Nic się nie stało?

Ponad 5 milionów Polaków i Polek obejrzało film Wojciecha Smarzowskiego „Kler”, ponad 22 miliony odsłon miał dokument braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”. Jednocześnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy zostało ujawnionych mnóstwo skandali pedofilskich z udziałem duchownych. Opinii publicznej przedstawiono wiele wiarygodnych informacji dotyczących systemowego ukrywania pedofilii przez najwyższych hierarchów Kościoła. W części mediów, także na łamach Portalu Strajk, przypominane są też niewygodne fakty związane z pontyfikatem Jana Pawła II – wyszło na jaw, że polski papież nie tylko nie walczył z pedofilią w Kościele, ale wręcz wspierał zbrodniarzy w sutannach.
Coraz bardziej powszechna jest również wiedza na temat nieprawidłowości finansowych dotyczących Kościoła i gigantycznych przywilejów podatkowych duchownych. Zwolnienia podatkowe księży, ulgi w przekazywaniu nieruchomości Kościołowi, niejasne interesy na splocie władzy politycznej i kościelnej – widzimy, że istnieje gigantyczna skala patologii, które niszczą polskie państwo i pokazują jego słabość. Mamy więc potężne afery, w które uwikłany jest praktycznie cały episkopat, mamy ofiary przestępstw Kościoła, mamy wiedzę na temat ich katów i mnóstwo dowodów w setkach konkretnych spraw. Mamy też olbrzymią wiedzę na temat niczym nieuprawnionych przywilejów kleru i instytucjonalne rozwiązania likwidacji tych przywilejów.
Co z tego wszystkiego wynika? Czy prokuratura zawitała do jakiegokolwiek biskupa? Czy powołano komisję mającą na celu wyjaśnienie, dlaczego od wielu lat ukrywane są przestępstwa duchownych? Czy liderzy największych partii odcięli się od Kościoła? Czy sam Kościół przeprosił za swoje zbrodnie? Czy po ujawnieniu gigantycznej skali patologii za pontyfikatu Jana Pawła II, jakiekolwiek ugrupowanie polityczne potępiło polskiego papieża? Odpowiedź na te wszystkie pytania brzmi: NIE.
Ujawnienie przestępstw, patologii, nieprawidłowości w funkcjonowaniu Kościoła nie tylko nie doprowadziło do żadnych zmian instytucjonalnych, ale po chwilowej ciszy wręcz uruchomiło kampanię na rzecz… Kościoła. Politycy Prawa i Sprawiedliwości wciąż powtarzają, że Kościół katolicki stanowi fundament polskiej tożsamości i źródło wartości moralnych. Liderzy PiS-u, w tym premier i jego ministrowie, stoją u boku najbardziej ksenofobicznych księży, demonstracyjnie wspierając ich nienawistny przekaz. Sami liderzy episkopatu na kilkanaście dni zamilkli, ale teraz znowu co kilka dni słyszymy te same bzdury o „homopropagandzie” czy „ideologii gender”. W roli autorytetów występują duchowni, na których spoczywają udokumentowane zarzuty o krycie pedofilów. Po krótkim zamieszaniu spowodowanym filmem braci Sekielskich nabrali wiatru w żagle i dzisiaj już nie czują potrzeby, aby z czegokolwiek się tłumaczyć. Biskupi uważają się za bezkarnych, stojących ponad państwem i prawem, a świeckie organy ścigania robią wszystko, aby nie zepsuć im dobrego samopoczucia.
Również opozycja nie kwapi się do walki z patologiami kleru. Platforma Obywatelska pomija temat Kościoła i świeckiego państwa, PSL robi wszystko, aby upodobnić się do PiS-u i wsparcie dla Kościoła niesie na sztandarach. Szeroko pojęta lewica (Razem, SLD, Wiosna) owszem wykonała pewne gesty, gdy film Sekielskiego ujawnił nowe fakty o zacieraniu śladów przestępstw, ale ogólnie jednak rzecz biorąc ta strona sceny politycznej sprawia wrażenie, jakby nadmiernie nie interesowała się tymi sprawami.
Brak reakcji na zbrodnie, nadużycia i przywileje Kościoła, hołd wyrażony Janowi Pawłowi II przez prawie cały Sejm to dowód na skrajną degrengoladę polskiej klasy politycznej. Potępienie zbrodni i nadużyć kleru powinno dzisiaj połączyć wszystkich przyzwoitych ludzi niezależnie od barw partyjnych

Marek Sekielski: Przeorał mnie ten film

Z Markiem Sekielskim – o dokumencie, o zjawisku pedofilii wśród duchowieństwa, sytuacji polskiego Kościoła, reakcji hierarchów oraz dalszych planach braci Sekielskich, czyli filmie o SKOK-ach – rozmawiał Michał Ruszczyk (wiadomo.co).

