Przejdą na weganizm?

O tym, że wystąpieniu pandemii COVID-19 „pomogły” tzw. mokre targi, na których sprzedawane są zwierzęta – także dzikie – zabijane na miejscu, wiadomo nie od dziś.

Panujące tam warunki sanitarne wyjątkowo sprzyjają wymianie patogenów, gdyż na targach stykają się ze sobą również takie gatunki zwierząt, które w naturze nie miałyby szansy się spotkać. Do tego ogromne ilości ich krwi, odchodów i innych wydzielin ciała – i tak właśnie rodzą się nowe choroby zakaźne, które przeskakują ze zwierząt na ludzi.
Ale nie tylko mokre targi stwarzają takie zagrożenie – wyjątkowo dużo ognisk koronawirusa na świecie odnotowuje się wciąż w rzeźniach. Pod koniec czerwca aż 1300 pracowników rzeźni w Nadrenii Północnej-Westfalii okazało się być zarażonych COVID-19, w Stanach Zjednoczonych mniej więcej połowę największych ognisk koronawirusa stanowiły ubojnie zwierząt. W Chinach drugą falę zakażeń COVID-19 zapoczątkował z kolei w Pekinie importowany łosoś.
Ponad 90 proc. światowej produkcji mięsa stanowią fermy przemysłowe, gdzie zwierzęta są trzymane w ogromnym ścisku i najgorszych warunkach sanitarnych
Ewidentnie przemysł mięsny nie sprzyja wygaszaniu epidemii, a jest to tylko jedna z jego wielu wad – obok wątpliwej strony etycznej (czy doprawdy w XXI wieku zabijanie zwierząt na mięso jest zasadne, przy tej ilości roślinnych zamienników, którymi dysponujemy?), zdrowotnej (wiadomo, że czerwone i przetworzone mięso to kancerogen – WHO potwierdza) i środowiskowej (hodowle przemysłowe mają ogromny udział w emisji gazów cieplarnianych, a także w zanieczyszczaniu powietrza, gleby i wód powierzchniowych).
Tradycyjnie Chiny są ojczyzną jednego z najbardziej popularnych substytutów mięsa, które obecnie jest szeroko wykorzystywane w kuchniach całego świata, czyli tofu – twarożku zrobionego z soi, według legendy wynalezionego przez Liu Ana w 164 r. p.n.e. Historycznie Chiny są więc swoistą kolebką kuchni wegańskiej, nie dziwi zatem, że ich ambicja w tej kwestii sięga dalej.
We wrześniu ubiegłego roku, w trakcie pierwszego chińskiego sympozjum na temat norm branżowych i przepisów dotyczących alternatyw dla mięsa, zorganizowanego przez China Plant Based Foods Alliance (CPBFA), ekspert branżowy Graham Miao powiedział, że przewiduje, iż w 2025 r. globalna wartość rynkowa dla alternatywnego przemysłu mięsnego wyniesie 28 miliardów dolarów. Ryan Xue, gospodarz sympozjum i sekretarz generalny CPBFA zapowiedział, że zostanie utworzone konsorcjum, które skupi się na etykietowaniu, opracowywaniu standardów i polityki dotyczącej roślinnych zamienników mięsa w Chinach.
W listopadzie ubiegłego roku Państwowa Administracja Regulacji Rynku (SAMR) w Chinach wydała projekt zmian w przepisach dotyczących etykietowania żywności, w którym nakazano rzetelne opisywanie produktu, tak, by jego pochodzenie – roślinne lub zwierzęce – nie budziło wątpliwości. Poza krokiem w stronę konsumentów, pozwoli to także na sprawniejsze monitorowanie rynku i zainteresowania produktami roślinnymi.
Członek Chińskiej Ludowej Politycznej Konferencji Konsultanckiej, Xu Jingkun, wezwał w tym roku organizację do tego, by podczas oficjalnych posiłków w trakcie trwania obrad serwować wyłącznie dania bezmięsne. Przyznał, że mimo oficjalnego zakazu spożywania mięsa dzikich zwierząt, wciąż bywało serwowane na oficjalnych posiedzeniach.
Chiny są kolebką dla takich roślinnych startupów jak m.in. Zhenmeat czy Starfield, oferujących alternatywy dla mięsa, produkowane na bazie białka fasoli czy grochu. Multizen, jedna z największych firm cukierniczych i przekąskowych B2B w regionie Wielkich Chin, ogłosiła niedawno inwestycję w kalifornijską wegańską markę mleczarską na bazie grochu, Ripple Foods.
Fastfoodowe giganty, Starbucks i KFC od niedawna również badają chiński rynek w zakresie roślinnych zamienników mięsa. Starbucks współpracuje z Beyond Meat i Omnipork, oferującymi dania przyjazne dla wegetarian, takie jak lasagne imitująca smak i konsystencję wołowiny. W międzyczasie KFC współpracuje również z amerykańską firmą rolną Cargill, aby wprowadzić ograniczoną liczbę smażonych, roślinnych „kurczaków” w wybranych lokalizacjach w Chinach.
Według Euromonitor International, sprzedaż roślinnego „mięsa” w Chinach wzrosła z 7,2 mld dolarów w 2014 roku do 9,7 mld w 2018, przy rocznym wzroście między 13 a 15 proc. , który według prognoz nie zmaleje w najbliższym czasie.
Badanie Mintel wykazało z kolei, że 70 proc. konsumentów chińskich jest zainteresowanych redukcją mięsa w swojej diecie. Przedstawiciel ProVeg International w Chinach, Shirley Lu uważa, że jest to spowodowane m.in. rosnącą świadomością społeczną na temat zdrowia – i że może stanowić początek całkowicie nowej drogi kulinarnej Chin, ze znacznie większym naciskiem na kuchnię roślinną.

