Neoliberalna degeneracja człowieczeństwa

George Grosz, Pogrzeb (The Funeral), 1917–1918, fragment.

Zarys historyczny:

Chodzi, naturalnie, o tę część ludzkości, która znajdowała się najpierw pod przemożnym wpływem liberalizmu, a następnie cierpi wskutek neoliberalizmu. Jesteśmy obecnie świadkami bezprecedensowych przeobrażeń oblicza Ziemi, bowiem rodzi się nowy (zapewne dużo lepszy?) wielobiegunowy, pokojowy i sprawiedliwy ład międzynarodowy. Kolejne wielkie kryzysy ekonomiczno-finansowe z przełomu pierwszego, drugiego (i trzeciego?) dziesięciolecia XXI wieku odegrały i odgrywać będą rolę bardzo silnego katalizatora w zakresie bezprecedensowych przemian jakościowych, systemowych oraz strukturalnych w ramach globalnej konfiguracji sił politycznych, strategicznych, społecznych i gospodarczych. To dopiero początek, niejako wstępny etap, doniosłego procesu dziejowego – nie mającego precedensu w całej historii naszej nieludzkiej cywilizacji. Niniejsze opracowanie obejmuje trochę prehistorii i głównie okres od zakończenia II wojny światowej (czyli od zawarcia tzw. „zmowy” jałtańsko-poczdamskiej); a następnie – od przełamania przez ZSRR, w 1949 r., monopolu atomowego USA (to początek „I zimnej wojny”), aż do dnia dzisiejszego oraz – perspektywicznie – do roku 2035. Przedstawiam Szanownym Czytelnikom burzliwą ewolucję sytuacji światowej pod wpływem neoliberalizmu i jego rywalizacji z głównym ówczesnym rywalem – sowietyzmem, a następnie z imperializmem rosyjskim oraz bardzo negatywne dla człowieczeństwa konsekwencje tej rywalizacji. Ww. „zmowa” usankcjonowała dwubiegunowy układ sił na świecie, który dominował przez większość analizowanego okresu. Ten dosyć dziwaczny układ określany był rozmaicie i ramowo, najczęściej, jako przeciwstawienie: „komunizm – kapitalizm”, „Wschód – Zachód”, czy też – w węższym zakresie – „Układ Warszawski – NATO” oraz „Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej – Unia Europejska”.

Najpierw uzgodnijmy definicje: liberalizm to, w teorii, filozofia polityczno-społeczna głosząca następujące reguły: wolność i dowolność obywateli, prawa i swobody człowieka, „demokracja”, wolny rynek, własność prywatna, indywidualizm a nie kolektywizm, własność prywatna itp. Można wyodrębnić dwie kategorie liberalizmu – klasyczną i nowoczesną. Pierwsza z nich zakłada, dodatkowo, następujące normy: ww. wolny rynek, leseferyzm gospodarczy (laissez-faire = przyzwolenie), swobody obywatelskie, państwo prawa, autonomia osobista, ograniczenie kompetencji państwa, wolność słowa, polityki i gospodarki. Klasyczni liberałowie uważają, ponadto, że w gospodarce powinny współgrać pomiędzy sobą siły podaży i popytu, zaś interwencjonizm państwowy powinien zostać wyeliminowany, a potrzeby obywateli muszą być uwzględniane i zaspokajane w maksymalnie możliwym stopniu. W Stanach Zjednoczonych i w innych państwach Globalnego Zachodu i Globalnej Północy liberałowie i obecni neoliberałowie są również zwolennikami: małżeństw pomiędzy osobnikami tej samej płci, przestrzegania praw obywateli zmieniających płeć (transgender people) oraz wolności słowa, mediów i religii. Natomiast nowocześni (modernistyczni) liberałowie odrzucają koncepcje demokracji społecznej (obywatelskiej czyli social democracy) oraz państwa dobrobytu (welfare state). Gospodarka Singapuru uważana jest za najbardziej wolną w skali światowej.

Praojcem liberalizmu, jeszcze z czasów Oświecenia (!), uznawany był John Locke (1632 r.-1704 r.) brytyjski filozof i lekarz. Zaś w naszych czasach głównymi promotorami analizowanych koncepcji są m.in. wybitni myśliciele: Francis Fukuyama (USA, Japonia), Amartya Sen (Indie) i Hernando de Soto (Peru). Tymczasem, już na początku XX wieku pojawiła się formuła neoliberalizmu promująca kapitalistyczną gospodarkę wolnorynkową oraz postulująca: totalną liberalizację gospodarczą, prywatyzację wszelakich podmiotów, wolny handel, uwzględnianie gustów oraz potrzeb konsumentów, uelastycznienie rynku pracy, globalizację gospodarczą, monetaryzm, ograniczenie systemu kontroli cen w gospodarce, deregulację rynku kapitałowego, obniżenie barier w handlu, ograniczenie wydatków państwowych, głębokie reformy rynkowe, zmniejszenie interwencjonizmu państwowego, m.in. poprzez prywatyzacje i oszczędności. W teorii ww. oraz inne koncepcje liberalne i neoliberalne mogą wydawać się wręcz jako tako interesujące, a nawet tu i ówdzie pożyteczne; natomiast ich realizacja praktyczna przynosi ludzkości gorzkie i niestrawne owoce, jak np. nieustające kryzysy finansowe i społeczno-gospodarcze, wojny, terroryzm, głębokie dysproporcje rozwojowe i zwiększające się napięcie w stosunkach międzynarodowych. Doświadczamy tego obecnie na własnej skórze. Co gorsza, koncepcje te nie zdały nawet egzaminu w ich ojczyźnie – w USA oraz w innych państwach Globalnego Zachodu i Globalnej Północy, łącznie z UE (np. Niemcy, Francja, Hiszpania, W. Brytania, Polska i in.). Słowem, liberalizm oraz, w szczególności, jego następca neoliberalizm, okazały się jednym ogromnym i bardzo kosztownym niewypałem systemowo-cywilizacyjnym, który, jak najszybciej, powinien znaleźć się na „śmietniku historii”. Ale monstrualnych strat i krzywd doznanych z ich powodu przez całe człowieczeństwo już chyba nikt i nic nie zdoła mu powetować?! Zobaczmy więc, jak wygląda „spadek” po obydwu ww. liberalizmach.

Ww. niefortunnej dwubiegunowości towarzyszyła, w kategoriach geopolitycznych, tzw. „równowaga strachu” oraz intensywny wyścig zbrojeń – również w kosmosie, w zakresie broni masowej zagłady oraz najnowszych technologii służących zabijaniu i niszczeniu. W świetle tego, swoistym wręcz trudno wytłumaczalnym paradoksem historii w dwubiegunowym układzie pojałtańskim był fakt, iż – mimo kilku bardzo groźnych sytuacji wybuchowych (np. kryzys koreański, berliński, indochiński, bliskowschodni, bałkański, środkowoafrykański i wiele innych) oraz „zimnej wojny”, ostrej rywalizacji i wrogości między obydwoma „blokami” – przez prawie pół wieku, nie doszło jednak do wybuchu III wojny światowej, choć pomniejszych wojenek regionalnych typu ukraińskiego oraz palestyńskiego nie brakuje. Przypisuje się to efektowi „równowagi strachu” oraz obawom każdego z obydwu głównych biegunów („bloków”), iż może zostać on zdruzgotany przez oponenta posiadającego zdolność zadania niszczycielskiego, nawet nuklearnego, czy kosmicznego ciosu odwetowego lub wyprzedzającego uderzenie przeciwnika. Pozytywną rolę w niedopuszczeniu do III wojny światowej odegrało też wówczas wydatne zmniejszenie napięcia międzynarodowego w latach 70-tych (tzw. odprężenie) oraz nadspodziewanie spokojne rozwiązanie systemu dwubiegunowego, szczególnie bezkonfliktowe zjednoczenie Niemiec (upadek „muru berlińskiego”, w 1989 r.) oraz relatywnie bezkolizyjny rozpad Związku Radzieckiego, w 1991 r. [1]. Faktem jest jednocześnie, iż szaleńczy wyścig zbrojeń i „równowaga strachu” doszła już dawno do swego absurdalnego apogeum, bowiem na Ziemi zgromadzono tak ogromne zapasy broni konwencjonalnych, a także niekonwencjonalnych środków masowej zagłady, że wystarczyłyby one nie tylko na jednokrotne, ale na wielokrotne zniszczenie życia na naszej planecie – raz na zawsze!

To stanowi najbardziej wymowne świadectwo brutalnej prawdy, iż każdy z dotychczasowych globalnych systemów postjałtańskich: dwubiegunowy czy – jego następca – jednobiegunowy (USA) oraz system neoliberalny był nonsensowny, irracjonalny, bezproduktywny oraz sprzeczny z fundamentalnymi wymaganiami i interesami ludzkości oraz z potrzebami jej normalnego, zrównoważonego i efektywnego rozwoju społeczno – gospodarczego. Najlepszym dowodem niezmiernej szkodliwości i debilizmu owych systemów jest fakt, iż nie wytrzymały one próby czasu i upadły. Teraz przyszła kolej na neoliberalizm. Jednak, w wyniku istnienia oraz funkcjonowania niewydolnych systemów, zmarnowane zostały bezpowrotnie niepowtarzalne szanse postępu i olbrzymie środki (np. na wyścig zbrojeń), które można by było przeznaczyć na cele rozwojowe (np. na zmniejszenie przepaści między bogatymi i biednymi). Ten stan rzeczy i jego skutki stanowią o wielkiej tragedii we współczesnej ewolucji rodzaju ludzkiego, który kroczył i nadal jeszcze kroczy nie w tę stronę, w którą należałoby zmierzać, aby uniknąć stoczenia się w przepaść! Jednak, nawet u swego szczytu – system dwubiegunowy nie był dokładnie takim właśnie, w sensie stricto; a to z wielu poważnych względów. Pierwszym z nich było równoczesne funkcjonowanie Ruchu państw niezaangażowanych, istniejącego, zresztą, do dziś i to z dużym powodzeniem.

Jeszcze w czasach dwubiegunowości, pojawiły się też pierwsze symptomy powstawania na świecie rzeczywistego kolejnego oraz mocnego bieguna – Chin Ludowych. To wielkie mocarstwo stanowi dziś drugi (a niedługo – pierwszy) realny, silny, pokojowy i solidny biegun, wokół którego budowany jest innowacyjny, wielobiegunowy (multilateralny) ład i system stosunków oraz sił światowych. Jednak na początku drugiego dziesięciolecia XXI wieku, świat znalazł się w bardzo niebezpiecznej i konfliktogennej „próżni systemowej” – między upadłym układem jednobiegunowym a nadchodzącym systemem wielobiegunowym, który dopiero się tworzy. Obecnie istniejący nieład czy „system” (a de facto – anty system) to brak optymalnego porządku w łonie stosunków i sił międzynarodowych. W żywotnym interesie wszystkich państw i narodów świata leży skrócenie do maksymalnego minimum czasu trwania wspomnianej próżni. Za koniec układu jednobiegunowego (supremacja i hegemonizm USA) uważa się rok 2009: tzn. objęcie władzy przez Prezydenta Baracka Obamę i kulminacja kryzysu gospodarczo- finansowego w USA (a następnie na całym świecie).

W końcu maja 2010 r., nowy rząd amerykański (Barack Obama + Hillary Clinton) przyjął dokument ws. bezpieczeństwa narodowego, pn. „Global Trends 2020”, w którym przyznał, po raz pierwszy, iż USA nie panują już samodzielnie nad światem i nie kontrolują jego ewolucji, która zmierza w kierunku wielobiegunowości. Za głównych partnerów USA w tej mierze uznano: Chiny, Indie i Rosję. System jednobiegunowy trwał więc krótko: zaledwie 17 lat – od podpisania umowy o rozwiązaniu ZSRR (8 grudnia 1991 r.); ale Ameryce nie udało się jednak narzucić światu swojej pseudo „demokracji”, swego neoliberalnego modelu rozwojowego i swej pretensjonalnej, samozwańczej dominacji i supremacji. Zniknęły stare podziały (Wschód – Zachód; „komunizm” – kapitalizm i in.), ale utrzymuje się nadal enigmatyczna klasyfikacja w rodzaju: Północ (bogata) – Południe (biedne), czy kraje rozwinięte (23 Industrialized Nations, w tym USA i Eurozone), kraje rozwijające się (62 Emerging Nations, w tym Polska). Pozostałe państwa znajdują się w jakiejś strefie nijakości, ni to rozwinięte, ni to rozwijające się, czy też ani to, ani tamto.

W sferze teorii:

Istnieje dość duża zbieżność, wręcz zgodność poglądów między autorami różnych definicji biegunowości. Syntezę tych definicji można by ująć następująco: biegunem w stosunkach międzynarodowych oraz w globalnym czy też w regionalnym układzie sił jest wielkie mocarstwo (państwo) lub grupa (organizacja) państw dysponująca odpowiednim – dużym potencjałem politycznym, strategicznym, programowym ekonomicznym, społecznym, ideologicznym, kulturalnym, naukowo-technicznym, demograficznym, terytorialnym i in. oraz usiłująca odgrywać wiodącą (dominującą) czy przewodnią rolę w świecie czy w regionie. W teorii (i w praktyce) wyróżniamy więc system jednobiegunowy, dwubiegunowy, trójbiegunowy oraz wielobiegunowy (multilateralny). W okresie postjałtańskim, każdy spośród ówczesnych biegunów (w systemie dwubiegunowym i jednobiegunowym) stworzył wokół siebie, metodami nacisku, dyktatu czy wręcz przemocy, własne otoczenie sojusznicze. Określane ono było, z reguły, mianem „obozu” czy też „sfery wpływów”. „Obóz” radziecki rozpadł się po demontażu ZSRR – co nie oznacza bynajmniej, iż jego następczyni – Federacja Rosyjska – nie zachowała znacznej części swoich wpływów w byłym „obozie” oraz że zrezygnowała ona ze swych ambicji hegemonistyczno- imperialnych. Niektórzy z jej przywódców i sił politycznych dążą wręcz do rekonstrukcji supermocarstwa rosyjskiego w stylu radzieckim i jego „obozu” w nowym kształcie.

Po rozpadzie systemu dwubiegunowego, wiele państw z „obozu” radzieckiego przeszło do „obozu” amerykańskiego czy europejskiego, niejako spod skrzydeł jednego „starszego brata” pod skrzydła drugiego „starszego brata”. Dotyczy to, przede wszystkim, Polski i innych państw Europy Środkowo – Wschodniej. Jednakże, po upadku systemu jednobiegunowego oraz po niedawnym osłabieniu USA i UE, owi neofici „obozowi” czują się coraz bardziej osieroceni. W przypadku USA, nastąpiło pewne, choć tylko przejściowe, umocnienie efektu ich jednobiegunowości oraz ich „sfery wpływów” w świecie (po upadku ZSRR i „obozu” radzieckiego), szczególnie w okresie jednobiegunowości. Ale Stany Zjednoczone także popełniły stary „błąd radziecki” (zachłanność, agresywność, brak realizmu w ocenie sytuacji, zbytnia pewność siebie, przecenianie własnej nieomylności, „demokracji”, potencjału sił i środków itp.) oraz „poszły na świat” zbyt szerokim frontem, którego nie były w stanie utrzymać. Ryzykując wiele (jak np. w stosunkach z Chinami), Neoliberalne Stany Zjednoczone dążą usilnie do odbudowania swych pozycji na świecie, głównie, w Azji, nie mogąc jednak uwolnić się od balastu i od odium przegranych wojen w Korei, w Indochinach, w Iraku czy w Afganistanie oraz od utraty takich byłych „filarów” amerykańskiej „strefy wpływów” na Bliskim i Środkowym Wschodzie, jak: Iran, Irak czy Egipt. Została im jedynie „niedemokratyczna” przecież Arabia Saudyjska i in. Podobne ryzyko, tym razem w stosunkach z Rosją, związane jest z aktywnością USA w kwestii ukraińskiej, czy nawet bliskowschodniej.

Jeszcze w XIX wieku, Alexis de Tocqueville (1805 r. – 1859 r.), wybitny myśliciel francuski, pisał, m.in.: „jestem bardzo daleki od myślenia, że powinniśmy iść za przykładem demokracji amerykańskiej i kopiować metody (środki) przez nią stosowane dla osiągnięcia swoich celów (…); uważałbym za wielkie nieszczęście dla ludzkości, gdyby wolność istniała na świecie tylko pod jedną postacią…” (por.: „Demokracja w Ameryce”, część I, rozdział 17). Ta dosadna i trafna ocena została potwierdzona w praktyce już niejednokrotnie w całym okresie istnienia USA. Jest ona tym bardziej słuszna na obecnym etapie walki o wielobiegunowość w świecie. W świetle współczesnych realiów i dynamicznego rozwoju sytuacji międzynarodowej, tradycyjne definicje i atrybuty biegunowości wymagają niezbędnych korekt i unacześnienia. Dlatego też wprowadzam kategorie „biegunów sensu stricto” oraz „biegunów sensu largo”. Do pierwszej kategorii zaliczają się pojedyncze wielkie mocarstwa i inne mocne państwa, czyli klasyczne i współczesne ośrodki siły, oddziaływania oraz wpływów regionalnych i globalnych (np.: Australia, Chiny, Rosja, Indie, Japonia, Indonezja, Iran, Egipt, Nigeria, RPA, Niemcy, Francja, Turcja, USA, Brazylia i in.). Natomiast pojęcie „biegunów sensu largo” odnosi się do grup i do organizacji państw odgrywających czołowe role w toku ewolucji świata. We współczesnych czasach systematycznie wzrasta znaczenie wielu organizacji tego rodzaju, tzn. biegunów sensu largo. Bezsprzecznie, czołową rolę wśród nich odgrywa Stowarzyszenie BRICS+ oraz ASEAN (Stowarzyszenie Państw Azji Południowo-Wschodniej); APEC (Asia – Pacific Economic Cooperation), SOW (Szanghajska Organizacja Współpracy); WNP (Wspólnota Niepodległych Państw); LA (Liga Arabska); UA (Unia Afrykańska); UE (Unia Europejska), NAFTA (North American Free Trade Association) i CELAC (Comunidad de Estados Latinoamericanos y Caribeños – Wspólnota Państw Ameryki Łacińskiej i Karaibów). W putinowskich planach figuruje utworzenie Unii Euroazjatyckiej [2]. Zaś w planach amerykańskich – powołanie do życia strefy wolnego handlu USA – UE oraz tzw. TPP (Trans-Pacific Partnership). Istnieją jeszcze schyłkowe bieguny sensu largo, będące pozostałością po byłych jednobiegunowych imperiach kolonialnych, np. brytyjskiego (the British Commonwealth of Nations) i francuskiego (la Francophonie Mondiale).

Obecne głębokie przetasowania i metamorfozy jakościowe w układzie sił globalnych powodują także zasadnicze zmiany w zakresie wartości, środków, metod, taktyki i strategii stosowanej przez bieguny, szczególnie te sensu stricto, czyli przez wielkie mocarstwa. W okresie ww. dwubiegunowości zauważalna była daleko posunięta zbieżność, wręcz tożsamość, w stosowaniu różnych instrumentów polityki, strategii i metodologii supermocarstw (USA i ZSRR) wobec innych państw, szczególnie z ich „sfer wpływów”. W dużej skali praktykowały one, nade wszystko, hard power: metody oraz środki siły, przymusu, przemocy, represji, agresywnego oddziaływania propagandowego, ideologicznego i kulturalnego – żeby tylko utrzymać swoje panowanie nad podwładnymi. Przykładów tego jest wiele: stłumienie przez armię radziecką powstania węgierskiego, pacyfikacja Czechosłowacji, okupacja Afganistanu i in. W przypadku ZSRR, na nic się to nie zdało i nie powstrzymało rozpadu tego bieguna i jego „obozu”. Podobnie było z USA, w jeszcze większej skali – globalnej: US Army prowadziła wojny w Korei, w Indochinach, w Iranie, w Iraku, w regionie Zatoki Perskiej, w Afganistanie, na Bałkanach oraz – per procura – w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie (Palestyna, Libia, Syria) i in. Główne wojny z tej serii zostały sromotnie przegrane przez USA. Jednakże metody siłowe oraz inne środki z repertuaru hard power, szczególnie stosowane przez Stany Zjednoczone Ameryki w okresie jednobiegunowości, nie przyniosły pożądanych rezultatów, powodując jedynie gwałtowne zwiększenie rozmiarów oraz nasilenie terroryzmu międzynarodowego, stymulowanie antyamerykańskich rewolucji islamskich i rozmaitych buntów społecznych w USA, a także w innych krajach.

Siły zbrojne byłych biegunów kolonialnych, W. Brytanii i Francji, niejednokrotnie prowadziły i prowadzą działania zbrojne na terytorium innych państw (Bliski Wschód, Irak, Afganistan, Syria, państwa afrykańskie, np. Algieria, Libia, Mali i in.; a nawet Argentyna – konflikt o Wyspy Falklandzkie – Islas Malvinas). Byłym biegunom kolonialnym nie udało się jednak powstrzymać procesu dekolonizacji oraz upadku posiadanych kiedyś imperiów. W okresie dwu- i jednobiegunowości supermocarstw w stosunkach światowych priorytet miały więc takie kategorie teoretyczne, polityczne i strategiczne, jak: „polityka z pozycji siły”, „prawo pięści”, „prawo silniejszego”, „prawo dżungli”, „równowaga strachu”, „zapewnione wzajemne zniszczenie” (tzw. MAD = mutually assured destruction), „strategia kanonierek” (w nowej wersji), „uderzenie wyprzedzające” („pre-emptive strike”) etc. Towarzyszyła temu i nadal towarzyszy (ze strony USA) brutalna agresja propagandowa, ideologiczna oraz sub kulturalna (tzw. syndrom westernów hollywoodzkich), „pranie mózgów”, szczególnie wśród młodzieży oraz wulgarna amerykanizacja – czyli dążenie do kształtowania innych społeczeństw na wzór i na podobieństwo amerykańskie, wojny hybrydowe itp. Szkodliwość tej agresji dla całej ludzkości jest zwielokrotniona w wyniku stosowania najnowocześniejszych środków łączności i przekazu, szczególnie Internetu, a także coraz powszechniejszej znajomości języka internetowo-amerykańskiego na świecie.

Kardynalnym założeniem doktrynalnym w neoliberalnej polityce globalnej USA jest tzw. „obsesja demokracji”, czyli hipoteza, iż „jedno państwo demokratyczne nie zaatakuje drugiego państwa demokratycznego”. Uczyni tak jedynie państwo niedemokratyczne. Dlatego też Stany Zjednoczone usiłowały i usiłują nadal narzucać (siłą zbrojną czy agresją subkulturalną oraz ideologiczno-propagandową) swój model „demokracji” jak największej liczbie innych krajów. Jest to tzw. „eksport demokracji amerykańskiej”. Strategia ta jest pełna hipokryzji i skazana a priori na niepowodzenie. Bowiem, nie da się ustanowić systemu „demokracji”, szczególnie amerykańskiej, w krajach niemających od dawna żadnych tradycji i doświadczeń demokratycznych (np. Irak, Afganistan, Libia czy Arabia Saudyjska). Prof. Kenneth Waltz [3] popiera strategię prowadzenia wojen przez „państwa demokratyczne” przeciwko „państwom niedemokratycznym”. Dodaje, że większa liczba takich „nieuchronnych wojen” może zmniejszyć ilość „państw niedemokratycznych”; prof. K.W. przyznaje jednak, że polityka pokojowa zwiększa pożyteczną współzależność ekonomiczną między państwami. Jego zdaniem, NATO uniemożliwiło kiedyś inwazję radziecką przeciwko Zachodowi, ale później stało się potulnym narzędziem w rękach USA, jednobiegunowego wielkiego mocarstwa hegemonistycznego.

Niegdysiejsze supermocarstwa biegunowe nie zdobyły się na inne treści, formy i metody postępowania, jak tylko te z zakresu hard power, które zdecydowanie dominowały w ich polityce oraz w strategii regionalnej i globalnej. Dlaczego nie rozwiązywano metodami cywilizowanymi i pokojowymi nabrzmiałych problemów regionalnych i globalnych, kiedy już od dawna było oczywiste, iż hard power jest drogą do nikąd!? Trudno o gorsze świadectwo neoliberalizmu, egocentryzmu, zaślepienia, pazerności, braku odpowiedzialności oraz bezmyślności niektórych dotychczasowych supermocarstw biegunowych. Słowem, metody z zakresu hard power i ich konsekwencje to wielki i bezprecedensowy błąd polityczny i strategiczny tych supermocarstw. Doprowadził on naszą cywilizację do rozpaczliwej i tragicznej sytuacji pod każdym względem oraz zaszkodził poważnie samym supermocarstwom i ich sojusznikom. Nawet tak doskonały wynalazek amerykański, jak internet stał się już terenem informatycznej i hybrydowej wojny światowej. Analogiczna wojna grozi też w przestrzeni kosmicznej. Tymczasem jednak zmniejsza się, pod wpływem kryzysu globalnego, skala nowych wynalazków oraz tempo postępu naukowo-technicznego. Powiadają, że – aby powstrzymać i odwrócić tę zgubną tendencję – potrzebny jest, rzekomo, nowy silny bodziec, jak np. wielka wojna, zagrożenie z kosmosu itp.

Dlatego właśnie, przyszły anty neoliberalny wielobiegunowy ład pokojowy musi radykalnie zerwać ze złymi teoriami i praktykami z przeszłości oraz wprowadzić nowe wartości, jeśli ludzkość ma przetrwać i rozwijać się w miarę pomyślnie. Jaki sens miałoby stosowanie dotychczasowych poronionych metod i wzorców amerykańskich w systemie wielobiegunowym, w którym USA pozostanie zapewne jednym z biegunów? Zamiast skompromitowanych i irracjonalnych metod hard power należy stosować nowatorskie i racjonalne instrumenty soft power; oraz zamiast zezwierzęcenia – humanizm; zamiast egocentryzmu – uniwersalizm; zamiast zdegenerowanego kapitalizmu – społeczną gospodarkę rynkową; zamiast nierówności i dysproporcji – optymalny egalitaryzm i równość szans; zamiast podsycania ognisk konfliktów, napięć oraz wojen – rozwiązywanie sporów metodami pokojowymi; zamiast troski o bezpieczeństwo tylko dla wybranych – zapewnienie równego oraz niezawodnego bezpieczeństwa wszystkim państwom i narodom świata itp.

Sprawą o kardynalnym znaczeniu byłoby odstąpienie od metod przemocy, agresji, dyktatu i wyzysku neokolonialnego oraz przejście do metodologii pokojowej – negocjacyjnej, a także do równoprawnego i partnerskiego traktowania wszystkich państw: dużych i małych, silnych i słabych; tych z Globalnej Północy i z Globalnego Zachodu oraz tych z Globalnego Wschodu i z Globalnego Południa. Zmiany tego rodzaju są już dostrzegalne, np., w obecnej partnerskiej ekspansji gospodarczej i kulturalnej Chin w świecie – bowiem ich kontrahenci traktowani są przez Chińczyków bez naleciałości kolonialnych czy neokolonialnych oraz na partnerskich zasadach równych praw i wzajemnych korzyści („win-win principle”). W odróżnieniu od USA, Chiny nie narzucają nikomu swego systemu oraz swoich unikalnych i specyficznych wartości. Nie ma i chyba nie może być jednomyślności, czy też zgodności poglądów ws. biegunowości, a – zwłaszcza – wielobiegunowości w świecie. W pewnym sensie, zbliżoną do ww. mojej koncepcji „próżni systemowej”, jaka, niestety, istnieje już dość dawno w stosunkach międzynarodowych, jest teza o tzw. bezbiegunowości. Jej rzecznikiem jest, np., prof. Richard N. Haass, znany politolog amerykański z Council on Foreign Relations i wydawca wpływowego czasopisma „Foreign Affairs”. Głosi on, mianowicie, iż – po załamaniu się amerykańskiej jednobiegunowości – na świecie nie ma już żadnego solidnego bieguna? Oj, chyba jest i to niejeden! Obok tego istnieją liczne podmioty (ośrodki) „biegunowate” o różnym acz niedostatecznym potencjale i o niewystarczających wpływach regionalnych czy globalnych.

Dotychczasowe bieguny (niektóre wielkie mocarstwa oraz inne państwa narodowe) utraciły swój monopol na dominację i na wpływy w świecie oraz na decydowanie o jego losach. Już ponad 50% wszystkich rezerw walutowych na Ziemi przechowuje się w innych walutach, a nie w dolarach amerykańskich jak to do niedawna bywało. Możliwe, iż państwa produkujące ropę naftową i gaz oraz inne surowce strategiczne będą rozliczać się ze swymi odbiorcami nie w USD lecz, np., w juanach, czy w euro, o ile przetrwa ono swój ostry kryzys. Indyjski Bollywood produkuje już więcej filmów niż amerykański Hollywood. Świat ulega postępującej dekoncentracji i decentralizacji, przy czym – w owym procesie – coraz większą rolę odgrywają organizacje międzynarodowe – regionalne i globalne. Niezależnie od swej preferencji bez biegunowej, prof. Richard N. Haass jest jednak zdania, iż wielobiegunowość może okazać się korzystna dla świata (choć zapewne nie dla wszystkich) – celem uniknięcia anarchii i chaosu w poszczególnych krajach, w regionach i w skali globalnej. Dlatego też niezbędna jest efektywna współpraca i koordynacja poczynań między państwami, narodami i organizacjami międzynarodowymi, czego obecnie tak bardzo brakuje. Już nie tylko postulaty, ale coraz bardziej zdecydowane żądania licznych podmiotów spośród społeczności międzynarodowej wymagają gruntownych reform i unowocześnienia wielu instytucji powstałych zaraz po II wojnie światowej oraz dostosowania ich do współczesnych realiów (np. RB ONZ, MFW, BŚ i in.).

