakty z Polską?
Nie miałem wielu. W Tunisie jest towarzystwo przyjaźni polsko – tunezyjskiej. Napisałem do nich, nie dostałem odpowiedzi. Z innymi polskimi i propolskimi instytucjami też kontaktów nie mam. Wszystkie są w stolicy, a ja mieszkam na prowincji. Do Tunisu mam tak daleko jak z Świnoujścia do Warszawy.
Jeszcze w latach osiemdziesiątych miałem kartę uprawniającą do stałego pobytu W Polsce. Ale potem w polskiej ambasadzie w Tunisie odebrano mi ją, obiecano nową, ale nie dostałem jej. Zawsze byłem wdzięczy Polsce, że mogłem skończyć tam studia. Mój kraj mi tego nie dał. Ale czasem czułem się przez Polskę zapomniany, nie wykorzystany.
Kilka lat temu znowu usłyszałem polską mowę. Dżerbę, gdzie mieszkam, zaczęli odwiedzać polscy turyści. Zacząłem z nimi rozmawiać, choć nie używałem polskiego przez ponad 20 lat, i tak odnowiłem kontakty z Polską. W czasie sezonu turystycznego jestem przewodnikiem wycieczek organizowanych przez polskie biuro turystyczne ITAKA.
Wielu Polaków zaskakuje moja dobra znajomość języka polskiego. Polskich zwyczajów, życia po polsku. Kiedy opowiadam im polskie kawały.
Czasem żałuję, że wcześniej nie zatrudniłem się w jakiejś polskiej firmie lub współpracującej z Polską. Ale nadal czuję się młodo i chętnie bym popracował jako swatka tunezyjsko-polska.
Tęsknię za Polską. Nie byłem tam od 30 lat. Wiem, że Polska bardzo zmieniła się od tego czasu. Słyszałem, że moje koleżanki i koledzy ze studiów zrobili kariery. Niektórzy zostali ważnymi ludźmi w Polsce.
Chętnie bym ich znowu zobaczył. Na pewno, tak jak to Polacy, dalej są tacy fajni i gościnni.
Zbliża się sezon turystyczny. Zapraszam do Tunezji, zwłaszcza na Dżerbę. Przyjeżdżajcie do nas tłumnie. Piękne zabytki, piękne plaże, bardzo dobre jedzenie. Specjalnie dla Polaków mamy dobre wino, no i nasz regionalny produkt nazywający się „Bucha”.
Radość po nim bucha, często aż do rana.

W drugiej turze

To tylko wyniki nieoficjalne wyborów prezydenckich w Tunezji, lecz jeśli się potwierdzą, oznaczać to będzie, że wyborcy kraju, który był pionierem tzw. arabskiej wiosny z 2011 r., wymietli całą powstałą po tamtej rewolucji klasę polityczną.

Do drugiej tury, do której dojdzie dopiero za ponad miesiąc, zakwalifikowali się „antysystemowcy” Jeśli wierzyć sondażom wśród głosujących, pierwszą turę wygrał Kais Saied z wynikiem 19 proc. Jego konkurentem w drugiej turze będzie przebywający w więzieniu, podejrzany o oszustwa podatkowe biznesmen Nabil Karoui – 15 proc. Kandydat rządzących z partii religijnej Ennahda Abdelfattah Mourou jest dopiero trzeci – ok. 12 proc. Premier Youssef Chahed zdobył zaledwie ok. 7 proc. Frekwencja nie była wysoka – nieco ponad 45 proc.
po zamknięciu lokali wyborczych, na ulice Tunisu wyszli wyborcy uwięzionego biznesmena, manifestując wielką radość. Jego żona odczytała list więźnia, w którym mowa o „wyjątkowym dniu dla demokracji i historii kraju”. Jeśli jego wynik się potwierdzi, będzie to jednak sytuacja bezprecedensowa w dziejach świata: jeszcze nigdy do drugiej tury wyborów prezydenckich nie weszła osoba siedząca w więzieniu. 56-letni Nabil Karoui został aresztowany 23 sierpnia, co jego wyborcy uznają za „atak polityczny”. To znany w całym kraju właściciel kanału telewizyjnego Nessma, który podbił serca Tunezyjczyków z najbiedniejszych regionów kraju, gdzie prowadził głośne akcje charytatywne.
Zwycięzca wyborów – 61-letni „Robocop” Kais Saied, nazywany tak ze względu na mało ekspresyjną twarz – to też postać telewizyjna: od rewolucji 2011 r. komentował tunezyjską scenę polityczną. Nie ma żadnej partii i nigdy wcześniej nie prowadził kampanii wyborczej, ale jego krytyka rządzących zdobyła mu rzesze wyborców. Młodzież, głęboko rozczarowana miejscową demokracją z powodu dużego bezrobocia, na ogół nie poszła do urn. Tunezja pozostaje pod kroplówką Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który tradycyjnie zlikwidował i tak niewielkie wydatki socjalne państwa.