Weganizm to walka z patriarchatem i przemocą

Współcześnie prawdziwym wymiarem politycznej progresywności jest właśnie stosunek do zwierząt i ich praw. To nadal wymaga dużej odwagi, mało jest polityków i polityczek, którzy o tym mówią, nie bojąc się śmieszności – mówi europosłanka Sylwia Spurek w rozmowie z Aleksandrą Bełdowicz.

Czy uważa Pani, że w Polsce wystarczająco dużo dyskutuje się na temat praw zwierząt? Dlaczego?

Nadal zbyt rzadko, w szczególności jeżeli popatrzymy na listę spraw do załatwienia i charakter tych spraw. Nadal w debatach o prawach zwierząt dominuje myślenie – jedne kochamy, inne zjadamy. Nadal politycy mówią o dobrostanie zwierząt, o „humanitarnym” zabijaniu i „humanitarnych” eksploatowaniu zwierząt, a nie o prawach zwierząt. Mimo iż już lata temu na poziomie przepisów prawnych umówiliśmy się, że zwierzę nie jest rzeczą.

Artykuł 1 ustawy o ochronie zwierząt stanowi, że zwierzę jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą, i człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę. A jak to wygląda w praktyce? Jak to wygląda w Polsce? Wystarczy zobaczyć wyniki śledztw Vivy, Otwartych Klatek dotyczące np. traktowania zwierząt hodowlanych w Polsce, czy Soko Tierschutz i Cruelty Free International – traktowania zwierząt wykorzystywanych do testów w laboratorium pod Hamburgiem, żeby zrozumieć, jak ludzie przedmiotowo i okrutnie potrafią traktować zwierzęta. Chów klatkowy, okaleczanie, traktowanie jako maszyn do produkcji mleka czy jajek, zabijanie na mięso, hodowla zwierząt na futra, wykorzystywanie w cyrkach czy do innej rozrywki, testy na zwierzętach, morderczy transport zwierząt na duże odległości, znęcanie się nad zwierzętami. To są niestety współczesne symbole naszego humanizmu i tego jak – dla przyjemności i korzyści finansowych, z powodu nawyków – potrafimy przymykać oczy na ból, przemoc, zabijanie istot, które myślą i czują. One chcą żyć. Są przecież zwierzętami.

Co uważa Pani za kwestie priorytetowe w tym zakresie?

To trudne pytanie. Jestem idealistką i marzę o sytuacji, w której świadome społeczeństwo wymusi na polityce i gospodarce trwałe zmiany. Chciałabym, aby wszyscy ci, którzy i które są wrażliwi na los zwierząt, zaczęli głośno mówić – zagłosujemy na was pod warunkiem, że staniecie się w Sejmie, Senacie, Parlamencie Europejskim, rządzie, samorządzie – prawdziwymi rzecznikami i rzeczniczkami praw zwierząt. Nie w trakcie kampanii, nie w mediach społecznościowych, ale każdego dnia, w każdym momencie politycznego działania.

Niestety interesy, tych które nie mogą same mówić w swoim imieniu, w polityce nie jest należycie reprezentowane. Tradycyjne partie zajmują się wszystkim, w tym prawami zwierząt, ale najczęściej jedynie przy okazji, podobnie jak polityką klimatyczną.