MICHAŁ RUSZCZYK: W „Ziemi Obiecanej” Andrzeja Wajdy pada słynna kwestia „Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic, to razem mamy właśnie tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę”. Jak to się stało, że pewnego dnia bracia Sekielscy doszli do wniosku, że skoro nie mają nic, to razem mają w sam raz tyle, żeby zrobić dokument o pedofilii w polskim Kościele?
MAREK SEKIELSKI: Jak to się stało? To się stało tak, że Tomasz po iluś tam próbach zainteresowania tym tematem różnych możnych świata tego w 2017 rzucił pomysł, żeby zrobić taki film za pomocą crowdfundingu. Sprawdziłem organizacje zajmujące się zbieraniem pieniędzy w Polsce. Z racji tego, że Kościół jest specyficzną i mocno zamkniętą instytucją, nie wiedzieliśmy wówczas, jak szybko pozyskamy osoby, które zechcą z nami rozmawiać, i ile czasu potrzebujemy na weryfikację pewnych spraw. Założyliśmy wówczas, że potrzebujemy roku, żeby zrobić taki film. W czasie budżetowania produkcji zastanawiałem się, ile przez rok będzie kosztowało utrzymanie tego przedsięwzięcia. Pojawiła się wtedy kwota oscylująca w okolicach pół miliona. Wówczas zaniepokoiłem się o zbiórkę, gdyż zwątpiłem, czy darczyńcy w momencie zobaczenia takiej kwoty będą mieli wiarę w pozytywne zakończenie zbiórki. I czy ludzie nadal będą nas wspierać finansowo.

Co pana i pańskiego brata zainspirowało do nakręcenia filmu o pedofilii w polskim Kościele? Kto był muzą braci Sekielskich?
Muzą braci Sekielskich, a przede wszystkim inspiracją Tomasza był pierwszy kontakt z tym tematem w 2013 roku, kiedy robił materiał dla TVP i poznał wtedy poszkodowanych. W jednym z programów Tomek opowiedział historię jednego z bohaterów naszego filmu – Marka Mielewczyka.
Mój brat jest bardzo niepokornym człowiekiem, trudno jest nad nim zapanować w warunkach korporacyjnych. Mam wrażenie, że ten film w pewnym sensie w nim dojrzewał… W pewnym momencie zrozumiał, że jest bardzo realny problem pedofilii, o którym wszyscy naokoło milczą i to według mnie było jego inspiracją. I to w nim kiełkowało.
Mnie nie trzeba było długo przekonywać do podjęcia próby nakręcenia takiego filmu, gdyż od dawna widzę, jak bardzo są zaburzone stosunki na linii Kościół-państwo. Oprócz tego warto, żeby Kościół jako instytucja sam zobaczył, że sytuacja, w której jest, działa długofalowo na jego niekorzyść.

Czy spodziewali się panowie tak pozytywnej reakcji społeczeństwa na hasło zbiórki?
Tomek był optymistą w tym temacie, a ja nie. Po przebiegu zbiórki widać było, że jest zapotrzebowanie na taki film. Od pierwszego dnia licznik zbiórki szedł bardzo szybko w górę. Tomek w ogóle się tym nie zajmował, to ja jako kierownik produkcji i dyrektor finansowy śledziłem cały czas zbiórkę i zajmowałem się social mediami. Po pierwszych miesiącach pojawiły się problemy. Wszyscy myśleli, że chcemy ten film zrobić i sprzedać go. Zarobić na nim. A my chcieliśmy oddać go za darmo ludziom.
Dopiero po premierze filmu „Kler” Wojtka Smarzowskiego pojawiło się większe zainteresowanie naszym projektem. Momentem kluczowym dla pomyślnego zakończenia zbiórki był artykuł Gazety.pl o projekcie, gdzie pojawiła się informacja, że film o pedofilii w polskim Kościele będzie dostępny za darmo na YouTube. Dzięki temu zbiórka zakończyła się dwa-trzy miesiące przed terminem.

Czy utrudniano panom pracę przy filmie? Jakieś szykanowanie ze strony policji, brak reakcji ze strony episkopatu?
Uważam, że nie było utrudnień. Mieliśmy dużo życzliwych sygnałów od różnych ludzi znanych i nieznanych, którzy życzyli nam powodzenia, ale też ostrzegali.
Pojawiały się czasem obawy o nas, ale szczerze – nie czułem, że coś się dzieje wokół nas.
Mieliśmy raz dziwne zatrzymanie w trakcie zdjęć, ale według mnie nie była to ogólnopolska akcja ze strony kogoś, tylko lokalne zatrzymanie, które pokazało, jak władze funkcjonują w lokalnych miastach. W czasie zatrzymania legitymowano nas nie wiadomo, za co, i to była taka jedna dziwna sytuacja, ale ponieważ nie chcieliśmy eskalować, to nie drążyliśmy tematu.
Natomiast decyzja kościelnej wierchuszki, która odmówiła nam komentarza, nie była utrudnieniem, gdyż w międzyczasie szczęśliwie dla nas odbyła się konferencja episkopatu, w wyniku czego usłyszeliśmy dużo ciekawych rzeczy, które mogliśmy wykorzystać w filmie. Lepiej byłoby się z nimi spotkać i porozmawiać twarzą w twarz, gdyż film nabrałby trochę głębszego wymiaru i byłby pełniejszy.
Mam takie informacje od moich znajomych, którzy są świadomie i głęboko wierzącymi katolikami i dla niektórych z nich, po obejrzeniu filmu, najmocniejszą sceną były tablice z nazwiskami pięciu biskupów, którzy odmówili nam komentarza.
Mój znajomy napisał coś takiego, że „to jest najmocniejsze, bo ci biskupi w ten sposób świadomie podali się do dymisji”.

