My wszyscy zwierzęta

26 lip 2025

Nawet mi już nie podskakuje zbytnio ciśnienie, kiedy dowiaduję się o kolejnym przypadku dręczenia zwierząt – a to ktoś wyjechał na wakacje, a w mieszkaniu zamknął psy, a to ktoś ciągnął psa na lince za samochodem. Nie dociekam, też co ci ludzie mieli w głowach, bo i po co? Ani to mnie nie zmieni, ani nie zmieni ich.

W gruncie rzeczy zdaje mi się, że błąd, który popełnialiśmy, który ja popełniałam, to doszukiwanie się w zwierzętach cech ludzkich, antropomorfizowanie zwierząt jak to mądrze piszą sprawiło, że sami zapomnieliśmy, że w końcu też jesteśmy zwierzętami. Znajdźmy więc zwierzę w sobie i może lepiej będzie się nam żyło.

O tym, że absolutnie wykluczam możliwość kochania zwierząt, kiedy jednocześnie nienawidzi się ludzi – o tym pisała już nie raz, nie dwa.

Zawsze lekko mnie mdli, kiedy czytam ten cały prasowo-internetowy wyrzyg, o tym jak należy krzyżować domniemanych krzywdzicieli zwierząt, zaostrzyć prawo dotyczące ochrony zwierząt, a wszystkich aktywistów pro-zwierzęcych umieścić żywcem na ołtarzach.

Umyka w tym, a właściwie jest „zaszczekiwana” podszewka aktywizmu. I piszę to z trudem, jako były aktywista pro-zwierzęcy, a nawet – kiedyś – posiadacz uprawnień inspektora pro-zwierzęcego.

Jasne, powinnam przewidzieć, że kiedy pojawia się szansa na hajs, a marginalne zjawisko pomagania zwierzętom wchodzi na salony, to piękna idea idzie się jebać. Ale całe lata mijają nim człowiek sam to przed sobą przyzna, kolejne nim ośmieli się to powiedzieć głośno, narażając się na ryzyko zadziobania przez grupę.

Nikt nie lubi przeżywać rozczarowań ani zawodów, sęk w tym, że wypieranie bolesnych faktów sprawia, iż zaczyna szerzyć się najpierw społeczna, a dalej prawna wolnoamerykanka.

Sprawa reformy ustawy o ochronie zwierząt pojawia się i znika, pojawia się i znika… Od kilku lat. Mówiono o tym, ale raczej w kręgach politycznych, że ustawa chroni wielkie przedsiębiorstwa drobiarskie, które sponsorują prawicę. I stąd zmiany w ustawie uwalono.

Ale uwalone zmiany miały przede wszystkim rozszerzać kompetencje aktywistów – do działania. I tzw. walką ze złem. Kłopot w tym, że ja w Polsce średnio widzę – czy przed ewentualnym rozszerzeniem praw do działania aktywistów czy po nim – ludzi, którzy forsują bramy zakładów mięsnych, aby nagłośnić ewentualne nadużycia przemysłowych rzeźników.

W sumie to nikt nie chce dostać pałą od ochroniarza, w nos od robotnika, któremu grozi utrata pracy po zamknięciu niehumanitarnej, a prędkiej linii produkcyjnej. I jeszcze – w ramach bonusa od życia – może mieć zadymę w prokuraturze lub na policji.

Znacznie łatwiej jest dokonywać inspekcji na terenach prywatnych, a nie – przemysłowych (upraszczam w tym sensie, że to też teren prywatny, ale wiecie, o co mi chodzi…). Przy okazji zauważcie, że nikt nie kwapi się zbytnio do walki z grupami organizującymi walki psów – w końcu, kto chciałby nadepnąć na stopę mafii…

Jeśli efektem tych kontroli na posesjach prywatnych jest realna pomoc zwierzętom czyli przechwycenia pseudohodowli, uwalnianie biednych psów z łańcuchów wrzynających im się w gardło, ewakuowanie żywych zwierzęcych szkieletów czy psów przymarzniętych zimą do gruntów – to chwała wam aktywiści. Moje serce z wami.