Lista spraw do załatwienia dla zwierząt jest długa, ale chyba najbardziej palące są prawa zwierząt hodowlanych. Najważniejsze, bo skala ich eksploatacji i brak kontroli nad przestrzeganiem ich praw są ogromne. I jeszcze jedno. Powszechne jest też społeczne przyzwolenie na ich eksploatację, okrutne traktowanie i zabijanie. To dla mnie priorytet. Najpierw powinniśmy zakazać praktyk, które są szczególnie barbarzyńskie – takie jak mielenie kurcząt żywcem, okaleczanie kur czy prosiąt, okrutne eksploatowanie krów mlecznych, trzymanie zwierząt hodowlanych w klatach, w których nie mogą się nawet ruszyć. Powinniśmy zwiększyć kontrolę nad tym, co dzieje się za murami ferm i rzeźni. W pełni popieram pomysł obowiązkowego monitoringu wideo wszędzie tam, gdzie przebywają żywe zwierzęta hodowlane. Ale to nie koniec, musimy zrobić wszystko, żeby zmniejszyć skalę wykorzystywania zwierząt. Dlatego między innymi w tym tygodniu rozpoczęłam w Parlamencie Europejskim o podatku od mięsa. Bo to, co ma pozytywny wpływ na środowisko, zdrowie ludzi, prawa zwierząt powinno być przez nowoczesne państwa promowane i wspierane. Ale to, co degraduje środowisko, jest jedną z przyczyn chorób ludzi, jest źródłem cierpienia zwierząt, wymaga zdecydowanych restrykcji. Bo mięso i inne produkty pochodzenia zwierzęcego wytwarzane przemysłowo prze wielkich producentów jest nie tylko źródłem cierpienia, chorób ludzi, ale jest też jedną z głównych przyczyn katastrofy klimatycznej.

Czy widzi Pani postęp w myśleniu Polaków i Polek na temat dobrostanu zwierząt, nie tylko domowych?

Z jednej strony rośnie liczba osób przechodzących na dietę roślinną z powodów etycznych. Coraz więcej osób włącza się w walkę o prawa zwierząt. Ale z drugiej strony prawo, które powinno chronić zwierząt nie ulega zmianie. Ba, w niektórych sprawach mamy nawet regres. Przykładem może być ostatnia ustawa tzw. lex Ardanowski. Od lat nie pojawił się w polskim prawie praktycznie żaden nowy instrument zwiększający ochronę zwierząt. Oczywiście wiele organizacji zajmujących się w Polsce prawami zwierząt wykonuje heroiczną pracę, żeby przekonywać i społeczeństwo, i polityków i polityczki do zmiany w myśleniu, do przechodzenia na stronę zwierząt. Ale te zmiany są zbyt wolne. Uważam, że większość Polek i Polaków nie zdaje sobie sprawy z tego, co dzieje się na fermach, w rzeźniach, laboratoriach, jak okrutnie tresowane są zwierzęta w cyrkach. Ich wiedza o zwierzętach hodowlanych najczęściej wynika z reklam, na których widzą radosną krowę pasącą się na zielonej alpejskiej łące. Wierzę, że rolą polityków i polityczek jest zmiana postaw, pokazywanie problemów, zachęcanie do refleksji, przekonywanie do zmiany. Zresztą uważam, że współcześnie prawdziwym wymiarem politycznej progresywności jest właśnie stosunek do zwierząt i ich praw. Bo to nadal wymaga dużej odwagi. Mało jest polityczek i polityków, którzy są gotowi o tym mówić. Boją się śmieszności. Bo przecież jest tyle ważnych problemów, a oni będą się zajmowali jakimiś zwierzętami. Obronność, polityka społeczna, zdrowie, edukacja to są dla wielu w polityce twarde, realne problemy, a nie zwierzęta i ich prawa.

I to jest niestety ograniczenie tradycyjnych partii. One są pełne wewnętrznych sprzeczności, konfliktów interesów. Często są grupą ludzi o totalnie różnych wartościach. I ofiarą takiego modelu partii są niestety zwierzęta. Od kilku tygodni zadaję sobie pytanie, czy Polska jest gotowa na partię praw zwierząt, na sojusz ludzi w Sejmie i Senacie, którzy chcą się skupić na tym obszarze. Czy jest w Polsce milion wyborców i wyborczyń, którzy byliby gotowi powiedzieć – to są moje wartości, jesteśmy wrażliwi na cierpienie zwierząt, to są realne problemy, takiej partii chcę oddać swój głos. Stawiam takie pytanie, bo do takiej partii chciałabym należeć, bo tylko taka parta mogłaby zagwarantować wyrazisty głos w parlamentarnej debacie, a być może i partycypować w przyszłych rządach, pod warunkiem spełnienia jej programowych postulatów.

Czy według Pani patriarchat w Polsce ma się dobrze, czy dostrzega Pani jakieś zmiany w tej kwestii? Czy ten sprzeciw konserwatywnej prawicy wobec działań na rzecz poprawy losu zwierząt, wobec wyjaśniania ludziom, że nie mają prawa do zadawania niepotrzebnego cierpienia innym, a z drugiej strony – że mają obowiązek zastanowienia się, czy ich działania nie są szkodliwe także wobec środowiska, jest według Pani zakorzeniony we wciąż silnej kulturze patriarchatu w Polsce? Czy istnieje korelacja między patriarchatem a mocno przedmiotowym traktowaniem zwierząt, wbrew ustawie, która mówi wyraźnie „zwierzę nie jest rzeczą”?

