Telewizyjny sezam różności

Wypieki na twarzy mi się nie zdarzają, ale skończywszy tę lekturę miałem uczucie, jakbym ich doznał. W końcu nie jestem jakimś tam zwykłym czytelnikiem tej smacznej książeczki, ale czytelnikiem, który to wszystko widział na własne oczy – czyli świadkiem.

Jej autorzy, a to praca zbiorowa, w trybie barwnym i anegdotycznym opowiedzieli o Telewizji Polskiej czasów PRL, od jej zarania na początku lat pięćdziesiątych po schyłek tzw. czasów gierkowskich.
Całość otwiera fotografia jednego z odbiorników telewizyjnych, które w pierwszej telewizyjnej epoce służyły telewidzom – „Neptuna”. Też pamiętam – dziś eksponat muzeum techniki, tzw. vintage.
Ten przepyszny sezam rozpoczyna rozdział o „Dzienniku Telewizyjnym”, o mechanizmie jego codziennego wytwarzania, o niezapomnianych – dla mojej, i starszej, generacji – spikerach tej flagowej audycji (do wymienionych m.in. Stanisława Cześnina, Andrzeja Racławickiego, Jerzego Rosołowskiego i innych, można by dodać także n.p. Jerzego Tepli, Leszka Nowaka, Wojciecha Zymsa i wielu innych, w tym Aleksandry Jakubowskiej, czyli dawnej millerowskiej „lwicy lewicy”, która zdradziła lewicę dla braci- poruczników Karnowskich i ich „Sieci”.
Co prawda ideologiczny trybut o propagandowych kłamstwach „Dziennika”, dziś, w obliczu „Wiadomości” TVPiS czasów Kurskiego brzmi zgoła inaczej, ale mniejsza o to.
„Ukąszeni przez Kobrę”, to wspominki o niezwykłym, kryminalnym cyklu teatru telewizyjnego i o barwnych kulisach jego powstawania w warunkach prawdziwie polowych, a nawet przygodowo-awanturniczo-chałupniczych, najpierw w studiu przy ulicy Ratuszowej 11 na Pradze, a później przy placu Powstańców Warszawy. Przy okazji o okolicznościach powstania pierwszego widowiska Teatru Telewizji w 1953 roku (któremu niestety nie poświęcono odrębnego rozdziału): „Słuchaj, jest już 12 czy 16 telewizorów na mieście, trzeba coś zrobić”, „Ale co?” „Jest sztuka Rachmanowa i Ryssa „Okno w lesie”, „No to ją robię”).
Przy okazji dowiadujemy się ile wyniosło w 1967 roku honorarium dla autorki tekstu wykorzystanego do Kobry, Agaty Christie – sześć tysięcy złociszy.
A poza Kobrą (kryminalną), tą z czołówką z wijącym się wężem i buczącą melodyjką w tle, był także Teatr Sensacji (wychylony ku tematyce szpiegowskiej – m.in. „Stirlitz” z Piotrem Pawłowskim, który później dubbingował Wiaczesława Tichonowa w radzieckim serialu ) i Teatr Fantastyki „Sfinks” (n.p. „Doktor Jekyll i pan Hyde”) R.L. Stevensona. Dalej mnóstwo smaczków o poetyce i o kulisach powstawania „Kabaretu Starszych Panów”, o teleturnieju „Wielka Gra” (w tym anegdoty o nietuzinkowych prowadzących – Ryszardzie Serafinowiczu, kuzynie poety Jana Lechonia i emigrancie po marcu 1968 czy o hrabiance Joannie Rostockiej, „wyrzuconej za krzyżyk na szyi”), o kulisach realizacji „Studia 2” Bożeny Walter i Edwarda Mikołajczyka, „Kabaretu Olgi Lipińskiej”, który występował pod różnymi winietami (m.in. jako „Gallux Show”), o „Stawce większej niż życie” (w dwóch wersjach – serialowej i teatralnej), „Czterech pancernych i psie”, o „wyrobie bondopodobnym”, czyli serialu „Życie na gorąco”, o programach dla dzieci, czyli głównie „dobranockach”, od Jacka i Agatki i Gąski Balbinki po Pszczółkę Maję, czy Telewizję Dziewcząt i Chłopców z niezapomnianą „Niewidzialną ręką” czy „Latającym Holendrem”.
Do tego obfity pakiet barwnie opisanych seriali, polskich – od „Barbary i Jana” (1964), przez „Czarne chmury” (1973) po „Kanclerza” (1989), czy obcych – od „Bonanzy” i „Świętego” po „Niewolnicę Isaurę” i „Colombo”.
Wszystko to okraszone jest licznymi, często pysznymi, anegdotami i bonmotami (n.p. o tym jak robotnicy na spotkaniu z sekretarzem KC PZPR Albinem Siwakiem, dowcipnie przez niego sprowokowani nawiązaniem do serialu „Pogoda dla bogaczy”, zaczęli skandować: „Falconetti, Falconetti” (kto pamięta postacie i kontekst, ten wie o co chodzi, ten kto nie zna lub jest zbyt młody, smaku anegdoty nie uchwyci).
Takich pysznych anegdot połączonych z ciekawymi personaliami jest w tej książeczce bez liku.
Zaczerpnąłem tu tylko naparstek z obfitego zasobu, ale też trudno się dziwić, że w niewielkiej edycji autorzy nie pomieścili, a nawet nie wzmiankowali wielu wysepek tego archipelagu jakim była ówczesna telewizja.
Dlatego w trybie kronikarskiego przypomnienia wspomnę jeszcze o takich audycjach, jak „Konkurs pięciu milionów” (sportowe turnieje międzyszkolne prowadzone przez Marka Grota), „Dla każdego coś miłego”, skierowany do hobbystów, sobotni „Monitor”, magazyn publicystyczny (zamiast „Dziennika Telewizyjnego”), prowadzony naprzemiennie przez Karola Małcużyńskiego i Edmunda Męclewskiego, także publicystyczny „Światowid” Edwarda Dylawerskiego, „Turniej miast”, satyryczny „Wielokropek” w wykonaniu Witolda Fillera, Jana Kobuszewskiego i Jana Kociniaka, podróżniczy „Klub siedmiu kontynentów” Ryszarda Badowskiego, a także liczne seriale polskie i zachodnie niewymienione w omawianej edycji czy wreszcie niezapomniany Jan Suzin, ze swoim wspaniałym głosem, i jako tzw. spiker i jako lektor filmów, w tym westernów (choćby „Rio Bravo” Howarda Hawksa). Mógłbym tę listę nazwisk i audycji ciągnąć długo, ale brak mi miejsca (może przy innej okazji).
Inspirująca, fascynująca, pyszna lektura.
„Telewizja. Okno na świat”, Kolekcja Prenumeratorów „Wyborczej”, Warszawa 2021, str. 159, ISBN 8-268-3436-3