Warszawska fantasmagoria 1939

3 lut 2021

Powieść Twardocha uzyskała „Paszport „Polityki” i pochwały recenzentów. Mocno chwalił ją Krzysztof Varga. Słowem, „Morfina” była jednym z beniaminków sezonu wydawniczego 2013 r.. Nie jest jednak tak, że ten 34-letni pisarz zebrał te laury za jakieś nagłe objawienie deus ex machina, za jednorazowy wyskok talentu.

Na swoim Śląsku, do którego przywiązanie (mieszka w Pilchowicach) akcentuje bardzo mocno napisał już przed „Morfiną” dziesięć powieści i zbiorów opowiadań. Jego „Obłęd rotmistrza von Egern” i „Epifania wikarego Trzaski” zostały zauważone i uhonorowane prestiżowymi wyróżnieniami i nagrodami. Przyznam, że nie jestem znawcą tematyki jego twórczości (trudno – nie wszystko jest w stanie przeczytać nawet zagorzały czytelnik), ale jest ona mocno osadzona w klimatach śląsko-niemieckich, nie stroniąca od stylistyki mrocznej, nasyconej silnymi elementami fantazji
Trzeba też dodać, że Twardoch nie jest jedynie prozaikiem zagłębionym w literaturę. Jest też publicystą, a jego związki z „Frondą”, „Arcanami” czy „Christianitas”, a obecnie z „44/Czterdzieści i cztery” zdają się go jednoznacznie sytuować na publicystycznej prawicy. A jednak Twardoch nie mieści się prosto i bezkolizyjnie w tym schemacie. Jego poglądy mają co prawda substancjalne podłoże prawicowo-konserwatywne, ale jednocześnie tradycyjne fobie i uwielbienia polskiej prawicy dekonstruuje i demaskuje on tak bezpardonowo i ostro, jak mogła by to czynić najbardziej radykalna lewica,. Jest więc właściwie Twardoch czymś w rodzaju przekornego rewersu prawicowo-konserwatywnej monety.
„Morfina” opowiada o losach Konstantego Willemana, Polako-Ślązako-Niemca, w 1939 roku oficera Wojska Polskiego, a przy tym narkomana-morfinisty i jego głównie warszawskich perypetii pierwszej jesieni okupacji, po wrześniowej klęsce, rozrachunek z którą przywodzi tu na myśl i „Sprzysiężenie” Stefana Kisielewskiego i „Wrzesień” Jerzego Putramenta i wojenne dzienniki Zofii Nałkowskiej. Ponieważ powieść ma cechy kryminału i powieści poniekąd wywiadowczej, z konspiracją w tle, nie będę zdradzał żadnych składników fabuły, bo to zawsze nie fair wobec amatorów tego gatunku. Zatrzymam się więc tylko przy cechach literackich, przy stylu „Morfiny”.
Rzecz jest napisana bardzo sprawnie i czyta się ją wartko. Twardoch nie skonstruował jednak realistycznego obrazu Warszawy tamtych miesięcy. Fakturą narracji nie nawiązuje więc – nawet pastiszowo czy aluzyjnie – do tradycji prozy przedwojennej ani tej prozy czasów wojny i okupacji, do której starszych czytelników przyzwyczaiły lektury powojenne, do – powiedzmy – „Przygód człowieka myślącego” Marii Dąbrowskiej, lecz stwarza nerwową fantasmagorię rządzącą się zdecydowanie regułami wyobraźni współczesnej. Narracja Twardocha jest szybka, nerwowa, wartka, agresywna, jakby wywodziła się z poetyki komiksu czy wideoklipu, z dzisiejszych mediów elektronicznych, a nie z lektury dawnej literatury. Trudno więc w niej szukać nastrojów, które kojarzymy – może trochę szablonowo – z tamtymi czasami. Bohaterowie żyją rytmem życia i wyobraźnią erotyczną (ostrej, momentami mocno obscenicznej erotyki jest w „Morfinie” dużo) raczej nam współczesną niż owoczesną, gdy ludzie żyli jednak (choćby w swoich głowach) wolniej, a biologiczne pożądania skrywały się raczej za bukietami „chryzantem złocistych” niż objawiały seriami bezpardonowo obnażonych członków męskich i sromów damskich w pośpiesznej akcji. Jeśli więc ktoś zechce traktować „Morfinę” jako powieść „historyczną”, ten albo się zawiedzie albo da się wprowadzić w błąd. To czysta fantasmagoria młodego, współczesnego pisarza.
Wydaje mi się przy tym, że „Morfinę” Twardoch skroił zbyt obszernie, że ze swoimi blisko sześciuset stronami jest ona za długa, przegadana, że jest w niej sporo niekoniecznej „waty”. Więcej dyscypliny werbalno-frazeologicznej zrobiłoby jej chyba dobrze.
Przy tych zastrzeżeniach rekomenduję te lekturę czytelnikom z czystym sumieniem jako porcję dobrego czytania.
Szczepan Twardoch – „Morfina”, Wydawnictwo Literackie Kraków 2013, str. 584, ISBN 978-83-08-05011-8

Najnowsze

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...

Mit o pomaganiu

Mit o pomaganiu

Wczoraj pisałem o Łatwogangu, 251 mln zł zebranych dla dzieci chorujących onkologicznie, dziurze w NFZ, politykach ogrzewających się przy obywatelskiej mobilizacji, bogatych firmach, influencerach i konieczności patrzenia fundacjom na ręce. Dzisiaj chciałbym zejść na...