W listopadzie napisałam na Twitterze – nie ma feminizmu bez weganizmu. Co dziwne, wywołało to ogromne oburzenie i po lewej, i po prawie stronie. A przecież weganizm nie jest dietą. Jest filozofią, która odrzuca traktowanie zwierząt jako towaru.

Weganie i weganki postrzegają zwierzęta jako istoty, doświadczające bólu, czujące i cierpiące. Weganizm jest wreszcie w kontrze do patriarchatu, ale także do wszystkich innych systemów, w którym jedni ludzie mają władzę i dominują nad innymi, w których jedni ludzie mogą wykorzystywać innych, narażać ich na cierpienie i krzywdę. Uważam, że jeżeli przymykamy oko na patriarchalne relacje między ludźmi, to dajemy przyzwolenie na przemoc i dominację ludzi nad innymi zwierzętami. Jeżeli z kolei sprzeciwiamy się patriarchatowi, to powinniśmy także sprzeciwiać się wszystkim podobnym systemom.

Mało się o tym mówi, ale związek między przemocą domową wobec ludzi, a przemocą domową wobec zwierząt jest oczywisty. Badania w USA pokazują, że osoby doświadczające przemocy w rodzinie, wcześniej zgłaszały, że sprawca znęca się nad zwierzętami. Stanowcza i skuteczna reakcja ze strony państwa na przemoc wobec zwierzęcia domowego mogłaby zapobiec przemocy wobec kobiety, dziecka, osoby starszej, z niepełnosprawnościami – wszystkich tych z różnych przyczyn słabszych, zależnych.

Dlatego feminizm, który dąży do demontowania opresyjnego, patriarchalnego systemu, powinien uwzględnić zwierzęta i walkę o ich prawa w swoich działaniach. A te działania nadal są bardzo potrzebne. Kobiety nadal – mimo, że stanowią większość, mówią głosem mniejszości. Ich problemy nadal traktowane są za mniej ważne, odkładane na później, zamiatane pod dywan. Rok temu w marcu kiedy wchodziłam do polityki, przedstawiam Konstytucję kobiet, listę spraw do załatwienia, listę spraw, które pokazują, że Polki nie mają takich samych praw jak inne Europejki.

Z czego, Pani zdaniem, bierze się strach przed wyrównywaniem praw kobiet i mężczyzn?

Strach? Głównym problemem jest brak wiedzy, brak chęci poznania problemów kobiet, brak umiejętności otwartego, krytycznego myślenia, brak empatii, wrażliwości. Myślę, że gdyby liderzy i liderki, którzy przez ostatnie 30 lat kształtowali naszą polityczną rzeczywistość, wiedzieli, czego kobiety w Polsce doświadczają, jak bardzo są dyskryminowane tylko dlatego, że są kobietami, a dodatkowo chcieliby to zmienić, to być może nasza, kobieca codzienność byłaby duża lepsza.

Są sprawy oczywiste, o których najczęściej debatujemy. Prawo do legalnego i bezpiecznego przerywania ciąży dla każdej kobiety, która taką decyzję podejmuje, nie tylko dla tej zamożnej. Ale są też sprawy, o których nie chcemy debatować. Mam tutaj na myśli głównie przemoc wobec kobiet, przemoc w rodzinie i przemoc seksualną. Jeżeli już o niej rozmawiamy, to albo obwiniamy kobiety i usprawiedliwiamy sprawcę, albo pytamy: co z mężczyznami, oni też doświadczają przemocy, odwracając oczy od źródeł problemu i nie załatwiając sprawy ani dla kobiet, ani dla dzieci, ani dla tych mężczyzn.

Są sprawy, które są prawie niewidoczne, bo łatwo się przyzwyczailiśmy do sytuacji i odpuszczamy. Fatalna opieka okołoporodowa i brak prawa do znieczulenia przy porodzie. Brak skutecznych działań państwa wobec alimenciarzy, co także uderza w kobiety, bo to one najczęściej samodzielnie wychowują dzieci. Brak wsparcia państwa dla rodzin osób z niepełnosprawnościami, osób opiekującymi się starszymi rodzicami. Te problemy również mają twarz kobiet, bo to najczęściej one są obciążane takimi obowiązkami.

Dalej, szczególna sytuacja kobiet mieszkających na wsiach. Ich dostęp do poradni ginekologicznych, nowoczesnej antykoncepcji, czy ochrona przed przemocą domową. Przecież one wymagają innego wsparcia ze strony państwa, niż kobiety mieszkające w dużych miastach. Mogłabym długo wymieniać.

