Będzie więcej osocza, jeśli dawcom się zapłaci

Uzyskanie rygorystycznych dowodów na skuteczność leczenia osoczem ozdrowieńców w trakcie obecnej pandemii jest trudne, a lekarze wobec ryzyka śmierci pacjentów podają im osocze na zasadzie tzw. aktu miłosierdzia.

Wraz z rosnącą liczbą zakażeń COVID-19 wzrosło zapotrzebowanie na osocze krwi ozdrowieńców, wykorzystywane do łagodzenia przebiegu choroby. Jednak lekarze alarmują o jego brakach. Moglibyśmy zbierać więcej osocza, gdyby rządzący dopuścili płacenie dawcom. Dawcom osocza płaci się już w szeregu krajów.
Lekarze wnoszą o skuteczności leczenia osoczem na podstawie doświadczeń z wcześniejszymi wirusami (hiszpanki, świńskiej grypy, MERS, SARS, ebola) i wyników badań na małych próbach. Prowadzenie dużych badań kontrolnych w środku pandemii pozostaje utrudnione, a definitywne wyniki dopiero się pojawią. Niezależnie od nich, w ostatnich latach rośnie liczba terapii różnych chorób z wykorzystaniem osocza krwi.
Regionalne Centra Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (RCKiK) w ostatnich tygodniach alarmują o brakach osocza ozdrowieńców COVID-19, które jest wykorzystywane do leczenia nowych pacjentów. Dyrektor RCKiK w Białymstoku szacuje, że jak dotąd serum z osocza ozdrowieńców otrzymało w Polsce 1,5 tysiąca chorych.
Płacenie dawcom osocza krwi jest możliwe m.in. w Austrii, Czechach, Niemczech, USA i na Węgrzech. Te kraje odpowiadają za aż 89 proc. światowej podaży osocza. Każdy z nich zbiera więcej osocza na mieszkańca niż jakikolwiek inny kraj w Europie, a w 2017 roku aż od pięciu do 14 razy więcej niż Polska – zauważa Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Dostępność osocza pozostawała w Polsce ograniczona nawet przed pandemią, ze względu na małą podaż i rosnący o 6 -10 proc. rocznie popyt. Kraje, które nie pozwalają na płacenie dawcom osocza, są zwykle zmuszone do jego importu. Szacuje się, że ze względu na niższe koszty marketingu pozyskiwanie osocza krwi jest też od dwóch do czterech razy tańsze,jeżeli możliwe jest płacenie dawcom. Płacenie dawcom skutecznie zachęciłoby kolejnych ozdrowieńców do oddawania osocza, kompensując im utracony czas i niedogodności – wskazuje FOR.
Niektóre kraje, osiągające dobre rezultaty w zakresie bezpłatnego oddawania krwi, mają w dalszym ciągu problem z wystarczającymi donacjami osocza. Po części może to być podyktowane mniejszą świadomością, a po części nieco bardziej uciążliwym procesem: pobranie krwi trwa 15 minut, a osocza – od 40 minut do 1 godziny.
W Polsce prawo przewiduje rekompensatę pieniężną w szczególnych przypadkach, ale dotyczy to osób o bardzo rzadkich cechach krwi lub immunizowanych (dawca osocza immunizowanego może otrzymać kwotę rzędu 200 zł) – a nie ozdrowieńców z COVID-19. Wymaga też stawiania się na każde żądanie służby zdrowia i w 2019 roku takich osób było jedynie 141 (spośród 591 tys. dawców w ogóle).
Ozdrowieńcy COVID-19 mogą, tak jak inni, liczyć na dziewięć tabliczek czekolady, dzień wolny w pracy (jeżeli pracują na umowie o pracę) i niewielką ulgę podatkową w PIT. Z ulgi w PIT korzysta tylko 25 proc. krwiodawców – prawdopodobnie ze względu na niewielką wysokość. Częściej korzystają z niej ci, którzy oddają krew wielokrotnie w ciągu roku, przez co donacje sumują im się do większych kwot. Te osoby, które skorzystały w 2018 roku, otrzymały przeciętnie ulgę PIT w wysokości 213 zł za cały rok.
.Wielokrotne oddawanie osocza przez ozdrowieńców COVID-19 jest utrudnione, ponieważ przeciwciała utrzymują się u nich tylko przez ograniczony czas. Lekarze w trakcie pandemii -2 mają trudności z definitywnym ustaleniem skuteczności terapii osoczem ozdrowieńców, ale testy kliniczne trwają i istnieją dobre powody, by wnosić o jej efektywności.
Osocze ozdrowieńców jest wykorzystywane do leczenia chorób zakaźnych od początków XX wieku, szczególnie tam,gdzie ograniczone są inne możliwości terapii. Osocze pomogło w leczeniu pandemii grypy hiszpanki i niedawnej pandemii świńskiej grypy, chociaż dowody z innych niedawnych epidemii koronawirusów (MERS, SARS) czy eboli są mniej definitywne (Verkerke i Maier, 2020).
Uzyskanie rygorystycznych dowodów na skuteczność leczenia osoczem ozdrowieńców w trakcie obecnej pandemii jest trudne, ponieważ lekarze wobec ryzyka śmierci pacjentów podają im osocze na zasadzie tzw. aktu miłosierdzia (compassionate use basis), a wiele szpitali jest nieprzygotowanych na prowadzenie takich badań – zauważa FOR.
Po dopuszczeniu terapii osoczem ozdrowieńców, w USA zaprzestano tam testów klinicznych, bo pacjenci stracili powód, by w nich uczestniczyć i ryzykować trafienie do grupy kontrolnej z placebo. Wobec braku grup kontrolnych wykorzystano zróżnicowanie nasycenia próbek osocza przeciwciałami w ponad 35 tys. przypadków. Stan pacjentów, którzy otrzymali osocze na wcześniejszym etapie choroby i zwiększym zagęszczeniem przeciwciał, częściej się poprawiał, a ryzyko śmierci było w ich przypadku niższe niż u tych, którzy otrzymali lek później i z mniejszym zagęszczeniem przeciwciał. Podobnie, inni badacze pokazali, że poprawił się stan 61 proc. pacjentów, którzy otrzymali osocze o większym zagęszczeniu przeciwciał, wobec tylko 37 proc. pacjentów którzy otrzymali o osocze o mniejszym zagęszczeniu przeciwciał.
Podsumowując: płacenie dawcom osocza krwi mogłoby zakończyć problem braków osocza ozdrowieńców COVID-19 w Polsce – i zapewnić jego dostępność wobec rosnącego zapotrzebowania w przyszłości. To szczególnie istotne, jeżeli chcemy, aby w przyszłości polskie firmy mogły tworzyć nowoczesne leki na bazie osocza.