Rosyjskie triumfy „Dam i Huzarów”

9 lis 2020

Niemal dokładnie sześćdziesiąt lat temu, 22 października 1960 roku, na jednej z najważniejszych i najpopularniejszych scen dramatycznych Moskwy – w Teatrze im. Wachtangowa (o którym z okazji zbliżającego się jubileuszu jego 100-lecia niedawno na tych łamach pisałem) odbyła się premiera „wspaniałej szarży humoru dramatopisarza”,
jak nazywał tę sztukę Stanisław Pigoń – „Dam i huzarów” Aleksandra Fredry.

Choć premierze tej nadano wysoką oficjalną rangę – na widowni znaleźli się dwaj wiceministrowie kultury ZSRR i nasz ambasador, a także grupa polskich dramaturgów na czele z Leonem Kruczkowskim – niewielu chyba gości przed podniesieniem kurtyny dopuszczało myśl, że uczestniczą w narodzinach przedstawienia, któremu na polu zagranicznej recepcji twórczości Fredry (a pewnie i polskiej dramaturgii w ogóle) przyjdzie pobić wszelkie rekordy: te „Damy i huzary” utrzymały się w repertuarze aż z górą 27 lat, podczas których pokazano je aż 756 razy! Przy liczącej 1050 miejsc widowni Teatru, zawsze na tych przedstawieniach wypełnionej, oznaczało to, że „Damy i huzary” obejrzało tam w ciągu tych lat blisko 800 tysięcy widzów. A dodatkowo potężnie zwielokrotniła tę widownię rejestracja przedstawienia przez radziecką telewizję; telewizyjna premiera wachtangowowskich „Dam…” miała miejsce w sylwestrowy wieczór 1976 roku, a potem rzecz wielokrotnie na małym ekranie powtarzano (m.in. z okazji obchodów 95-lecia Teatru 9 listopada 2016 roku); dziś ten telewizyjny spektakl jest też bez trudu dostępny w internecie, choćby na portalu „kultura.rf”.
Choć jednak rozmiar powodzenia spektaklu okazał się sensacją, przecież jego narodziny przygotowywano z nadzwyczajną pieczołowitością. Za reżyserię wzięła się sama Aleksandra Riemizowa (1905-1989), uczennica Jewgienija Wachtangowa i uczestniczka jego legendarnej premiery „Księżniczki Turandot” Gozziego w 1922 roku. Nawiązując do estetyki swego mistrza, Riemizowa poszła w kierunku otwartej, radosnej teatralności, z przydaniem Fredrowej farsie formy wodewilu; pozwoliło to z jednej strony wzbogacić i ocieplić poszczególne postacie, z drugiej uczynić rzecz maksymalnie atrakcyjną widowiskowo. Powstał pełen życia i skrzący się humorem spektakl, z wpisującymi się niemal idealnie w bieg akcji epizodami śpiewanymi i tańczonymi, inkrustowany (choć nigdy w nadmiarze) farsowymi gagami, okraszany aktorskimi improwizacjami. Okazała też Riemizowa niezwykłą intuicję w doborze wykonawców – kiedy objęcia głównej roli Majora odmówili (wiek, zdrowie) ówcześni protagoniści zespołu, powierzyła ją bardzo utalentowanemu, ale wtedy zaledwie trzydziestodwuletniemu Jurijowi Jakowlewowi (1928-2013), który znalazł do niej klucz tak znakomity, że wnet przekonał (a tacy byli) kolegów-niedowiarków, a partnerującą mu w roli Zofii młodziutką Jekatierinę Rajkinę, córkę sławnego Arkadija Rajkina, urzekł do tego stopnia, że została, choć nie na długo, jego małżonką. W pozostałych rolach od aktorskich znakomitości też aż błyszczało. Leon Kruczkowski mówił wtedy naszej „Trybunie Ludu”: „Przedstawienie bardzo zabawne i lekkie miało prawie wodewilowy charakter (z muzyką i piosenkami). Niektórzy sądzą, że teatr poszedł w tym kierunku zbyt daleko, niemniej przedstawienie podobało się zdecydowanie premierowej publiczności.” Po latach Jurij Jakowlew tak wspominał owe polsko-rosyjskie debaty wokół kształtu premiery: „Polscy ludzie teatru, doskonale świadomi tego, że sztuka Fredry gatunkowo stanowi „czystą farsę”, kwestionowali naszą koncepcję wystawienia jej w formie wodewilu, dopuszczającego i sympatię ku jego bohaterom, i ciepło, i bogaty rysunek charakterologiczny, i dobroduszny uśmiech, i niemałą szczyptę czułości. A my i nasza publiczność przekonaliśmy surowych znawców. Udobruchali się!”
Z premierowej obsady do końca eksploatacji spektaklu dotrwał w swej roli tylko Jakowlew, w połowie lat osiemdziesiątych XX stulecia wreszcie osiągając wiek (czyli lat pięćdziesiąt sześć) kreowanej przez siebie postaci. Z tejże premierowej obsady po dziś dzień(!) występują w Teatrze świetne Nina Niechłopoczenko (ówczesna Józia) i Agnessa Peterson (Fruzia). Poszczególne role z czasem były obejmowane i przez inne przyszłe gwiazdy rosyjskiej sceny i filmu, jak na przykład Siergieja Makowieckiego (Grzegorz i Rembo). W 2002 roku w monografii o Riemizowej rozdziałom o współpracujących z reżyserką w ciągu całej jej kariery aktorkach i aktorach nadano tytuły „Damy” i „Huzary”.