Przeobrażenia praktyczne:

Chińska Republika Ludowa jest promotorem i główną siłą motoryczną epokowych przemian w kierunku innowacyjnego i sprawiedliwego świata wielobiegunowego. Rolę tę spełnia ona nie tylko w okresie od upadku systemu jednobiegunowego (2009 r.) lecz – faktycznie – od rozpoczęcia swej polityki reform systemowych i otwarcia na świat (1978 r.), zainicjowanej przez Przewodniczącego Denga Xiaopinga. Polityka ta jest niezwykle efektywna. Kierownictwo chińskie podkreśla jednak, iż ChRL jest ciągle krajem rozwijającym się. Wprawdzie to wielkie mocarstwo zajmuje II miejsce na świecie (za USA) pod względem absolutnej wartości PKB; ale znajduje się ono na odległym 96. miejscu, jeśli chodzi o wartość tegoż PKB per capita. Uwzględniając wszakże najważniejsze wskaźniki makroekonomiczne Chin, znakomite efekty reform systemowych, otwarcia na świat itp. oraz duże terytorium, drugą największą na świecie liczbę ludności oraz sukcesy kosmiczne, innowacyjne, reformatorskie a także systematyczne umacnianie i modernizację sił zbrojnych oraz inne parametry, należy jednoznacznie i zdecydowanie stwierdzić, że ChRL przekształca się dość szybko w wielkie mocarstwo rozwijające się. To zupełnie nowa kategoria politologiczna. Zapewne już niedługo stanie się ono głównym ośrodkiem świata wielobiegunowego. Utworzenie BRICS+, w którym ChRL odgrywa czołową i wiodącą rolę, nadaje wymiar międzykontynentalny i globalny jej staraniom na rzecz takiego świata oraz nowego ładu politycznego, społecznego i ekonomicznego na Ziemi (multilateralizm).

Nie jestem zwolennikiem analizowania spraw pryncypialnych w stylu: „od Adama i Ewy”. Jednakowoż, licząca wiele tysięcy lat historia rozwoju naszej cywilizacji zna niemało istotnych – merytorycznie i komparatywnie – przypadków biegunowości, szczególnie imperialnej jednobiegunowości. Wspominam jedynie np.: – cesarstwo egipskie (3150 r. p.n.e. – 1285 p.n.e.); – cesarstwo rzymskie (188 p.n.e. – 244 r. n.e.); – imperium brytyjskie (1815 r. – 1914 r.) i in. Różnica między tymi wymienionymi przykładami jednobiegunowymi a jednobiegunowością USA polegała na tym, że ta ostatnia nie miała charakteru jednoznacznie imperialnego. Historia prejałtańska zna także przypadki dwubiegunowości, np.: W. Brytania i Francja „panowały” nad światem jeszcze w XVII i XVIII wieku; mocarstwa centralne – państwa sojusznicze w I wojnie światowej; państwa osi – państwa sojusznicze (+ neutralne) w II wojnie światowej i in. W okresie jednobiegunowości USA nie dysponowały jednak pełnią władzy regionalnej czy globalnej, lecz były uzależnione od mniejszych państw; ale nadużywały swej hard power, szczególnie US Army, na arenie międzynarodowej i dlatego przegrały. Ichnia jednobiegunowość doprowadziła jedynie do groźnej anarchii i do dużego chaosu w stosunkach międzynarodowych, które widać obecnie gołym okiem. Nie bezpodstawnym jest twierdzenie, ze USA i ich sojusznicy podsycają celowo tę anarchię i ten chaos we własnych celach hegemonistycznych.

W skład amerykańskiej „sfery wpływów” wchodziły (i wchodzą nadal) niektóre kraje znacznie słabsze od USA, ale zachowujące niewielką dozę swobody politycznej i ekonomicznej, niezależnie od tego, iż w „strefie wpływów” główne supermocarstwo nie ma konkurencji. Gdy tylko ona się pojawia, jedyny biegun zanika. Generalnie, i z punktu widzenia własnych interesów, USA zaprzepaściły totalnie szansę, jaką stanowił dla nich okres jednobiegunowości. Widać to zwłaszcza przez pryzmat licznych irracjonalnych acz kosztownych i bezproduktywnych wojen prowadzonych przez Stany Zjednoczone w owym okresie. Prof. Nuno P. Monteiro (Wydział Nauk Politycznych Uniwersytetu Yale) jest zdania, iż skłonność do prowadzenia wojen jest immanentną cechą supermocarstwa jednobiegunowego. Wojny takie prowadzone są, z reguły, ze znacznie słabszymi państwami. Doświadczenia praktyczne z okresu jednobiegunowości (i wcześniejsze) potwierdzają jednoznacznie tę ocenę. W ciągu 25 lat, jakie upłynęły od zakończenia „zimnej wojny”, Stany Zjednoczone prowadziły działania bojowe przez ponad 23 lata. To nieledwie 10% całej historii USA; ale – jednocześnie – to aż 25% całej wojennej części ich historii. Zaś, obecnie USA dążą usilnie do włączenia do swej „strefy wpływów” krajów, które należały kiedyś do radzieckiej „strefy wpływów”, łącznie z Polską, z Ukrainą i z innymi państwami.

Równie negatywnie należy ocenić efektywność neoliberalnego „rozwoju” Europy, całej Unii Europejskiej, szczególnie strefy euro, w okresie jednobiegunowości. Doprowadziło to do bardzo poważnego osłabienia pozycji i wpływów UE w świecie. Obecny kryzys w Unii pogłębia się, co nie jest dziełem przypadku, lecz konsekwencją kryzysu amerykańskiego i globalnego oraz licznych zaniedbań, słabości, egoizmu, braku realizmu, ociężałości i niedowładu w łonie UE. W obecnej sytuacji w USA, w UE i na świecie, nie ma bynajmniej pewności, iż spóźniona propozycja Baracka Obamy ws. utworzenia strefy wolnego handlu US – UE [4] przyczyni się do uzdrowienia sytuacji politycznej i społeczno – gospodarczej po obydwu stronach Północnego Atlantyku. Bowiem kapitał atlantycki przegrywa już rywalizację z kapitałem Azji i Pacyfiku. UE ma wielkie ambicje i zamiary ws. wielobiegunowości. Lansuje też politykę wielostronności (multilateralizmu) i partnerstwa strategicznego. Jednak poziom integracji, efektywności i zwartości paneuropejskiej, szczególnie w UE, jest ciągle niewystarczający. Bowiem państwa i społeczeństwa europejskie nadal preferują walory suwerenności i samodzielności bardziej niż zjednoczenie całego kontynentu pod rozkazami Niemiec i Francji. Dlatego też, perspektywa utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy czy Konfederacji Państw Europejskich jest raczej odległa i, wręcz, mało realna. Nie powiodły się także próby utworzenia solidnych instrumentów wspólnotowych, jak np. sił zbrojnych – jako równoważnika dla armii USA, Rosji czy Chin. Mało tego, w EU pokutuje nadal swoiste rozdwojenie jaźni: część państw, sił politycznych i społeczeństw popiera współpracę z NATO; a część wolałaby własne europejskie wspólne siły zbrojne i własną politykę bezpieczeństwa. Co więcej, nie istnieje jednorodna polityka zagraniczna UE; a jeśli ktoś twierdzi, że tak – to jest ona rachityczna, rozlazła i nieefektywna. W dzisiejszych warunkach globalnych, wspólny rynek i wspólna waluta części państw europejskich – to zdecydowanie za mało, żeby zapewnić sobie solidną pozycję UE w systemie i w ładzie wielobiegunowym. Żeby tak się stało, UE powinna spełnić 6 kardynalnych warunków:1. prowadzenie wspólnej polityki zagranicznej, obronnej i bezpieczeństwa; 2. uregulowanie licznych nabrzmiałych problemów ekonomiczno – finansowych; 3. zrezygnowanie z praktyk protekcjonistycznych; 4. uzgodnienie wspólnego stanowiska ws. rozszerzenia UE (np. niewypał czyli casus turecki); 5. prowadzenie wspólnej polityki azylowej i imigracyjnej; 6. zrezygnowanie przez W. Brytanię i przez Francję ze swych miejsc stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ i zapewnienie tam jednego miejsca tego rodzaju dla UE. Podobnie, jak w przypadku „demokracji amerykańskiej”, trzeba rozwiać wszelkie mity i kłamstwa odnośnie do współczesnej „demokracji europejskiej”. Tak więc, Włochy, Grecja czy Irlandia i in. mogą, jeśli zechcą, cieszyć się ze swojej „demokracji”; ale tylko dopóty, dopóki zwycięzcy w wyborach nie uzyskają odpowiednich rozkazów do wykonania – bynajmniej nie od swych wyborców – lecz z Brukseli czy z Berlina. Stolice te nie wypowiadają się jednoznacznie, ale ich stanowisko można ująć następująco: podjęliśmy stosowne decyzje ws. niedopuszczenia do rozpadu strefy euro. Każde odstępstwo od tych decyzji jest wyrazem braku odpowiedzialności. W związku z tym, faktyczni decydenci unijni polegają na elitach politycznych we Włoszech, w Hiszpanii, w Grecji czy gdzie indziej w zakresie realizowania ww. decyzji – niezależnie od okoliczności (także wyborczych). Przy takim podejściu pojawiają się wszakże dwa poważne problemy: najbardziej oczywistym z nich jest ten, że są to najzwyklejsze kpiny z demokracji („a mockery of democracy”). Bowiem, jeśli linii politycznej nie można zmienić, niezależnie od wyników wyborów, to takie wybory oznaczają najzwyklejszą farsę. Stanowią one jedynie marną i pozbawioną swej istoty (treści) namiastkę suwerenności wyborców.

Ponadto, farsa taka dotyka także kwestii demokratycznego rozliczania wybrańców społeczeństw, szczególnie odpowiedzialnych przywódców politycznych, którzy nie mają innego wyjścia, jak tylko podporządkować się decyzjom jaśnie oświeconego i neoliberalnego kierownictwa unijnego. Jest to jednak polityka samobójcza – jak świadczą o tym wybory w Niemczech, we Francji (silny zwrot na prawo), w Zjednoczonym Królestwie (United Kingdom, Brexit), w Hiszpanii, czy nawet w Grecji oraz we Włoszech. Unijne politykierstwo bazujące na zasadach konsensusu, uprawiane przez całe dziesięciolecia, przekonało, być może, czołowych polityków państw UE, że powinni oni udawać porządnych Europejczyków. Ale społeczeństwa europejskie, najwyraźniej, nie zgadzają się na to. Z kolei, UE stara się o to, aby ów brak zgody społecznej wyprać z jakiegokolwiek znaczenia i przymusza narody do realizowania polityki unijnej – niezależnie od wyników wyborów. Jest to jednak bardzo niebezpieczna gra. Kładąc nacisk na „brak alternatywy”, przywódcy zachęcają wręcz wyborców do tego, aby udowodnili im (przywódcom), że mają oni rację! Szkoda, że tak to się dzieje w UE, bowiem pozycję USA w nowym systemie wielobiegunowym mogłaby zająć zjednoczona i silna Europa, która jednak nie rysuje się na horyzoncie. Co więcej, nasilają się głosy dotyczące nie tylko zreformowania, lecz wręcz zlikwidowania UE; zaś niektóre mocarstwa i państwa (np. Rosja) obawiają się niezmiennie rozszerzania UE (i NATO) na Wschód.

Gideon Rachman, znany publicysta z „Financial Times”, tłumaczy dość przewrotnie słabość UE w kontekście przyszłego świata i ładu wielobiegunowego. Twierdzi on mianowicie, że Unia nie powinna obawiać się tego systemu i że wybór dokonany przez nią jest prawidłowy. Taki mianowicie: – niechaj USA pozostaną nadal supermocarstwem militarnym, nie będąc jednak „żandarmem światowym”; – Chiny niech będą wielkim mocarstwem gospodarczym; – zaś sama UE pozostałaby supermocarstwem w zakresie jakości życia („lifestyle”). Słabość i bezpodstawność merytoryczna tego rozumowania polega wszakże na tym, iż USA nie staną się supermocarstwem militarnym bez odpowiedniej podbudowy ekonomicznej i bez silnej pozycji w świecie oraz że z jakością życia w Europie bywa coraz gorzej (por. m.in. takie kraje jak: Francja, Włochy, Niemcy, W. Brytania, Grecja, Portugalia, Hiszpania, Polska, Irlandia, gdzie występuje zahamowanie i spadek wzrostu gospodarczego, bezrobocie, zadłużenie, starzenie się społeczeństw, perypetie migracyjne itp.). Analitycy nie mają jeszcze jasności i pewności, które niehegemonistyczne wielkie mocarstwo zajmie I miejsce w świecie wielobiegunowym (opróżnione przez USA)? Wahania intelektualne i prognostyczne skłaniają się słusznie raczej w stronę Chin (oraz BRICS+).

W świetle współczesnej sytuacji w US i w UE oraz ich słabnących pozycji w układzie globalnym, na czołowe miejsce w procesie przemian oraz tworzenia systemu wielobiegunowego wysuwają się kraje rozwijające się (KR z Globalnego Wschodu i z Globalnego Południa) ) na czele z Chinami. Swoistym fenomenem naszych czasów jest szybkie tempo wzrostu gospodarczego Afryki Subsaharyjskiej, wynoszące obecnie ponad 6% rocznie. Indie, Indonezja, Turcja, Meksyk, Brazylia i in. – to wymowne przykłady wysokiej dynamiki rozwoju KR. To one dyktują tempo w zakresie nowoczesności, konkurencyjności i innowacyjności. Np., Chiny przeznaczają ponad 1,5% wartości swego olbrzymiego PKB na postęp naukowo-techniczny. W KR zauważalne jest ciekawe zjawisko zmniejszania się orientacji eksportowej w rozwoju gospodarczym na rzecz konsumpcji wewnętrznej oraz inwestycji krajowych, a także zwiększania importu. Będzie to konsolidowało jeszcze bardziej potencjał ww. KR. Z dotychczasowej analizy ewolucji układu sił w świecie i w jego poszczególnych regionach wynika, iż – w kategorii biegunów sensu stricto – największe szanse mają następujące państwa: Australia, Indonezja, Wietnam, Chiny, Rosja, Indie, Iran, Turcja, Arabia Saudyjska, Nigeria, RPA, Niemcy, USA i Brazylia. Zaś w kategorii biegunów sensu largo prym wiodą: BRICS+, APEC, ASEAN, SOW, WNP, LA, UA, UE i CELAC. Zapewne, przyszły system wielobiegunowy świata wyłoni się (około roku 2030?) w wyniku optymalnej symbiozy największych, najsilniejszych, najbardziej konkurencyjnych i zdecydowanie innowacyjnych biegunów sensu strictosensu largo. W sumie, będzie to chyba około 10 biegunów z obydwu kategorii albo nieco więcej. W politologii światowej wspomina się natomiast o „czołowej siódemce” („top seven”) wielobiegunowości: Chiny, strefa euro, USA, Indie, Japonia, W. Brytania i Indonezja. Chyba błędem w tej prognozie jest pominięcie Rosji, ASEAN-u i UA. Niemcy występują w niej tylko w ramach Eurozone.

Prognozy na przyszłość:

W zdecydowanej większości przypadków – są to przewidywania średnioterminowe, obejmujące okres od dziś do 2030 roku, kiedy może się pojawić system wielobiegunowy bądź jego solidne zręby. Prof. Gunilla Herolf (SIPRI) jest zdania, iż ewolucja świata w kierunku wielobiegunowości jest już ewidentna i nieodwracalna oraz że USA będą musiały „podzielić się władzą” z innymi wielkimi mocarstwami. W prognozach dominuje też przeświadczenie, iż system ten może okazać się najlepszym i najbardziej efektywnym dla świata spośród wszystkich dotychczasowych układów biegunowych. Jednak warunkiem jego trwałości i efektywności musi być harmonijne współdziałanie, zdrowa konkurencja i koordynowanie poczynań pomiędzy biegunami. Są to jednocześnie warunki sine qua non powstrzymania współczesnej anarchizacji i rozkojarzenia życia międzynarodowego. Wielobiegunowość jest jeszcze wielką niewiadomą i zagadką intelektualną. Istnieje bowiem nadal dość duża doza jasności, jeśli chodzi o wpływ jedno-, dwu- i trójbiegunowości na rozwój naszej cywilizacji. Natomiast prawie nic nie wiadomo w sprawie ewentualnego oddziaływania wielobiegunowości na ten rozwój i na zwiększenie jego efektywności. Panuje jednak przeświadczenie, iż wielobiegunowość (multilateralizm) zapewni jednak większą stabilizację i dużo bardziej zrównoważony rozwój niż poprzednie systemy.

Mniejsze państwa obawiają się wszakże, iż niektóre największe bieguny nowego ładu mogą znów wykazywać skłonność do „rządzenia” i do panoszenia się w stosunku do innych państw, tym bardziej, że system wielobiegunowy zapewni mocarstwom większe możliwości polityczno-ekonomiczne w tej mierze. Dlatego już teraz, np., Francja domaga się, aby – w warunkach wielobiegunowości – USA były partnerem a nie liderem. Poza wszystkim, w czasach globalizacji (wioski globalnej = global village), coraz większa współzależność polityczna, strategiczna, ekonomiczna, dyplomatyczna i in. poszczególnych państw sprawia, iż żadne z nich nie może działać autarkicznie i na własną rękę, nie licząc się z innymi. Funkcjonuje już kategoria międzybiegunowości (interpolarity) dla określania wzajemnych powiązań oraz większego uzależnienia między nowymi biegunami oraz grupami państw. A priori, wprowadza się obecnie rozmaite zmyłkowe podziały między nimi: bieguny demokratyczne – bieguny autorytarne, państwa prawa – państwa bezprawia i in. Są to jednak zabiegi przedwczesne i rażące sztucznością oraz wywodzące się ze starożytnego repertuaru „divide et impera” („dziel i rządź”).

Narodzinom innowacyjnej wielobiegunowości (multilateralizmu) towarzyszy swoisty mętlik ideologiczny, koncepcyjny i programowy w tym zakresie. Bowiem, obecny pęd ku wielobiegunowości bazuje raczej na intuicji państw i narodów oraz stymulowany jest on, przede wszystkim, wysokim poziomem nienawiści (o podłożu psychologicznym i materialnym) wobec USA, ich hegemonizmu, neoliberalizmu i jego tragicznych skutków dla świata. Przeciwko USA – różne państwa świata zawierały formalne lub ciche sojusze, partnerstwa strategiczne itp. Tymczasem, przyszłe wielkie bieguny, szczególnie BRICS+, Indie i Rosja, nie dysponują jeszcze kompleksowymi oraz innowacyjnymi programami i receptami (o zasięgu globalnym) na utworzenie systemu wielobiegunowego. Wprawdzie, np., model „socjalizmu o specyfice chińskiej” cieszy się dużym zainteresowaniem i uznaniem w świecie, ale wiele krajów i społeczeństw nadal boryka się z dylematem, czy dynamiczny rozwój Chin – to szansa, czy też zagrożenie dla wszystkich pozostałych partnerów? Co więcej, niektóre państwa, szczególnie sąsiadujące z wielkomocarstwowymi Chinami, obawiają się, na wyrost, także nieoczekiwanych posunięć z ich strony.

W tej sytuacji, przyszłe bieguny będą raczej dążyły do wprowadzenia i do utrzymania optymalnej równowagi sił (oby nie „równowagi strachu”) w nowym systemie – celem niedopuszczenia do asymetrii i do dysproporcji brzemiennych w negatywne skutki. Gdyby nie udało się zapewnić odpowiedniej współpracy i koordynacji poczynań między biegunami, to wielobiegunowość mogłaby okazać się niekorzystna dla wielu państw. Tego należy obawiać się najbardziej. W nowej sytuacji, w której biegun chiński i BRICS+ już stanowią skuteczną przeciwwagę wobec byłego bieguna amerykańskiego, gruntownego wyjaśnienia będzie wymagało podejście USA do tej nowej sytuacji: czy będą one preferowały współpracę czy też dominację (ew. innymi metodami niż hard power)? W niektórych fragmentach globalnego układu sił – wielobiegunowość de facto już istnieje i funkcjonuje od dłuższego czasu. Dotyczy to, w szczególności, mocarstw nuklearnych: USA, W. Brytania, Francja, Rosja, Chiny, Indie, Pakistan, Izrael i in. To są główne „bieguny nuklearne”. Jednak, wedle szacunkowych danych, co najmniej kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt krajów świata jest w stanie wyprodukować broń nuklearną i wejść w posiadanie środków jej przenoszenia – nieomalże z dnia na dzień. W gronie takich krajów wymienia się, zwłaszcza, Koreę Północną, Koreę Południową, Iran, Australię, Japonię, Afrykę Południową, Kanadę, Brazylię, Argentynę, Kazachstan, Ukrainę (?), Niemcy, Włochy, Turcję, Belgię, Holandię, a nawet Polskę. W roku bieżącym, globalny „klub nuklearny” dysponuje łącznie ponad 4.200 aktywnymi głowicami nuklearnymi oraz przeszło 17.000 ładunków nuklearnych – łącznie.

Innym przykładem wielobiegunowości de facto jest oddziaływanie na całą społeczność międzynarodową znakomitej kultury i sztuki (starożytnej i nowożytnej, klasycznej i modernistycznej) z niektórych państw i regionów. W tym gronie wymienić trzeba, przede wszystkim, kulturę chińską, indyjską, rosyjską, francuską, afrykańską, arabską i latynoską. USA, ze swoją subkulturą hollywoodzko-westernową i broadway’ową, nie zaliczają się raczej do tej kategorii biegunowej, ale agresywnie eksportują swą subkulturę do bardzo wielu krajów świata. Swoisty rodzaj wielobiegunowości, tzw. elitarnej, której obawiają się inne państwa, występuje, np., w przypadku Rady Bezpieczeństwa ONZ, powstałej dawno temu jeszcze w czasach powojennych, G-20, czy tzw. heptagonu bliskowschodniego (ONZ, USA, UE, ChRL, Rosja, BRICS+ i Liga Arabska). Bieguny zauważalne są także w ramach wielu organizacji regionalnych, takich, jak UE (biegun niemiecki, francuski, hiszpański czy włoski), ASEAN oraz UA. Wielobiegunowość występuje również w postaci istnienia kilku najważniejszych i najsilniejszych ośrodków gospodarczo-finansowych oraz naukowo – technicznych na świecie, tzn. wielkich mocarstw, państw i organizacji, które – niezależnie od kryzysu – odgrywają wiodącą rolę ekonomiczną w skali światowej i w swoich regionach. Są to, w większości, wielkie kraje rozwijające się, w których utrzymuje się wysoka stopa wzrostu gospodarczego.

