Księga Wyjścia (5)

21 mar 2019

Ballada bez pomysłu.

Zgodnie z wyznaczonym rytmem, jak w każdą środę, siadłem do pisania tekstu. Oczywiście bez adrenaliny i paniki się nie obeszło, bo jeszcze wczoraj, mając głowę nabitą tysiącem pomysłów, położyłem się spać spokojny i pewien, że tekst napiszę bez najmniejszego problemu.
Zweryfikowałem to jednak rano, gdy przyszło co do czego i siadłem do pisania. Po głębszej analizie wszystkie pomysły dnia poprzedniego poodrzucałem. A to głupi, a to zbyt podobny do któregoś z poprzednich, a to nudny – i tak drogą eliminacji zostało mi tylko jedno – coś co obiecałem w ubiegłym tygodniu: retrospekcja. Czyli trochę wspomnień i przypomnień. Tym razem spokojnie i bez fajerwerków, trochę z braku pomysłu, a trochę dla odpoczynku. Nie napiszę, że to brak weny, bo nie znoszę tego typu egzaltacji.
Kilka dni temu minął rok od kiedy zacząłem pracę w Wielkiej Brytanii i napisałem pierwszy felieton z facebookowej serii „List z bezludnych Wysp”, która po kilku tygodniach zmieniła się w cykle felietonów „Angielski Sen” i „Świat od Spodu” publikowanych na łamach „Dziennika Trybuna”.
„Los cię w drogę pchnął” – mam nadzieję, że nie śmieje się ze mnie ukradkiem” – tak zaczynał się pierwszy tekst napisany z Anglii. Ci, którzy śledzili je od początku, wiedzą że nie tylko ukradkiem, ale czasami głośno rżał ze śmiechu. Trzeba jednak przyznać, że i nas niejednokrotnie ubawił. Ale bywało też, że zasmucił. Los oczywiście, bo to przewrotne bydle.
Na początku czułem się tam faktycznie jak na bezludnej wyspie – stąd pierwotny tytuł „List z bezludnych Wysp”. Wszystko było inne i wszystkiego musiałem uczyć się od nowa, nawet chodzenia po ulicy. Wskoczyłem w zupełnie nieznany mi świat. Chodzenie po ulicy, zakupy czy jazda autobusem albo pociągiem, to wszystko było obce, nieznane i czasami nieprzewidywalne. Bywało, że kierowca autobusu zatrzymywał się na rondzie i ogłaszał, że wszyscy mają wysiąść bo on dalej nie jedzie.
Takich niespodzianek przeżyłem wiele i początkowo wprawiały mnie w osłupienie. Potem jednak przywykłem i nawet przestałem to zauważać, traktowałem jak coś normalnego. Nie będę streszczał tego co już zostało napisane, po pierwsze – jest tego zbyt dużo, a po drugie zawsze można wrócić i przeczytać. Trudno mi teraz, na chłodno i z perspektywy czasu, przekonująco i emocjonalnie opisać coś, co sprawiało mi kłopot, a później okazało się oczywiste lub banalnie łatwe.
Zanim nauczyłem się poruszać i co nieco poznałem lokalne obyczaje, przynajmniej kilka razy w tygodniu miałem ochotę wrócić do Polski. Ratowało mnie jednak pisanie, gdy już było naprawdę źle, siadałem do komputera i przerzucałem na wirtualny papier swoje emocje. Wbrew pozorom, gdy naprawdę było ciężko, powstawały najzabawniejsze teksty. Opisując jakieś zdarzenie, nawet bardzo przykre, dużo łatwiej złapać dystans i spojrzeć z boku. I wtedy robi się to śmieszne. Poza tym, jestem uparty i bardzo rzadko zstępuję z raz obranej drogi.
Przetrwałem tam ponad pół roku. W dużej mierze pomogło mi w tym pisanie i upór. Przetrwałbym dłużej, ale do dyrekcji firmy oraz agencji, która mnie zatrudniała dotarło, że w swoich felietonach opisuję swoją pracę. Że piszę o wyśrubowanych normach, nieludzkich warunkach i aroganckim podejściu do pracowników. Ktoś z moich polskich „przyjaciół” zrobił tłumaczenie i zaniósł gdzie trzeba. Wprawdzie nigdzie nie wymieniłem nazwy zakładu, ale kierownictwo uznało, że działam na szkodę firmy i wyleciałem. Tułałem się jeszcze jakiś czas szukając pracy, ale popadałem jedynie w długi. Wiem już kto na mnie doniósł i z jakich pobudek, ale nie będę świnią i nie wymienię nazwiska.
Złaziłem buty w poszukiwaniu jakiejś pracy. Łaziłem od knajpy do baru, od baru do sklepu, gdy widziałem jakąś budowę, pytałem managera. I nic, pracy nie znalazłem. Jedzenie dostawałem z foodbanku, więc głodem nie przymierałem, ale zadłużenie za mieszkanie rosło. W końcu na zaproszenie znajomego wylądowałem we Francji.
Kupił mi bilet i zapewnił pełne utrzymanie. Gdy zaoferował mi pracę, byłem naprawdę szczęśliwy, aż trudno było uwierzyć, że skończyło się pasmo porażek. Miałem zająć się drobnymi pracami domowymi w jego letniskowym domku w górach.
Tym razem ja zawaliłem wszystko. Gdy tylko zostałem sam w tych górach natychmiast się upiłem, schlałem jak świnia i wpadłem w kilkudniowy ciąg. Po kilku latach niepicia zalałem się w trupa. Wiedziałem, że zrobiłem mu świństwo i najlepiej będzie jeśli wrócę do Polski. Pisanie było odskocznią, skuteczną ucieczką od trudów życia na obczyźnie. Kilka miesięcy temu wróciłem do kraju, felietony wróciły wraz ze mną.
Byliśmy razem w Wielkiej Brytanii, towarzyszyliście mi podczas sprzątania magazynów, dopingowaliście, gdy szukałem nowej pracy, wspieraliście, kiedy zapiłem we Francji i podczas pobytu w szpitalu. O Żabce już nie wspomnę. Przeszliśmy wspólnie kawał świata, ale jeszcze szmat drogi przed nami. Drogi której końca nie widać, chociaż w pewnym momencie niewiele do tej mety brakowało.
Pomimo tego, że wróciłem do domu – fizycznie – to nie udało mi się wrócić tam, skąd wyjechałem – metaforycznie. To legło w gruzach i boli najbardziej. Metaforycznie jestem więc ciągle na banicji.
Wystarczy tych wspomnień, bo rzewnie się zrobiło i zaraz się rozkleję. Zresztą, dalszą część już znacie i pamiętacie – desperacka próba samobójcza, detoks i teraz program, który ma mnie wyleczyć z nałogów.
Każdego ranka biorę 12 mg Suboxonu. Co dwa tygodnie jeżdżę do Lublina, gdzie w specjalnym punkcie odbieram swoją czternastodniową rację leku. Raz w tygodniu wizyta u dentysty, a resztę czasu spędzam w Kazimierzu. Tak teraz wygląda mój tydzień. Przewidywalna kalka, która zaczęła mi się podobać.
W poprzednim odcinku wspomniałem o kurnej chatce w centrum miasta i wyjątkowym człowieku i wspaniałym artyście – Ludwiku Sandeckim, który wszczepił mi zamiłowanie do drewna i uczył trudnej sztuki posługiwania dłutem i młotkiem. To u niego trenowałem wyobraźnię, by wiedzieć, co odrzucić z kawałka klocka, by wydobyć z niego rzeźbę. I on nauczył mnie jak to zrobić, by dłuto posłusznie wykonywało polecenie wyobraźni. Chociaż pracownia jego zawalona była prawdziwymi dziełami wypracowanymi w drewnie, to nie miał oporów, by w kilkadziesiąt minut wyrzeźbić ludowego świątka, na którego akurat miał kupca. Ale o tym napiszę już innym razem, gdy znowu nie będę miał pomysłu.