W ubiegłym roku minęło 20 lat, jak zajmuję się prawami kobiet i czasami mam wrażenie, że tak niewiele się zmienia, mimo wielu rekomendacji, pomysłów, propozycji, przedstawianych organom władzy, które przygotowywałam jako prawniczka w organizacji pozarządowej, w biurze pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania, jako Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. Kiedy byłam zastępczynią prof. Adama Bodnara, stale na moje biurko trafiały sprawy kobiet, dziewczynek, które były pozostawione przez system same, bez żadnego wparcia, bez nadziei na poprawę ich sytuacji. Zawsze w takich sytuacjach było mi wstyd, wstyd za państwo, dla którego prawa człowieka kobiet najwyraźniej nigdy nie były i nie są wartością podstawową.

Jakie najważniejsze cele stawia Pani przed sobą w tej kadencji?

Są cztery główne obszary mojej aktywności i w Parlamencie, i w okręgu wyborczym. Po pierwsze, polityka klimatyczna, po drugie, prawa kobiet, po trzecie, praworządność. I na końcu, ale również ważne – prawa zwierząt, inne kwestie, niż te wynikające z problemów klimatycznych. To dosyć szerokie obszary, ale w każdym z nich w 2020 wyznaczam sobie jasne cele. W ramach polityki klimatycznej chcę monitorować prace Komisji Europejskiej w pacach nad Green Deal, a szczególnie jeżeli chodzi o powiązanie polityki klimatycznej UE ze wspólną polityką rolną. Bo tutaj sporo musi się zmienić.

Rolnictwo tak samo jak każda inna branża musi przejść w kierunku zrównoważonej działalności, bo obecne koszty środowiskowe, ale i cierpienie zwierząt nie są akceptowalne. Jednym z postulowanych rozwiązań jest podatek od mięsa, ale do tego potrzebujemy woli politycznej. Będę proponować rozwiązania i sprawdzać, jakie propozycje legislacyjne przygotuje Komisja realizując ambitne cele klimatyczne.

Jeżeli chodzi o prawa kobiet, w 2020 będę kontynuowała prace nad ratyfikację przez UE Konwencji stambulskiej i nad zmianami w traktacie o UE, tak aby do listy przestępstw unijnych dopisać przemoc wobec kobiet. W grudniu udało mi się przekonać moją frakcję i w efekcie cały parlament do progresywnej, prokobiecej rezolucji, w której parlament wzywa Komisję Europejską do takich działań.

Jeżeli chodzi o praworządność, to znowu kontynuacja działań. Jestem współautorką rezolucji w sprawie art. 7 uruchomionego wobec Polski i Węgier. Zadbałam o to, co spotkało się z ostrymi atakami na mnie, żeby w rezolucji znalazło się wyraźne odniesienie do mechanizmu łączącego przestrzeganie praworządności z wypłatą funduszy. Taki mechanizm jest Unii potrzebny, ale musi działać tak, aby karać antydemokratyczne rządy, a nie samorządy i innych beneficjentów.

W przypadku obszaru praw zwierząt niezależnie od kwestii traktowania zwierząt hodowlanych, które będę podnosiła w kontekście Green Dealu, w tym roku skoncentruje się na problemie testów na zwierzętach i hodowli zwierząt na futra. Ten drugi problem ma podwójny wymiar, bo dotyczy też praw człowieka. Mam tutaj na myśli brak norm jakości zapachowej powietrza. Osoby mieszkające w Wielkopolsce w Marzeninie, Kawęczynie i Gulczewie skazani są życie w sąsiedztwie w sąsiedztwie ogromnego smrodu z masowych ferm zwierząt futerkowych. Uważam, że czas na unijne normy w tym zakresie i oczywiście docelowo zakaz działania takich firm. Tą sprawą zajmowałam się jeszcze jako zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich i chcę to skutecznie zakończyć.

Dr Sylwia Spurek jest radczynią prawną, byłą Zastępczynią Rzecznika Praw Obywatelskich, obecnie niezależną posłanką do Parlamentu Europejskiego, feministką i weganką.

Chiny ruszają w stronę weganizmu!

Produkty pochodzenia roślinnego, imitujące mięso, zyskują coraz większe uznanie w kontynentalnej części Chin. Głównym powodem są względy zdrowotne – niedawna epidemia świńskiej grypy zasiała niepokój wśród konsumentów, jednocześnie wpływając na spory wzrost cen wieprzowiny. Holenderski bank Rabobank przewiduje w tym roku strat w produkcji wieprzowiny w Chinach rzędu 25-35 proc., przy czym na niektórych obszarach sięgnie nawet 50 proc.

