Andrzej Duda – plusy ujemne

Jacek Jaworski

Styczeń to czas refleksji nad politycznymi wydarzeniami minionego roku, okres podsumowań i wniosków. Tylko dla wyznawców ideologii PiS nie jest jasne, że smutną musi być refleksja nad dokonaniami prezydenta Andrzeja Dudy.

Od początku swej pierwszej kadencji A. Duda z samobójczą konsekwencją rozmieniał na drobne majestat urzędu prezydenta Rzeczypospolitej, strywializował go i ośmieszał. Po tym jak w kontekście jego osoby pojawiły się słynne leśne ruchadła, było już tylko coraz śmieszniej i straszniej. Tańcowanie z gaździnami na ważnych dla życia narodu wydarzeniach jak regionalne święto kaszy, podrygiwanie pod rybą na Górze św. Anny, zaśpiewki, żarciki i dowcipy były doprawdy ciężkostrawne i nie licujące z powagą pełnionego urzędu. Głęboką troską napawa obserwatorów jego działalności wyraźnie rysująca się, radosna chłopięcość i infantylizm prezydenta. Jak dziecko wpuszczone do pokoju dorosłych, cieszył się okazjami, gdy uchodził (w swoich oczach) za prawdziwą głowę państwa. Tak było na szczycie NATO w Brukseli, gdzie koniecznie chciał być atrakcyjny, choć wyszło jak zwykle, bo pokazywaniu kciuków towarzyszyła dziecinna wręcz radość z faktu, że chociaż na wspólnej fotografii znalazł się między najważniejszymi przywódcami Europy. Smutne, lecz w rzeczywistości, w NATO-owskim towarzystwie nie jest uznawany za szczególnie ważnego i istotnego gościa. Nawet jego rzekomy przyjaciel, prezydent USA Donald Trump dobitnie dał to do zrozumienia, nie znajdując dla A. Dudy w Białym Domu więcej jak tylko kilka chwil na krótką kuluarową rozmowę przy windzie, pomiędzy naprawdę ważnymi spotkaniami. Lecz wierni, choć groteskowi akolici z jego pałacu wydali oświadczenie, że obaj prezydenci dokonali pogłębionej analizy globalnych problemów z zakresu polityki międzynarodowej, poruszyli szeroki krąg zagadnień bilateralnych, uzgodnili wspólne stanowisko wobec zagrożeń terrorystycznych i klimatycznych, dokonali koordynacji stanowisk wobec Rosji, Chin, Iranu, i co tam jeszcze. Rzadki ubaw, jednym słowem. Choć samemu prezydentowi z pewnością nie do śmiechu było kiedy z kolei stał jak słup soli, a prezydent Barack Obama karcił go za łamanie prawa i Konstytucji.

W jego prezydenturze dostrzegalne są motywy i śmieszne i straszne. Do tych śmiesznych (wszystkich nie sposób wymienić) zaliczyć należy wyćwiczone przed lustrem miny w stylu Cezara lub Il Duce, wykrzyczane z patosem przemówienia, także taką wypowiedź jak ta o niedobrej UE, bo nie chce sprzedawać starych żarówek, albo ta, że ,,jesteśmy narodem, który ukształtował ten świat”, a także ta kiedy jako gospodarz konferencji klimatycznej zapowiedział spalanie polskiego węgla przez 200 lat. Mówił wówczas antynaukowe brednie, że człowiek nie przyczynia się do zmiany klimatu, choć każde dziecko wie, że to nieprawda. A ten niedorzeczny bełkot o bitwie polskich żołnierzy pod Monte Cassino, która miała stać się przyczyną powstania UE(!). Lecz już strasznym motywem jego przemówienia w 40. rocznicę wyborów 1989 r. była refleksja nad skażeniem demokracji III RP, czego powodem miał być brak rozlewu krwi Polaków w 1989 r., a teraz za ten brak płacimy cenę (!). Co więcej wolność upatruje nie w masowym buncie robotników, a w … modlitwach kapłanów.
Nachalnie eksponując swoją rzeczywistą czy udawaną pobożność, notorycznie klęcząc przed ołtarzami, bezwarunkowo popierając kościół i jego hierarchów, narusza zasadę bezstronności i światopoglądowej neutralności urzędu prezydenta. Wprzęgając biskupów w sprawy państwa i obywateli narusz art. 25 ust. 3 Konstytucji o rozdziale państwa i kościoła kat. Nie mógł pominąć tak niedorzecznej uroczystości w Łagiewnikach jak koronowanie Chrystusa na króla Polski. A może większość Polaków sobie po prostu nie życzy takiej średniowiecznej szopki? No tak, ale znów; przecież tata Duda nie na darmo wpajał synowi przekonanie: ,, Przecież były Śluby Jasnogórskie, oddaliśmy się w opiekę Maryi. Akt oddania się Chrystusowi Królowi powinien więc być w Polsce przyjęty”. A prezydent wciąż się uczy i chłonie wiedzę, w dużej mierze od chronicznie pobożnego taty, bo tacie zawdzięcza się najwięcej, co w tym przypadku podkreślały pikietujące pod PADem córy Radia Maryja: ,,Błogosławiony członek, który cię spłodził”. Dlatego pewnie, czcząc ojca swego, przemawia do żołnierzy WP w stylu, jaki spodobałby się zapewne Antoniemu Macierewiczowi: ,,Możecie się czuć bezpieczni, ponieważ zostaliście zawierzeni opiece Matki Przenajświętszej”.

