RAM drożeje jak na drożdżach

22 gru 2025

Podwyżki cen ramu to dziś poważny problem zwykłych użytkowników — tych, którzy chcą kupić laptopa do pracy, komputer dla dziecka albo po prostu wymienić sprzęt, który zaczyna się dławić przy codziennych zadaniach.

Pamięć RAM i dyski drożeją w takim tempie, że wielu klientów łapie się za głowę. Wszystko wskazuje na to, że nie jest to chwilowy wyskok cenowy, tylko nowa, mniej przyjemna normalność. Podwyżki cen ramu przestały być tematem dla wąskiej grupy pasjonatów sprzętu i zaczęły realnie wpływać na codzienne decyzje zakupowe zwykłych ludzi.

Jeszcze niedawno wydawało się, że po pandemicznych i kryptowalutowych zawirowaniach rynek elektroniki wreszcie się uspokaja. Karty graficzne potaniały, laptopy dało się kupić w rozsądnych cenach, a rozbudowa komputera nie wymagała poważnych wyrzeczeń finansowych. Końcówka 2025 roku szybko zweryfikowała te nadzieje. Tym razem nie chodzi o chwilowy brak towaru, lecz o trwałą zmianę tego, komu i na jakich warunkach opłaca się produkować podzespoły.

Powód jest prosty i wszędzie ten sam — sztuczna inteligencja. AI zużywa dziś ogromne ilości pamięci komputerowej. Centra danych, na których działają modele językowe i generatory obrazów, potrzebują nieporównywalnie więcej RAM-u niż typowe komputery domowe. Do tego dochodzi specjalistyczna pamięć o bardzo wysokiej przepustowości, która jest trudniejsza i droższa w produkcji.

Dla producentów półprzewodników to jasny sygnał. Sprzedaż pamięci do centrów danych AI oznacza znacznie wyższe zyski niż dostarczanie zwykłych modułów RAM do laptopów i komputerów domowych. W efekcie fabryki przestawiają się na obsługę najbardziej dochodowych klientów, a rynek konsumencki dostaje mniej towaru i to po wyższej cenie. Skutek widać gołym okiem: ceny szybują, a wybór się kurczy.

Dlaczego sztuczna inteligencja winduje ceny pamięci RAM

Zjawisko to nie dotyczy jednego kraju. W Bangladeszu sprzedaż komputerów PC spadła nawet o 70 procent, bo ceny pamięci wzrosły kilkukrotnie w bardzo krótkim czasie. W Indiach producenci smartfonów zaczęli podnosić ceny popularnych modeli o równowartość kilkuset złotych. Natomiast w Japonii, w tokijskiej dzielnicy Akihabara, sprzedawcy ograniczają sprzedaż pamięci RAM, bo zapasy znikają szybciej, niż trafiają nowe dostawy. Zestawy DDR5 32 GB, które jeszcze niedawno kosztowały równowartość około 500 zł, dziś przekraczają 1400 zł. W Nowej Zelandii branża otwarcie mówi o dużych podwyżkach cen elektroniki w 2026 roku.

Nie są to egzotyczne historie z dalekich rynków, lecz sygnały ostrzegawcze. Analitycy prognozują, że w 2026 roku smartfony zdrożeją średnio o kilka procent, a sprzedaż spadnie. Najbardziej ucierpią najtańsze modele, wybierane przez ludzi liczących każdą złotówkę. W przypadku komputerów osobistych wzrosty cen mogą nie wyglądać groźnie w procentach, ale w praktyce oznaczają jedno: za podobne pieniądze dostaniemy słabsze konfiguracje.

Podwyżki cen ramu w Polsce widać na sklepowych półkach

Na polskim rynku problem jest szczególnie odczuwalny, bo nie mamy żadnych „amortyzatorów”. Nie kupujemy masowo sprzętu w abonamentach i nie korzystamy z dużych programów subsydiowania. Zakupy odbywają się głównie w detalu, a każda zmiana ceny natychmiast trafia na metkę.

