Komu bije ekodzwon? Czy triumfalna zapowiedź premiera ma podstawy?

Andrzej Gołowin

Niepokojące wieści z TSUE zabrzmiały jak dzwon okrętowy, bijący na alarm przed nieznanym niebezpieczeństwem. Nasi mądrzy, by nie rzec, przemądrzali przywódcy zareagowali tak, jak można było oczekiwać.

Zamiast podnieść załogę na nogi, ogłosić alarm i szukać ratunku w posiadanym na wypadek katastrofy oprzyrządowaniu, mają pretensję do skały na którą wpadli. Niestety, to nie mielizna, z której można ściągnąć statek. Trzeba przyznać, że nasz rząd jednak sporo się napracował, aby konflikt zyskał wymiar międzynarodowy. Nie od rzeczy będzie jednak przypomnieć, że to konsekwentna polityka poprzedników jest podstawą ekologicznej arogancji. Przypomnieć wypada, że Polska przespała i przegrała na własne życzenie spotkanie w Poznaniu, na którym nasza niemota nie umiała uzyskać korzystnego przelicznika podstawy naliczeń za zanieczyszczenia. Dziś wygląda na to, że okrzyczana Grupa V4 nie widzi, że rozbijana jest przez Polskę od środka. Od kilku miesięcy Polska nie ma ambasadora w Pradze! I premier z prezydentem tego nie widzą? Czy nie ma nikogo, znającego język czeski czy też mającego jakieś pojęcie na temat sytuacji politycznej, kultury i historii sąsiadującego z nami państwa? Profesor Skubiszewski z braku innych ściągał z katedr profesorów historii danego kraju i posyłał ich z korzyścią na zagraniczny posterunek. A tu znamienny impas. Po drugie, te konsultacje, łącznie z wizytą w Libercu trwały od 2020 roku. Czy nikt nie umiał jako preambuły powołać się na zapis wygaszający w 2040 roku wydobycie i na tej kanwie opracować projekt na kolejne dwadzieścia lat? Tak robią Niemcy, skutecznie kopiąc kolejne odkrywki. Tyle, że nie na żadnej granicy. Skoro jednak zdecydowano się kopać w pobliżu polsko-czeskiej granicy to dlaczego bez konsultacji z Czechami? Dalej kompleks paliwowy rządzi Polską? To ci sami, których ręce szukają łopat, aby do końca rozwalić przyrodę Wielkopolski i zacząć budować z zaskoczenia odkrywkę pod Wieluniem?

Wypowiedzi premiera zdają się potwierdzać, że posiada kompetentną wiedzę o skali zagrożenia. Niestety, jako historyk, idzie w zaparte, zamiast kierować się znana dewizą: „Historia magister vita est”. A ta uczy, że przyjaciół trzeba szukać blisko, a wrogów daleko. Zamiast przeć na ekrany, powinien był od chwili zapowiedzi TSUE powołać sztab kryzysowy pod przewodnictwem wicepremiera odpowiedzialnego za energetykę, z ministrami spraw zagranicznych, środowiska i energetyki a być może może także spraw wewnętrznych i finansów, sprawa bowiem dotyczy przejścia granicznego i ruchu ludności i transportu między krajami oraz odsetek, do ściągnięcia z odliczonych funduszy unijnych. To nie jest tak, że Polska nie zapłaci. Nasze fundusze idą z Brukseli i zawsze ten kurek można przykręcić, wbrew chełpliwym zapowiedziom, że ktoś się z kimś dogadał.. Tymczasem kompleks paliwowy sprytnie wystawił na pożarcie ministra środowiska, który w Polsce ma księżycowe uprawnienia. Ten kryzys powinien mieć dalsze konsekwencje dla wzmocnienia polityki pro ekologicznej. Z jednej strony, przy Ministerstwie Środowiska powinna powstać straż ekologiczna z policyjnymi uprawnieniami zatrzymywania podejrzanych transportów i kierowania do wydzielonych i wyspecjalizowanych w sprawach ekologicznych przy granicach sądów oraz dział ekoinwestycji, nadzorujący i posiadający prawo udzielania zezwoleń na wszelkie inwestycje z ochroną środowiska związane. Konieczny jest ścisły nadzór nad zakładaniem wysypisk i przyspieszenie budowy oczyszczalni ścieków oraz ochrony i budowy zbiorników retencyjnych. Niepokojące sygnały o likwidacji pod Warszawą historycznych stawów w Raszynie pod budowę osiedla mieszkaniowego dla wybranych, podobnie, jak dopuszczenie do budowy pałaców w chronionej puszczy musi być skutecznie dopilnowane. Wieloletnie zaniechania zanieczyszczenia gruntów przez wodociągowanie bez równoległej kanalizacji skutecznie zdegradowało wody gruntowe. Od ponad pięćdziesięciu lat sami mieszkańcy zatruwają sobie wodę. Nawet w tak ważnej aglomeracji stołecznej, przy stałym wzroście zabudowy w kierunku zachodnim, nadal po lewej stronie brakuje dużej, po wielekroć większej od Czajki zlewni ścieków i oczyszczalni. Czyżby jaśnie portfelowym inwestorom śmierdziało, bo na Pradze to inni ludzie?

Zamiast odziewać się w szaty Kasandry i bić na larum, wypada zakasać rękawy i wziąć się do roboty. A na granicach, gdzie wpływają rzeki i potoki postawić stacje pomiaru czystości, podobnie jak w miejscach przepływu skażonego powietrza Zatem dosyć jeremiady i do roboty. Inaczej owe miliardy w całości zjedzą odsetki od kar nakładanych na kaznodziejów zapominających, że są sługami narodu, czyli ministrami. Cieszy, że premier zapowiedział, iż nasi sąsiedzi wycofają wniosek, choć nie natychmiast co wyraźnie podkreślił czeski premier Andrej Babiš. Ważne, aby ta zapowiedź miała pełne prawne podstawy, uzgodnione z Czechami, a projekt wygaszenia kopalni był akceptowany przez obie strony. Ekofundusze przeznaczone dla Polski powinny być sumiennie wykorzystane przy zaspokojenie czeskich, jeśli okażą się sprawdzone i akceptowane przez obie strony, obaw. Wspólna polityka ekologiczna obu państw to podstawa sukcesu całej Grupy Wyszehradzkiej w kształtowaniu bezpieczeństwa ekologicznego przynajmniej tej naszej części Europy.

Poprzedni

Burda w Pucharze Serbii

Następny

Gospodarka 48 godzin

Zostaw komentarz