Ewa Andruszkiewicz to emerytka i działaczka lokatorska. Mieszka w domku letniskowym pod Garwolinem. Jej dom ma iść pod młotek jeszcze w marcu. Chodzi o egzekucję zadłużenia, która powstało, zdaniem działaczy lokatorskich, bezprawnie. Małgorzata Ohme to psycholożka-celebrytka. Radzi ludziom, jak dobrze żyć i wskazuje drogi do szczęścia. Jest jedną z właścicielek długu pani Andruszkiewicz.
Problemy pani Andruszkiewicz rozpoczęły się w 2004 roku, kiedy kamienica, w której mieszkała, została przejęta przez rodzinę Sułowskich w ramach reprywatyzacji. Potem były podwyżki czynszów. Pani Ewa zacisnęła zęby i płaciła czynsz, ale nie tam, gdzie trzeba. W całym bałaganie trudno było się połapać, kto dysponuje tytułem prawnym do jej lokalu. A więc Ewa Andruszkiewicz pewnego dnia dowiedziała się, ze jest winna ok. 10 tys. zł. Teraz, z odsetkami i kosztami sądowymi to już 100 tys. zł.
Małgorzata Ohme jest jedną ze spadkobierczyń Jerzego Sułowskiego, jej ojca. W masie spadkowej znajdują się również długi pani Andruszkiewicz. W lipcu ubiegłego roku reprezentujący Ohme prawnik złożył wniosek o przeprowadzenie licytacji połowy domku emerytki. Druga połowa należy do jej syna.
Pars pro toto?
Spadkobierców jest więcej. Małgorzata Ohme utrzymywała, że jej roszczenia odnoszą się do 1/8 dochodzonej kwoty. To zaledwie kilkanaście tysięcy złotych. Celebrytka od lata ubiegłego roku znajduje się pod presją środowisk społecznych i lokatorskich, które żądają, aby zrzekła się roszczeń i nakłoniła do tego samego rodzinę. „Małgorzata Ohme jest psycholożką, potrafi wpływać na ludzi” – mówi członkini Komitetu Obrony Lokatorów, który zainicjował akcję „Ohme nie licytuj”. Celebrytka uważa, że to nagonka na jej osobę, w końcu jest tylko jedną ze spadkobierczyń. Działacze mówią, że akcja przy użyciu nazwiska znanej osoby to konieczność. Chcą wykorzystać wszelkie środki prawne i komunikacyjne, żeby nie dopuścić do licytacji.
Pani Ewa i pani Małgorzata nie rozmawiały ze sobą nigdy. Ich wersję przebiegu wypadków różnią się znacznie. Ohme w rozmowie ze Strajk,eu, przyznała, że kiedy dowiedziała się o ciężkiej sytuacji pani Ewy, chciała zrzec się roszczeń już we wrześniu ubiegłego roku. Tak się jednak nie stało. Dlaczego? Psycholożka twierdzi, że poczuła się bezpodstawnie zaatakowana przez panią Ewę za pośrednictwem mediów. „Nie chciałam działać pod wpływem przemocy psychicznej. Empatia, to była ostatnia rzecz o której myślałam” – wspomina Ohme. Ma również za złe emerytce, że ta do niej nigdy nie zadzwoniła. Sama jednak również nie próbowała się skontaktować z panią Ewą. „W końcu to ona miała do mnie interes” – mówi z goryczą w głosie. Pani Ewa tłumaczy, że nie miała nigdy numeru telefonu Ohme. Słała wiadomości na fejsbukowy profil firmy celebrytki. Nie doczekała się żadnej odpowiedzi, termin licytacji zbliża się nieubłaganie. W tej sytuacji akcja „Ohme nie licytuj” była jedną z ostatnich szans – tłumaczą działacze lokatorscy, zaprzyjaźnieni z panią Ewą.
