
Minął już ponad tydzień kadencji nowego prezydenta. Karol Nawrocki zdążył przyjąć defiladę, nakrzyczał na zebranych w paru przemówieniach i zaprezentował się w roli wielkiego przyjaciela prezydenta Trumpa. Akurat to ostatnie, po spotkaniu na Alasce, pożytku mu nie przyniesie. Zatem co można o nowej sytuacji politycznej napisać?
Jest taki stary żołnierski dowcip. Jaki napis widzą poborowi na bramie koszar, jak ją przekraczają po raz pierwszy? Witamy Was! A co jest napisane na bramie od wewnątrz? Mamy Was!
Podobnie jest z Karolem Nawrockim. Jechał do parlamentu na zaprzysiężenie z hasłem – Polacy, witam Was! Jego wystąpienie po zaprzysiężeniu można podsumować jednym zdaniem – Polacy, mam Was!
Po raz pierwszy w historii III RP mamy prezydenta, który nawet nie udaje, że chce być prezydentem wszystkich Polaków. Nawet Andrzej Duda czasami próbował udawać, że jest prezydentem wszystkich Polaków. Karol Nawrocki od razu rozwiał wszystkie złudzenia. Oświadczył, iż wszystko, co zrobi, zrobi w imieniu narodu. Zapominał wszakże, że prawie połowa głosującego narodu nie widziała go na stanowisku prezydenta. Ten fakt zbytnio Nawrockiego nie interesuje.
Do kompletu należy dodać histeryczny wręcz entuzjazm po zwycięstwie wyborczym Nawrockiego, jaki opanował polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji. Nie ma już kłamstwa, którego nie mogą wygłosić bez mrugnięcia okiem. Prezes Kaczyński już nie prowadzi intelektualnej gry, podczas której śmieszy, tumani i przestrasza. Już tylko wywija kijem bejsbolowym i grozi zemstą.
Podsumowując, w obozie Karola Nawrockiego – Hulaj dusza bez kontusza!
W przeciwieństwie do nowego prezydenta, Donald Tusk otoczony jest przez ekipę gęgaczy. U Nawrockiego karne szeregi, ogarnięte chęcią odzyskania dobrze płatnych posad i niczym nieograniczonej władzy, nie zadają zbędnych pytań. Po stronie demokratycznej natomiast rej wodzą specjaliści od dzielenia włosa na czworo. Jak już nie mają, do czego się przyczepić, rytualnie krytykują błędną strategię informacyjną.
Donald Tusk jest teraz jak szeryf, grany przez Gary Coopera, z klasycznego westernu „W samo południe”. Musi się zmierzyć z bandytami. Wszyscy go poklepują i mu kibicują, ale nikt nie chce mu pomóc.
Na dokładkę Donald Tusk ma na pokładzie drugoplanowego statystę, który już niczego dobrego nie zagra, ale może zdemolować każdy dubel. Tym statystą jest Szymon Hołownia.
Dowodów na to nie mam, ale wieloletnie obserwowanie polityki od środka podpowiada mi, że Hołownia chce za wszelką cenę utrzymać się w gabinecie Marszałka Sejmu. W tym celu gotów był zaprzedać duszę prezesowi Kaczyńskiemu. Tyle tylko, że okazało się, iż marszałek Hołownia nie może liczyć, w tym zaprzedaniu, na poparcie większości parlamentarzystów Polski 2050.
W konsekwencji Jarosław Kaczyński stracił zainteresowanie do duszy Szymona Hołowni. Przynajmniej na razie.
Może zatem klamka już zapadła? Tylko z pozoru.
Pierwszy tydzień urzędowania nowego, kluczowego gracza na prawicy, czyli Karola Nawrockiego, pokazuje, że wbrew gromkim zapewnieniom gęgaczy, zatroskanych stanem rządzącej koalicji, nic nie jest rozstrzygnięte.
Wygląda na to, że w Pałacu Prezydenckim nie ma jakiegoś genialnego, precyzyjnego planu obalenia Donalda Tuska. Owszem, jest chciejstwo i myślenie życzeniowe, ale na tym koniec.
Prezydent Nawrocki wyżalił się publicznie, że premier Tusk mu nie pogratulował. Jego kanceliści nerwowo wydzwaniali do Waszyngtonu, aby prezydent Trump nie zapomniał o swoim fanie z Warszawy i wskazał go jako rozmówcę i partnera.
I na końcu Karol Nawrocki dał Donaldowi Tuskowi czekać na swoje przybycie na umówione spotkanie.
Te drobne, z pozoru, wydarzenia pokazują, że nowego szefa w Pałacu Prezydenckim i jego ekipę zjadają małe kompleksy i przemożna, nerwowa żądza zemsty.
W polityce takie zachowania bywają destrukcyjne dla tych, którzy nad nimi nie panują. Po drugiej stronie trzeba tylko zachować cierpliwość.









