Klub Anonimowych Katolików

Kilka szybkich wniosków po obejrzeniu filmu Tomasza Sekielskiego.

Świetnie zrobiony, kamera towarzyszy autorom praktycznie wszędzie, co daje widzowi wrażenie, że jest z nimi. Oglądając rozterki dziennikarzy, utożsamia się z problemami: czy czekać, przyjechać później, czy też spróbować zadzwonić. Oczywiście drzwi są zwykle zamknięte, a jeśli ktoś otworzy to z góry wiadomo, że nie wpuści. Gdy w końcu udaje się dodzwonić do jakiegoś ważniejszego księdza, to gdy tylko dowie się z kim rozmawia i w jakiej sprawie, to natychmiast mówi, że jest na spotkaniu i się rozłącza.
Właśnie dzięki temu, że filmowany był każdy krok i każda próba kontaktu, nie można zarzucić twórcom tendencyjności. Jedynym sukcesem była rozmowa z dwoma emerytowanymi i bardzo leciwymi księżmi i ich konfrontacja z ofiarami. O ile pierwszy sprawiał wrażenie przybitego swoją winą, to drugi z butą i bezczelnością potraktował mężczyznę, którego ponad trzydzieści lat wcześniej regularnie gwałcił. Padło nawet takie zdanie: „dopóki nie ma wytrysku, to nie ma grzechu”. W skrócie: kawał dobrej i rzetelnej roboty, która – aż przykro to pisać – pójdzie na marne.
Film ten obejrzą jedynie osoby, które zdają sobie sprawę z problemu, natomiast bigoci, nawet go nie oglądając, zastosują znany nałogowcom mechanizm wyparcia i pójdą na wojnę z każdym, kto na ów film się powoła. W latach dziewięćdziesiątych – czy to pracując w „NIE”, czy później w „Faktach i Mitach”, robiłem wiele reportaży o księżach pedofilach. Wiele z nich lądowało w koszu, mimo że opisane fakty miały miejsce. Ale o ile ofiary, ich rodziny były w stanie opowiedzieć mi o tym, to na pytanie, czy w razie procesu będą zeznawać w sądzie – odmawiali, tłumacząc się ostracyzmem, strachem przed reakcją sąsiadów i społecznym wykluczeniem.
Nie zdawałem sobie wówczas sprawy ze skali tego zjawiska. Pomimo tego, że od tamtej pory minęło ćwierć wieku jedno pozostało niezmienne. Dojście do prawdy drogą oficjalną wciąż jest niemożliwe. Dlatego film jest tak cenny, że pokazuje próby takiego kontaktu. A jedyne co udało się osiągnąć, to fragment relacji z konferencji prasowej episkopatu.
Naprawdę szkoda, że ten film obejrzą jedynie ludzie, którzy znają, rozumieją i nie bagatelizują problemu.
Dla sporej części społeczeństwa religia stała się już nałogiem, uzależnieni mają już wszelkie symptomy nałogowca: wyparcie, racjonalizowanie (choćby gwałtów). I zdeterminowała całe ich życie. O ile zawsze kpiłem z programu „12 kroków”, to niektórym bigotom i bigotkom dobrze by to zrobilo. Taki program 24 godzin – podczas którego nałogowy katolik będzie wstawał z postanowieniem, że przez najbliższe 24h nie uwierzy. Musi jednak zrobić pierwszy z tych 12 – przyznać do uzależnienia. Przydałby się Klub Anonimowych Katolików, ale taki który wyleczy z uzależnienia. Obecnie istnieją takie kluby, lecz chodzi w nich o utrzymanie anonimowości przestępców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *