Waga państwowa

Ostatnio przeprowadzone badania alarmują. Co trzeci polski ośmiolatek waży za dużo. Można by, nawiązując do humoru filmów Barei, stwierdzić, że to kolejny dowód sukcesów III Rzeczpospolitej i elit nią rządzących. Namacalne potwierdzenie polskich aspiracji do grupy G- 20, zrzeszającej największe gospodarki świata.

Tak naprawdę to fatalna prognoza. Za kilkanaście lat jedna trzecia polskiego społeczeństwa będzie aspirowała do grona osób przewlekle chorych. Jedna trzecia obywateli naszego państwa będzie niebawem miała „kartę stałego klienta” placówek służby zdrowia i ośrodków zdrowotnej rehabilitacji. Ponieważ otyłość dotyczy już wszystkich, to zapewne będziemy mieli też licznych otyłych lekarzy i rehabilitantów.

Problem otyłości od niedawna jest obecny na poważnie w polskiej debacie publicznej. Wcześniej był niezauważany, lekceważony, skrywany nawet. Jesteśmy społeczeństwem jeszcze niedawno zurbanizowanym. Nasi wiejscy rodzice, dziadkowie bywali notorycznie głodni. Częściej nie dojadali niż popuszczali pasa po wyżerkach. Bywała tam opuchlizna wywołana głodowym, przednówkowym jedzeniem, a nie wymyśloną dla konsumentów „kuchnią chłopską”. Kanonadą kiełbasy i smalcu.

W bliskich mi społecznościach azjatyckich człowiek gruby był synonim dostatku i mądrości. Radosny, pulchny na brzuchu figurkowy Budda, to symbol i ukoronowanie udanego żywota.

W środowiskach miejskich, wśród nowej polskiej inteligencji otyłość rosła wraz z awansem zawodowo-politycznym. Zwłaszcza wśród kadry partyjnej, inżynierskiej, menadżerskiej. Wśród inteligencji humanistycznej dalej pokutował typ „chudego literata”.

Kiedy nastała w III RP epoka korporacji, to otyłość stała się przypadłością wstydliwą. Jak kiedyś syfilis. Walcząc z otyłością polskie korpoludki ruszyły do siłowni. Świątyń, przybyłej wraz z kapitalizmem, nowej religii.

Niestety tryb życia tych ludków i styl pracy w korporacjach dawał im gwarancję złapania otyłości, podobnie jak trypra, częste wizyty w burdelach.

Idole polskich mediów, którzy radykalnie przybyli na wadze, bywali wtedy bezlitośnie, okrutnie hejtowani w Internecie przez setki tysięcy typowych dla Polski zawistników. Doświadczyli tego znakomity aktor Olaf Lubaszenko, znany dziennikarz Tomasz Sekielski i wielu innych.

„Nie żryj aż tyle obrzydliwy salcesonie”, radzili im w internetowych komentarzach „życzliwi Polacy”.

Dopiero niedawno w polskiej debacie publicznej przebił się pogląd, że otyłość jest chorobą obecnej cywilizacji. Chorują już dzieci, bo coraz więcej jedzą posiłków składających się z przemysłowo przetworzonej żywności i jednocześnie coraz mniej się ruszają w przerwach obcowaniami ze smartfonami.

Niedawno usłyszałem zawołanie matki do kilkunastoletniego dziecka: „Przyjdź, pójdziemy do Żabki, kupię ci obiad”. Matki moich kolegów wołały: „Chodź do domu, zrobiłam ci obiad”.

Kilkanaście lat temu po raz pierwszy publicznie zażartowałem, że w Polsce „górnicy mają pylicę, a parlamentarzyści otylicę”. W obu przypadkach to choroba zawodowa tych profesji.

Zgódźmy się, że otyłość to choroba zawodowa nie tylko w Polsce. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia ze spotkań światowych liderów. Trudno wśród nich znaleźć osobę o figurze Mahatmy Ganghiego.

W Polsce na otyłość powszechnie chorują parlamentarzyści. Nie tylko płci męskiej. Zwłaszcza eurodeputowani, bo podczas posiedzeń w Parlamencie Europejskim codziennie są jakieś „eventy” reklamujące regiony naszej Unii i innych państw. Każda taka impreza to jednocześnie degustacja regionalnych dań i napojów, zwykle alkoholowych. Darmowa rzecz jasna.

Ale to nie w Brukseli złapałem chorobę otyłości. Piszę to profilaktycznie, dla entuzjastów „polsxitu”.

Otyłości nabawiłem się podczas pracy w Sejmie RP. Podczas wielogodzinnych posiedzeń sejmowych komisji i plenarek przerywanych szybkimi, obfitymi kalorycznie posiłkami, popijanymi równie kalorycznymi napojami. Podczas uroczystych otwarć, zamknięć, promocji, i jakże licznych „dożynek”.

Dziś otyłości sprzyja też styl naszego życia. Wywołuje ją nie tylko jedzenie żywności przemysłowo przetworzonej, ale też szybkie spożywanie każdych posiłków. Sprzyja brak snu, przepracowanie, stressy i depresje. Sprzyjają jej inne choroby. Przede wszystkim serca, wątroby, wszelakie cukrzyce.

Dlatego tak trudno jest walczyć z otyłością. Każdy kto przynajmniej raz odchudzał się, zna te często syzyfowe prace.

Kiedyś zaproponowałem, z z satyrycznym odcieniem,aby każdy polski parlamentarzysta/ parlamentarzystka ważył się na początku swej kadencji. A potem na jej zakończenie. I porównywał wyniki. I wpisywał je do swego obowiązkowego oświadczenia majątkowego. Bo każde kilo klasy politycznej to dobro narodu.

Dziś proponuję kolegom z Wiejskiej aby na początek jak najszybciej zaczęli się regularnie ważyć i przyrost swych kilogramów zawsze mieli przed oczami. Zaprawdę powiadam Wam, przyrost waszego ciała to nie przyrost krajowego PKB.

PS. Więcej w Fakty Po Mitach

Piotr Gadzinowski

Poprzedni

Wojna USA i Izraela z Iranem a klimat. Skala szkód jest ogromna

Następny

Jak ograniczano nabór i utrwalono niedobór lekarzy