Zrzeknie się długu
Kampania odniosła pewien skutek. Małgorzata Ohme opublikowała na Facebooku oświadczenie, w którym zapowiedziała zrzeczenie się roszczeń wobec Ewy Andruszkiewicz. Sytuacji lokatorki to jednak nie poprawi. 1/8 dochodzonej kwoty przechodzi bowiem na córki i macochę. Ohme w rozmowie ze Strajk.eu przyznaje, że jej rodzina nie ma zamiaru umorzyć długu. Ponoć chodzi o osobiste emocje. Ohme i jej siostry pamiętają, że emerytka odwiedziła w szpitalu ich ojca, kiedy ten leżał na OIOM-ie, dwa tygodnie przed śmiercią.
– Nasza macocha zwróciła nam uwagę, że ta pani nachodziła naszego ojca, kiedy leżał chory w szpitalu. I to jest kluczowa sprawa, aby wyjaśnić mój opór przeciwko polubownemu załatwieniu tej sprawy. Zostałam najpierw zaatakowana w mediach. Nie chciałam działać pod wpływem przemocy psychicznej. Empatia, to była ostatnia rzecz, o której myślałam. Byłam pełna gniewu wobec osoby, która krzywdziła mojego tatę.
Ma prawo mieć żal?
Co na to Ewa Andruszkiewicz? – To kompletna bzdura – oburza się. – Nie napadłam na umierającego ojca w szpitalu. Miał być przesłuchiwany na policji tego dnia, a dostałam informację, że jest umierający w szpitalu na Banacha, co nie było prawdą. Leżał na leczeniu ciśnienia. Nie był podłączony do żadnej aparatury, wyglądał kwitnąco – wyjaśnia w rozmowie ze Strajk.eu emerytka. Tymczasem Małgorzata Ohme uważa, że jej rodzina ma prawo mieć żal do lokatorki. – Chciałabym, że ludzie zrozumieli, że była pełna gniewu wobec tej osoby – tłumaczy. Psycholożka przekonuje, że dobrej woli zabrakło ze strony Andruszkiewicz. – Jestem najlepszym człowiekiem do dialogu, jestem dobrym człowiekiem, który pomaga ludziom. Mój tata też taki był. Moje siostry również są mega dobrymi ludźmi. Gdyby pani Andruszkiewicz przyszła wtedy do mnie i powiedziała w jakiej jest sytuacji, to czułabym się najgorszym człowiekiem na świecie, gdybym nie zareagowała. Niestety, pani Ewa nie wykazała żadnej inicjatywy – w takich słowach Małgorzata Ohme wyjaśnia, dlaczego jej rodzina nie odpuści.
Bez łaski
Czy dom emerytki zostanie zlicytowany? Działki w okolicach Garwolina to stosunkowo atrakcyjne tereny, a więc, jeśli dojdzie do licytacji, jest spora szansa, że znajdą się chętni. Na korzyść pani Andruszkiewicz przemawia natomiast fakt, że jest to tylko połowa domu. Skomplikowana sytuacja własnościowa jest potencjalnym kłopotem dla nabywcy. Na akt łaski ze strony rodziny nie ma co liczyć. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem pozostaje zablokowanie licytacji na poziomie prawnym. Aktywiści ruchu lokatorskiego złożyli już taki wniosek.
Oświadczenie Małgorzaty Ohme opublikowane na Facebooku
W związku z szeregiem nieprawdziwych informacji oraz obraźliwych i krzywdzących opinii wyrażanych pod moim adresem oraz bliskich mi osób, oświadczam co następuje.
Nieruchomość w Warszawie odebrano dekretem Bieruta mojemu ojcu Jerzemu i jego bratu Andrzejowi. W wyniku podjętych przez nich działań zwrócono im tę nieruchomość, bowiem odebrana ona została niezgodnie z obowiązującym prawem. Mój ojciec i wuj odziedziczyli ten dom po swojej mamie Irenie, zatem nie byli nabywcami roszczeń, a jej prawowitymi właścicielami. O całej sprawie dowiedziałam się po śmierci ojca, jakieś pół roku temu. Z ojcem nie mieszkałam od 12. roku życia.
Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że mieszkanie, które wynajmowała Pani Ewa Andruszkiewicz zostało zwrócone wraz z częścią innych lokali mieszkalnych i użytkowych prawowitym właścicielom. Znaczna, pozostała część lokali mieszkalnych, nie została zwrócona bowiem była już wówczas własnością prywatnych osób. Cześć zwróconych lokali została zakupiona od mojego ojca i wuja, także przez dotychczasowych lokatorów po korzystnej, niższej niż rynkowa cenie. Z częścią lokatorów rozwiązano umowy najmu lecz za porozumieniem stron.
Pani Andruszkiewicz nie wykupiła mieszkania, ani nie opłacała w prawidłowej wysokości czynszu najmu z czego powstał dług, który stał się przedmiotem postępowania egzekucyjnego prowadzonego przez komornika. W wyniku wniosków Pani Andruszkiewicz prawidłowość toczącego się postępowania została poddana weryfikacji przez organy sądowe, które oceniły, że postępowanie prowadzone jest prawidłowo. Po śmierci mojego ojca stosowne dokumenty złożyła jego ówczesna małżonka ujawniając spadkobierców, w tym mnie. I to jest mój jedyny związek z tą sprawą. Osobiście nie podejmowałam żadnych działań w tym zakresie. Pomijany jest fakt mojego niewielkiego udziału w długu Pani Andruszkiewicz. Mój udział stosownie do postępowania spadkowego wynosi bowiem zaledwie 1/8 dochodzonej kwoty, czyli ok 10 tyś PLN. Tymczasem moja rola w całej sprawie jest eksponowana nieadekwatnie, wyłącznie z powodu faktu, że jestem osobą publiczną, dzięki czemu zyskuje się tani rozgłos.
W tym miejscu chcę wyraźnie zaznaczyć, że Pani Andruszkiewicz nigdy nie skontaktowała się ze mną ani z moim pełnomocnikiem. Podjęła wyłącznie agresywne działania medialne, w których padło wiele nieprawdziwych i krzywdzących dla mnie i mojej rodziny stwierdzeń, których celem jest jedynie wywołanie szumu medialnego opartego na insynuacji co do rzekomych nieprawidłowości w procesie zwrotu nieruchomości. Pani Andruszkiewicz m.in. wtargnęła na oddział intensywnej terapii gdy mój ojciec umierał w szpitalu. Nigdy też Ona ani osoby i podmioty ją wspierające nie podjęły wysiłku, by wysłuchać argumentów drugiej strony, bądź nawiązać jakiekolwiek kontakt w celu wyjaśnienia niniejszej sprawy. Pomija się też fakt, że licytacja komornicza dotyczy tylko części domu, właścicielem drugiej połowy jest syn pani Andruszkiewicz. Tłumaczyć to można jedynie tym, że nie są Oni zainteresowani prawdą a jedynie gospodarowaniem nią i manipulowaniem w wybiórczy sposób, wyłącznie na własne potrzeby. Chodzi głównie o zwrócenia uwagi mediów i opinii publicznej.
Niemniej, mając powyższe na uwadze, oświadczam że złożyłam stosowne pismo, w którym wnoszę o umorzenie egzekucji mojej 1/8 części długu od p. Andruszkiewicz. Decyzja ta kończy definitywnie mój związek z całą sprawą.
Jednocześnie oświadczam, że dalsze podejmowanie przeciwko mnie i moim bliskim działań noszących cechy zniesławienia, uporczywego nękania i naruszające moje dobra osobiste, spotkają się ze zdecydowanymi krokami prawnymi z mojej strony.
Małgorzata Ohme
Apel Komitetu Obrony Praw Lokatorów opublikowany na Facebooku
DRODZY, NIE USTAWAJMY W DZIAŁANIACH! EWA NADAL POTRZEBUJE NASZEGO WSPARCIA!
@Małgorzata Ohme zrobi wszystko, żeby dla celów marketingowych wykreować Ewę na roszczeniową dłużniczkę, a samą siebie na osobę niemającą pojęcia o sprawie i okazującą Ewie łaskę. Dlatego ogromnie Was prosimy – nie rezygnujcie z okazywania Ewie Waszego wsparcia. I przeczytajcie poniższy tekst.