Podczas gdy na Zachodzie najchętniej „podrabianymi” mięsami przez wegan jest drób i wołowina, w Azji prym wiedzie imitacja wieprzowiny.
Ludzie chętnie poszukują bezpiecznych zamienników, które pozwolą odtworzyć smak tradycyjnych potraw, np. pikantnych, syczuańskich kiełbas.
Chiny otwierają się nie tylko na nowości kulinarne, ale też stają się coraz bardziej świadome kwestii związanych ze zrównoważonym rozwojem, aspektami zdrowotnymi oraz etyczną stroną konsumpcji mięsa.
Jednocześnie Chińczycy są narodem chętnie korzystającym z gotowych, wegańskich dań, takich jak np. różne wersje wege pierogów.
Chińscy producenci substytutów mięsa, tacy jak Zhenmeat i Starfield wychodzą naprzeciw oczekiwaniom konsumentów i wprowadzają produkty takie jak mielona „wieprzowina” oraz szereg pikantnych roślinnych kiełbas.
Roślinne alternatywy są też szczególnie mile widziane przez buddystów, stanowiących niemały odsetek populacji w Chinach, a będących w zdecydowanej większości wegetarianami.
Tofu funkcjonuje w kuchni chińskiej od lat, ale produkty powstałe z połączenia białka sojowego oraz grochowego, dopiero przecierają tam szlaki.

Weganizm bez spiny

Polki i Polacy coraz chętniej sięgają po roślinne posiłki – z raportu agencji IQS wynika, że ok. 40 proc. społeczeństwa ogranicza lub zupełnie eliminuje mięso ze swojej diety. Twórcy kampanii RoślinnieJemy rozpoczęli właśnie akcję „Bez spiny jem rośliny”, która ma pomóc konsumentom w znajdowaniu w największych sieciach handlowych ciekawych i łatwych do przyrządzenia roślinnych produktów.

Na początku maja na ulicach polskich miast pojawiły się kolorowe plakaty i billboardy ze zdjęciami smakowicie wyglądającego jedzenia. Zachęcają one przechodniów do częstszego sięgania po gotowe roślinne posiłki. Za akcją stoją organizatorzy kampanii RoślinnieJemy, którzy pod hasłem “Bez spiny jem rośliny” zainicjowali projekt dedykowany osobom chcącym rozpocząć swoją przygodę z bardziej roślinnym odżywianiem. Jak podkreślają, ich celem nie jest jednak przekonanie odbiorców do całkowitej rezygnacji z produktów odzwierzęcych.
– Chcemy pokazać, że warto jeść rośliny, ale bez zbędnej spiny – dieta roślinna ma wiele odcieni, a obecnie w siłę rośnie tak zwany fleksitarianizm, czyli redukcja mięsa w diecie – mówi Monika Sznel, koordynatorka akcji – Coraz łatwiej jest też dostać gotowe produkty i dania w sklepach, dlatego poza przepisami przygotowaliśmy dla wszystkich zainteresowanych osób poradnik zakupowy i przewodnik po roślinnej ofercie największych sieci handlowych. Na naszej stronie można też wypełnić ankietę i zasugerować, jakich roślinnych produktów brakuje jeszcze w sklepach – dodaje.
Eksperci kampanii RoślinnieJemy od dwóch lat wspierają branżę spożywczą, współpracując z producentami żywności, sieciami handlowymi i restauracjami. Jednocześnie zachęcają konsumentów do ograniczenia ilości spożywanego mięsa, czy nabiału, wskazując na związek sposobu odżywiania z postępującymi zmianami klimatycznymi i kurczeniem się zasobów naturalnych Ziemi: wody pitnej, czy biologicznie aktywnych terenów uprawnych.
W styczniu 2019 roku międzynarodowe grono ekspertów w zakresie żywienia, zrównoważonego rozwoju, rolnictwa i dietetyki, pracujących przez trzy lata w ramach komisji EAT-Lancet, opublikowało raport, z którego wynika, że wszyscy obywatele Ziemi powinni drastycznie ograniczyć spożywanie mięsa i zastąpić białko pochodzenia zwierzęcego białkiem pochodzenia roślinnego.
W innej naukowej publikacji, z 2017 roku, badacze z Lund University wykazali, że dieta roślinna to jedno z czterech najbardziej skutecznych działań, jakie każdy z nas może podjąć w swoim codziennym życiu, aby ograniczać globalną emisję gazów cieplarnianych. Odżywianie się w sposób roślinny to w kontekście ekologicznym bardziej efektywne działanie niż systematyczne segregowanie odpadów, czy zmiana auta na samochód hybrydowy.
– Zachęcamy wszystkich, którym los środowiska naturalnego nie jest obojętny, do podejmowania małych wielkich kroków. Nie trzeba od razu określać się mianem weganina, czy wwnąć planecie – wystarczy po prostu coraz częściej jadać roślinnie. Bez spiny – podsumowuje Monika Sznel.

Jedz trawę!

Szkoły gastronomiczne otwierają się na kuchnię roślinną.