Udany model demokracji

W wielu państwach świata widoczny jest pogłębiający się spór między klasycznym modelem demokracji liberalnej a nowym autorytaryzmem. Chodzi nie tylko o Europę – Węgry, Polska, Włochy, leżąca na granicy dwóch kontynentów Turcja, ale też m.in. Rosja, Chiny, Brazylia, Wenezuela. Elementy tego procesu widoczne są nawet w Stanach Zjednoczonych.

Niewiele jest przykładów odwrotnyc – gdzie demokracja liberalna wyraźnie bierze lub wzięła górę. Nieco paradoksalnie swoistym tego modelem może być znana wielu Polakom z wyjazdów turystycznych 12-milionowa Tunezja.To od tego kraju zaczęła się „arabska wiosna” w styczniu 2011 r. i de facto tylko tam przetrwała, zaś najtragiczniej przekształciła się ona w krwawą wojnę domową z czynnym udziałem wielkich mocarstw (Rosja i USA) oraz mocarstw regionalnych (Turcja) – w Syrii.
Ponad 8 lat temu obalony został prezydent Ben Ali rządzący w latach 1987-2011, który co ciekawe – przez kilka lat pełnił funkcję ambasadora Tunezji w Warszawie. Do dziś żyje w stolicy Arabii Saudyjskiej Rijadzie, a ostatnio (niezbyt realistycznie) zapowiedział powrót do Tunisu. Niedawno zmarł w wieku 92 lat pierwszy demokratycznie wybrany. prezydent Tunezji Beji Caid Essebsi, stąd wcześniejsze wybory głowy państwa (5 września). A jeszcze w tym roku odbędą się też regularne wybory parlamentarne – zgodnie z konstytucją
z 2014r. kraj jest republiką parlamentarną.

Oznaką demokracji jest np. fakt,iż do wyborów prezydenckich zgłosiło się aż 97 kandydatów! Ostatecznie zarejestrowano 26, w tym obecnego,młodego premiera Yussufa Shaheda (43 l.).Stabilność polityczna wynika z zawartego między głównymi partiami politycznymi (w tym islamistycznymi) swoistego „kompromisu historycznego”: Stąd koalicyjny rząd gwarantuje tę stabilność. Naturalnie, iż Tunezja, żyjąca głównie z rolnictwa oraz turystyki, nie jest rajem i ma swoje problemu finansowe (pewna deprecjacja dinara) oraz gospodarcza. Ale mimo to wyróżnia się korzystnie na tle Bliskiego Wschodu oraz Afryki.

Nasi siatkarze o igrzyska zagrają z Francją, Słowenią i Tunezją

Nasza reprezentacja siatkarzy w rankingu FIVB znalazła się na 4. miejscu. Mistrzów świata na światowej liście wyprzedziły Brazylia, USA i Włochy.

 

Przy ustalaniu nowego rankingu FIVB liczyły się wyniki osiągnięte w ostatnich igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata oraz kwalifikacjach do mistrzostw świata, a także lokata zajęta w ostatnim Pucharze Świata i Lidze Światowej w 2017 roku. Sklasyfikowanie na czwartej pozycji sprawia, że nasi siatkarze w turnieju interkontynentalnym zagrają w jednej grupie z dziewiątym, szesnastym i dwudziestym pierwszym zespołem w rankingu. I tak rywalami reprezentacji Polski będą Francja, Słowenia i Tunezja. Prawo do gry o olimpijskie medale w Tokio uzyskają jedynie zwycięzcy sześciu turniejów interkontynentalnych. Drugą i ostatnią szansą na olimpijski awans będą turnieje kontynentalne w 2020 roku.

 

Grupy kwalifikacyjne do IO 2020

Grupa A: Brazylia, Egipt, Bułgaria, Korea Płd./Portoryko;
Grupa B: USA, Belgia, Holandia, Korea Płd./Portoryko;
Grupa C: Włochy, Serbia, Australia, Kamerun;
Grupa D: Polska, Francja, Słowenia, Tunezja;
Grupa E: Rosja, Iran, Kuba, Meksyk;
Grupa F: Kanada, Argentyna, Finlandia, Chiny.
Korea Południowa i Portoryko zajmują ex aequo 24. miejsce, decyzję o ich przydziale do grup podejmie FIVB.