Cóż, cały PiS, z którym utożsamia się prezydent, to taka specyficzna odmiana zwykłej głupoty, fałszywej pobożności, zacofania, rzewnej tęsknoty za zaściankową przeszłością, błazenady, groteski, niedorzeczności, absurdu i fałszu, a prezydent, zgodnie z wypracowaną wąską specjalizacją, pod tą odmianą podpisuje się, jak zawsze. Może dlatego zapytany w pisowskiej telewizji kogo wymieniłby z najwybitniejszych Polaków w historii Polski, stawia obok Jana Pawła II, … Lecha Kaczyńskiego. A propos groteski i pobożności. Trudno zapomnieć sytuacji kiedy prezydent z wyronioną koszulą, niczym nadgorliwy ministrant pełzał na czworaka między krzesłami na Jasnej Górze, w pościgu za unoszoną wiatrem hostią. Chyba każdy kto to widział, w smutnej zadumie pochylił się nad sponiewieranym majestatem RP, który prezydent ma obowiązek personifikować. To nie jedyna taka sytuacja gdzie w jego przypadku granica między dramatem a tragifarsą jest tak cienka, że praktycznie zanikła. Ze śmiechem, zdumieniem ale i z zażenowaniem patrzyliśmy na popłakującego, z drgającym podbródkiem gdy mamrotał o żołnierzach wyklętych lub do łez wzruszał się wspominając jak ładnie na defiladzie wygląda nasza kompania reprezentacyjna. A jak traktować potraktować jego dziwactwa, gdy w 2014 r. specjalnie wybrał się do Zembrzyc, by niejaka Myrna Nazzour pocąca się ,,Świętym Łojem”, wtarła mu w skórę swój tłuszcz organiczny. Ten istotny dla prezydentury fakt zdradził nie kto inny, jak porażony cudem Błogosławionych Wydzielin europoseł PiS Dominik Tarczyński.

Lecz gdyby problem naszego prezydenta polegał jedynie na braku powagi, na dziwactwach, groteskowych zachowaniach, emocjonalnej niedojrzałości, byłoby pół biedy. Podobno, jak zapewniał, wciąż się uczy. Gdyby tak nauczył się na pamięć zapisów Konstytucji, jak np. art. 126 mówiący: ,,Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej …”, lub też art. 132: ,,Prezydent Rzeczypospolitej nie może piastować żadnego innego urzędu ani pełnić żadnej funkcji publicznej, z wyjątkiem tych, które są związane ze sprawowanym urzędem”.

