Został jeszcze prawie miesiąc

Bon turystyczny 500+ może zweryfikować tegoroczne plany wakacyjne polskich rodzin.

Jak podaje Światowa Organizacja Turystyki (UNWTO), z powodu pandemii koronawirusa w 2020 r. może nastąpić spadek liczby podróży turystycznych na świecie o około 60 – 80 proc. Czy Polska ma szansę wyłamać się z tych statystyk i czy program bon 500+ może być realnym wsparciem dla osłabionej branży?
Polacy w tym roku najchętniej wybierają polskie morze. Bon turystyczny 500+ sprawi, że o ok. 15 proc. więcej rodzin z dziećmi będzie mogło sobie pozwolić na wyjazd. Jedna czwarta rodziców czekała z planowaniem urlopu na wprowadzenie bonu, a blisko połowa z tej grupy zamierza z niego skorzystać jeszcze w tym sezonie. Takie wnioski płyną z badania przeprowadzonego przez serwis rezerwacyjny Travelist.pl wśród ponad 3000 osób.
Ustawa o polskim bonie turystycznym zaczęła działać na półmetku tegorocznych wakacji. Zgodnie z rządowymi szacunkami dodatkowe środki na wypoczynek trafią do blisko 2,5 mln rodzin.
„W najbliższych tygodniach nie zamierzamy siedzieć w domach. Tym bardziej, że sytuacja epidemiologiczna w naszym kraju w ostatnim czasie jest pod kontrolą, a my sami nauczyliśmy się już żyć w realiach „nowej normalności”. Również hotele, w których od początku czerwca znów działają baseny, strefy SPA, restauracje czy sale zabaw dla dzieci, są odpowiednio przygotowane na przyjęcie gości” – oświadczył, zdecydowanie nazbyt optymistycznie Tomasz Piszczako, prezes Travelist.pl
Dwie trzecie badanych planujących urlop w tym sezonie podjęło taką decyzję dopiero w ostatnim czasie, a dla części zachętą była właśnie perspektywa otrzymania bonu turystycznego 500+. Zapowiedź wprowadzenia nowego programu miała wpływ na decyzję ok 28 proc. badanych, a w przypadku rodzin wielodzietnych (powyżej trójki dzieci) odsetek ten wzrasta powyżej 50 proc.
W tym roku chcemy wypoczywać w Polsce – bo uważamy, że tak będzie bezpieczniej. Ale z pewnością nie bez znaczenia jest również fakt, że bon 500+ można wykorzystać wyłącznie na wyjazdy krajowe. Tylko niespełna 15 proc. respondentów planuje wyjazd za granicę. O zagranicznych wakacjach częściej myślą osoby nieposiadające dzieci, którym bon 500+ nie przysługuje. Zdecydowanie najpopularniejszym kierunkiem krajowym jest Bałtyk, nad który wybiera się ponad połowa wszystkich badanych. Kolejne miejsce zajmują polskie góry, gdzie chciałoby spędzić lato nieco ponad 37 proc.
Czyli, proporcje są podobne, jak w każdym innym roku – latem morze zawsze jest popularniejsze niż góry. Z tą różnicą, że jak mówi Tomasz Piszczako, w porównaniu z ubiegłym sezonem nastąpił niemal 30 procentowy wzrost wyszukiwań dotyczący pobytów nad Bałtykiem.
Gdy już dotrzemy nad Bałtyk, zostaniemy tam najwyżej na tydzień. Blisko 40 proc. turystów , planuje w tym roku urlop o długości od 5 do 7 dni, a mniej niż 15 proc. decyduje się na wypoczynek dwutygodniowy. Średnia długość rezerwacji w okresie wakacyjnym wynosi 6 dni.