Najnowsze

Noże w szkołach, wojna z edukacją zdrowotną.

Noże w szkołach, wojna z edukacją zdrowotną.

🔴 NOŻE W POLSKICH SZKOŁACH. MŁODZIEŻ POTRZEBUJE POMOCY, A PRAWICA I KOŚCIÓŁ WALCZĄ Z EDUKACJĄ ZDROWOTNĄ!

💔 Ostrołęka – dziewięć osób rannych. Pod Wyszkowem 15-latek śmiertelnie rani 37-letnią pracownicę szkoły. W Sierpcu policja udaremnia potencjalny atak.

Co dzieje się z polską szkołą? Dlaczego młodzi ludzie sięgają po przemoc? I gdzie są dorośli, którzy powinni im pomagać?

Polska szkoła uczy wzorów, dat i przygotowuje do egzaminów. Ale czy wystarczająco uczy empatii, tolerancji, radzenia sobie z emocjami, szacunku do drugiego człowieka i rozwiązywania konfliktów bez przemocy?

📢 Właśnie takie umiejętności miała rozwijać między innymi edukacja zdrowotna!

Tymczasem część prawicy i hierarchii Kościoła katolickiego rozpoczęła przeciwko niej polityczną krucjatę. Straszenie seksualizacją, „lewacką ideologią”, apele o wypisywanie dzieci z zajęć. W tej wojnie niemal zniknęła rozmowa o zdrowiu psychicznym, przemocy rówieśniczej i potrzebie budowania zdrowych relacji.

❗ W roku szkolnym 2025/2026 z nieobowiązkowej edukacji zdrowotnej korzystało zaledwie około 30 proc. uprawnionych uczniów.

