Kto zrekonstruuje premiera Tuska?

Fot. Centrum Informacji Sejmu / X

Powstał nowy-stary rząd. Zamiast mobilizacji wszystkich tych, którym nie w smak życie pod butem narodowo-prawicowej autokracji w demokratycznym kostiumie – mamy powrót zużytej, wyczerpanej formuły zderegulowanej przedsiębiorczości. Zapowiada się dalsza komercjalizacja sektora publicznego (czyt. wzrost efektywności usług). W sumie jedna kulawa noga dotychczasowego duopolu partyjnego stanie się za dwa lata kikutem. Jak przez ostatnie stulecia nie zmieni się jedno: kulturowy zaścianek na peryferiach globalnego kapitalizmu, skonfliktowany z sąsiadami i z sojusznikiem po drugiej stronie Atlantyku.

PiS utrzymuje stałe poparcie jednej trzeciej elektoratu. Bo rozwiązał problem biedy wielodzietnych rodzin. 500+, ulgi podatkowe i inne znieczulające pigułki pozwoliły przynajmniej osłodzić społeczne skutki radosnej neoliberalnej transformacji Leszka Augiusza Balcerowicza – przewodnika nadwiślańskich liberałów. PiS ograniczył też ubóstwo skrajne. I jak stwierdza badacz budżetów rodzinnych prof. Ryszard Szarfenberg, „Polska ma jeden z najhojniejszych systemów wsparcia rodzin na świecie” (Przegląd, 14–20.07.25).

Premiera cieszy wzrost PKB i wzrost dobrobytu mierzony jego wielkością na głowę mieszkańca kraju. Cóż z tego, skoro według siły nabywczej dochodów Polska plasuje się między Estonią a Rumunią. Do kieszeni bądź na konto bardziej lub mniej bogobojnego Polaka trafia 79% średniej unijnej, podczas gdy np. do sąsiada z Zachodu – 115%.

Premier upaja się wzrostem polskiego PKB, bo chyba nie wie, jak on powstaje. Jak myląca jest to miara, świadczy fakt, że mimo całkowitego wzrostu wartości produkcji i usług – aż 70% nowoczesnych produktów powstaje w filiach zagranicznych korporacji. I ta produkcja sytuuje nas na 20. miejscu, ale niewielki mają w tym udział rodzimi Janusze i Rafały biznesu. Konkretnie: cały polski bieda-biznes. Oparty on jest nadal na tradycyjnej technice, niskich kosztach pracy i niskich podatkach. To bowiem peryferyjna gospodarka montażu, logistyki, usług biznesowych i transportowych dla zachodnich korporacji.

Problem nr 1 dalszego rozwoju kraju to realizacja strategii reindustrializacji zacofanej technologicznie rodzimej gospodarki. To zadanie wymaga i powrotu sterującej roli państwa, i przemodelowania instytucji regulacyjnych, by mogły działać w skali kilku kadencji. Wymaga też koncentracji wydatków budżetowych, by wspierać wybrane prace badawczo-rozwojowe, wybrane sektory gospodarki, powstanie rodzimej globalnej korporacji.

Program taki opracował w kręgu Komitetu PAN Polska 2000+ prof. Andrzej Karpiński (zob. tegoż Jak wyjść z chaosu i bezwładu. Propozycja strategii oraz polityki przemysłowej dla Polski, Oficyna Wydawnicza SGH, 2023). Ale czy to zadania dla głównego księgowego kraju?

Na kłopoty menedżer. Kto objął funkcję ministra gospodarki i finansów? Specjalista obrotu kapitałem: zarządzający portfelami akcji, dealer i analityk tego rynku. Autor tzw. programu gospodarczego Platformy Obywatelskiej. Sam – poprzez milionowe oszczędności, także sporej grubości portfel „inwestycji” w akcje i obligacje, warte miliony, dwa mieszkania – sprzęgnięty jest z tą sfinansjeryzowaną wersją kapitalizmu, jaką znamy.