A gdzie najchętniej się zatrzymamy? Zdecydowanie w hotelu lub pensjonacie – taką formę zakwaterowania preferuje ponad połowa badanych, uznając, iż w profesjonalnym obiekcie poczuje się bezpieczniej. Na drugim miejscu ex aequo znalazły się domki letniskowe i kwatery prywatne oraz apartamenty z aneksem kuchennym (po 20 proc. wskazań). W przypadku rodzin posiadających więcej niż dwoje dzieci takie obiekty cieszą się większą popularnością – ma na to wpływ zarówno dodatkowa przestrzeń i swoboda podczas pobytu, jak i cena, zwykle niższa niż w przypadku rodzinnych pobytów w hotelach.
Blisko 60 proc. ankietowanych uważa, że wsparcie w ramach bonu turystycznego 500 plus ma duże znaczenie dla wakacyjnych planów polskich rodzin. Natomiast ok. 15 proc. potencjalnych beneficjentów bonu (czyli rodziców posiadających przynajmniej jedno dziecko do 18 roku życia ) deklaruje, iż gdyby nie perspektywa otrzymania bonu 500+, nie mogliby wyjechać w tym roku na wakacje. Przy trójce dzieci odsetek ten wzrasta do 21 proc, natomiast w przypadku rodzin wielodzietnych aż 37 proc. mówi, że wyjedzie tego lata dzięki 500 plus.
Niemal jedna czwarta wszystkich osób uprawnionych do otrzymania bonu turystycznego czeka z podjęciem decyzji o urlopie na jego przyznanie. „Widzimy, że bony turystyczne mogą odgrywać ogromną rolę w procesie planowania tegorocznych wakacji, zarówno na etapie wyboru miejsca oraz daty wyjazdu, jak i samej decyzji, czy w ogóle wyjeżdżać” – uważa Tomasz Piszczako.
Pierwotny plan zakładał, że bon turystyczny będzie miał wartość 1000 zł. Ostatecznie rodzice dostali połowę tej kwoty – ale na każde dziecko. Z pewnością premiuje to rodziny posiadające dwoje lub więcej pociech, jednak wciąż nie wystarczy na pokrycie pełnych kosztów wyjazdu. Wyniki badania przeprowadzonego przez Travelist.pl dowodzą, że 52 proc. potencjalnych beneficjentów programu 500+ planuje wydać w tym roku na zakwaterowanie i wyżywienie dla wszystkich członków rodziny od 1000 do 3000 zł.
Polacy traktują zatem bon turystyczny jako cenne wsparcie – a w części przypadków wręcz niezbędny warunek – przy planowaniu rodzinnych wakacji, są jednak gotowi dopłacić, by cieszyć się dłuższym wypoczynkiem lub lepszym standardem albo skorzystać z dodatkowych atrakcji. Jedynie 9 proc. respondentów (18 proc. w przypadku rodzin wielodzietnych) deklaruje, że kupi wyjazd o wartości równej kwocie przyznanego im bonu. Rodacy zamierzają więc wykładać na wypoczynek również własne środki, co zwiększa szanse całej branży turystycznej na szybsze wyjście z kryzysu.
Tylko 1 na 10 respondentów planuje zrealizować bon 500+ w biurze podróży. W przeciwieństwie do wyjazdów zagranicznych – których bon turystyczny nie obejmuje – w przypadku turystyki krajowej Polacy tradycyjnie bowiem preferują organizację wyjazdu na własną rękę.
Nie chcemy czekać z planowaniem wyjazdów. 43 proc. beneficjentów nowego programu chciałoby zrealizować swój bon 500+ jeszcze w czasie tegorocznych wakacji, do końca sierpnia, a kolejnych 13 proc. do końca roku, przed rozpoczęciem sezonu zimowego. To dobra wiadomość dla całej polskiej turystyki, zwłaszcza, że wciąż jest dużo wolnych miejsc na wakacyjne wyjazdy, również nad morzem. Oby tych planów nie pokrzyżowała pandemia koronawirusa, z którą rząd PiS nie umie skutecznie walczyć.