Co dla pana było najtrudniejsze w trakcie realizacji tego filmu?
Najtrudniejszy tak naprawdę był ten tydzień ostatni. Od samego początku udało mi się robić zdjęcia pod kątem tych wywiadów. Udało mi się też założyć blokadę na swoje emocję, nie wchodziłem w te historie ofiar księży emocjonalnie, słuchałem ich tylko z ciekawością bez uniesień wewnętrznych.
Był jednak pewien moment kryzysowy, gdy przesłuchiwałem dwie czy trzy historie i wycinałem materiał do filmu. Nagle dotarło do mnie, czego właściwie słucham i wtedy zdałem sobie sprawę, jaka tragedia spotkała bohaterów naszego filmu i poczułem taki smutek, taki żal… Pamiętam, że wtedy popłynęły mi pierwszy raz łzy. Musiałem na pewien czas wyłączyć się z pracy.
Natomiast ostatni tydzień – to były nerwy, gdyż zbliżał się termin premiery i niepokoiłem się tym, co powiedzą ludzie po obejrzeniu filmu. Ci, którzy cały czas nas wspierali. Mam takie podejście, że najważniejsze jest to, co powiedzą ludzie, którzy wpłacili na ten film, gdyż są to nasi szefowie. Zdawałem sobie sprawę, że jest to film mocny, ale temat jest powszechnie znany, więc nikogo nie będzie szokował.
Momentem, w którym nie wytrzymałem, był tydzień przed premierą, gdy nagrywaliśmy w Polsacie, w programie „Skandaliści”, materiał na dzień premiery i wtedy puściliśmy redaktorce nasz film. Ja widziałem ten film wielokrotnie, przy montażu i kolaudacji, ale w tym programie oglądałem go z innej perspektywy i widziałem reakcje publiczności. Wtedy zdałem sobie sprawę, co my zrobiliśmy i ile jest tam materiału.
Do samej premiery oglądałem nasz film i wyłapywałem sceny, które można by było poprawić. I nie wstydzę się tego powiedzieć, że cały czas płakałem przy tym filmie, tak samo jak i na premierze. Najgorszym momentem była właśnie ta presja w stosunku do ludzi, do tych naszych patronów… I emocje związane z treścią filmu, ciągle płakałem, do samej premiery. Na premierze też… Po pokazie dla dziennikarzy wiedziałem już, że jest dobrze. Natomiast sam film bolał mnie cały czas, może za tydzień albo dwa obejrzę go na spokojnie. No, przeorał mnie ten film, przeorał… Dobrze, że miałem przy sobie żonę, która mnie wspierała.

Czy liczył pan na taki sukces filmu i „pozytywne zakończenie” kilku spraw w pierwszych dniach po premierze – wydalenia księży pedofilów ze stanu kapłańskiego i reakcję prymasa Polaka?
Jestem pozytywnie zaskoczony reakcją społeczeństwa, gdyż nie dostaję żadnych negatywnych opinii. Świetna reakcja społeczeństwa, co pokazuje, że jest to ważny temat i ludzie tego potrzebowali.
Natomiast w kwestii hierarchów nie jestem do końca zadowolony. Co do podania się do dymisji księdza Olejniczaka – mogę powiedzieć, że zachował się honorowo. Ale mogę zadać też pytanie – dlaczego czekał tak długo? Wiedział, że go nagrywaliśmy. Orientował się, co to za film. Wiedział, kim jest Tomasz Sekielski i wiedział, że ten film będzie. Jeżeli chodzi o Makulskiego i Anioła, to mogę powiedzieć, że są to właściwe decyzje. Ale co z odpowiedzialnością?
W filmie wyraźnie pokazaliśmy, że jednym z biskupów odpowiedzialnych za przerzucanie skazanego prawomocnym wyrokiem był biskupa Jan Tyrawa. I nie ma reakcji zainteresowanego, jak i również innych hierarchów Kościoła, którzy by apelowali do biskupa Tyrawy o to, żeby zawiesił się w czynnościach lub podał do dymisji. Natomiast co z arcybiskupem Głódziem, który jest bardzo negatywną postacią tego filmu? Wiedział doskonale, że jest nagranie z księdzem Cybulą i są bardzo mocne dowody – nagranie, na którym Cybula przyznaje się, a mimo to w rozmowie z Renatą Kijowską odpowiedział, że „nie ogląda byle czego”. A przecież według mnie są to osoby do dymisji. Przylatuje niebawem arcybiskup Malty, wysłannik papieża Franciszka. Zobaczymy, może on coś z tym zrobi.
W końcu to ci u góry decydują o przenoszeniu księży z parafii do parafii i to też jest ich wina, ich jest odpowiedzialność moralna, a przecież ktoś, kto jest biskupem, powinien być krystalicznie czysty w kwestiach etycznych. Tak mi się wydaje…

Jaka jest pańska reakcja na próby relatywizowania problemu pedofilii w polskim Kościele przez prawicowych polityków i część duchowieństwa?
Nie chcę komentować polityki. A to, co opowiada Legutko, woła o pomstę do nieba. Mam córkę. Ona ma 11 lat. Jeśli miałbym słuchać słów profesora Legutki, to za rok w jego kategoriach, jak rozumiem, moja córka byłaby zdolna do legalnego pożycia seksualnego.
Nie chcę w to wchodzić, nie chcę mieszać naszego filmu z polityką. Według mnie politycy po obu stronach wykorzystują ten film do swoich celów. Jest to niesmaczne. Nie do końca wierzę w ich intencje.