Nic zatem dziwnego, że jego ideologiczne credo brzmi: „Europa musi być potęgą gospodarczą, a nie regulacyjną”. Do tego prowadzą niskie ceny energii. W tym celu oczywiście potrzebujemy inwestycji z funduszy publicznych w transformację energetyki, w gazoporty, w morskie farmy wiatrowe; niech na przedsiębiorczych spłynie łaska kredytów bądź chociaż ich gwarancji, np. dla inwestycji w farmy wiatrowe na Bałtyku – jak dla Kulczykówny. Ale to byłoby za mało.

Dlatego trzeba jeszcze „zdecydowanej deregulacji oraz efektywnych rynków kapitałowych, zapewniających finansowanie europejskim firmom”. Jego szef zawierzył niemieckim ordoliberałom. Obaj zatem uważają, że rolę państwa wobec gospodarki można przyrównać do zadań sędziego na boisku – tylko ma egzekwować reguły gry. Wtedy wynik zależy od konkurujących ze sobą graczy – odpowiedzialnych, ubogaconych w duchu przedsiębiorczości i kreatywności.

Dla misjonarza neoliberalizmu przyroda, gospodarka realna i klasy pracownicze to tylko teren połowu rent dla posiadaczy kapitału pieniężnego. Dlatego według onzetowskiego raportu 62,5 mln ludzi (1,2% dorosłej populacji) posiada 47,8% zgromadzonego bogactwa: w sumie 221,7 bln dolarów. A 2,818 mld dorosłych (53,2% ludzkości) posiada zaledwie 5,0 bln, czyli 1,1% (UNRISD, Crises of Inequality, 2022).

Nic zatem dziwnego, że największa firma zarządzająca aktywami finansowymi – BlackRock – operuje aktywami, które już w 2021 r. przekroczyły 10 bilionów dolarów. Na rynku instrumentów pochodnych tylko do roku 2022 hulało 630 bilionów dolarów przy wynoszącym 110 bilionów światowym PKB. Ile przeszło przez pulpit rodzimego operatora tego strumienia dochodów z nieruchomości, z dywidend, z patentów, z tantiem, własności marek, aplikacji, licencji, prowizji – rentierów polskich i zagranicznych?

Wespół w zespół kapitaliści pieniężni, obsługujący ich ekonomiści bankowi, chroniące ich interesy marionetki polityczne w kraju i w UE, a także ochroniarze ideologiczni – wszyscy oni chcą podtrzymywać ruch kapitału. Najpierw były elektryki, teraz fotowoltaika i zbrojenia – wszystko po to, żeby ocalić europejski przemysł. Likwiduje go stopniowo chińska konkurencja, dzięki też silnemu państwu. Państwo chińskie finansuje bowiem inwestycje długoterminowe, podobnie jak w USA Pentagon czy DARPA.

Polskie państwo, żerując na strachu przed Rosją, przeznacza 20% swojego budżetu na wydatki zbrojeniowe. Jeden z przedstawicieli amerykańskiej soldateski zna nawet datę rosyjskiej inwazji na Europę. Dlatego wszyscy musimy znów pożyczyć 500 mld złotych, żeby spłacać obecne i wcześniej zaciągnięte pożyczki. Kto zatrzyma to szaleństwo!

Liberalnych populistów martwią trochę masowe migracje. Ale strach ustępuje, kiedy można ich zaprząc w jarzmo taniej pracy. Nie przejmują się klęskami żywiołowymi wskutek katastrofy klimatycznej. Do rywalizacji o węglowodory i minerały z pewną taką nieśmiałością włączą arsenał NATO. Ale bez obłożenia wielkich korporacji podatkami, bez inwestycji w nowoczesne gałęzie (także pod względem energetyczno-materiałowym) – Polskę dotknie przypadłość globalnego Południa. Wówczas, podobnie jak w Afryce, może kilkadziesiąt (bywa że nawet 40%) majątku narodowego wyemigruje za granicę: do Luksemburga, do Szwajcarii, na Maltę, a nawet do Nowej Kaledonii.

