
29–30 lipca 2025 r. w Nowym Jorku, z inicjatywy Francji i Arabii Saudyjskiej, odbyła się konferencja ministerialna ONZ. Miała ona na celu wznowienie procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie oraz promocję idei dwóch państw jako rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Rezultatem spotkania jest tzw. Deklaracja nowojorska i wspólny apel piętnastu państw zachodnich o uznanie Palestyny.
Wśród sygnatariuszy apelu znalazły się państwa, które po raz pierwszy oficjalnie zadeklarowały gotowość uznania Palestyny: Australia, Kanada, Finlandia, Nowa Zelandia, Portugalia, Andora, Malta, San Marino i Luksemburg. Pozostałe kraje – Hiszpania, Irlandia, Norwegia, Słowenia, Islandia i Francja – potwierdziły wcześniejsze decyzje o uznaniu palestyńskiej państwowości. „Wyrażamy gotowość uznania Państwa Palestyńskiego i zapraszamy pozostałe kraje, które jeszcze tego nie uczyniły, do przyłączenia się do nas” – ogłosił francuski minister spraw zagranicznych Jean-Noël Barrot.
Deklaracja nowojorska jasno stwierdza, że kontrola nad Strefą Gazy i terytoriami palestyńskimi powinna zostać przekazana cywilnym władzom Autonomii Palestyńskiej, uznanym przez społeczność międzynarodową. Podpisana przy silnym poparciu państw arabskich – Arabii Saudyjskiej, Egiptu, Kataru, Jordanii oraz całej Ligi Arabskiej – wzywa także Hamas do zakończenia walk i przekazania władzy cywilnej administracji palestyńskiej.
Prezydent Francji Emmanuel Macron już w czerwcu zapowiedział, że Francja formalnie uzna Państwo Palestyńskie podczas wrześniowego Zgromadzenia Ogólnego ONZ, jeśli Izrael nie podejmie konkretnych kroków na rzecz rozwiązania dwupaństwowego i zakończenia wojny w Strefie Gazy.
Brytyjski zwrot w stronę uznania Palestyny
Niezależnie od nowojorskiej konferencji, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer zapowiedział, że jego rząd jest gotów formalnie uznać Państwo Palestyńskie we wrześniu. Uznanie to nastąpi, jeśli Izrael nie spełni warunków zawartych w brytyjskim ośmiopunktowym planie pokojowym, obejmujących m.in. zawieszenie broni w Strefie Gazy, zaprzestanie aneksji Zachodniego Brzegu oraz przystąpienie do realnych rozmów pokojowych. Tym samym decyzja Londynu stanowi niezależną i jednoznaczną reakcję na katastrofalną sytuację humanitarną w regionie.
Wielka Brytania nie brała udziału w nowojorskiej konferencji i nie podpisała apelu piętnastu państw, co czyni jej zapowiedź odrębnym, suwerennym aktem politycznym. Reakcja jest spowodowana przede wszystkim silną presję społeczną. Według badania Survation, aż 49 proc. Brytyjczyków popiera formalne uznanie Palestyny, przy zaledwie 13 proc. przeciwnych – to niemal stosunek 4 do 1. Rząd Partii Pracy podkreślił, że uznanie Palestyny nie będzie warunkowane zgodą innych państw – „nikt nie ma prawa weta wobec tej decyzji”.
Przyparty poniekąd do muru premier Starmer stwierdził, że dłużej nie można zwlekać, a uznanie palestyńskiej państwowości może być impulsem do pokojowego uregulowania sytuacji. Zaznaczył też, że decyzja Wielkiej Brytanii nie jest „kartą przetargową”, lecz moralnym obowiązkiem.
Co na to Izrael i Stany Zjednoczone?
Oczywiście bez zaskoczenia. Premier Izraela Benjamin Netanjahu stanowczo skrytykował inicjatywy uznania Palestyny, określając je jako „nagrodę dla Hamasu” i zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa izraelskiego. Władze Izraela twierdzą, że działania te podważają ich prawo do samoobrony i wzmacniają radykalne grupy palestyńskie. Rzecznik izraelskiego rządu oświadczył, że „jakiekolwiek uznanie państwowości palestyńskiej w obecnych warunkach będzie oznaczać legitymizację terroru”.
