
Toruń od lat był przystankiem obowiązkowym dla kandydatów PiS. Jechało się do ojca Rydzyka, by zostać dostrzeżonym, zaproszonym do studia i nieoficjalnie włączonym do grona „swoich”. Obecność w Radiu Maryja była jak polityczne bierzmowanie. Wczoraj kandydat PiS znów „ukląkł” w Toruniu. Ale już nie przed Rydzykiem tylko przed Sławomirem Mentzenem – który co prawda sutanny nie nosi, ale ma swój własny ośmiopunktowy dekalog. A Karol Nawrocki podpisał go bez mrugnięcia okiem.
Kandydat Konfederacji, który w pierwszej turze wyborów prezydenckich zajął trzecie miejsce z wynikiem niemal 15%, doskonale zdaje sobie sprawę, że jego wyborcy mogą przechylić szalę zwycięstwa w dogrywce. W poczuciu tej władzy postanowił wystawić Rafała Trzaskowskiego i Karola Nawrockiego na próbę posłuszeństwa, zapraszając obu do rozmowy na swoim kanale na YouTube. Aby nie było wątpliwości, kto rozdaje karty, ogłosił tzw. deklarację toruńską – zbiór ośmiu warunków, które kandydaci muszą przyjąć jeśli chcą przekonać jego wyborców.
Jak poradził sobie szef IPN podczas pierwszego przesłuchania? Pełna uległość i złożenie hołdu gospodarzowi – tak można podsumować pierwsze przesłuchanie. W tej nowej odsłonie toruńskiej pielgrzymki Mentzen wystąpił w roli egzaminatora, a Nawrocki potulnie mu potakiwał. „To była chyba najdłuższa rozmowa o pracę w historii naszej kancelarii” – podsumowała wydarzenie Kancelaria Mentzena.

Zaczęło się od pytań „tak lub nie”, gdzie Nawrocki od początku próbował odcinać się od rządów PiS i mówić do wyborców Konfederacji, potępiając „Piątkę dla zwierząt” autorstwa Kaczyńskiego, Zielony Ład poparty przez rząd Morawieckiego oraz Polski Ład, w którego promocję zaangażowany był jego syn. Przywdziawszy szaty rewizjonisty, pokutującego w rytmie sondażowych lęków, krytykował z miną cierpiętnika decyzje pandemiczne rządu Zjednoczonej Prawicy: „Już jako wyborca byłem niezadowolony, że podczas pandemii nie mogłem pójść do kościoła, który przetrwał niemiecki narodowy socjalizm.”
„Tak, panie doktorze”, „ma pan rację, panie doktorze”, „słusznie, panie doktorze” – powtarzał Nawrocki w rytmie politycznego różańca, zgadzając się z każdym punktem deklaracji toruńskiej. Warunki były następujące: żadnych nowych podatków ani podwyżek tych już istniejących; bezwarunkowa obrona gotówki i narodowej waluty; sprzeciw wobec ustaw ograniczających wolność słowa – w tym przepisów o mowie nienawiści; zdecydowane „nie” dla wysyłania polskich żołnierzy na Ukrainę oraz dla jej akcesji do NATO; nie dla ograniczenia praw obywateli do posiadania broni; całkowite odrzucenie Zielonego Ładu jako zagrożenia dla suwerenności energetycznej i rolnictwa; oraz brak zgody na przekazywanie jakichkolwiek kompetencji do instytucji unijnych czy podpisywanie traktatów ograniczających pozycję Polski.
Nawrocki z dumą podkreślał, że jego stanowisko wobec Ukrainy różni się od stanowiska prezydenta Andrzeja Dudy — próbując w ten sposób wystąpić jako kandydat niezależny, samodzielny, wręcz wyemancypowany z pisowskiego matecznika. Zdecydowanie opowiedział się przeciwko wysyłaniu polskich żołnierzy na Ukrainę i odrzucił możliwość ratyfikacji akcesji tego kraju do NATO, uzasadniając, że Ukraina „nie jest gotowa”, a „dyskusja o tym jest bezprzedmiotowa, bo oznaczałaby, że NATO toczy wojnę”. W ten sposób wyraźnie zdystansował się od doktryny polityki wschodniej PiS, sięgającej jeszcze czasów Lecha Kaczyńskiego, który w 2008 roku w Tbilisi bronił aspiracji Gruzji i Ukrainy do członkostwa w Sojuszu.