Stracona szansa? PiS zyskał trwałe poparcie uboższych klas i stanów społecznych dzięki poprawie sytuacji materialnej rodzin. Chociaż dzieci przybywa coraz mniej. Rządząca koalicja miałaby szansę dokonania istotnej poprawy sytuacji życiowej ogromnej większości polskiego społeczeństwa. Byłoby to możliwe, gdyby przeprowadziła udaną reformę systemu ochrony zdrowia.

Sekretarzem stanu w resorcie zdrowia jest/był lekarz Wojciech Konieczny, wcześniej od 2013 r. dyrektor Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie. Opowiada się on za finansowaniem hybrydowym, łączącym system składkowy z rosnącym udziałem budżetu państwa. Chodzi o to, by zlikwidować patologię związaną z komercjalizacją usług publicznych. Prowadzi do niej zatarcie granic między sektorem publicznym a żerującymi na nim firmami prywatnymi. Ich powołaniem jest przecież zysk.

W USA, mimo wydatków sięgających 17% PKB, miliony Amerykanów chorują jak przed wiekami. Nawet szeptucha Mentzena im nie może pomóc. Firmy prywatne przechwytują część funduszy publicznych na zyski dla swoich właścicieli czy udziałowców. Dlatego w systemie ochrony zdrowia należałoby oddzielić firmy z kapitałem prywatnym od sektora publicznego. Chodzi o to, by „środki publiczne były kierowane na świadczenie usług, a nie na budowanie prywatnych podmiotów. One powinny rozwijać się samodzielnie. Kontrolę nad funkcjonowaniem tych obszarów powinny spełniać rządowe regulacje rynku” (W. Żółtkowski, Program gospodarczy socjaldemokracji, www.pokolenia.eu).

Także pracownik w systemie ochrony zdrowia powinien wybrać sektor swojego zatrudnienia. W przeciwnym wypadku wspólne wcześniej zasoby powiększają dochody rentierów.

I kto objął tak obecnie ważną funkcję Ministra Zdrowia? Znów doświadczona menedżerka w dziedzinie uzdrawiania szpitali: ich oddłużania, „skutecznej restrukturyzacji”, prezeska jednej z największych samorządowych spółek medycznych – Szpitali Pomorskich Sp. z o.o. w Gdyni. Przekształciła m.in. szpitale marszałkowskie w spółki prawa handlowego. Jaki będzie ciąg dalszy?

„Dajcie im parlament, a banki zachowajcie dla siebie”. To hasło europejskich kolonistów sprawdziło się w byłych demoludach. Demokracja wyborcza, telemeledemokracja, umożliwiła przechwycenie aparatu państwa, jego funduszy i mocy prawa przez różnych techników władzy: wiecowych stand-uperów, łowców posad, operatorów stadnych emocji.

Żerują oni najpierw na mitach, stereotypach, braku wiedzy o tym, jak funkcjonuje System. Umiejętnie konstruują mało mające wspólnego z rzeczywistością tzw. narracje: o pożądających socjal uchodźcach, o żądnym ziemi i krwi Putinie, o dobrym Wuju Samie, o cudach nowych technologii, obecnie AI. To im zapewnia niezłą fuchę.

Można być młodzieżą partyjną, potem przejść kurs liderów politycznych – i objąć kierowniczą funkcję bez żadnego doświadczenia w ważnej dziedzinie dla przyszłości, jak mówią politycy – OJCZYZNY. Obywatel wtedy musi się porywać z Motyką na Księżyc. Wszystko wskazuje, że nie będą to odległości, które ojczyzna zafundowała za miliardy złotych polskiemu kosmonaucie. Za kilka dekad Księżyc będziemy mieli w zasięgu wzroku.

Tadeusz Klementewicz

(ur. 1949) – polski politolog, profesor nauk społecznych, wykładowca na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalista w zakresie teorii polityki i metodologii nauk społecznych. https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Klementewicz

Poprzedni

Granica rozsądku

Następny

My wszyscy zwierzęta