Podobne stanowisko zajęły Stany Zjednoczone, które określiły te działania jako „przedwczesne” i „niesprzyjające procesowi pokojowemu”. Rzeczniczka Białego Domu stwierdziła, że „uznanie państwa palestyńskiego musi być wynikiem bezpośrednich negocjacji między stronami, a nie jednostronnych decyzji”. Administracja amerykańska wyraziła także rozczarowanie wobec decyzji Francji i zapowiedzi ze strony Wielkiej Brytanii. Waszyngton podkreślił swoje „niezachwiane poparcie dla bezpieczeństwa Izraela” i zapowiedział kontynuację pomocy wojskowej dla tego kraju.
Katastrofa humanitarna w Strefie Gazy
Według danych Ministerstwa Zdrowia, od początku izraelskiej ofensywy zginęło już ponad 60 tysięcy osób – w tym niemal 18,5 tysiąca dzieci i blisko 10 tysięcy kobiet. Organizacje międzynarodowe alarmują, że rzeczywista liczba ofiar może sięgać 70, a nawet 100 tysięcy. Głód zabija coraz częściej i coraz brutalniej. Choć oficjalnie potwierdzono dotąd „tylko” 147 zgonów z niedożywienia – w tym 88 dzieci – to liczba ta nie oddaje nawet ułamka rzeczywistej tragedii. Setki tysięcy ludzi są na granicy śmierci głodowej, a dziesiątki tysięcy mogą umrzeć w najbliższych tygodniach, jeśli nie zostanie zniesiona blokada pomocy humanitarnej. Światowy Program Żywnościowy podkreśla, że potrzebnych jest co najmniej 500–600 ciężarówek z pomocą dziennie – tymczasem do Gazy dociera mniej niż połowa tej liczby.
Dodatkowo, w ostatnich tygodniach wojsko izraelskie wielokrotnie otwierało ogień do cywilów czekających w kolejkach po jedzenie, nierzadko wcześniej informowanych o rzekomych konwojach pomocowych. 20 lipca w północnej Gazie izraelscy żołnierze zabili co najmniej 67 osób, które zebrały się w miejscu dystrybucji żywności – w tym dzieci próbujące zdobyć choćby worek mąki. Zostali zwabieni nadzieją na przetrwanie – i zginęli od kul. Do kolejnej masakry doszło 29 lipca w obozie Nusajrat, gdzie izraelskie uderzenie zabiło 42 osoby, głównie kobiety i dzieci. W Gazie umiera się dziś nie tylko z głodu – ale i za to, że się po jedzenie w ogóle odważyło wyjść.
Międzynarodowy apel o uznanie Palestyny pozostaje niestety w dużej mierze gestem symbolicznym – ale gestem, który może mieć znaczenie, gdy pójdą za nim zdecydowane działania. W obliczu katastrofy humanitarnej, dokonywanego ludobójstwa i systemowego łamania prawa międzynarodowego przez Izrael, uznanie państwowości palestyńskiej nie jest już aktem odwagi, lecz cywilizacyjnym obowiązkiem. To szansa na wzmocnienie struktur cywilnych, ochronę ludności oraz stworzenie fundamentów pod rzeczywiste rozmowy pokojowe.
Jednak sam gest nie wystarczy. Jeśli społeczność międzynarodowa nie podejmie równolegle twardych działań – sankcji, nacisków dyplomatycznych, izolacji politycznej – deklaracje okażą się jałowe. Potrzebna jest nie tylko jednomyślność w słowach, ale konsekwencja w czynach. Sygnatariusze apelują o przyszłość opartą na współistnieniu dwóch równoprawnych i suwerennych państw – Izraela i Palestyny – ale jeśli za tym apelem nie pójdzie realny nacisk, pozostanie on tylko kolejnym dokumentem bez wpływu na rzeczywistość.
Do dziś państwo palestyńskie uznało już 147 z 193 członków ONZ – to ponad 75% społeczności międzynarodowej. W tym gronie znajduje się także Polska, która uznała Palestynę już w 1988 roku i od tego czasu utrzymuje oficjalne stosunki dyplomatyczne z Autonomią Palestyńską.