Czy według pana nie należałoby nakręcić podobnych filmów o żeńskich klasztorach i sytuacji zakonnic w Kościele katolickim? O coraz bardziej nagłaśnianych sprawach molestowania i wykorzystywania seksualnego zakonnic (jeśli problem ten występuje w Europie Zachodniej i Ameryce, to zapewne Polska nie jest „zieloną wyspą” wolną od takich występków)? A także wrócić do tematu sierocińców prowadzonych przez zakonnice?
Nie będę nikomu mówił, jaki film ma kręcić, gdyż najlepiej, żeby każdy twórca miał jak największą wolność i mógł robić to, co go naprawdę interesuje.
Najważniejsze dla mnie jest to, żeby dziennikarze, a mówię to jako członek tego środowiska, pamiętali o dwóch podstawowych zasadach naszego zawodu. Pierwsza zasada to jest to, że naszą rolą jest zawsze stawanie w obronie najsłabszych, a drugą najważniejszą rolą jest patrzenie najsilniejszym na ręce.
To jest to, co powiedział pan w pytaniu, w tych obu przypadkach, które osobiście są dla mnie interesujące, gdyż z jednej strony są dzieci w sierocińcach oraz problem zakonnic, które są wykorzystywane, a z drugiej strony jest Kościół, czyli najsilniejsza organizacja w Polsce, taka poza strukturami rządowymi, poza administracją państwową. Polska jest taką ostatnią ostoją katolicyzmu w Europie.
Nie lubię mówić, co dziennikarze powinni robić. Natomiast te tematy, które pan przywołał, według mnie wyczerpują zasady, którymi dziennikarze powinni się kierować, czyli z jednej strony chronić słabszych, a drugiej kontrolować silnych. Tego zabrakło przy okazji pedofilii, co pokazuje nasz film. Nie przez przypadek na YouTube mamy tyle wyświetleń, gdyż nikt nie pokazał tego w ten sposób. Systemy kamer ukrytych w telewizjach funkcjonują już od dawna. Dziennikarze z ukrytymi kamerami wchodzili do polityków, sędziów, prokuratorów, policjantów, gangsterów itd. Czemu więc nie wzięli takiej kamery i nie poszli do biskupa wcześniej? Wystarczyło zrobić to samo, co my, tylko parę lat temu.

Pański brat zapowiedział film o SKOK-ach. Nie obawia się pan w trakcie realizacji takiego filmu konfliktu z dzisiejszą władzą? Nie boi się pan aktów przemocy podobnych do tych, które dotknęły np. Wojciecha Kwaśniaka?
Ten film będzie się stykał z polityką, ale ostrzegano nas również, gdy kręciliśmy nasz film o pedofilii. I nic się nie sprawdziło. W ramach nowego projektu ludzie też nas ostrzegają, ale ja się nie boję.
Nie umiem pracować w strachu, więc gdybym się bał, to nie angażowałbym się w nowy projekt.
Wydaje mi się też, że ta sytuacja, w której teraz jesteśmy z Tomaszem, pewna sława i ogromne zaufanie społeczne, powoduje, że trudno mi sobie wyobrazić, żeby znalazła się jakaś osoba z powiązaniami, jakiś gangster, który by sobie wymyślił taką historię jak z Kwaśniakiem… Nie, nie wydaje mi się, żeby spotkała nas podobna historia jak Wojciecha Kwaśniaka. Mówiąc wprost – gdyby nam się teraz coś stało, to chyba nikt nie miałby wątpliwości, że to dlatego, że robimy ten film. To by chyba skierowało uwagę wszystkich mediów na ten problem.
Jeszcze wracając do samych SKOK-ów – to nie jest tak, że ten problem dotyczy tylko obecnej władzy. Owszem, senator PiS-u i twórca SKOK-ów, Bierecki, jest również właścicielem gazety, która w każdej sytuacji stoi murem za obecną władzą, jest wręcz biuletynem partyjnym. Ten związek jest bliski. Zdaję sobie sprawę, że SKOK-i są bardzo powiązane z PiS-em, ale odpowiedzialność rozchodzi się bardzo szeroko, w wielu kierunkach. Ale nikt nie wie, co i jak my chcemy robić, więc na pewno zaskoczymy wszystkich tym filmem.

Życzę zatem powodzenia przy nowym projekcie i bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Chcemy niezależnej komisji!

Film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” to wielkie wezwanie do refleksji nad tym, co można zrobić w sprawie zadośćuczynienia ofiarom pedofilii oraz ukarania winnych tych strasznych czynów i tych, którzy kryli sprawców – zarówno osób, jak i instytucji.
Sojusz Lewicy Demokratycznej podejmuje tę refleksję. Sprawy walki z pedofilią traktowaliśmy zawsze poważne. Nasi posłowie byli autorami ustawy przewidującej, że ofiary pedofilii podczas postępowania karnego przesłuchiwane są tylko raz, w odpowiednich warunkach, w tzw. niebieskim pokoju. Obecnie natomiast wspieramy prace działającego pod kierownictwem Jolanty Banach zespołu ekspertów do spraw przygotowania obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej przewidującej powołanie Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia w sprawie pedofilii w kościele katolickim. W zespole tym zasiadają dwie członkinie SLD, profesorki: prof. dr hab. Danuta Waniek i prof. dr hab. Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska.
To, że w XXI wieku wciąż zdarza się, że duchowni katoliccy skutecznie ukrywają przypadki pedofilii wśród księży, że kościół katolicki pozoruje ochronę ofiar tych czynów, że wokół tych zdarzeń wciąż panuje zmowa milczenia, to zasługa polskiej prawicy. To polska prawica, polscy konserwatyści spod znaku Prawa i Sprawiedliwości przez lata uważali, że kościół katolicki jest nieomylny, kler – nietykalny, a Biblia ważniejsza jest od Konstytucji. To polska prawica przez lata pisała ustawy na zamówienie Kościoła, dawała mu na żądanie pieniądze i nigdy go nie krytykowała. Żniwo, które zebrała taka postawa, pokazuje film braci Sekielskich. Jest to jednocześnie przyczynek do rozpoczęcia poważnej dyskusji na temat rozdziału państwa i kościoła.
Dzisiaj, gdy Koalicja Europejska mówi, że ręka podniesiona na polskie dzieci, jest ręką podniesioną na polskie państwo, Jarosław Kaczyński krzyczy, że ręka podniesiona na kościół, to ręka podniesiona na Polskę. Te słowa – jak żadne inne – pokazują prawdziwe oblicze partii rządzącej. Jeżeli PIS chce być wiarygodny w walce z pedofilią, to Prokurator Generalny powinien wszcząć postępowania z urzędu w przypadku wszystkich ujawnionych ostatnio zdarzeń o charakterze pedofilskim z udziałem księży.
Film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” to jednak nie tylko wezwanie do uderzenia się w piersi, bo to w obliczu ogromu przedstawionych w filmie krzywd nie wystarczy. Dlatego dzisiaj Sojusz Lewicy Demokratycznej żąda powołania niezależnej i bezstronnej komisji, która wyjaśniłaby wszystkie zgłoszone przypadki pedofilii wśród duchownych, zbadałaby kościelne materiały dotyczące tych spraw i wyciągnęłaby konsekwencje wobec tych kościelnych hierarchów, którzy przez lata kryli sprawców czynów pedofilskich. Chcemy, by komisja taka złożona była z osób świeckich – z sędziów, bez polityków i bez przedstawicieli kościoła. Powołanie tego gremium będzie pierwszym krokiem do wyjaśnienia roli kościoła i duchownych w dramacie ofiar pedofilii w Polsce.