Ale przecież wszyscy wiemy, że tak jak rośnie świadomość, co zwierzakowi zrobić można, a czego nie wolno, tak jak rośnie świadomość, że zwierzę odczuwa ból i cierpienie, to i przybywa fundacji, stowarzyszeń, domów tymczasowych, stare twory się degenerują a hajsu – brakuje.

Tym samym zaczyna się polowanie na skórkę, za którą idą owe pieniądze. Jakąkolwiek skórkę. I jakiekolwiek pieniądze – od gminy czy z prywatnych zbiórek. Do tego wszystkiego posiadanie zwierzaka staje się w rękach społecznej patoli wytrychem do ludzkiej prywatności.

Sąsiedzi was nie lubią, albo chcą się pozbyć? Tak jak dawniej pisano donosy do skarbówki, teraz pisze się donosy do organizacji pro zwierzęcych. Ani się zdążycie zorientować już wam wywożą wypasionego, zadbanego psa, a wy tłumaczycie się na psiarni.

Nieprzypadkowo podejrzanie wiele interwencji czy raczej „interwencji” dotka psów rasowych. Zawiść. A zdaje mi się, że i wiejski kundel włóczykij, wolałby być dokarmiany, nawet niż go coś boli i strzyka, niż zostać zgarnięty z znanego, wiejskiego traktu, tylko po to, aby – dla jego dobra rzecz jasna – można go było prędko poddać eutanazji.

Mogłabym godzinami pisać o programach dokarmiania dzikich kotów, które zamieniły się w plagę sterylizacji i odławiania. O dramacie kocic, które raz po raz są otwierane, bo nikt nie oznaczył, że już były wysterylizowane.

O masowym zabierania kocich dzikusów, aby gniły w przeładowanych schroniskach. W schroniskach gdzie w najlepsze szaleją choroby zakaźne, a i tak bierze się i bierze nowe skórki. I jak przeżyją pakuje do domów tymczasowych, gdzie może intencja pomocy jest, ale i wiedza jest żadna.

O fundacjach, które nie uśpią rasowej kotki z Ukrainy z guzem mózgu, bo na nią leci hajs, za to zabiją w cholerę kociąt i to tych, które już przejrzały na oczy – bo inwestują w kota zombie.

O fundacjach czy stowarzyszeniach, które łapią zwierzęta kalekie – bez łapki, bez oczka, neurologiczne, czy nosicieli kociej białaczki – po to żeby hajs leciał. Cóż z tego, że kot z białaczką miesiącami jest trzymany w piwnicy, a neurologicznie obciążone kocięta nie mają nie tylko oficjalnej diagnozy, niezbędnego wspomagania witaminowego B12, ale nawet założonej książeczki zdrowia.

Wysyłacie frajerzy jedzenie, podkłady, suplementy i forsę… Żeby się przez chwilę lepiej poczuć, a patola rośnie. A zwierzęta – umierają.

Bo w końcu, jaki inspektor sprawdzi no tych – inspektorów? To oni z bandą nieszczęśliwych sfrustrowanych ludzi i inceli dzierżą tubę propagandową – huzia na Józia.

Powiedz coś o prawie do własności, do prywatności, do tego, żeby ta ustawa jednak miała jakieś wykonawcze ręce i nogi – i leżysz panie i kwiczysz.

Nieprzypadkowo do Rzecznika Praw Obywatelskich ludzie listy piszą. I RPO próbuje coś z tym wszystkim zrobić, jednocześnie nie wychodząc na tzw. chuja. I zadowalając obie strony.

Tylko zwierzaki – milczą. A patola rośnie i ma się dobrze.

„Upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej będzie musiał wykonywać swoje zadania w sposób zapewniający jego odróżnienie od instytucji państwowych i samorządowych. Regulacja ta ma na celu eliminację przypadków upodabniania się tych osób, poprzez stosowane nazwy, tytuły czy stroje, np. do przedstawicieli służb, inspekcji lub straży. Podczas interwencyjnych odbiorów zwierząt osoby legitymujące się jako >>inspektor ochrony zwierząt<<, >>komendant straży<<, czy >>komendant główny<<, ubrane w różnego rodzaju paramilitarne uniformy (czasem z pagonami), wywierają psychologiczny nacisk na właścicieli lub opiekunów zwierząt, sugerując swoim wyglądem i sposobem zachowania, a także poprzez posługiwanie się dokumentami imitującymi swoją formą i treścią akty administracyjne, posiadanie uprawnień funkcjonariuszy publicznych z prawem wstępu na teren prywatnej nieruchomości, kontroli warunków utrzymywania zwierząt, czy wydawania nakazów poprawy tych warunków. Takie praktyki organizacji społecznych istotnie utrudniają ustalenie czy interwencji dokonuje podmiot państwowy czy jedynie stowarzyszenie mające w swojej nazwie >>straż<< czy >>inspektorat<<. Należy mieć na uwadze, że interwencje tych organizacji często dotyczą osób starszych czy nieporadnych życiowo, nieświadomych, że zwierzę jest im odbierane nie przez funkcjonariusza służb państwowych, a przez wolontariusza organizacji społecznej. Osoba, wobec której podejmowana jest interwencja nie może być wprowadzana w błąd. Także tutaj przewidziano sankcję w postaci kary grzywny.”

– Odpowiada logicznie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi (zapytanie o projekcie zmian w ustawie) RPO, ale hejt się leje, bo jesteśmy w maju 2023 roku, więc przyjmujemy, że oto rządzi formacja niesłuszna…

A tymczasem ktoś zajebuje znowu stareńkiej babci jeszcze starszego psiaka, bo babcia karmiła go żarciem z Biedronki, a wiadomo, że liczą się tylko karmy luksusowe.

Inny pies jest chudy, bo po prosty stary, to innemu dziadkowi się go zapierdala.

Jeszcze innemu się psa zapierdala, bo nie chce poddać go gówno dającej operacji albo po równo – chemioterapii, tylko trzyma go na opiece paliatywnej. A wiadomo – walczymy do końca, nawet jeśli byłaby to walka zupełnie jałowa, a psu należałaby się spokojna śmierć na własnej poduszce zamiast męka pozabiegowa, albo wycieczki turystyczne 500 kilometrów od domu, od pańci, na której twarz patrzy jakieś 18 lat.

Nie! Aktywistka inspektorka, albo domorosły moralista aktywista, któremu w życiu nie poszło – oni mają rację… I już stoją na progu waszego domu…

Fakt – pragmatyzmu do ustawy nikt nie jest władny wpisać. Bo zawsze musi pozostać pole do interpretacji. Nie tyle powinno, co musi.

I jedno, co można to zastanowić się czy interpretując – powinniśmy być ludźmi czy zwierzętami?

Cóż, jak czytam lub z pierwszej ręki widzę te skurwysyństwa popełniane z okrzykiem miłości do futrzaków na ustach, bo jednak budzi się we mnie wkurwiony goryl. Albo orangutan, który walczy z koparką, tratującą mu siedlisko, niszczącą dom i rodzinę, bo ktoś musi zarobić na batonach, którego składnikiem jest olej palmowy.

A palmy mają zająć miejsce orangutanów.

Słodko wam? Mnie – nie. Mnie jest całkiem do dupy.

Najnowsze

Ponad połowa Polaków negatywnie ocenia bezpieczeństwo polskich szkołach.

Ponad połowa Polaków negatywnie ocenia bezpieczeństwo polskich szkołach.