Warszawa od kilku lat uznawana jest za jedno z najszybciej rozwijających się miast pod kątem popularności kuchni roślinnej. Rośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych kucharzy umiejętnie poruszających się także po tym obszarze. W Zespole Szkół Hotelarsko-Gastronomicznych nr 1 w Warszawie odbyły się w związku z tym pilotażowe warsztaty kuchni roślinnej zorganizowane w ramach kampanii RoślinnieJemy.
Przyszli kucharze przygotowali pod okiem Mai Wirowskiej, szefowej kuchni restauracji No Problem i ambasadorki kampanii RoślinnieJemy, roślinne 3-daniowe menu i dowiedzieli się, jak w sprawny sposób wykorzystywać i tworzyć alternatywy do mięsa, ryb, czy nabiału. Ponadto w teoretycznej części spotkania mieli szansę zapoznać się z gastronomicznymi trendami – największe zdziwienie wzbudziło wprowadzenie burgerów McVegan w skandynawskich restauracjach McDonald’s.
– Młodzież często pyta o kuchnię wegetariańską i wegańską. W obliczu rosnącej popularności diet roślinnych, idziemy za głosem uczniów dając im szansę poszerzenia swojej wiedzy i umiejętności – mówi Katarzyna Garlej-Majewska, nauczycielka przedmiotów zawodowych gastronomicznych w ZS HTG Nr 1.
Warszawa według rankingu Happy Cow to jedno z miast o najprężniej rozwijającej się sieci restauracji oferujących dania roślinne – w Warszawie zjemy i fine-diningową kolację i streetfood-owe roślinne burrito z sosem ananasowym. Popularność kuchni wegańskiej potwierdzają także statystyki Uber Eats – na drugim miejscu najpopularniejszych stołecznych restauracji ubiegłego roku znalazła się w wegańska burgerownia Krowarzywa.
– Edukacja zawodowych kucharzy nadal nie obejmuje kuchni roślinnej, co mam nadzieję niedługo się zmieni, biorąc pod uwagę błyskawiczny rozwój roślinne trendu w branży gastronomicznej – mówi prowadząca warsztaty Maja Wirowska – Powstaje mnóstwo miejsc pracy dla kucharzy umiejętnie odnajdujących się w roślinnym gotowaniu, a brakuje osób, które byłyby profesjonalnie wyszkolone w tym kierunku – dodaje.

Głos lewicy

Czy papież przejdzie na weganizm?

Zastanawiają się obrońcy praw zwierząt z Otwartych Klatek:
„Już za chwilę środa popielcowa – dzień, w którym według prawa kanonicznego katolicy powinni powstrzymać się od jedzenia mięsa. Papież Franciszek otrzymał propozycję pójścia o krok dalej i zrezygnowania ze wszystkich produktów odzwierzęcych na okres Wielkiego Postu. Jeśli się zgodzi, wybrana przez niego organizacja charytatywna otrzyma milion dolarów.
Za inicjatywą stoi zajmująca się promocją diety roślinnej organizacja Million Dollar Vegan, wspierana m.in. przez Paula McCartneya, Woody’ego Harrelsona, Mobyego, czy Joaquina Phoenixa. Twarzą kampanii jest 12-letnia Genesis Butler, która w wieku 6 lat została weganką, a cztery lata później – najmłodszą prelegantką na konferencji TEDx. W promującym kampanię spocie przytacza szereg argumentów przeciwko przemysłowej hodowli zwierząt, zwracając uwagę na jej wpływ na zmiany klimatyczne, deforestację, utratę bioróżnorodności, a także cierpienie miliardów zwierząt. Genesis odwiedziła również Watykan. Spotkała się tam z o. Pawłem Ptasznikiem, który obiecał przekazać Ojcu Świętemu stworzoną na potrzeby akcji i podpisaną przez ponad 80 tys. ludzi petycję.
Organizatorzy kampanii liczą, że papież jako duchowy przywódca ponad miliarda katolików, weźmie pod uwagę ich argumenty i zgodzi się na propozycję, dając w ten sposób przykład wiernym i zwracając uwagę światowej opinii publicznej na skutki przemysłowej hodowli zwierząt.
– Myślę, że akcja jak najbardziej ma szanse na powodzenie. Jest to okazja do spróbowania nowych smaków, a dodatkowo znaczącego wsparcia wybranej organizacji charytatywnej. Brzmi jak podwójna wygrana – komentuje Weronika Pochylska, koordynatorka kampanii Roślinniejemy, promującej dietę roślinną w Polsce – Ostatnie wyniki z badań Nurses’ Health i Health Professionals Follow-up Study wykazały, że śmiertelność ze wszystkich przyczyn jest mniejsza u osób, które jedzą dużo białka roślinnego, a mało zwierzęcego. Dlatego uważam, że dieta roślinna powinna służyć Papieżowi nawet dłużej niż przez 40 dni – dodaje.
Jeśli Papież przyjmie wyzwanie, do 18 kwietnia nie będzie spożywał mięsa, nabiału ani jajek. W zamian obiecana kwota 1 mln USD zostanie przekazana wybranej przez niego organizacji charytatywnej przez Blue Horizon International Foundation – charytatywne ramię Blue Horizon Corporation, które inwestuje w firmy produkujące żywność pochodzenia roślinnego i ma na celu „przyspieszenie usuwania zwierząt z globalnego łańcucha żywnościowego”.

