Córka podwójności

3 mar 2021

We francuskim oryginale tytułu nie ma ani słowa „journal” (dziennik) ani innego bliskoznacznego, oznaczającego notatki, zapiski, diariusz. Jest to zresztą zgodne z materia tej książki – nie jest ona żadną miarą „dziennikiem”, mimo pojawiających się dat dziennych. To tytuł od polskiego wydawcy, na pewno znacznie bardziej intrygujący dla polskiego czytelnika niż symboliczno-poetycki tytuł oryginalny: „Mały, dobry żołnierzyk”, który zresztą został zachowany w roli podtytułu.

Nazwisko, które przyciąga na polskiej okładce nie jest nazwiskiem autorki, pisarki w Polsce mało znanej. Kluczowe nazwisko brzmi: François Mitterand (1916-1996). W czasie II wojny światowej skromny żołnierz Ruchu Oporu (Resistance) pod pseudonimem „Obywatel Morland”, jeden z historycznych przywódców francuskich socjalistów po wojnie, lewicowy prezydent Francji w latach 1981-1995 (jedyny lewicowy francuski prezydent do czasu wyboru jego imiennika Hollanda).
Za życia de Gaulle’a był jego jedynym poważnym rywalem na francuskiej scenie politycznej i nieomal zagroził jego ponownej elekcji w 1965 roku. Był postacią rodem jakby nie z XX, ale raczej wcześniejszych wieków, także wcześniejszych niż XIX.
Porównywany do wielkich intrygantów i graczy Historii, obwoływany uczniem Machiavellego, a z uwagi na tajemniczość w działaniu, która go charakteryzowała, nazywany też Sfinksem. Czas jego prezydentury nazywano „republikańską monarchią”, a satyrycy rysowali jego karykatury jako Ludwika XIV, Króla Słońce. Był socjalistą, ale nie miał w sobie nic z lewicowej siermiężności rodem z robotniczych tradycji socjalizmu i niebieskich bluz paryskiego ludu.
Miał maniery i dystans monarchy, a prostota jego obejścia była łaskawą prostotą wielkiego pana („le grand seigneur”).
Najbardziej może mógł budzić skojarzenia z politykami pokroju kardynałów Richelieu i Mazarina (od niego pochodzi imię jego córki, autorki). W życiu prywatnym wyrafinowany intelektualista, miłośnik książek i smakosz dobrej literatury (ulubionym jego pisarzem był wyrafinowany stylistycznie, elitarny Julien Gracq), koneser piękna, kobieciarz i człowiek o podwójnym życiu osobistym.
U schyłku jego epoki czynny był w Europie jeszcze tylko jeden polityk podobnego formatu i pokroju: zmarły niedawno rzymianin Giulio Andreotti.
Obaj byli politykami-pogrobowcami dawno minionej epoki politycznych herosów, wielkich indywidualności, wizjonerów, postaci jakby wziętych z bohaterskich poematów. Tuż przed nimi byli jeszcze de Gaulle i Churchill, po nich już tylko biurokraci i raczej nie za wielcy gracze. Bohaterska i epicka epoka w polityce skończyła się.
To tyle niezbędnego wstępu. Jak w to wszystko wpisuje się ze swoja książką jego nieślubna córka Mazarine, której „odkrycie” było – po prawdzie nie za wielkim – skandalem u schyłku prezydentury Mitteranda?
Mazarine Pingeot, pisarka, eseistka, wykładowczyni uniwersytecka na kartach owego „dziennika” rozlicza się ze swoją rolą „tajnej córki”, z wszystkimi psychicznymi, emocjonalnymi konsekwencjami i komplikacjami z tego wynikającymi.
Jej niby-dziennik, to raczej formułowane w formie mało zdyscyplinowanej narracyjnie zwierzenia, refleksje, impresje, dygresje, uwagi, oznaczone datami obejmującymi krótki okres od stycznia do maja 2012 (do zwycięstwa wyborczego François Hollande’a, którego wspierała w kampanii wyborczej i o czym sporo napisała). Dyskrecja, którą narzuciło jej życie w dzieciństwie i młodości odciska swoje piętno na tekście. Żadnych intymizmów, żadnych skarg, żadnych niedyskrecji obyczajowych, żadnych sensacyjek bulwarowych, żadnych nawet smaczków.
W gruncie rzeczy bardzo mało detali i faktów. Do drukowania w odcinkach w tabloidzie czy innym tytule popularnym tekst ten by się nie nadawał.
Mało tzw. „mięsa”, zwłaszcza – paradoksalnie – tam gdzie mowa o jej ojcu. Więcej jest go akurat tam, gdzie narracja schodzi na inne tematy. Dominują wyszukane konstrukcje myślowe, subiektywizmy nie zawsze łatwe do odczytania.
Dominuje wstrzemięźliwość. I dawka eksperymentu literackiego, może nawet ekstrawagancji stylistycznej: autorka zastosowała nie pierwszą osobę liczby pojedynczej, lecz… druga osobę liczby mnogiej, co uzasadnia potrzebą utrzymania odpowiedniego dystansu do zdarzeń.
W języku polskim brzmi to trochę obco, nie bez pewnej sztuczności.
W ogóle proza Mazarine jest bardzo francuska w swoim duchu i kształcie: bardzo abstrakcyjna, bardzo pojęciowa, bardzo wymyślona, mózgowa, daleka od anglosaskiej tradycji opartej na konkrecie materialnym. Słowa wielkiego uznania należą się tu wybitnemu dziennikarzowi, byłemu wieloletniemu korespondentowi PAP w Paryżu, znawcy problematyki francuskiej Andrzejowi Bilikowi, kilkakrotnemu rozmówcy Mitteranda, który w swoim przekładzie świetnie te właściwości prozy madame Mazarine oddał.
Osobiście lubię tego rodzaju literaturę, z jej leksykalnością, abstrakcyjnością, frazotwórstwem, obfitością słów bez wyraźnych desygnatów zamiast opisowego realizmu.
Czytałem zatem prozę Pingeot z satysfakcją, tym bardziej, że bardzo mało jest dziś w Polsce przekładów ze współczesnej literatury francuskiej. Aczkolwiek bardzo brak mi w tej książce portretu wielkiego ojca autorki, a choćby przynajmniej jakiegoś subiektywnego wzbogacenia jego wizerunku powszechnie znanego. Tego jednak tam nie znajdziemy, poza drobnymi okruchami. Przynajmniej jako pisarka Mazarine jest egotystką. To ona z jej duchowym wnętrzem jest bohaterką tego utworu – nie François Mitterand.
Mazarine Pingeot – „Dziennik córki François Mitteranda. Mały dobry żołnierzyk”, przekład Andrzej Bilik, ISBN 978-83-63773-30-4, str. 224, wyd. Emka, Warszawa 2013

Najnowsze

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...

Mit o pomaganiu

Mit o pomaganiu

Wczoraj pisałem o Łatwogangu, 251 mln zł zebranych dla dzieci chorujących onkologicznie, dziurze w NFZ, politykach ogrzewających się przy obywatelskiej mobilizacji, bogatych firmach, influencerach i konieczności patrzenia fundacjom na ręce. Dzisiaj chciałbym zejść na...