Na morskiej farmie wiatrowej Baltic Power zakończono instalację wszystkich 76 turbin o łącznej mocy szacowanej na około 1,14–1,2 GW. Ta gigantyczna inwestycja rodzi kluczowe pytanie: czy przełoży się ona na większe bezpieczeństwo energetyczne i tańszy prąd dla gospodarstw domowych, czy przede wszystkim wzmocni pozycję dużych koncernów energetycznych?
Pierwsza farma na polskim Bałtyku
Baltic Power to pionierski projekt realizowany w polskiej części Bałtyku, zlokalizowany około 20–23 km od wybrzeża w rejonie Choczewa i Łeby. przedsięwzięcie jest wspólnym dziełem koncernu ORLEN, który posiada 51 proc. udziałów, oraz kanadyjskiej firmy Northland Power dysponującej 49 proc. kapitału.
Na obszarze inwestycji stanęło 76 nowoczesnych turbin, z których każda dysponuje mocą 15 MW. Pierwszy prąd popłynął do krajowej sieci w lipcu 2026 roku, kiedy to ponad jedna trzecia urządzeń wytwarzała już energię w trybie rozruchowym. Obecnie cała infrastruktura wchodzi w końcową fazę testów i przygotowań do pełnej komercyjnej eksploatacji, której ostateczny termin zależy od domknięcia procedur technicznych i odbiorowych.
Ile energii popłynie do kraju?
Szacunkowo farma ma produkować około 4 TWh energii elektrycznej rocznie. Według deklaracji inwestorów odpowiada to w przybliżeniu 3 proc. obecnego zapotrzebowania Polski na energię i ma wystarczyć do zasilenia ponad 1,5 mln gospodarstw domowych.
Należy jednak wyraźnie odróżnić moc zainstalowaną od faktycznej, ciągłej produkcji. Wartość 1,1–1,2 GW nie oznacza stałego dostarczania takiej ilości energii przez całą dobę. Produkcja z farm wiatrowych zależy od warunków pogodowych, co sprawia, że system energetyczny wymaga wsparcia ze strony elastycznych źródeł rezerwowych, magazynów energii, rozbudowanych sieci przesyłowych oraz mechanizmów bilansowania popytu.
Czy wiatr obniży rachunki?
Łączny koszt przedsięwzięcia szacowany jest na około 20 mld zł. Projekt korzysta z 25-letniego mechanizmu kontraktu różnicowego, który zapewnia inwestorom określony poziom przychodów. Oznacza to, że jeśli warunki rynkowe będą niekorzystne, system publiczny może pokryć różnicę między ceną ustaloną a rynkową.
Choć wiatr na morzu jest darmowym paliwem, a prąd z turbin w okresach silnych wiatrów może obniżać ceny hurtowe, nie przekłada się to automatycznie na niższe rachunki dla odbiorców indywidualnych. Na ostateczny koszt wpływają także opłaty dystrybucyjne, podatki, koszty bilansowania, rozbudowy sieci oraz marże sprzedawców. Bez celowej polityki publicznej i osłonowej miliardowe inwestycje mogą wzmocnić wyniki finansowe koncernów, pozostawiając ubóstwo energetyczne nierozwiązanym problemem.
Energia będzie drożeć?
Kontekst przyszłych cen energii w Polsce pozostaje skomplikowany. Z jednej strony starzejąca się infrastruktura konwencjonalna, rosnące koszty emisji CO₂, droższe paliwa kopalne oraz presja związana z elektryfikacją transportu, pompami ciepła i rozwojem centrów danych zwiastują presję podwyżkową. Z drugiej strony morska energetyka wiatrowa stanowi krajowe źródło o zerowych kosztach surowca, co może ograniczać zużycie gazu i węgla oraz łagodzić skutki wahań rynkowych.
Jednakże sukces transformacji nie może być mierzony wyłącznie liczbą wybudowanych gigawatów czy wielkością zaangażowanego kapitału. Z perspektywy społeczno-demokratycznej kluczowe pozostaje pytanie, czy korzyści z tej transformacji odczują zwykłe rodziny, czy państwo utrzyma kontrolę nad strategiczną infrastrukturą oraz w jaki sposób zostaną zabezpieczeni odbiorcy wrażliwi.
Czy farma Baltic Power automatycznie obniży rachunki za prąd?
Nie automatycznie. Mimo że wiatr jest darmowym źródłem energii, na ostateczne rachunki gospodarstw domowych wpływ mają także koszty dystrybucji, podatki, systemy wsparcia oraz opłaty przesyłowe.













