Kiszona Polska

Olimpiada się skończyła, to niebawem znowu się zacznie covidowe story. Jeśli się ktoś jeszcze nie przyzwyczaił do nowej rzeczywistości, to spokojnie, zdąży sobie wszystko utrwalić w najbliższych latach. Wedle ostrożnych prognoz, galimatias potrwa do 2025 r. Na tyle mniej więcej szacują wielkość cytryny do wyciśnięcia rządzący światem: bankierzy, którzy to finansują; imperia medialne, które żyją ze straszenia ludzi i koncerny farmaceutyczne, dla których covid mógłby się nigdy nie kończyć.

W moim środowisku zawodowym trwa od dłuższego czasu licytacja, kiedy znowu nas pozamykają i zabronią pracować. Po cichu łudzimy się, że dobry Pan pozwoli nacieszyć się wolnością do końca wakacji, bo chwilę po pierwszym dzwonku, kiedy dzieci wrócą do szkół i rozniosą zarazę pod strzechy i pojawią się „nowe ogniska”, zazgrzyta szybko zamek w drzwiach a woźny zarygluje kraj na dwa, cztery, osiem tygodni, bo przecież tak trzeba. Dla naszego, wspólnego dobra. Zawsze jak słyszę z czyichkolwiek ust, że coś jest robione dla mojego dobra, to mam ochotę przefasonować właścicielowi owych ust przedni zgryz, choć agresywny nie jest z natury, jeno potulny, jak baranek. Dla mojego dobra rząd zabroni mi dawać rozrywkę ludziom a ludziom rozrywkę ode mnie pobierać, bo tylko tak uchroni się społeczeństwo od zakażenia. Dzięki siedzeniu w domach, zdalnemu nauczaniu i alkoholizmowi, w który Polacy będą nagminnie popadać, bo co tu robić w take aure.

Parę dni temu przeczytałem, że grupa Offspring, którą lubię i poważam, wyrzuciła ze składu perkusistę, bo ten nie chciał się zaszczepić. W podobnym czasie, szef amerykańskiego wydawcy jednej z gazet tryumfalnie ogłosił, że firma pozbyła się dwóch pracowników, którzy się nie zaszczepili, choć formalnie byli do tego zobligowani. Tak bowiem ustalono na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy, że jak komuś nie pasuje szczepienie, to może w firmie się nie pokazywać-wolna droga, nikt nikogo pod karabinem nie trzyma. I ja takie wyjście rozumiem. A nawet…popieram.

Od zawsze stałem na stanowisku, że jak ktoś ma swój, prywatny interes, to może go sobie prowadzić, jak mu się podoba, w ramach obowiązującego prawa. Decydować o zarobkach. Po swojemu dobierać kadrę. Zatrudniać kogo chce. Zwalniać. Sprzedawać i kupować po uważaniu. Bo własny, prywatny biznes, to ani ochronka dla sierot, ani fundusz zapomogowy. I, naturalnie, nie wszystkim musi się to podobać, ale prywatny biznes to nie stosunek płciowy, żeby się każdemu podobało.

Wbrew temu, co można przeczytać w sieci, od szczepionek na covid ludzie masowo nie umierają. Inna sprawa, że nie do końca wiadomo co w nich jest i jak się będzie toto rozkładało w człowieku po latach, ale wiadomo już dziś, a to pewna nauka, że szczepienia pomagają łagodniej przechodzić przez zarazę, i mniej ludzi po nich schodzi z powodu zakażenia. Każda prywatna firma, jeśli uzna to za swoją fanaberię, może nakazać pracownikom taki przymus, tak jak nakazuje, żeby przychodzić do roboty czystym, schludnym i trzeźwym. Jeśli jakiś pracownik z jakiegoś powodu szczepić się nie chce, niechaj tego nie robi, ale wtedy liczyć się musi z utratą zatrudnienia. Owszem, nie jest to super rozwiązanie, bo najlepiej człowieka do niczego nie przymuszać i liczyć na jego dobrą wolę i zdrowy rozsądek. Niestety jednak takie podejście możliwe i pożądane jest tam, gdzie robi się na publicznym i za publiczne. Państwo, jak na razie, zmusić nas nie może albo nie chce. Ale prywaciarz już może i źle by było, gdyby ktoś prywaciarzowi zabraniał móc. Jego pieniądze, jego rzecz.

Od paru dni trwa w internecie gównoburza na temat nowej knajpy w Warszawie, której jednym ze współwłaścicieli jest Robert Lewandowski. Ludzie nie mogą się nadziwić, że taki krezus, który chce zatrudnić docelowo 100 osób, daje na start kucharzom, kelnerom i barmanom stawki, które były dobre 2-3 lata temu. I że to źle, że nie chce dać zarobić ludziom, a sam forsą sra. No cóż, może i nie najlepiej to świadczy o jego hojności, ale…jak jego interes, to może sobie go prowadzić jak się mu podoba. Na szczęście nie ma jeszcze przymusu pracowania za najniższą krajową ani obowiązku pracy; nie pasuje u Lewandowskiego, można iść do Wojciecha Amaro, wolny kraj. No właśnie, wolny. Mam wrażenie, że czasami zbyt powolny. Że przydałby się mu jakiś katalizator, żeby ludzie się przebudzili i zobaczyli w czym im przyszło się kisić. Bo z kiszonek to lubię buraki, kapustę ale nie Polskę. Ta jest kompletnie niestrawna.