Kandydat Prawa i Sprawiedliwości zasugerował również zamianę Centrów Integracji Cudzoziemców w Centra Deportacji, co miało zabrzmieć jak ukłon w stronę wyborców Konfederacji. Problem zaczął się, gdy Mentzen zapytał, kto owe centra powołał. Nawrocki, złapany z opuszczoną gardą, odpowiedział z rozbrajającą nieświadomością: „Proszę przypomnieć. Choć się domyślam…”. Nie musiał się domyślać długo – to przecież jego własne polityczne zaplecze, rząd Zjednoczonej Prawicy, otwierał te ośrodki (zresztą słusznie).
W momencie, gdy zaczął mówić o możliwej „dyskusji” nad podatkiem katastralnym dla posłów PO z piętnastoma mieszkaniami, Mentzen natychmiast przywołał go do porządku, wytykając mu nieścisłość związaną z tym, że dwie minuty wcześniej deklarował, że nie podwyższy żadnych podatków. Nawrocki od razu zaczął tłumaczyć się odpowiedzialnością za młodych ludzi i potrzebą „rozmowy o granicach”. Ostatecznie złożył pokorną deklarację: „nie podpiszę żadnej ustawy wprowadzającej podatek katastralny”. Odnosząc się do podatku katastralnego, zaznaczył, że choć jest mu przeciwny, to mieszkanie „nie jest standardowym towarem”, a on sam „zastanawia się, mając świadomość, że młodzi ludzie czekają na mieszkania, które są w obrocie komercyjnym, gdzie powinna być granica dla posiadaczy mieszkań”. W ten sposób próbował wykonać ukłon w stronę wyborców lewicy – sugerując, że jakaś forma progresywnego opodatkowania mogłaby mieć rację bytu – ale finalnie obawiał się utraty choćby pozorów aprobaty ze strony swojego politycznego egzaminatora.
Gdy jednak rozmowa zeszła na temat słynnej „kawalerki”, którą Nawrocki przejął od starszego mężczyzny, kandydat zaczął lawirować – unikał jednoznacznych odpowiedzi, powielał znaną wersję o „wielozakresowej pomocy” i nie odnosił się wprost do krytykowanych aspektów całej sprawy.
Najzabawniejszym i zadziwiającym momentem tej rozmowy był dla mnie osobiście jednak fragment rozmowy o kibolskiej przeszłości kandydata PiS. Miła atmosfera pogawędki dwóch prawaków sprawia, że rozmówca się wyluzowuje, przestaje się gryźć w język i wygaduje kompromitujące rzeczy.
Mentzen zaczął sarkastycznie i wyczuwalnie z udawaną fascynacją: „Chciałbym pana poznać jako człowieka z krwi i kości, żeby pan opowiedział, jak na ustawki jeździł. Przecież to jest niesamowicie ciekawe”. A potem, z uśmiechem, rzucił: „Pan walczył w takiej siedemdziesiąt na siedemdziesiąt, z tego co mi ludzie mówili. Mamy trochę wspólnych znajomych i przyznaję, że mi to imponuje, bo mało który prezydent bije się w grupie kilkudziesięciu na kilkudziesięciu kibiców. Dla mnie to jest naprawdę ciekawe”. Nawrocki, zamiast się z tego wycofać, wziął temat na poważnie: „W różnych modułach, zawsze sportowych, szlachetnych walk występowałem. Nie zawsze wychodziłem z nich zwycięsko, bo ten sport, jak każdy sport, wymaga determinacji i tego, żeby być przygotowanym, ale lubiłem aktywność sportową, lubię dalej, cały czas trenuję”. I dodał: „To dało mi charakter i gotowość do tego, aby być dzisiaj kandydatem na urząd prezydenta”.
Wzmianka Mentzena o „ustawce 70 na 70” nie była błahym wspomnieniem – odnosiła się do konkretnego, potwierdzonego wydarzenia z października 2009 roku. Jak ustaliła Wirtualna Polska, Karol Nawrocki brał wtedy udział w brutalnej bójce kiboli Lechii Gdańsk i Lecha Poznań. „Dwie grupy, po siedemdziesięciu kiboli każda, naprzeciw siebie. Po sześć i pół minuty bójki na ziemi leżą pokonani pseudokibice Lecha Poznań. Nad nimi triumfują kibole Lechii Gdańsk” – opisuje szczegóły WP. Co więcej, niektórzy z uczestników tego starcia zostali później skazani za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, pobicia i handel narkotykami.