W nawiązaniu do Oświadczenia @Małgorzata Ohme, musimy odnieść się do kilku jej twierdzeń:
1) „Po śmierci mojego ojca stosowne dokumenty złożyła jego ówczesna małżonka ujawniając spadkobierców, w tym mnie. I to jest mój jedyny związek z tą sprawą. Osobiście nie podejmowałam żadnych działań w tym zakresie.”
W toczącym się postępowaniu egzekucyjnym, Pani Ohme jest wskazana jako jedna z jego wnioskodawczyń – na równi ze swoją macochą i siostrami (zob. np. publikowane już postanowienie: https://www.facebook.com/reprywatyzacja24/photos/a.276957209400069.1073741828.275183172910806/281944845567972/?type=3&theater ). Oznacza to, że Ohme wraz z rodziną ZAINICJOWAŁA TĘ EGZEKUCJĘ. NIE DA SIĘ UCZESTNICZYĆ W POSTĘPOWANIU EGZEKUCYJNYM BEZ SWOJEJ WIEDZY I WOLI. „Wierzytelność” (będąca w istocie sztucznym długiem reprywatyzacyjnym) jest podzielna – oznacza to, że Ohme od samego początku nie musiała egzekwować swojej części tej „wierzytelności”. Jednak ramię w ramię z macochą i siostrami domagała się licytacji domku Ewy. Dopiero wskutek medialnego nacisku wzięła pod uwagę wycofanie się z egzekucji (co jednak nie rozwiązuje dramatu Ewy – patrz poniżej).
2) „Mój ojciec i wuj odziedziczyli ten dom po swojej mamie Irenie, zatem nie byli nabywcami roszczeń, a jej prawowitymi właścicielami.”
Pani Ohme zapomniała jednak dodać, że samo postępowanie reprywatyzacyjne budzi poważne wątpliwości. Na tyle poważne, że śledztwo w tej sprawie prowadzi wrocławska prokuratura. Co więcej – jak wynika z zeznań ojca Ohme, Jerzego Sułowskiego (częściowo upublicznionych przez @Miasto Jest Nasze: https://www.facebook.com/miastojestnasze/photos/a.599300510132350.1073741828.578370812225320/1181913815204347/?type=3&theater) sam Sułowski nie wiedział co odziedziczył, kiedy i po kim. Twierdził też, że nie ma żadnej wiedzy o sprawie Ewy. Co więcej, według zeznań Sułowskiego, w zarząd nieruchomością na Mokotowie, z której Ewa została eksmitowana, zaangażowany był Hubert Massalski, postać znana w aferze reprywatyzacyjnej.
Czy Sułowski był wykorzystywany przez Massalskiego bądź inne osoby? A może ktoś pod Sułowskiego się podszywał? Mamy nadzieję, że te i inne wątki tej sprawy wyjaśni prokuratura.
3) „Pani Andruszkiewicz nigdy nie skontaktowała się ze mną ani z moim pełnomocnikiem.”
Na ten temat wypowiedziała się już sama Ewa na swoim profilu: Ewa o oświadczeniu Ohme (https://www.facebook.com/ewa.andruszkiewicz.50/posts/1269817986388264).
Ewa zaznacza, że napisała do ojca Pani Ohme ze dwa tuziny listów i na żaden nie otrzymała odpowiedzi. W lipcu ub. roku dwukrotnie prosiła też Panią Ohme o pilny kontakt, a dziennikarze podali jej numer telefonu Ewy i prosili, by z nią porozmawiała – jednak Ohme nie chciała rozmawiać. Ewa pisze też o tym, jak wyglądał kontakt z pełnomocnikiem Pani Ohme, którego miała nieprzyjemność poznać w sądzie.
4) „Pomija się też fakt, że licytacja komornicza dotyczy tylko części domu, właścicielem drugiej połowy jest syn pani Andruszkiewicz.”
