Kto nauczy młodzież empatii?
W Ostrołęce dziewięć osób zostało rannych. Dzień później pod Wyszkowem 15-latek śmiertelnie ugodził nożem pracownicę szkoły. W Sierpcu policja udaremniła kolejny potencjalny atak. Polska znów pyta, skąd bierze się przemoc wśród młodych ludzi. Tymczasem przez ostatnie miesiące część prawicy i hierarchii Kościoła katolickiego prowadziła kampanię przeciwko edukacji zdrowotnej – przedmiotowi, który uczy między innymi rozpoznawania emocji, empatii, odpowiedzialności i budowania relacji. Czy polska szkoła przygotowuje młodzież do życia z innymi ludźmi, czy jedynie do zdawania egzaminów?
Szkolny korytarz przestaje być bezpieczny
7 października 2026 roku 19-letni uczeń Zespołu Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce zaatakował ostrym narzędziem uczniów, nauczycieli i osoby postronne. Dziewięć osób odniosło obrażenia. W plecaku napastnika znaleziono również ładunek wybuchowy domowej konstrukcji.
Następnego dnia w Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem 15-letni absolwent szkoły podstawowej zaatakował pracowników placówki. Zginęła 37-letnia woźna, a dwie kolejne osoby zostały ranne.
W tym samym czasie policjanci z Sierpca zatrzymali 17-latka, który zapowiadał, że zrobi coś złego w szkole. Interwencja była możliwa dzięki uczniom, którzy poinformowali nauczyciela o niepokojących wypowiedziach kolegi.
Te wydarzenia nie dowodzą, że sprawcy mieli podobne motywy ani że łączył ich jeden problem wychowawczy. Śledczy wciąż ustalają okoliczności napaści.
Jednak tragedie stawiają przed państwem pytanie wykraczające daleko poza bezpieczeństwo szkolnych wejść.
Czy uczymy młodych ludzi radzenia sobie ze złością, frustracją, odrzuceniem i konfliktami? Czy potrafimy rozpoznać zagrożenie, zanim przerodzi się w przemoc?
Polska szkoła uczy wzorów. A kto uczy rozwiązywania konfliktów?
Polski system edukacji od lat koncentruje się na wynikach egzaminów, ocenach i realizacji podstawy programowej. Umiejętności społeczne często pozostają w cieniu tradycyjnych przedmiotów.
Tymczasem dorosłe życie wymaga czegoś więcej niż znajomości dat historycznych czy wzorów matematycznych.
Młody człowiek powinien wiedzieć, jak rozwiązywać konflikty bez przemocy, rozpoznawać własne emocje, szanować granice innych ludzi i reagować na krzywdę. Powinien także rozumieć, że odmienność poglądów, pochodzenia, religii czy orientacji seksualnej nie jest powodem do poniżania drugiego człowieka.
To właśnie kompetencje miękkie: empatia, komunikacja, współpraca, tolerancja i odpowiedzialność społeczna.
Nie są ideologicznym dodatkiem do edukacji. Są podstawowymi umiejętnościami potrzebnymi do funkcjonowania w społeczeństwie.
Przykład Sierpca pokazuje ich praktyczne znaczenie. Uczniowie nie zignorowali niepokojących sygnałów, lecz zwrócili się do dorosłego. Nauczyciel potraktował sprawę poważnie, a policja zareagowała.
Tak powinien działać system oparty na zaufaniu i odpowiedzialności.
Przemoc w szkołach. Badania pokazują skalę problemu
W czerwcu 2026 roku Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przedstawiła raport „Rówieśnicy 2026”, przygotowany na podstawie badania 141 911 uczniów w wieku od 10 do 17 lat.
Wśród uczestników badania 58 proc. wskazało doświadczenie wyśmiewania lub krytykowania wyglądu, a 56 proc. otrzymywanie niechcianych wiadomości w internecie.
Jeszcze bardziej niepokojące są reakcje dorosłych.
Co piąty uczeń, który zgłosił przemoc, otrzymał obietnicę pomocy, za którą nie poszły żadne działania. Kolejne 16 proc. zgłaszających uznało, że ich problem został zignorowany.
Badacze wskazują, że lepsza atmosfera w szkole wiąże się z mniejszym nasileniem przemocy rówieśniczej. Rekomendują rozwijanie empatii, kompetencji społecznych i skutecznych procedur reagowania.