Przyjedzie miotła

Reakcja Watykanu na film „Tylko nie mów nikomu”.

Abp Charles J. Scicluna przyjedzie do Polski 13 czerwca br., na zaproszenie polskich biskupów wystosowane jeszcze przed konferencją, na której Episkopat przedstawi dane dotyczące pedofilii w polskim Kościele. Poprowadzi dzień studyjny podczas zebrania plenarnego episkopatu w Świdnicy. Nie ma żadnych specjalnych wskazówek ani zaleceń od papieża, tak jak podczas swojej misji w Chile. Można mieć nadzieję, że jego wizyta przyczyni się do pozytywnych przemian w polskim Kościele, które się już rozpoczęły. Przeciwnicy papieża Franciszka i ci, którzy chcą ukryć nadużycia seksualne mają jednak mocne wiosła i wiosłują przeciw. Z naszych źródeł dowiedzieliśmy się, że film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” widziało w Watykanie już kilka osób. Dla jednych to ważny dokument, inni jednak starali się go zdyskredytować jako „atak na Kościół”, „manipulację medialną”, „film zrobiony przez środowiska wrogie Kościołowi”, „manipulację politycznę przed wyborami europejskimi”. Najprawdopodobniej więc papież podejdzie do niego ostrożnie, tak jak zresztą do całej „sprawy polskiej”, aby jego osoba nie została wykorzystana politycznie. Z drugiej strony nie należy się też spodziewać, że Franciszek będzie wysyłał abp. Sciclunę wszędzie tam, gdzie wybuchnie skandal, jako pogromcę lokalnych Episkopatów. Mamy jednak szczęście, że wszystko co dzieje się w Polsce zbiega się z wejściem w życie nowych norm Vos estis lux mundi.
„Wy jesteście światłem świata” (Vos estis lux mundi), to nowe motu proprio, które papież Franciszek wydał 9 maja br. Ma obowiązywać od 1 czerwca na okres 3 lat. List apostolski był już zapowiadany przez ojca Deferico Lombardiego, jezuitę i byłego rzecznika prasowego Stolicy Apostolskiej, w ostatnim dniu szczytu dotyczącego ochrony małoletnich w Kościele, który odbył się w Watykanie w dniach 21–24 luty 2019 r. Jak określił inny jezuita – ojciec Hans Zollner, członek Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich – jest to najważniejszy krok ostatnich lat.
Nowe normy wytaczają bardzo jasno i precyzyjnie procedury w sprawie zgłaszania przypadków molestowania i przemocy seksualnej oraz rozliczania biskupów z ich działań, także tych, którzy zakończyli posługę i przeszli na emeryturę. Nakładają obowiązek na metropolitów prowadzących sprawę zdawania relacji z postępu dochodzenia co 30 dni i przewiduje, iż dochodzenie powinno zakończyć się w ciągu 90 dni. Mówią o tym, że każda diecezja ma otworzyć biuro lub „okienko internetow”, gdzie w prosty i szybki będzie można składać zawiadomienia o popełnionych nadużyciach lub podejrzeniach o nie. Nakłada na wszystkich duchownych obowiązek informowania przełożonych o wszystkich uzasadnionych podejrzeniach, pod groźbą sankcji w przypadku jego niedopełnienia lub prób tuszowania nadużyć. Motu proprio mówi również, że każdy może złożyć zawiadomienie przy użyciu wyznaczonych procedur lub w jakikolwiek inny odpowiedni sposób.
W odniesieniu do osób, które twierdzą, że zostały pokrzywdzone, „obowiązkiem władzy kościelnej jest przyjęcie ich, wysłuchanie, towarzyszenie im podczas procedur i traktowanie ich z godnością oraz szacunkiem”.
Tekst kończy się potwierdzeniem poszanowania prawa i przepisów innych państw. Art. 19 dotyczy „Przestrzegania ustawodawstwa państwowego” i mówi: „Niniejsze przepisy stosuje się bez uszczerbku dla praw i obowiązków ustanowionych gdziekolwiek w ustawodawstwie państwowym, w szczególności dotyczących ewentualnych obowiązków zawiadomienia właściwych władz cywilnych”.
Abp Charles J. Scicluna – którego zadaniem już z woli papieża Benedykta XVI było prowadzenie dochodzeń w zakresie tzw. delicta graviora i zajmowanie się nadużyciami seksualnymi popełnionymi przez księży – ma wybitne osiągnięcia w prowadzeniu dochodzeń w tej dziedzinie. To dzięki niemu w 2005 r., zostało szybko zamknięte dochodzenie w sprawie Marcial Maciela Degollado, który cieszył się bezkarnością za pontyfikatu Jana Pawła II. W listopadzie 2018 r. papież Franciszek powołał go na stanowisko sekretarza pomocniczego Kongregacji Nauki Wiary. W lutym br. Scicluna razem z Lombardim i Zollnerem był w komitacie organizującym historyczny szczyt w Watykanie o ochronie nieletnich, w którym udział wzięli przedstawicie episkopatów z całego świata. W ubiegłym roku pomógł Franciszowi rozwiązać kompromitujący problem z pedofilią w kościele chilijskim, przygotowując dla niego raport o nadużyciach seksualnych i tuszowaniu przestępstw przez tamtejszych hierarchów – co doprowadziło do dymisji wszystkich chilijskich biskupów (ostatecznie papież zdymisjonował tylko nielicznych). Na początku maja Scicluna przedstawił w Watykanie papieskie motu proprio Vos estis lux mundi, tłumacząc jego znaczenie i wprowadzane nowości.
Abp Charles J. Scicluna zadeklarował, że przed przyjazdem do Polski na pewno zobaczy film „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich. Może zrobi on na nim takie wrażenie, jakie zrobił na wielu Polakach.