Rosyjska intrada „Dam i huzarów” dokonała się oczywiście znacznie wcześniej, jeszcze za życia autora – u schyłku roku 1847, i to na najważniejszej podówczas scenie państwa, czyli w cesarskim Teatrze Aleksandryjskim w Petersburgu; tłumaczenia i adaptacji czy też przeróbki tekstu Fredry dokonali dwaj znani literaci – Nikołaj Lindfors i Nikołaj Kulikow (ten ostatni dwadzieścia lat później zasłuży się też dla polskiej kultury przekładem libretta Wolskiego do „Halki”), a Majora zagrał sławny komik, niegdyś pierwszy Horodniczy w „Rewizorze” Gogola, Iwan Sosnicki, zaś Panią Orgonową (tu nazwaną Ariną Kononowną) – jego małżonka i stała sceniczna partnerka Jelena Sosnicka. Ale prawdziwa kariera „Dam…” w Rosji rozpoczęła się dopiero ponad wiek później, właśnie od wzorotwórczego spektaklu Teatru im. Wachtangowa; stały się tu też one – podobnie jak w wielu innych krajach – ze sztuk Fredry zdecydowanie najpopularniejszą. Rzecz ułatwiło wtedy to, że wkrótce po II wojnie światowej powstały dwa nowe dobre przekłady utworu (w tym najczęściej bodaj grywany Poliny Argo), jak i to, że w latach 1965, 1969 i 1976 odbyły się w Związku Radzieckim trzy wielkie festiwale dramaturgii polskiej (notabene aż trzech podobnych imprez nie doczekał się w ZSRR oprócz Polski żaden inny kraj). W samych tylko latach sześćdziesiątych XX wieku mieliśmy w Rosji do czynienia z premierami „Dam…” kolejno w Saratowie, Niżnim Nowogrodzie (wtedy Gorkim), Tambowie, Kazaniu, Syktywkarze, Iżewsku, Magnitogorsku, Tiumeni, Uljanowsku, Pskowie, Władywostoku, Machaczkale, Czycie, Błagowieszczeńsku, Złatouście, Ussuryjsku, Orenburgu, Kostromie, Prokopjewsku i Biełgorodzie. W latach 1961-1970 miało miejsce w Związku Radzieckim 2897 przedstawień sztuki – grano ją więc literalnie niemal codziennie. Powodzenie napisanej dla stołecznych „Dam…” świetnej muzyki moskiewskiego kompozytora Lwa Solina (1923-2008) sprawiło, że zwrócono się doń (skądinąd aż z Bułgarii) z propozycją dopisania nowych numerów i stworzenia na kanwie tekstu Fredry komedii muzycznej czy też operetki – i, o czym Solin mi w swoim czasie szczegółowo opowiadał, takowa powstała, wystawiona w Rosji najpierw w 1966 roku w Jekatierinburgu (podówczas Swierdłowsku), potem w Irkucku, Krasnojarsku, Omsku, Barnaule i szeregu innych ośrodków. Z kolei w 2000 roku w Petersburgu w znanym Teatrze Komedii im. Akimowa nadano „Damom…” formę „komedii w stylu musicalu” (autorem muzyki był Igor Rogalow, reżyserował Aleksander Pietrow).
Po pewnym spowolnieniu, do jakiego doszło w końcu XX wieku, strumień teatralnych realizacji „Dam i huzarów” nabrał znowu w Rosji wartkości w ostatnich dwóch dekadach. Wśród placówek najbardziej znanych ostatnio sięgnął po nie Centralny Teatr Armii Rosyjskiej w Moskwie; w 2016 roku w Małej Sali Teatru „Damy…” wystawił przyznający się do polskich korzeni Walentin Wariecki, także nadając swej inscenizacji formę wodewilu (z muzyką Łarisy Kazakowej) i angażując do spektaklu czołowych artystów trupy, w tym Aleksandra Dika jako Majora i Nikołaja Łazariewa jako Rotmistrza; skądinąd dla Warieckiego była to już druga realizacja komedii, po tej, którą ćwierć wieku wcześniej przedstawił w podmoskiewskim Noginsku. Spektakl w Teatrze Armii został pokazany 42 razy, gromadząc łącznie blisko 6 tys. widzów; ostatnie przedstawienie miało miejsce na miesiąc przed ogłoszeniem pandemii. Wciąż też sięgały po „Damy…” rosyjskie teatry amatorskie (sic!) – w ubiegłym roku głośno było o spektaklu teatru „Talizman”, działającego przy Obwodowym Centrum Rehabilitacji Niedowidzących w uralskim Czelabińsku…

Najnowsze

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...

Mit o pomaganiu

Mit o pomaganiu

Wczoraj pisałem o Łatwogangu, 251 mln zł zebranych dla dzieci chorujących onkologicznie, dziurze w NFZ, politykach ogrzewających się przy obywatelskiej mobilizacji, bogatych firmach, influencerach i konieczności patrzenia fundacjom na ręce. Dzisiaj chciałbym zejść na...