No właśnie: przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej, nie rzecznikiem i adwokatem partii, która go zgłosiła do tego urzędu. Gdyby A. Duda zechciał przyjrzeć się jak ten wysoki urząd sprawowali inni, lepsi od niego, wiele mógłby się nauczyć, skoro lubi to robić, np. od Aleksandra Kwaśniewskiego. To proste, ma być dokładnie jak mówi Konstytucja: prezydent nie może pełnić żadnego innego urzędu ani pełnić innej funkcji. Niestety, widzimy w osobie prezydenta rzecznika i propagandzistę partii PiS, odgrywającego tę rolę z chłopięcym zapałem i gorliwością radzieckiego pioniera. Potwierdza to bezwstydnie, gdy posuwa się do tak infantylnych, nieprzemyślanych stwierdzeń jak to, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków gdyż nie wszyscy na niego głosowali. I mówiąc to wydawał się niezmiernie zadowolony ze swoich słów, które najwyraźniej uznał za niezwykle odkrywcze. Niestety, A. Duda nie potrafi wyrwać się z mentalności dworskiego sługi swego pana. Którego – każdy wie. Dlatego sprzeniewierzając się zasadzie bezstronności, czynnie pozwala sobie na dyskredytowanie ludzi innych opcji politycznych, np. tzw. lewaków, choć najwyraźniej nie w pełni rozumie znaczenie tego pojęcia. Bo lewakami są u niego politycy liberalno-konserwatywnej PO, liberalnej Nowoczesnej, chadeckiego PSL-u czy social-demokratycznego SLD. To minimum wiedzy, lecz prezydent mówiący o ,,szyderstwach i napadach lewackich mediów”, powinien ją posiąść, skoro wciąż się uczy, że w czasach realnego socjalizmu lewakiem mógł stać się każdy, kto nie popierał stalinowskiej/poststalinowskiej władzy, a wyznawał jednocześnie lewicowe poglądy, łącznie z takimi ludźmi, do formatu których jest mu niezmiernie daleko, jak ś. p. Karol Modzelewski, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek czy Adam Michnik, walczący z komuną gdy A. Duda uczył się, lecz tabliczki mnożenia. Ale też prezydentowi nie można się dziwić, skoro z domu rodzinnego wyniósł takie mądrości o jakich mówił mu tata: ,,Lewackie i libertyńskie wstecznictwo niesie tylko rozkład, szczególnie moralny. Musimy być czujni”. A w imię ojca i syna wtóruje zespół amatorski zgromadzony w pałacu prezydenckim, jak nienadzwyczajny profesor Zybertowicz, który w studio TVP cieszy się, że ,, że nie ma tutaj wśród przedstawicieli wszystkich sił politycznych żadnego lewaka”. Co tam zresztą lewacy. ,,Dojna zmiana”, czyli cała opozycja, którą Duda stara się skompromitować, jego gadka o ,,jazgocie opozycji, który nas nie powstrzyma”, ta ,,wyimaginowana wspólnota”, to ,,bajanie o UE dla maluczkich”, to zwracanie się do opozycji, tak niestosowne w ustach prezydenta – mediatora: ,,Jesteśmy po dwóch stronach barykady”, te ekspiacje o szefie Rady Europejskiej, Donaldzie Tusku, pokazujące, że nie rozumie czym jest Unia i na czym polegają obowiązki najważniejszych unijnych urzędników, te prostackie opinie, że Tusk nic nie załatwił dla Polski, że nie reprezentuje polskich interesów i nie ma szacunku do własnego kraju, bo służy Niemcom, to wszystko odbije się czkawką, kiedy przyjdzie czas rozliczenia się z urzędu. Te wszystkie dzielące Polaków opinie, czyżby naprawdę miały być potwierdzeniem jego słów z początku pierwszej kadencji i brawurowo powtórzone w drugiej, o głównym celu jego prezydentury – łączeniu Polaków ???