❗ Badania pokazują, że przemoc, poniżanie i wyśmiewanie są codziennością wielu polskich uczniów.

❗ Wciąż brakuje łatwo dostępnej pomocy psychologicznej i skutecznego reagowania na zgłaszane problemy.

Nie można twierdzić, że polityczna walka z edukacją zdrowotną spowodowała ostatnie tragedie. Ale można i trzeba zapytać, dlaczego zamiast wspólnie budować bezpieczną szkołę, politycy i duchowni uczynili z edukacji kolejne pole ideologicznej bitwy.

Bo młodzież nie potrzebuje następnej wojny światopoglądowej dorosłych. Potrzebuje psychologów, mądrych nauczycieli, rozmowy, akceptacji i szkoły, która uczy nie tylko zdawania egzaminów, ale również życia w społeczeństwie.

⚠️ Czy naprawdę musimy czekać na kolejne tragedie, żeby zrozumieć, że empatia, tolerancja i zdrowie psychiczne nie są żadną ideologią?!

🔴 Kto nauczy nasze dzieci szacunku, jeśli dorośli wolą prowadzić ideologiczne wojny?

👉 O przemocy, zaniedbaniach polskiej szkoły, odpowiedzialności państwa i wojnie prawicy z edukacją zdrowotną piszemy w najnowszym artykule na TRYBUNA.INFO.

PRZECZYTAJ. BO CHODZI O BEZPIECZEŃSTWO NASZYCH DZIECI.

Budżet 2027: 5,8 mld zł na mieszkania w czasie kryzysu

Budżet 2027: 5,8 mld zł na mieszkania w czasie kryzysu

Sejm szykuje się do burzliwej debaty o budżecie 2027, gdzie wydatki państwa przekraczają bilion złotych, ale na mieszkalnictwo wpuszczono tylko żałosne 5,8 miliarda złotych. Przy takiej kwocie, czy można mówić o poważnym rozwiązaniu kryzysu mieszkaniowego? Bezpieczeństwo obywateli to nie tylko wojsko, ale też dostęp do zdrowia, edukacji i mieszkań. Wydatki na sprzęt wojskowy rosną, a mieszkalnictwo pozostaje na marginesie. To, co z tego budżetu dostaną obywatele, pokazuje, jakie są prawdziwe priorytety rządu.

Kryzys mieszkaniowy w Europie: co obiecała Lewica?

Kryzys mieszkaniowy w Europie: co obiecała Lewica?

Europa zaczyna mówić językiem, którym Lewica mówiła wcześniej.
Parlament Europejski zajął się kryzysem dostępności mieszkań, podkreślając wzrost cen mieszkań i czynszów. Młodzi ludzie często pozostają u rodziców, mimo posiadania stabilnych dochodów. Lewica, będąca częścią koalicji rządowej, zwiększyła wydatki na mieszkalnictwo, jednak wciąż daleko jej do obiecanych kwot. Aby zrealizować hasło „Mieszkanie prawem, nie towarem”, Lewica musi skonfrontować się z realiami rządzenia .

Sprawdź również

Od PRL do epoki sztucznej inteligencji.

Od PRL do epoki sztucznej inteligencji.

Państwo oddało gospodarkę w prywatne ręce, ale biurokracja nadal kosztuje miliardy W 1989 roku w polskiej administracji pracowało około 162 tys. osób. W 2024 roku administracja państwowa i samorządowa liczyła już blisko 446 tys. etatów. W PRL państwo kontrolowało...

Noże w szkołach, wojna z edukacją zdrowotną.

Noże w szkołach, wojna z edukacją zdrowotną.

Kto nauczy młodzież empatii? W Ostrołęce dziewięć osób zostało rannych. Dzień później pod Wyszkowem 15-latek śmiertelnie ugodził nożem pracownicę szkoły. W Sierpcu policja udaremniła kolejny potencjalny atak. Polska znów pyta, skąd bierze się przemoc wśród młodych...

NFZ: Ograniczenia wynagrodzeń lekarzy w Polsce.

NFZ: Ograniczenia wynagrodzeń lekarzy w Polsce.

Czy uratuje NFZ, czy lekarze odpłyną z publicznej ochrony zdrowia? 240 zł brutto za godzinę, maksymalnie około 38 tys. zł miesięcznie przy jednym etacie i niespełna 77 tys. przy dwóch. Rząd chce postawić tamę najwyższym wynagrodzeniom finansowanym przez NFZ. Problem...

Emigracja Polaków: Powroty do Ojczyzny czy nowe kierunki?

Emigracja Polaków: Powroty do Ojczyzny czy nowe kierunki?

Bociany odlatują do ciepłych krajów, a Polacy wracają do Polski. Na stałe, cieszy się z tego polscy patrioci. Ostatnią, z kilku „wielkich emigracji” Polaków, obserwowaliśmy na początku XXI wieku. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku wielu polskich...