Naturalnie, obecne i przyszłe bieguny gospodarcze (bardziej niż militarne) mieć będą priorytetowe znaczenie i wielki wpływ na tworzenie i na ostateczny kształt systemu oraz ładu wielobiegunowego w świecie. Wraz z postępem wielobiegunowości i z osłabieniem USA, kończy się monopol dolara amerykańskiego – jako głównej waluty globalnej, rezerwowej oraz rozliczeniowej. Analitycy, przedsiębiorcy i finansiści prognozują coraz częściej trójbiegunowy system walutowy już w niedługiej przyszłości: dolar – juan – euro. Perspektywę tego rodzaju (do 2030 r.) dostrzega także Bank Światowy. W opracowaniu pn.: „Global Development Horizons”, eksperci BŚ stwierdzają, iż nie będzie jednej waluty dominującej w świecie lecz ww. system trójwalutowy. Nie należy sądzić, iż system ów stanie się od razu lekarstwem na główne niedomagania gospodarstwa światowego. Raczej nie; bowiem jak każde rozwiązanie globalne oparte na walutach narodowych i on mieć będzie również swoje słabości. Ich zapowiedzią jest trwająca obecnie tzw. wojna walutowa w świecie, mimo że MFW zdecydowanie zaprzecza temu. Racjonalnym wyjściem z sytuacji byłoby utworzenie, w świecie wielobiegunowym, nowego systemu finansowo – bankowego, zamiast trwającego do dziś systemu postjałtańskiego z Bretton Woods oraz wprowadzenie wspólnej waluty wszystkich państw, np., globala (podzielonego na 100 centów globalnych). Zniknęłoby wówczas tzw. ryzyko kursowe, a gospodarstwo światowe i gospodarki narodowe uzyskałyby przez to wielkie oszczędności, nie musząc wymieniać swych pieniędzy na waluty światowe (rozliczeniowo – rezerwowe) i odwrotnie.

Konkluzje finalne:

Dylemat powstający w kontekście likwidacji nieładu neoliberalnego oraz perspektywy wielobiegunowości jest wszakże bardzo poważny. Wymaga on głębokich analiz futurologicznych, a także jednoznacznego wyjaśnienia: czy wielobiegunowość oznacza nowe ryzyko (konfrontacji i konfliktów), czy też nową niepowtarzalną szansę (współpracy i rozwoju) dla ludzkości? W trwającej batalii o racjonalną wielobiegunowość na świecie stawka jest więc olbrzymia, rzec można najwyższa. Bowiem chodzi o zachowanie życia i o przetrwanie rodzaju ludzkiego na Ziemi. Dziś nie trzeba bynajmniej broni nuklearnej czy uderzenia laserowego z kosmosu, żeby zniszczyć życie na naszej planecie. Wystarczą „bronie” pozamilitarne – też „wyprodukowane” przez człowieka, przez sztuczną inteligencję czy przez niewłaściwe systemy i mechanizmy rozwoju (np. tzw. „bomba ekologiczna”). Niemniej groźna jest również tzw. „bomba socjologiczna”, zwana też „bombą demograficzną”. Nie chodzi tu bynajmniej o to, że liczba ludności świata przekroczyła już 8,3 mld osób. Bowiem przy racjonalnym gospodarowaniu i przy sprawiedliwym podziale dóbr, Matka-Ziemia jest w stanie wyżywić oraz zapewnić optymalne warunki życia i pracy dla 9 – 11 mld swoich dzieci (obywateli). Nie gwarantuje tego jednak obecna opaczna, irracjonalna, przeważnie neoliberalna, polityka społeczno – gospodarcza w skali globalnej; jeśli można traktować ją jako wypadkową (średnią ważoną) polityk tego rodzaju, prowadzonych przez wszystkie państwa i przez organizacje międzynarodowe.

Obecny kryzys uzewnętrznił jaskrawo dramatyczne skutki owej „polityki” oraz rosnący potencjał wybuchowy „bomby socjologicznej”: – gwałtowny wzrost zadłużenia, obszarów biedy i nędzy w świecie, – pogłębianie się przepaści między bogatymi a biednymi; – znaczny wzrost bezrobocia [5]; – głód: zwiększenie się do ponad 2 mld liczby osób dysponujących zaledwie sumą 1 – 2 USD na dzienne utrzymanie; – intensyfikacja chorób i epidemii, brak opieki lekarskiej i lekarstw; – liczba osób niemających dostępu do czystej wody (szczególnie pitnej) przekroczyła 1 mld; – obniżanie średnio-światowego poziomu moralności, wykształcenia, edukacji, kultury i świadomości społecznej, ale wzrost nienawiści etc. Zadanie utworzenia wielobiegunowości będzie więc bardzo trudne i skomplikowane w realizacji, ale całkiem możliwe. Należy liczyć się z oporem i z przeciwdziałaniem ze strony byłego supermocarstwa jednobiegunowego oraz kilku jego najwierniejszych sojuszników. Wielobiegunowość osłabi jeszcze bardziej wpływy tego supermocarstwa w świecie. Ponadto, dojście nowych głównych biegunów do odpowiedniego potencjału i wpływów wymagać będzie dość dużo czasu (około dziesięciolecia) oraz poważnych nakładów sił i środków; a także odpowiednich przygotowań teoretyczno – programowych oraz sprzyjającego otoczenia międzynarodowego. Tymczasem, w świecie utrzymuje się nadal wysoki poziom napięcia, nasilają się nowe zagrożenia, szczególnie wojny, migracje, terroryzm, plagi rozmaite etc., które nijak nie służą budowaniu nowatorskiej wielobiegunowości. Droga do niej prowadzi więc poprzez eliminowanie przeszkód i ruin pozostawionych w spadku przez neoliberalizm oraz przez dwubiegunowość i jednobiegunowość; konieczne jest także niwelowanie strat spowodowanych przez kolejne kryzysy globalne oraz zapewnienie warunków dla pokojowego zrównoważonego rozwoju i wspólnej przyszłości obywateli wszystkich krajów oraz całego świata. W tym celu skompromitowany neoliberalizm musi odejść – im wcześniej, tym lepiej dla wszystkich!

Odnośniki:

[1]. Układ o likwidacji Związku Radzieckiego został zawarty przez przywódców ZSRR, Ukrainy i Białorusi, dnia 8 grudnia 1991 r., w miejscowości Wiskule, na Białorusi;

[2]. Prezydent Władimir Władimirowicz Putin zgłosił propozycję utworzenia Unii Euroazjatyckiej („od Lizbony do Władywostoku”), w dniu 7 maja 2012 r.; póki co, propozycja ta pozostaje jedynie na papierze;

[3]. Prof. Kenneth Neal Waltz, wybitny politolog amerykański, wykładowca na Uniwersytetach: California, Berkeley i Columbia. Autor teorii neorealizmu w stosunkach międzynarodowych;

[4]. Propozycja owa została przedstawiona przez Prezydenta Baracka Obamę w Orędziu o stanie państwa, w lutym 2013 r.; można w niej doszukać się reakcji strony amerykańskiej na propozycję W.W. Putina ws. Unii Euroazjatyckiej;

[5]. Według najnowszych statystyk Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP), liczba bezrobotnych na świecie wynosi obecnie ponad 187,6 mln osób. Stanowi to ok. 8% ogółu ludzi zdolnych do pracy w skali globalnej. Ww. liczbę należy pomnożyć (średnio) przez 4 członków rodziny bezrobotnego cierpiącej wraz z nim wskutek plagi bezrobocia. MOP prognozuje jednocześnie znaczny wzrost stopy bezrobocia światowego w dającej przewidzieć się przyszłości.

Sylwester Szafarz

Poprzedni

Podłość święci tryumfy

Następny

Flotylla do Gazy zatrzymana, ludzie porwani, a w USA trwa walka z humanitaryzmem