To poważne ostrzeżenie. Szkoła, w której uczeń boi się zgłosić przemoc albo nie otrzymuje pomocy, nie spełnia jednej ze swoich najważniejszych funkcji.
Edukacja zdrowotna miała uczyć empatii. Prawica zobaczyła zagrożenie
Wprowadzona we wrześniu 2025 roku edukacja zdrowotna miała odpowiedzieć na część problemów współczesnej młodzieży.
Zgodnie z podstawą programową uczniowie mieli zdobywać wiedzę o zdrowiu psychicznym, relacjach społecznych, emocjach, profilaktyce uzależnień i zagrożeniach cyfrowych.
Przedmiot obejmował również odpowiedzialność za siebie i innych, budowanie zdrowych relacji oraz rozwijanie postaw opartych na szacunku.
Jednak zamiast rzeczowej debaty o tym, jak skutecznie uczyć tych umiejętności, wybuchł spór światopoglądowy.
W sierpniu 2025 roku europosłanka Konfederacji Ewa Zajączkowska-Hernik zachęcała rodziców do wypisywania dzieci z edukacji zdrowotnej. Na oficjalnej stronie Konfederacji zamieszczono nawet gotowy wzór pisma. Polityczka przekonywała, że przedmiot oznacza lewicową indoktrynację i seksualizację dzieci.
Sprzeciw wobec części programu zgłaszali także politycy Prawa i Sprawiedliwości. Były minister edukacji Przemysław Czarnek podkreślał w Sejmie, że rodzice powinni zachować prawo do wychowywania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem.
Krytycy koncentrowali się przede wszystkim na zagadnieniach seksualności, tożsamości płciowej i tradycyjnej wizji rodziny.
W rezultacie znacznie mniej miejsca w debacie zajmowały inne elementy programu: zdrowie psychiczne, przeciwdziałanie przemocy, rozpoznawanie emocji czy umiejętność poszukiwania pomocy.
Nie oznacza to, że wszyscy politycy prawicy odrzucają edukację o zdrowiu. Krzysztof Bosak z Konfederacji w kwietniu 2026 roku publicznie poparł nauczanie o profilaktyce, uzależnieniach i higienie cyfrowej, postulując jednocześnie usunięcie treści uznawanych przez niego za kontrowersyjne.
Problem polega na tym, że w politycznej wojnie o program szkolnych zajęć łatwo zgubić potrzeby samych uczniów.
Kościół mówił o deprawacji. A dzieci potrzebowały wiedzy i wsparcia
W kampanię przeciwko edukacji zdrowotnej włączyła się również hierarchia Kościoła katolickiego.
W maju 2025 roku Prezydium Konferencji Episkopatu Polski zaapelowało do rodziców, aby nie wyrażali zgody na udział dzieci w zajęciach. Biskupi określali proponowany program jako zagrożenie dla katolickiej wizji rodziny.
W sierpniu Komisja Wychowania Katolickiego ponowiła apel, udostępniając informacje o możliwości rezygnacji z lekcji. Hierarchowie przyznawali jednocześnie, że program zawiera wartościowe treści dotyczące zdrowia fizycznego i psychicznego.
Główne zastrzeżenia dotyczyły seksualności i tożsamości płciowej.
Powstaje jednak zasadnicze pytanie: czy różnice światopoglądowe powinny przesłaniać wspólną odpowiedzialność za zdrowie, bezpieczeństwo i rozwój emocjonalny dzieci?
Można mieć konserwatywne poglądy na rodzinę, a jednocześnie uznawać konieczność uczenia młodzieży empatii i szacunku wobec innych.
Można również bronić prawa rodziców do wychowania religijnego, nie kwestionując potrzeby rzetelnej wiedzy o przemocy, kryzysach psychicznych i zdrowych relacjach.
Państwowa szkoła powinna zapewniać taką wiedzę wszystkim dzieciom, niezależnie od przekonań ich rodzin.
Tylko 30 procent uczniów uczestniczyło w edukacji zdrowotnej
W roku szkolnym 2025/2026, kiedy edukacja zdrowotna była nieobowiązkowa, uczęszczało na nią około 921 tysięcy uczniów, czyli zaledwie 30 proc. uprawnionych.