Ponad połowa Polaków dostrzega fatalny stan bezpieczeństwa w naszych szkołach. 54,4% ankietowanych uważa, że uczniowie są narażeni na agresję i przemoc, co wywołuje alarmujące pytania o efektywność interwencji. Statystyki mogą być mylące – niska liczba zgłoszeń nie jest dowodem bezpieczeństwa, a luki w ochronie wywołują coraz większy niepokój. Co gorsza, szkoły często reagują dopiero na widoczne szkody, ignorując wcześniejsze sygnały. Bez wsparcia z wyższych szczebli administracji, nasze dzieci dalej będą narażone na ryzyko, a dyrektorzy stracą zaufanie do systemu. Jak długo jeszcze będziemy milczeć?

3 listopada Ameryka rozliczy Trumpa. Miliardy dolarów w kampanii, a zwykli ludzie liczą rachunki

3 listopada Ameryka rozliczy Trumpa. Miliardy dolarów w kampanii, a zwykli ludzie liczą rachunki

3 listopada Amerykanie staną przed kluczowym wyborem, który określi przyszłość Kongresu. Trump intensyfikuje kampanię, ale coraz więcej obywateli ma tego dość – rosnące koszty życia ich przytłaczają. Miliarderzy, jak Musk, bombardują politykę pieniędzmi, a elity odwracają wzrok od realnych problemów zwykłych ludzi. To są wybory o wszystko!

Prezydent a Trybunał: Konflikt o Ślubowania Sędziów

Prezydent a Trybunał: Konflikt o Ślubowania Sędziów

🔥 NAWROCKI PONAD KONSTYTUCJĄ? KOMISJA WENECKA MÓWI: DOŚĆ!

Czy prezydent Polski może wybierać sobie, których sędziów uzna, a których zablokuje? Czy Pałac Prezydencki stał się ważniejszy od Sejmu i Konstytucji?

⚖️ Komisja Wenecka postawiła sprawę jasno: prezydent nie może samowolnie blokować ślubowania sędziów wybranych przez parlament!

A jeśli odmawia? Ślubowanie powinno móc zostać złożone nawet bez jego fizycznej obecności.

Najpierw Andrzej Duda, teraz Karol Nawrocki. Ponad 10 lat politycznej wojny o Trybunał Konstytucyjny. Zmieniają się nazwiska, ale mechanizm blokowania państwa pozostaje.

❗ Tylko kto za to płaci?
Nie politycy. Nie partyjne centrale.
łacą obywatele, którzy potrzebują niezależnych sądów, ochrony praw pracowniczych, emerytur i zabezpieczenia przed nadużyciami władzy.
A obecny rząd? Obiecywał przywrócenie praworządności. Dlaczego więc kryzys wciąż trwa?

🔴 W TRYBUNA.INFO pytamy wprost: czy Polska jest państwem prawa, czy państwem polityków, którzy traktują Konstytucję jak przeszkodę?

👉 Przeczytaj nasz artykuł.

Pokazujemy, co naprawdę oznacza decyzja Komisji Weneckiej i dlaczego ten spór dotyczy każdego z nas.**

👇 **LINK DO ARTYKUŁU W KOMENTARZU**

#TrybunaInfo #Nawrocki #KomisjaWenecka #TrybunałKonstytucyjny #Konstytucja #Praworządność #Polska #Demokracja

Sprawdź również

Od PRL do epoki sztucznej inteligencji.

Od PRL do epoki sztucznej inteligencji.

Państwo oddało gospodarkę w prywatne ręce, ale biurokracja nadal kosztuje miliardy W 1989 roku w polskiej administracji pracowało około 162 tys. osób. W 2024 roku administracja państwowa i samorządowa liczyła już blisko 446 tys. etatów. W PRL państwo kontrolowało...

11,5 tys. dolarów za SOR .

11,5 tys. dolarów za SOR .

Konfederacja proponuje podobny kierunek zmian — i tu zaczyna się problem cen Pięć godzin z dzieckiem na SOR-ze i rachunek na 11 577 dolarów. Ubezpieczenie pokryło część kosztów, ale rodzinie zostało około 3,5 tys. dolarów do zapłaty. To wydarzyło się w Stanach...