Jeszcze jesienią 2025 roku 32 GB pamięci DDR5 kosztowało w Polsce około 350–450 zł. Dziś te same zestawy kosztują 1300–1400 zł. Przy 64 GB różnica między latem a końcem roku sięga nawet 2000 zł. Dyski SSD w kilka miesięcy podrożały o 35–45 procent. To właśnie tu podwyżki cen ramu są najbardziej widoczne i najbardziej dotkliwe.

Laptop, który rok temu kosztował 3500 zł, dziś bez problemu przekracza 4500–5000 zł. Co gorsza, coraz częściej nie oferuje nic więcej niż wcześniej, a czasem wręcz mniej. Producenci wracają do konfiguracji z 8 GB RAM, mniejszymi dyskami i ograniczoną możliwością rozbudowy. Oficjalnie po to, by „utrzymać cenę”. W praktyce oznacza to płacenie więcej za sprzęt, który szybciej przestanie nadążać za codziennymi potrzebami.

Firmy produkujące komputery przestały już udawać, że problem nie istnieje. Otwarcie zapowiadają podwyżki cen i ostrzegają klientów, że sytuacja w najbliższym czasie się nie poprawi. Równocześnie z rynku znikają tańsze marki pamięci i dysków, co dodatkowo ogranicza konkurencję. Dla małych firm, szkół czy urzędów oznacza to wyraźny wzrost kosztów i konieczność cięcia planów zakupowych.

Drogi RAM odbija się także na rynku kart graficznych. Rosnące ceny pamięci sprawiają, że modele ze średniej półki stają się coraz mniej opłacalne w produkcji. W efekcie dostępnych wariantów jest mniej, a ceny rosną. Paradoks polega na tym, że jeden nowoczesny serwer AI potrafi zużyć tyle pamięci, ile wystarczyłoby do złożenia setek laptopów dla zwykłych użytkowników.

Sytuację dodatkowo komplikuje geopolityka. Ograniczenia eksportowe, wojny handlowe i decyzje polityczne potrafią w jednej chwili zablokować dostawy komponentów i wywołać kolejną falę podwyżek. Globalny łańcuch dostaw półprzewodników działa dziś na granicy wydolności.

Dlaczego producenci nie zwiększą po prostu produkcji? Bo to kosztuje miliardy i trwa latami. Budowa nowej fabryki półprzewodników to nie inwestycja na pół roku. Firmy boją się też, że gdy boom na AI kiedyś wyhamuje, zostaną z nadmiarem mocy i spadającymi cenami. Z ich perspektywy bezpieczniej jest trzymać produkcję w ryzach i godzić się z tym, że konsumenci zapłacą więcej.

Najbardziej widocznym skutkiem jest tak zwana shrinkflacja technologiczna. Sprzęt nie znika z rynku, ale staje się mniej opłacalny. Coraz częściej kupujemy komputery, które już w dniu zakupu są „na styk” – z minimalną ilością RAM-u i bez zapasu na przyszłość.

Wszystko wskazuje na to, że obecny kryzys nie minie szybko. Elektronika nadal będzie dostępna, ale coraz trudniej będzie kupić sensowną konfigurację w rozsądnej cenie.

I to właśnie tu leży sedno problemu: nie w tym, że komputerów zabraknie, lecz w tym, że podwyżki cen ramu sprawiają, iż za coraz większe pieniądze dostajemy coraz mniej.


Zachęcamy do zapoznania z pozostałymi artykułami w działach Gospodarka, Nauka i Technologia.