Choć jego podpisy widnieją na najważniejszych dokumentach, to w rzeczywistości wyrzekł się prezydenckiej podmiotowości i suwerenności, wykonując i firmując rozstrzygnięcia, które podejmowane są przez PiS z pogwałceniem Konstytucji. Funkcja pisowskiego notariusza nie zapewnia prezydentowi poważania ani w społeczeństwie, ani nawet w samym PiSie. Widać to gołym okiem. Przypomnijmy proszalną i pokorną postawę A. Dudy, gdy żebrał o uścisk dłoni Kaczyńskiego, po tym jak nieopatrznie wyrwało mu się odmienne od jego zdanie o potrzebie wzajemnego wybaczenia sobie na linii rząd – opozycja. To jasne, że PiS wystawiło Dudę do prezydentury tylko dlatego, że Kaczyński bał się przegrać z Bronisławem Komorowskim. Czwartorzędny wówczas funkcjonariusz partyjny niespodziewanie wygrał walkę wyborczą, ,,przez przypadek” (skąd to znamy?) i został wybrany na urząd prezydenta. To wyniesienie nieznanego nikomu polityka bynajmniej nie przysporzyło mu szacunku wśród starszych kolegów z PiS, wciąż traktujących go z zauważalnym lekceważeniem i pobłażaniem, a nawet z niechęcią. Bo wszelkie chłopięce przechwałki prezydenta, których nie szczędzi sobie i nam, muszą irytować nawet pisowców, są doprawdy ambarasujące i nie przystają do powagi pełnionego urzędu. Prezydenturę rozpoczął od nie mającego wiele z skromnością samookreślenia się jako człowiek niezłomny, a najnowsza jego ekspiacja dotycząca osobistej przyjaźni z D. Trumpem miała zaowocować niespełnionymi preferencjami Polski w dostawie amerykańskich szczepionek. Mści się na nim bezrefleksyjne, nie liczące się z realnymi możliwościami i brakiem poparcia swego zaplecza politycznego, sypanie obietnicami i zobowiązaniami jak te dotyczące przeprowadzenia referendum konstytucyjnego, wysuwanie kandydatury prezydenckiego ministra Szczerskiego na szefa NATO, propozycja zapisu w Konstytucji o przynależności Polski do UE i NATO czy zignorowana przez PiS jego zapowiedź o otwarciu stoków narciarskich. A kiedy w swej zamaszystej zuchowatości, z wyraźnym samozachwytem obiecał zmniejszyć kwotę wolną od podatku, a w razie nieprzyjęcia tego postulatu miał złożyć urząd, czy to przysporzyło mu powagi czy też ośmieszyło go ? Jego obietnica, której koszt wyniósłby 21 mld. zł. nie została przez PiS zauważona, lecz Duda został na stanowisku. A szkoda, wlelibyśmy by stało się odwrotnie. Lecz mało tego; taki sam los spotkał prezydencki projekt ustawy obniżającej wiek emerytalny, nigdy nie zrealizowana nonszalancka zapowiedź pomocy dla niepełnosprawnych i frankowiczów i ostatnio jego autorstwa nowelizacja ustawy aborcyjnej, całkowicie zignorowana przez PiS. Jak na prezydenckie inicjatywy, coś za dużo tych kompromitujących falstartów.
Ale przejdźmy do najważniejszych kwestii. Ucząc się wciąż i wszędzie z pewnością zapoznał się z zapisami Konstytucji. Tylko czy przeczytał ją ze zrozumieniem? Bo senacki zespół ds. monitorowania praworządności twierdzi, że podczas dokonywania zmian w Trybunale Konstytucyjnym, Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa, a także podczas prac nad ustawą o ustroju sądów powszechnych, złamał wraz z pisowcami co najmniej 13 artykułów Konstytucji, niektóre wielokrotnie. „Ale który artykuł” – dopytywała jego małżonka w KFC, gdy dzielna dziewczyna zarzuciła prezydentowi łamanie Konstytucji. No to konkretnie i ograniczając się jedynie do artykułów Konstytucji złamanych bezpośrednio przez A. Dudę. Przede wszystkim właśnie art. 126, pkt. 2: ,,Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji”. Swoim bezzwłocznym podpisaniem ustawy o Trybunale Konstytucyjnym i sądach, mimo, że wszystkie zostały ocenione jako niekonstytucyjne przez służby prawne Sejmu i Senatu, pogwałcił Konstytucję, a zgodnie z nią mógł te ustawy zawetować lub odesłać do Trybunału.

Art. 139: ,,Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski”. ,,Ułaskawił” (ułaskawienie to darowanie kary winnemu) Mariusza Kamińskiego, choć wyrok w jego sprawach był nieprawomocny a sam Kamiński odwołał się do Sądu Apelacyjnego. Stwierdził absurdalnie, że ,,wyręczył sądy w ich obowiązkach”.

Art. 180 ust. 1: „Sędziowie są nieusuwalni”. Podpisał w nocy usunięcie 40% sędziów SN.

Art. 178 ust. 1: „Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom”, a art. 173: „Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz”. Swoim podpisem uzależnił sądownictwo od polityków, w tym prokuratorowi gen. Ziobrze

Art. 183 ust. 3: ,,Kadencja I Prezesa Sądu Najwyższego trwa 6 lat”. Usunął sędzię Małgorzatę Gersdorf po 4 latach kadencji.

Art. 187 ust. 1: ,,W Krajowej Radzie Sądownictwa jest 15 miejsc dla przedstawicieli sędziów”. Przyłożył rękę do tego by wszystkie 15 miejsc obsadzili posłowie PiS.

Jeśli A. Duda podkreślał, że z D. Trumpem łączy go jednakowe spojrzenie na prowadzenie polityki, to musi uwzględniać dwie rzeczy: wyciągać wnioski z tego jak obecny prezydent USA kończy swą karierę i jak jest traktowany przez przywódców cywilizowanego świata oraz pamiętać, że choć w naszej Konstytucji brak zapisu o impeachmencie, to obowiązuje jej art. 145 Konstytucji: ,,Prezydent Rzeczypospolitej za naruszenie Konstytucji, ustawy lub za popełnienie przestępstwa może być pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu”.

Poprzedni

Polaki-Cebulaki

Następny

Wrócił Strajk Kobiet…

Zostaw komentarz