Wreszcie wyszło szydło z worka

13 cze 2016

Czyli, jak obecna władza bohatersko walczy o niższe pensje dla polskich pracowników.

Inaczej mówiąc, ujawniły się prawdziwe intencje i okazało się, jak wygląda rzeczywistość.
W propagandowych wypowiedziach nie brak zapewnień rządu, że jednym z jego podstawowych celów jest doprowadzić wynagrodzenia Polaków do unijnego poziomu.
Gdy jednak nadarzyła się okazja, by choć częściowo od słów przejść do czynów, władza zrobiła zwrot o 180 stopni. Zdecydowanie sprzeciwiła się wprowadzeniu dyrektywy Unii Europejskiej o pracownikach delegowanych.

Gdzie rząd PiS ma pracowników

Rząd pokazał tym samym, jak chroni biznesy pracodawców i lekceważy interes zwykłych ludzi.
W myśl projektu dyrektywy, pracownik wysłany do innego kraju UE powinien mieć prawo do takiego samego wynagrodzenia (wraz z wszystkimi jego składnikami) jak pracownik lokalny, a nie tylko do płacy minimalnej, jak jest obecnie. Na dodatek, gdy okres delegowania pracownika przekroczy 2 lata, powinien on być w pełni objęty przez prawo pracy kraju goszczącego.
Zdaniem rządu proponowane regulacje osłabią konkurencyjność naszych firm na wspólnym rynku i mogą przyczynić się do ich likwidacji.
Jak się łatwo domyśleć, przedsiębiorcy z przytupem przyklasnęli władzy za tą głęboką troskę o ich biznesy. Rzeczywiście, mają za co dziękować.

Zwyczajne okradanie

Sytuację Polaków oddelegowanych do pracy poza krajem dobrze oddaje jeden w wielu wpisów internetowych zamieszczony pod informacją o projekcie dyrektywy UE:
„Pracuję obecnie jako opiekunka w Niemczech i jestem za ustawą. Jestem zatrudniona przez polską firmę i moja płaca miesięczna to 4 dniówki niemieckiej opiekunki całodobowej!!!. Nie znaczy to jednak, że tyle płaci niemiecki podopieczny. Ja dostaję tylko 38 proc. z tego, co on płaci firmie mnie zatrudniającej. To jest świństwo, że polscy pracodawcy żerują na pracownikach. Najwyższy czas się o nas upomnieć. Szkoda tylko, że robi to UE”.
Polska wysyła najwięcej pracowników delegowanych ze wszystkich państw UE – 22,3 proc. ich ogólnej liczby (w 2014 r. było ich 1,9 mln). Najwięcej pracuje w sektorze budowlanym – 46,7 proc., przemyśle – 16,6 proc., edukacji, ochronie zdrowia i zajęciach socjalnych – 13,9 proc. Ponad połowa (56,8 proc.) pracuje w Niemczech, około 12 proc. we Francji, a blisko 10 proc. w Belgii. Średni czas oddelegowania to cztery miesiące. Wiele jest jednak przykładów, że poza krajem ludzie pracują latami.

Polscy przedsiębiorcy – krwiopijcy

Pracodawcy delegujący ludzi za granicę nie są biedakami. Wielu z nich to prawdziwi multimilionerzy. Mają oni jednak w zwyczaju podnosić lament zawsze, gdy ktoś chce im choć grosz wyrwać z portfela. Nie są rzadkością cwaniacy, którzy naginają prawo i wykorzystują ludzi jak niewolników. Wypłacają im od 30 do 50 proc. tego, co sami na nich zarobią.
Jakby tego im było mało, to jeszcze potrafią dawać do podpisu umowy o pracę, w których wykazują płacę w wysokości najniższej krajowej i od niej odprowadzają składki ZUS oraz podatek dochodowy.
To wszystko jednak nie przeszkadza rządowi. Zarówno pani premier, jak i jej ministrowie nie widzą powodu do ukrócenia tych praktyk.
Nieważne, że dzieje się to zarówno kosztem budżetu państwa, jak i całego społeczeństwa, które konsekwentnie spychane jest do poziomu taniej siły roboczej Trzeciego Świata.

WAŻNE

Rząd chce niższych płac
Zgodnie z obowiązującym prawem pracownik delegowany musi otrzymać wynagrodzenie w wysokości co najmniej płacy minimalnej kraju do którego został wysłany.
Projekt nowej dyrektywy UE zakłada, że za tę samą pracę w tym samym miejscu powinna obowiązywać ta sama płaca – a więc już nie będzie mogło być tak, że niektórzy otrzymają tylko płacę minimalną kraju w którym pracują.
Dyskusja w tej sprawie toczy się nie tylko forum Parlamentu Europejskiego lecz i w Polsce. Eurodeputowani SLD: Krystyna Łybacka, Bogusław Liberadzki i Janusz Zemke spotkali się w sprawie dyrektywy o pracownikach delegowanych z członkami zespołu Pracy Rady Dialogu OPZZ.
Podczas rozmowy europosłanka Krystyna Łybacka zaproponowała, by pracownicy delegowani z Polski nie od razu otrzymywali identyczną płacę jak pracownicy miejscowi, lecz zgłosiła propozycję stopniowego, na przykład w ciągu 10 lat, dochodzenia do zasady „ta sama płaca za tę samą pracę w tym samym miejscu”. Jej zdaniem należy też wprowadzić nadzór partnerów społecznych nad wdrażaniem tej zasady.
Obecny rząd jest w ogóle przeciwny, aby Polacy delegowani do pracy za granicę, otrzymywali tam płace nie mniejsze niż pracownicy miejscowi wykonujący te same zadania.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oświadczyło, że pracownicy delegowani z Polski są objęci tymi samymi przepisami, co pracownicy przyjmującego państwa członkowskiego, ale tylko w niektórych dziedzinach, takich jak zdrowie lub bezpieczeństwo.
„Pracodawca nie jest zobowiązany do zapłacenia pracownikowi delegowanemu więcej niż minimalna stawka wynagrodzenia ustalona przez kraj przyjmujący” – stwierdził resort rodziny.
A.D.

Najnowsze

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W...

Sprawdź również

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Prezes to ma klawe życie

Prezes to ma klawe życie

Najlepiej zarabiającym prezesem w historii III RP był Janusz Filipiak, prezes i współwłaściciel Comarchu, który w 2016 roku wypłacił sobie 11,6 miliona złotych, wyprzedzając Luigiego Lovagliego, najlepiej opłacanego Włocha w historii Polski, wtedy prezesa zarządu...

Podatkowy bumerang

Podatkowy bumerang

Z bumerangiem trzeba się obchodzić delikatnie. Jest to rzadka broń miotająca wielokrotnego użytku. Coś, co zostało miotnięte na polowaniu lub bitwie i nie trafiło w cel, zwykle uznawano za stracone. Bumerangi natomiast wracały, choć trzeba było zachować ostrożność, by...