Flaczki tygodnia

Pan minister zdrowia Łukasz Szumowski przerwał swój urlop! I dla Ojczyzny ratowania wrócił do pracy. Komentując ten heroiczny wyczyn pana ministra prorządowe media aż pijały z zachwytu nad takim niezwykłym aktem poświęcenia.

A przecież jeszcze niedawno, przed wyborami prezydenckimi pan premier Mateusz Morawiecki i pan minister zdrowia Łukasz Szumowski przekonywali nas wszystkich, że nie ma się już czego bać.

„Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii. To jest dobre podejście, bo on jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się go bać”, zapewniał w zeszłym miesiącu pan premier Mateusz Morawiecki.

Swojemu szefowi wtórował pan minister zdrowia Szumowski. Przed wyborami prezydenckim stwierdził w wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej”, że epidemia jest już u nas w odwrocie. Dlatego osoby starsze, nawet chore, mogą spokojnie głosować, bo w lokalach wyborczych będą bezpieczniejsi, niż w sklepach do których codziennie chodzą.

Czemu wtedy obaj tak lekkomyślnie kłamali?

Trzeba przypomnieć, że wtedy w przedwyborczych sondażach obaj kandydaci osiągali podobne poparcia. Przysłowiowo szli łeb. Pan prezydent Duda potrzebował dodatkowej mobilizacji swych wyborców, żeby wygrać. Dlatego pro PiSowskie media rozpoczęły kampanię straszenia starszych wiekiem wyborców. Przekonywały ich, że Rafał Trzaskowski po swej wygranej podniesie wiek emerytalny i wprowadzi eutanazję dla ludzi starszych.

I pewnie dlatego elity PiS znów postanowiły okłamać obywateli naszego kraju, że zaraza ustępuje.

Kłamstwo pandemiczne opłaciło się. Pan prezydent Andrzej Duda został wybrany ponownie. Zadecydowały o tym głosy starszych wyborców. Przeważnie tych słabo wykształconych.

Zadowolony z wyniku wyborów pan minister Szumowski wyjechał na urlop, który teraz musiał przerwać z powodu rekordowej liczny zakażeń.

Najbliższe tygodnie pokażą, jaką cenę zapłacimy za to kłamstwo pandemiczne władzy. Polacy znów uwierzyli tej władzy. Tym razem, że są już bezpieczni. Przestali chodzić w maseczkach, przestrzegać zalecanych odstępów, reguł bezpieczeństwa. Uznali, że zagrożenia już nie ma.

Już za miesiąc rozpocząć się ma nowy rok szkolny. Na razie nie wiemy w jakiej formie uczniowie podejmą obowiązki szkolne, bo o edukacji trudno dziś mówić. Zbigniew Broniarz, przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego, dobitnie przypomniał w radio TOK FM, że wiosną blisko 1/3 uczniów nie uczestniczyła w zdalnym nauczaniu. Bo nie miała warunków technicznych do tego.

Teraz rząd chce uchylić się od odpowiedzialności. Decyzję o sposobie realizowania obowiązku szkolnego ceduje na dyrektorów szkół i lokalnych inspektorów sanitarnych. To oni mają zdecydować, czy młodzież wróci do szkół, czy znowu będzie nauczanie zdalne. Co trwale wykluczy przynajmniej jedną trzecią z uczestnictwa w nim. Nie wiadomo też na podstawie jakich danych taka decyzja ma być podjęta.
Jesienią uaktywnią się też sezonowe wirusy, zwłaszcza wirusy grypy i pneumokoki, które wraz z nowym koronawirusem sprawdzą stan naszego systemu ochrony zdrowia, jego przygotowania na poważny wzrost nowych pacjentów.

Dlatego lekarze zalecają, przede wszystkim ludziom starszym, szczepienia na grypę. Nie są ona u nas popularne, bo ludzie, zwłaszcza starsi i gorzej wykształceni, wolą zaufać ruchom anty szczepionkowym. Wpisującym się w popierany i lansowany przez prorządowe media „nurt antyoświeceniowy”.

Obowiązkowe szczepienia prezentowane są tam jako przejaw „lewackiej ideologii”, albo lobbingu farmaceutycznych koncernów. Dodatkowo nie ma powszechnie dostępnej informacji o tym gdzie, kiedy i za ile można się zaszczepić.

Wielki ukłon w stronę ruchów anty szczepionkowych wykonał na finiszu kampanii wyborczej pan prezydent Duda. Nie pytany nawet zadeklarował swój wielki sceptycyzm wobec skuteczności szczepionek. Zwłaszcza tych przeciwko grypie.

Czy teraz poprze apele Głównego Inspektora Sanitarnego Jarosława Pinkasa wzywającego obywateli naszego kraju do profilaktycznych szczepień?

Niemcy, Francja, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania podpisały w lipcu kontrakty na dostawę dużych partii przygotowywanych szczepionek przeciwko koronowirusowi.Polska nie zrobiła żadnych ruchów w tej sprawie, bo zdaniem rządu jest jeszcze na to za wcześnie.

Co będzie kiedy czas ku temu nastąpi, ale dostępnych szczepionek na rynku nie będzie, bo wcześniej zostały zakontraktowane?

Czy wtedy znowu inicjatywę podejmie pan minister Szumowski i wraz z zaprzyjaźnionym, przysłowiowym już „instruktorem narciarstwa” zakupi na nasze miliardy wyroby szczepionko podobne?

I znów zarobi na tym miliony. Skoro musiał wrócić z urlopu.