@Małgorzata Ohme próbuje przekonać opinię publiczną, że sam fakt, że połowę udziałów we własności domku posiada syn Ewy, wyklucza możliwość wyrzucenia Ewy na bruk.
Niestety tak nie jest. Kiedy w wyniku licytacji osoba trzecia albo sami wierzyciele staną się właścicielami udziału Ewy w domku, będą mogli sądownie domagać się zniesienia współwłasności nieruchomości, np. przez jej kolejną sprzedaż i podział zysku. W takiej sytuacji syn Ewy otrzymałby niewielkie pieniądze z tytułu sprzedaży, które nie wystarczyłyby na pokrycie potrzeb mieszkaniowych Ewy (domek jest niewiele wart, a należałoby jeszcze pokryć koszty postępowania), zaś domek stałby się W CAŁOŚCI czyjąś własnością. W takiej sytuacji nowy właściciel – którym może być każdy, w tym jeden z obecnych wierzycieli – mógłby po raz kolejny wyrzucić Ewę na bruk (pardon, na mech, bo w lesie nie ma bruku).
Trzeba też zaznaczyć, że stając się właścicielem połowy domku, Ohme i jej rodzina mieliby sporo możliwości legalnego nękania Ewy. Spotkaliśmy się z przypadkami, w których właściciele tylko części udziałów w nieruchomości zatrudniali np. dozorcę czy ochroniarza, by „pilnował” nieruchomości, a ten codziennie wypytywał lokatorów, kiedy się wyprowadzą bądź nękał ich w inny sposób.
Oczywiście Ohme i jej rodzina mieliby też możliwość nieznoszenia współwłasności, niekorzystania ze swoich udziałów w uporczywy sposób i zostawienia Ewy w spokoju. Czy jednak po to licytują jej domek? I czy obserwując dotychczasowe postępowanie Pani Ohme i jej rodziny, wierzycie w to, że ci ludzie akurat tym razem zachowaliby się przyzwoicie?
5) „Oświadczam że złożyłam stosowne pismo, w którym wnoszę o umorzenie egzekucji mojej 1/8 części długu od p. Andruszkiewicz. Decyzja ta kończy definitywnie mój związek z całą sprawą.”
Niestety, takie rozwiązanie, choć bardzo chwytliwe marketingowo, w żaden sposób nie zmienia sytuacji Ewy. Najwięcej na nim zyska sama Ohme, ratując swój wizerunek jako osoba publiczna.
Otóż umorzenie egzekucji oznacza tylko tyle, że w tym konkretnym postępowaniu „wierzytelność” Ohme nie będzie dochodzona przez komornika. Nadal będzie jednak prowadzona egzekucja „wierzytelności” rodziny Ohme, a więc licytacja domku się odbędzie.
Co więcej, umorzenie egzekucji NIE OZNACZA UMORZENIA DŁUGU. Jeśli Ohme chciałaby faktycznie umorzyć Ewie jej fikcyjny dług, powinna zaproponować jej zwolnienie z długu na podstawie art. 508 Kodeksu cywilnego. W przeciwnym razie formalnie dług nadal będzie istniał i Ohme będzie mogła w każdej chwili wszcząć nową egzekucję! Na przykład wtedy, gdy sprawa już przycichnie…
DLATEGO OCZEKUJEMY ZWOLNIENIA EWY Z DŁUGU – A NIE WYŁĄCZNIE Z EGZEKUCJI – ZARÓWNO PRZEZ MAŁGORZATĘ OHME, JAK I JEJ RODZINĘ. DOŚĆ PATOLOGII REPRYWATYZACYJNEJ I NĘKANIA LOKATORÓW! SOLIDARNOŚĆ NASZĄ BRONIĄ!
W powyższym zakresie jesteśmy wraz z @Ewa Andruszkiewicz otwarci na wszelkie rozmowy.
#OhmeNieLicytuj #OhmePorozmawiaj !
Komitet Obrony Praw Lokatorów