W liceach udział wynosił około 10 proc., a w technikach niecałe 8 proc.
Nie sposób jednoznacznie ustalić, jaka część rezygnacji była wynikiem kampanii politycznej i kościelnej. Ministerstwo Edukacji wskazywało również na organizację planów lekcji i lokalne uwarunkowania.
Od 1 września 2026 roku sytuacja się zmieniła.
Edukacja zdrowotna stała się obowiązkowym przedmiotem w klasach IV–VIII szkoły podstawowej oraz na określonych etapach nauki w szkołach ponadpodstawowych.
Jednocześnie zagadnienia zdrowia seksualnego wydzielono do osobnego, nieobowiązkowego przedmiotu.
To ważny krok w kierunku powszechnej edukacji o zdrowiu psychicznym i społecznym. Pokazuje jednak również, jak silny wpływ na kształt reformy miał spór światopoglądowy.
Psycholog zamiast kolejnej politycznej awantury
Sama edukacja zdrowotna nie zapobiegnie wszystkim tragediom. Nie zastąpi psychologa, psychiatry, dobrze przygotowanego nauczyciela ani skutecznych procedur bezpieczeństwa.
Problem niedostatecznego wsparcia psychologicznego jest zresztą znany od lat.
Najwyższa Izba Kontroli w raporcie opublikowanym w 2024 roku wskazała na poważne trudności w dostępie do pomocy psychologicznej i psychoterapeutycznej. Problemy z zatrudnieniem psychologów występowały w ośmiu z dziesięciu kontrolowanych szkół.
To wyniki konkretnej kontroli, a nie statystyka opisująca wszystkie polskie placówki. Pokazują jednak, że problem wymaga rozwiązań systemowych.
Potrzebna jest szkoła, w której nauczyciel ma czas rozmawiać z uczniami, psycholog jest realnie dostępny, a zgłoszenie przemocy uruchamia konkretne działania.
Potrzebna jest również edukacja ucząca rozwiązywania konfliktów bez przemocy, rozpoznawania zagrożeń i szukania pomocy.
To wymaga pieniędzy, przygotowania kadry i współpracy państwa z samorządami.
Nie wystarczy kolejna konferencja prasowa ani dodatkowy patrol przed szkolną bramą.
Prawdziwe bezpieczeństwo zaczyna się przed tragedią
Po wydarzeniach w Ostrołęce i pod Wyszkowem naturalnie pojawiają się pytania o kontrolę dostępu do szkół, ochronę pracowników oraz szybsze reagowanie służb.
Ale bezpieczeństwo to również relacje między ludźmi.
To uczeń, który wie, że może powiedzieć nauczycielowi o niebezpiecznej sytuacji.
To wychowawca, który potrafi rozpoznać poważny konflikt.
To psycholog, do którego nie trzeba czekać miesiącami.
To wreszcie szkoła, w której tolerancja, szacunek i odpowiedzialność nie pozostają wyłącznie hasłami zapisanymi w statucie.
Nie ma dowodów, że sprzeciw prawicy lub Kościoła wobec edukacji zdrowotnej przyczynił się do ostatnich ataków. Przypisywanie im odpowiedzialności za działania sprawców byłoby nieuprawnione.
Można jednak zasadnie krytykować kampanię, która sprowadzała szeroki program edukacyjny do sporu o seksualność, pomijając jego znaczenie dla zdrowia psychicznego i kompetencji społecznych.
Polska potrzebuje szkoły, która nie tylko przekazuje wiedzę, ale również uczy życia wśród innych ludzi.
Bo empatia nie jest słabością. Tolerancja nie jest zagrożeniem. A umiejętność rozwiązywania konfliktów bez przemocy nie powinna być przedmiotem politycznej wojny.
Najważniejsze pytanie nie brzmi dziś, kto wygra spór o edukację zdrowotną. Brzmi: czy potrafimy zbudować szkołę, w której dzieci będą bezpieczne, wysłuchane i traktowane z szacunkiem, zanim wydarzy się kolejna tragedia?
Źródła: Onet, Reuters, Policja Mazowiecka, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Konferencja Episkopatu Polski, Konfederacja, stenogramy Sejmu RP, Najwyższa Izba Kontroli, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, Polska Agencja Prasowa.