Ale to było dawno temu i ten rozdział z życia Nawrockiego można już zamknąć. Chociaż ciekawi mnie, czego jeszcze ciekawego dowiemy się przed drugą turą wyborów?
Dziś na szczęście (lub też nie) kandydat PiS zamiast pięści woli cytaty z Jana Pawła II, a plecak nie kryje już sprzętu, tylko broszury z IPN-u. I bardzo dobrze – bo idea resocjalizacji zakłada, że człowiek nie musi być taki sam przez całe życie. Nawet jeśli kiedyś ścigał się w lasach z innymi specyficznymi grupami miłośników piłki nożej, dziś może biec po fotel prezydenta. Przeszłość Nawrockiego nie odstrasza wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka, i słusznie – bo jeśli naprawdę mamy wierzyć, że ludzie się zmieniają, to czemu nie zacząć właśnie od prezydenta?
Po rozmowie Nawrockiego z Mentzenem, Bosak w komentarzu dla TVN zadeklarował: „Będę głosował w drugiej turze wyborów przeciw Rafałowi Trzaskowskiemu. Oddam ważny głos, ale nie chcę się angażować w przedsięwzięcia polityczne konkurentów politycznych”. Dodał też z przekąsem: „Zdystansował się od PiS-u w tak wielu sprawach, że będziemy mogli zaproponować mu członkostwo w Ruchu Narodowym”. Docenił nową formułę rozmowy Mentzena z Nawrockim jako „nową jakość w polityce”, chwaląc jej cywilizowany charakter i wpływ na przyszłe relacje polityczne. Jednocześnie podkreślił, że to Trzaskowski – nie Nawrocki – wielokrotnie zmieniał poglądy w kampanii, „nadwyrężając swoją wiarygodność jako polityka”.
I to właśnie Trzaskowski będzie kolejnym rozmówcą Mentzena. Tu leży jego szansa – i to niemała.
Gdyby prezydent Warszawy zdecydował się na bardziej stanowcze podejście wobec Mentzena, mógłby zyskać w oczach części wyborców na autentyczności i odbudować zaufanie umiarkowanie lewicowego elektoratu. Taka postawa byłaby nie tylko odpowiedzią na płaszczenie się Nawrockiego, ale też jasnym sygnałem, że Trzaskowski potrafi powiedzieć „nie”. Tym bardziej że zarzut Bosaka o braku wiarygodności w kampanii wciąż wisi w powietrzu – a rozmowa z Mentzenem to jedyna okazja, by pokazać, że Trzaskowski potrafi coś więcej niż tylko kluczyć.
Właśnie dlatego jego nadchodzące spotkanie z liderem Konfederacji ma tak duże znaczenie – to szansa, aby pokazać odrobinę politycznego charakteru. Kontrast z Nawrockim już jest – wystarczy go nie zmarnować.
Nie ma niestety pewności co do tego, gdyż Trzaskowski chętnie flirtuje z konserwatyzmem i nie raz zostawiał progresywnych wyborców na peronie. Nie zdziwi mnie, jeśli w sobotę nie zdecyduje się postawić Mentzenowi. A szkoda, bo właśnie dziś potrzeba odwagi. Mentzen obecnie wygrywa przejął agendę, ustawił stół i zmusił wszystkich do gry na własnych zasadach, trzymając obu kandydatów na krótkim łańcuchu oczekiwań swojego elektoratu. Przejmuje przestrzeń medialną i – niestety – zaczyna definiować zasady gry dostawiając kolejne krzesło do stolika.
Skrajna prawica w Polsce ma dziś ponad 20 procent w sondażach i mentora z którym muszą negocjować kandydaci na prezydenta z dwóch największych partii. Dlatego, choć za Trzaskowskim nie przepadam, jeśli tylko nie zacznie się płaszczyć przed Mentzenem, to wyjątkowo może liczyć na mój głos. I do tego właśnie namawiam.