Klub Anonimowych Katolików

Kilka szybkich wniosków po obejrzeniu filmu Tomasza Sekielskiego.

Świetnie zrobiony, kamera towarzyszy autorom praktycznie wszędzie, co daje widzowi wrażenie, że jest z nimi. Oglądając rozterki dziennikarzy, utożsamia się z problemami: czy czekać, przyjechać później, czy też spróbować zadzwonić. Oczywiście drzwi są zwykle zamknięte, a jeśli ktoś otworzy to z góry wiadomo, że nie wpuści. Gdy w końcu udaje się dodzwonić do jakiegoś ważniejszego księdza, to gdy tylko dowie się z kim rozmawia i w jakiej sprawie, to natychmiast mówi, że jest na spotkaniu i się rozłącza.
Właśnie dzięki temu, że filmowany był każdy krok i każda próba kontaktu, nie można zarzucić twórcom tendencyjności. Jedynym sukcesem była rozmowa z dwoma emerytowanymi i bardzo leciwymi księżmi i ich konfrontacja z ofiarami. O ile pierwszy sprawiał wrażenie przybitego swoją winą, to drugi z butą i bezczelnością potraktował mężczyznę, którego ponad trzydzieści lat wcześniej regularnie gwałcił. Padło nawet takie zdanie: „dopóki nie ma wytrysku, to nie ma grzechu”. W skrócie: kawał dobrej i rzetelnej roboty, która – aż przykro to pisać – pójdzie na marne.
Film ten obejrzą jedynie osoby, które zdają sobie sprawę z problemu, natomiast bigoci, nawet go nie oglądając, zastosują znany nałogowcom mechanizm wyparcia i pójdą na wojnę z każdym, kto na ów film się powoła. W latach dziewięćdziesiątych – czy to pracując w „NIE”, czy później w „Faktach i Mitach”, robiłem wiele reportaży o księżach pedofilach. Wiele z nich lądowało w koszu, mimo że opisane fakty miały miejsce. Ale o ile ofiary, ich rodziny były w stanie opowiedzieć mi o tym, to na pytanie, czy w razie procesu będą zeznawać w sądzie – odmawiali, tłumacząc się ostracyzmem, strachem przed reakcją sąsiadów i społecznym wykluczeniem.
Nie zdawałem sobie wówczas sprawy ze skali tego zjawiska. Pomimo tego, że od tamtej pory minęło ćwierć wieku jedno pozostało niezmienne. Dojście do prawdy drogą oficjalną wciąż jest niemożliwe. Dlatego film jest tak cenny, że pokazuje próby takiego kontaktu. A jedyne co udało się osiągnąć, to fragment relacji z konferencji prasowej episkopatu.
Naprawdę szkoda, że ten film obejrzą jedynie ludzie, którzy znają, rozumieją i nie bagatelizują problemu.
Dla sporej części społeczeństwa religia stała się już nałogiem, uzależnieni mają już wszelkie symptomy nałogowca: wyparcie, racjonalizowanie (choćby gwałtów). I zdeterminowała całe ich życie. O ile zawsze kpiłem z programu „12 kroków”, to niektórym bigotom i bigotkom dobrze by to zrobilo. Taki program 24 godzin – podczas którego nałogowy katolik będzie wstawał z postanowieniem, że przez najbliższe 24h nie uwierzy. Musi jednak zrobić pierwszy z tych 12 – przyznać do uzależnienia. Przydałby się Klub Anonimowych Katolików, ale taki który wyleczy z uzależnienia. Obecnie istnieją takie kluby, lecz chodzi w nich o utrzymanie anonimowości przestępców.

Flaczki tygodnia

Wszyscy mówią o „Tylko nie mów nikomu”. Czyli filmie Tomasza Sekielskiego o pedofilii w polskim kościele kat. Film, dostępny w Internecie, stał się już tak popularny, że przerwał wyniosłe milczenie hierarchów polskiego kościoła kat. Prymas Wojciech Polak zdobył się nawet na skromne przeprosiny!.