Najnowsze

Olga Tokarczuk opowiada Polskę na nowo. Noblistka przypomina historię, która nie mieści się w narodowych mitach

Olga Tokarczuk opowiada Polskę na nowo. Noblistka przypomina historię, która nie mieści się w narodowych mitach

Olga Tokarczuk w swojej powieści „Świata jest za dużo” przedstawia skomplikowaną historię Dolnego Śląska po II wojnie światowej, gdzie obok siebie współżyli Polacy, Niemcy, Żydzi i inni. Powieść, wydana 14 października 2026 roku, porusza kwestie tożsamości narodowej i wielokulturowych doświadczeń ludzi zmuszonych do opuszczenia swoich domów. Tokarczuk zwraca uwagę na różnorodność historię i kultury Polski, krytykując uproszczone narracje o narodowej jednorodności. W obliczu współczesnych dyskusji o migracji i tożsamości, jej książka staje się ważnym głosem, przypominając, że historia nie dotyczy tylko państw, ale przede wszystkim ludzi.

PiS bronił TVP jak niepodległości. Dziś były prezes mówi o układzie i milionach złotych. Czego tak naprawdę bronili politycy?

PiS bronił TVP jak niepodległości. Dziś były prezes mówi o układzie i milionach złotych. Czego tak naprawdę bronili politycy?

W grudniu 2023 roku Jarosław Kaczyński i posłowie PiS, udając obrońców demokracji, zablokowali nową władzę i bronią TVP. A jednak ostatecznie były prezes telewizji zdradził nieprawidłowości finansowe i presję ze strony kontrahentów. TVP otrzymała miliardy z budżetu, ale czy służyły one publicznej misji, czy tylko partyjnym interesom? Z obawami o przyszłość telewizji, po 2026 roku pozostają pytania o odpowiedzialność za marnotrawstwo milionów. Wolność mediów nie może być zasłoną dla politycznych machinacji. Obywatele zasługują na przejrzystość, nie tylko protesty posłów.

Godność zamiast zależności od rodziny. Asystencja osobista przełomem dla osób z niepełnosprawnościami?

Godność zamiast zależności od rodziny. Asystencja osobista przełomem dla osób z niepełnosprawnościami?

Sejm zakończył prace nad ustawą o asystencji osobistej dla osób z niepełnosprawnościami, czekając na podpis prezydenta. Ustawa ma zapewnić pomoc w codziennym życiu, umożliwić wybór asystenta i finansowanie usług. System ma wspierać 100 tysięcy osób oraz ich rodziny, promując niezależność i aktywność zawodową.

Dlaczego Bogaci mogą płacić mniej podatków niż Biedni?

Dlaczego Bogaci mogą płacić mniej podatków niż Biedni?

System podatkowy w Polsce to jawna niesprawiedliwość. Zwykli pracownicy płacą ciężkie daniny, podczas gdy milionerzy korzystają z luk prawnych. Ministerstwo Finansów przyznaje, że bogatsi płacą mniej, co rodzi pytanie: dlaczego osoby zarabiające minimalną krajową powinny ponosić większe obciążenia niż ci na szczycie? Czas na sprawiedliwe reformy!

46,7 proc. Polaków popiera wykorzystywanie AI jako wsparcia dla lekarzy

46,7 proc. Polaków popiera wykorzystywanie AI jako wsparcia dla lekarzy

Blisko połowa Polaków popiera wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI) jako wsparcia dla lekarzy, wskazując na potrzebę efektywniejszej organizacji pracy w systemie ochrony zdrowia. W badaniach 46,7% dorosłych Polaków akceptuje AI w medycynie, a 30,6% się jej sprzeciwia, obawiając się sposobu wykorzystania technologii. Eksperci podkreślają, że AI ma wspierać lekarzy, a nie ich zastępować, co budzi nadzieję na lepszy dostęp do świadczeń. Wysoki odsetek osób niezdecydowanych może świadczyć o potrzebie wzrostu wiedzy na temat praktycznych zastosowań AI w medycynie.

Sprawdź również

Dlaczego Bogaci mogą płacić mniej podatków niż Biedni?

Dlaczego Bogaci mogą płacić mniej podatków niż Biedni?

Polska ma problem ze sprawiedliwością podatkową Pracownik zarabiający kilka tysięcy złotych miesięcznie nie ma wyboru — państwo regularnie pobiera z jego pensji podatki i składki. Tymczasem milionerzy, właściciele firm i osoby zarabiające na kapitale mogą korzystać z...