Najpierw Andrzej Duda. Chwilę później Mateusz Morawiecki. Zwłaszcza tego ostatniego należy docenić. Oni obaj wreszcie powiedzieli Polakom czystą, brudną prawdę. Jak wlepki na stojakach rowerowych na światłach. Może nie tą, którą chcielibyśmy wszyscy usłyszeć, ale mimo wszystko prawdę. Na ciężkie czasy ta jest najmniej pożądana, ale wciąż najbardziej prawdziwa.