Ochrona pedofilii przez hierarchów polskiego kościoła kat. stanie się jednym z głównych tematów tegorocznych kampanii wyborczych. Sztabowcy PiS zaplanowali wcześniej kampanijny spór o kościół katolicki. Chcieli wywołać podział społeczeństwa polskiego na patriotycznych obrońców kościoła, czyli ostoi polskości i krytykujących ten kościół wrogów Polski. Chcieli, pod hasłem obrony kościoła kat. przez podnoszoną na niego wrażą ręką, skupić i zmobilizować jak największe grono swych wyborców.

Ale w życiu tak jest, że przysłowiowy człowiek strzela, a pan bóg kule nosi. Filmu Sekielskiego sztabowcy PiS nie zaplanowali. A film raz jeszcze potwierdził, że polski kościół katolicki jest organizacją skorumpowaną i zgniłą moralnie. Korporacją, która chroni ludzi łamiących prawo, aby dalej czerpać miliardowe zyski ze swej zakłamanej działalności. A pan prezes Kaczyński, i jego PiS, wpisując się w grono obrońców tego kościoła zostaje obrońcą pedofilii. Broni ludzi krzywdzących polskie dzieci. Wpada w medialną, polityczną pułapkę, którą jego ludzie przygotowali dla opozycji z Koalicji Europejskiej.

Na pomoc panu prezesowi ruszyła narodowo-katolicka TVP. W zeszłą sobotę z nadawanych tam „Wiadomości” mogliśmy się dowiedzieć, że Grzegorz Schetyna „wziął na celownik Kościół katolicki” i „próbuje wpisać w kampanię wyborczą antykościelną retorykę”, by oskarżać kościół o „grzechy popełnione i przede wszystkim niepopełnione”. Dopiero na końcu w Wiadomościach pojawił się temat pedofilii. O filmie Sekielskiego rzecz jasna nie wspomniano. Pokazano za to Piotra Z., byłego radnego PO ze Słupska, który został skazany w 2012 roku za czyny pedofilskie oraz Rafała P., byłego działacza PO z Gniezna, skazanego za to samo w 2016 roku. Nie wspomniano, że Rafał P. był katechetą prowadzącym lekcje katolickiej religii, ani że kierownictwo PO zaraz po aresztowaniu podejrzanych, wyrzuciło ich partii.

Na koniec dowiedzieliśmy się, że prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf dostała taką samą nagrodę, jaką sześć lat temu otrzymał francusko-niemiecki polityk Daniel Cohn-Bendit. Krytykowany kiedyś przez niemiecką dziennikarkę Bettinę Röhl za rzekome akceptowanie pedofilii, za co nigdy nie sądzony. Przyjęcie tej nagrody oznaczało, wedle kłamców z „Wiadomości”, akceptację pedofilii przez polską prezes Sądu Najwyższego.

Pan premier Morawiecki prowadził kampanię wyborczą w Mławie. Jak w każdym odwiedzanym przez siebie miejscu pochwalił napotkanych mieszkańców za patriotyzm i posiadaną „piękną historią”. Odnosząc się do przegranej bitwy pod Mławą w 1939 roku, przypomniał, że w całej Polsce były podobne miasta i wsie, gdzie „niemiecki okupant maltretował lokalnych mieszkańców”. Obiecał mieszkańcom Mławy i okolic, że nie dopuści aby znowu musieli płacić Niemcom za tamtą wojnę. Co prawda Niemcy nie wysuwają takich roszczeń, ale gdyby kiedyś je wysunęli, to pan premier na pewno Mławę przed ich agresją skutecznie obroni. Na takich to kłamstwach i niedopowiedzeniach, na strachu przed kreowanymi, fałszywymi zagrożeniami, elity PiS stworzą wspólnotę
swych wyborców.

Licznym innym, jeszcze nie powszechnie znanym, kłamstwom pana premiera Morawieckiego poświęcone są dwie nowe publikacje książkowe. Tomasza Piątka oskarżającego pana premiera o związki z rosyjską mafią i agenturą. Oraz „Delfin. Mateusz Morawiecki” Piotra Gajdzińskiego i Jakuba N. Gajdzińskiego. Treści książki Piątka „Flaczki” jeszcze dobrze nie znają, zatem odniosą się do niej po wnikliwym zapoznaniu się.

W „Delfinie”, napisanej przez Piotra Gajdzińskiego, byłego rzecznika banku WBK, pojawia się inny zarzut. Pan premier Morawicki, były prezes zagranicznego banku WBK, kłamał w sprawie kredytów bankowych. Twierdził, że zarządzany przez niego bank nie udzielał takich kredytów. Były rzecznik banku dowodzi, że to właśnie prezes Morawiecki wprowadził je do bankowej oferty. Bo kredyty frankowe wciskane naiwnym klientom były korzystne dla bankowej kadry, bo wiązały się z dużymi prowizjami dla tychże „banksterów”.

W czasie kiedy pan premier obiecywał obronę Mławy przed ewentualną niemiecka agresją, przed jego siedzibą w Warszawie odbył się protest zorganizowany przez nacjonalistyczne, prawicowe Stowarzyszenie Marsz Niepodległości. Przeciwko podpisanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa „Ustawie 447”, która daje amerykańskiemu Departamentowi Stanu możliwość wspierania organizacji zrzeszających ofiary Holokaustu w sprawach roszczeń majątkowych.