Ostatnia szansa na powstrzymanie globalnego ocieplenia

Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) opublikował w poniedziałek nowy raport dotyczący globalnego ocieplenia. Podkreślona w nim została konieczność zdecydowanych zmian w zachowaniach indywidualnych konsumentów, w tym ograniczenia ilości spożywanego mięsa i nabiału.

 

IPCC ostrzega raporcie, że zakładane wcześniej powstrzymanie zmian klimatu i ograniczenie ocieplenia do maksymalnie 1,5 stopnia wydaje się obecnie nierealne – na ten moment najbardziej prawdopodobny scenariusz to wzrost temperatury aż o 3 stopnie, który oznaczać będzie „gwałtowne, obszerne i bezprecedensowe zmiany we wszystkich aspektach ludzkiego życia”. Raport podkreśla, że powstrzymanie tego destrukcyjnego procesu nie jest możliwe bez zmian w zachowaniach indywidualnych konsumentów, wśród których do najważniejszych należą ograniczenie ilości spożywanego mięsa, sera, mleka i masła.
– Kupno elektrycznego samochodu, częstsze spacery i korzystanie z komunikacji miejskiej, czy wybieranie energooszczędnych rozwiązań w domu to dobre sposoby walki z globalnym ociepleniem, ale największą zmianę jako indywidualni konsumenci jesteśmy w stanie osiągnąć poprzez rezygnację z produktów odzwierzęcych – komentuje Maciej Otrębski z kampanii „Roślinniejemy” – Jest to na szczęście coraz prostsze w związku z rosnącą dostępnością na rynku doskonałych roślinnych zamienników mięsa, czy nabiału. Wprowadzenie ich do swojej diety nie tylko przyniesie korzyści zdrowotne, ale pomoże również w powstrzymaniu globalnej katastrofy – dodaje.
Organizatorzy kampanii „Roślinniejemy” zachęcają wszystkich zainteresowanych ograniczeniem produktów odzwierzęcych w swojej diecie do zapoznania się ze stroną internetową roslinniejemy.org, na której znajdują się liczne porady dotyczące układania diety, robienia zakupów i planowania posiłków, a także inspiracje kulinarne w formie ebooków i przepisów.
– Warto przekonać się, jak bogata i zróżnicowana może być dieta roślinna. Zastąpienie mięsa w obiedzie jego roślinnym odpowiednikiem, czy mleka krowiego sojowym w porannej kawie to podstawowe kroki, które każdy i każda z nas może podjąć, aby ochronić w najbliższym czasie nasze środowisko – podsumowuje Otrębski.

 

„ONZ i naukowcy z Uniwersytetu w Oxfordzie wskazują dietę roślinną jako sposób na powstrzymanie szybko postępujących zmian klimatycznych. Wyeliminowanie produktów odzwierzęcych z diety może zmniejszyć ślad węglowy każdego z nas nawet o 73 proc.
Szereg środków może radykalnie zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych wynikających z upraw rolniczych i przemysłowego wykorzystania terenów (…). Są to między innymi: produkcja białek roślinnych i laboratoryjna hodowla mięsa, które mogą zastąpić produkty pochodzące od zwierząt na farmach przemysłowych, emitując znacznie niższe ilości gazów cieplarnianych (cytat z Raportu Global Warming of 1.5 ºC, s. 113).
Kilka miesięcy wcześniej badacze z Uniwersytetu w Oxfordzie na podstawie analiz baz danych z 400 tysięcy ferm wielkopowierzchniowych z 119 krajów wskazali, że znaczne ograniczenie i eliminacja produktów odzwierzęcych w diecie każdego z nas spowodowałaby uwolnienie i możliwość regeneracji dla ok. 75% powierzchni gruntów, które w tym momencie są wykorzystywane pod hodowlę zwierząt. To powierzchnia równa Stanom Zjednoczonym, Chinom, Australii i krajom Unii Europejskiej razem wziętych.
Dieta roślinna to najprawdopodobniej jeden z najbardziej skutecznych sposobów na zmniejszenie twojego negatywnego wpływu na planetę, nie tylko gdy chodzi o zmniejszenie ilości emitowanych gazów cieplarnianych, bo przejście na dietę roślinną przyczynia się też do zmniejszenia globalnego zakwaszenia gleb, eutrofizacji, deforestacji i wykorzystania wody. Weganizm ma większy pozytywny wpływ na planetę niż zmniejszenie liczby lotów samolotem w ciągu roku, czy zakup samochodu elektrycznego – tłumaczy Joseph Poore, z Uniwersytetu w Oxfordzie.

Monika Sznel – blog roslinniejemy.org (fragmenty)