Treść ustawy nie jest precyzyjna, stwarza możliwości interpretacji i kłamstw, zwłaszcza przedwyborczych. Dlatego prawicowa, narodowo-katolicka Konfederacja, konkurencja polityczna PiS na prawicy, postanowiła pójść drogą pana prezesa i pana premiera. Też zbudować wspólnotę swych wyborców na strachu i kłamstwach. Konfederaci uważają, że antypolskie elity PiS chcą zapłacić prezydentowi Trumpowi za zgodę na bazę wojskową „Fort Trump” miliardowymi polskimi odszkodowaniami dla żydowskich organizacji wspieranych przez Departament Stanu i zięcia prezydenta Trumpa.

W odpowiedzi na kampanię Konfederacji zjednoczony front propagandowy PiS, czyli „Gazeta Polska” + TVP info, przystąpił do wojny z Konfederacją. Bezpardonowej, bo kilka procent poparcia zyskanych przez Konfederację może odebrać zwycięstwo PiS w wyborach. Aby ostatecznie rozwiązać kwestię Konfederacji, elity PiS oskarżyły jej liderów o agenturę i współpracę z Kremlem. Ochrzczono Konfederatów ksywką „Ruskie onuce”.

I teraz warto zadać fundamentalne pytanie: Skoro związany z liberalnym koncernem Agora Tomasz Piątek oskarża pana premiera Morawickiego o współpracę z rosyjską mafią, a w poprzedniej książce o rosyjskie powiązania pana ministra Antoniego Macierewicza i skoro ludzie Tomasza Sakiewicza, szefa prawicowego, narodowo-katolickiego koncernu medialnego „Gazeta Polska”, oskarżają liderów również prawicowej i narodowo-katolickiej Konfederacji o rosyjską agenturę, to po co głosować na PiS i Konfederację?

Czy nie lepiej od razu zagłosować na Jedyną Rosję i prezydenta Putina?

Bezkarni do końca świata

i jeden dzień dłużej

„Mówił, że jestem wyjątkowa. Dotykał, całował. Bałam się, że ktoś zauważy, że coś jest między nami”. „Żona mi powiedziała: po co tam łaziłeś? To twoja wina!”. „Codziennie mam koszmary”. Film Tomasza Sekielskiego to „Kler” odfabularyzowany. Pokazuje, że nie ma już dla nas nadziei, że festiwal zaprzeczania będzie grał niczym orkiestra Jurka Owsiaka – do końca świata i o jeden dzień dłużej.

O 14.30 w sobotę cała Polska siedziała przy YouTubie, czekając, aż będzie można wyświetlić „Tylko nie mów nikomu” – film Tomasza i Marka Sekielskich. Miał to być film, który przeora polską świadomość w zakresie pedofilii w kościele. Miał być polskim „Spotlightem”. Miał być bombą, która zostanie odpalona. Tak się nie stanie. Dlaczego? Nie dlatego, że film ma jakiekolwiek uchybienia. Po prostu jesteśmy już jako ludzkość na tak dalekim etapie obudowywania się w oblężonych twierdzach własnych uprzedzeń, że wysiłek Sekielskiego i tak zrozumieją tylko i wyłącznie ci, którzy empatię i otwartość mieli w sobie już wcześniej.
Internet, a zwłaszcza rozwój mediów społecznościowych, sprawił, że przestaliśmy konfrontować swoje przekonania z rzeczywistością. Na tym polu rozwój technologiczny wyświadczył nam niedźwiedzią przysługę. Nie konfrontujemy, szukamy sojuszników i zamykamy się w bańkach.
Jeszcze na dobre nie nabrzmiały bańki „urażonych” przeróbką Matki Boskiej z tęczą Elżbiety Podleśnej. Po 14.30 zaczęły nabrzmiewać kolejne. Episkopat już wie, że film Sekielskiego jest „nierzetelny”, zresztą abp Gądecki powiedział już wcześniej na pamiętnej konferencji, że atak na pedofilię w kościele jest atakiem na istotę kościoła. Więc naprawdę stawiamy poprzeczkę bardzo, bardzo wysoko, każąc duchownym i wyznawcom zmierzyć się z dysonansem poznawczym, który wyhodowali sobie na wysokość muru berlińskiego.
Film Sekielskiego nie jest nawet w ułamku procenta atakiem na kościół. Są konkretne ofiary konkretnych księży, które konkretnie opisują konkretne czynności, jakich się wobec nich dopuszczano. Ale głos dostaje też druga strona. Nie zawsze korzysta. Często ucieka.
Jak tłumaczą się księża nagrani z ukrycia podczas konfrontacji z ofiarami? „Szatan zebrał swoje żniwo, byłem słaby, uległem żądzy” – to i tak najmniej bulwersujące, co można usłyszeć, choć poraża poziom wyparcia, wyrażający się w budowaniu zgrabnych metafor, zakładających, że w istocie ofiary były dwie.
„Przecież ty też chciałeś, uśmiechałeś się” – to kolejna strategia wyparcia. Dziecko często nie wie, w czym uczestniczy. Jest przez świadomego przecież swoich czynów omotane, ma w głowie mętlik. Nie wie, czy ma być swojemu oprawcy wdzięczne, czy iść na skargę do mamy. Na filmie Sekielskiego widzimy ludzi, którzy trudnej prawdy o sobie nie przyjęli – bo mogli. Bo mieli możliwość schować się za plecami biskupa, wiernych parafian, mogli się wykpić. Są wściekli, że odpowiedzialność dopada ich po latach.
To doskonały dokument, tragicznie spóźniony.