13 czerwca 2024

loader

Lewica 2020 – jasny wybór

14.12.2019 Warszawa Rada Krajowa SLD I Wiosny Utworzenie nowej partji Nowa Lewica fot.Witold Rozbicki

Stoimy przed niezwykle ważnymi wyborami, od wyniku których zależeć będzie przyszłość Polski nie tylko na następne pięć lat, lecz na dziesięciolecia.

Podstawową stawką w tych wyborach nie jest po prostu przedłużenie lub zakończenie nieudanej prezydentury Andrzeja Dudy, lecz to, czy Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego drużynie uda się doprowadzić do końca budowę polskiej wersji nowego autorytaryzmu – na wzór Węgier, Turcji czy Rosji. Ten nowy autorytaryzm różni się od dawnego przede wszystkim tym, że rodzi się nie z przewrotu wojskowego czy innej formy przemocy, lecz z wygranych wyborów i że jest w stanie potwierdzać prawo do rządzenia autorytarnej ekipy w kolejnych wyborach. Jeśli je przegra – będzie to jego koniec.

Pięć lat temu głosowałem w drugiej turze na Bronisława Komorowskiego, gdyż na podstawie wieloletnich studiów nad autorytaryzmem przewidywałem, co dla Polski oznaczać będzie wygrana mało znanego kandydata, za którym stał Jarosław Kaczyński. Wtedy jednak nie wszyscy ludzie lewicy to widzieli – i nie dziwię się im, gdyż nawet krótki epizod rządów PiS w latach 2005-2007 nie dawał podstaw do pełnej oceny grożącego nam niebezpieczeństwa. Dziś jest inaczej. Nikt nie może już zasłaniać się niewiedzą.

Mamy w tych wyborach dwóch kandydatów ugrupowań lewicowych Roberta Biedronia i Waldemara Witkowskiego. Obu znam i cenię. Jednak jak wielu ludzi lewicy nie mam złudzeń co do ich wyniku wyborczego. W wypadku Roberta Biedronia, jednego z przywódców odrodzonej i zjednoczonej lewicy, która jest dziś trzecim pod względem liczebności klubem sejmowym, pytanie zasadnicze brzmi, czy zdoła on utrzymać to poparcie, którym wyborcy obdarzyli lewicę w zeszłorocznych wyborach parlamentarnych. W tej chwili nic na to nie wskazuje. Zadajmy sobie pytanie: dlaczego?

Stawiam to pytanie jako człowiek, któremu poglądy Biedronia bardzo odpowiadają i który z niepokojem obserwuje jego słabe notowania sondażowe. Widzę w nich przede wszystkim obawę wielu wyborców lewicowych, że głos oddany na Biedronia będzie nie tylko głosem zmarnowanym, ale takim, który wbrew naszej intencji może przyczynić się do reelekcji Andrzeja Dudy.

Jest tak dlatego, że nie usłyszałem z ust kandydata lewicy jednoznacznej deklaracji, iż w drugiej turze (na którą wszak on sam nie ma jakichkolwiek szans) poprze Rafała Trzaskowskiego – obecnie już niemal pewnego kontrkandydata Andrzeja Dudy w decydującym starciu, jakie odbędzie się 12 lipca. Ta niepewność odbiera kandydatowi lewicy głosy ludzi, którzy – jak ja – uważają , że nie wybieramy „mniejszego zła” i że nie mamy do czynienia z dwoma kandydatami prawicy, których rzekomo niewiele różni.

Ci, którzy uporczywie trzymają się takiej („symetrycznej”) wizji polskiej sceny politycznej powinni sobie sami odpowiedzieć, czy istotnie sądzą, że nie ma istotnej różnicy między niszczeniem niezależnych sądów a ich obroną, między ogłaszaniem, że LGBT „to nie są ludzie” a deklaracją za rzecz związków partnerskich, między pielgrzymowaniem do księdza Rydzyka a opowiedzeniem się za państwem neutralnym światopoglądowo, między niszczeniem naszego wizerunku w Unii Europejskiej a konsekwentnym budowaniem silnej pozycji Polski w zjednoczonej Europie, między władzą autorytarną a samorządną Rzeczpospolitą.

W polityce trzeba dokonywać racjonalnych wyborów. Kierowanie się emocjami wynikającymi z tego, że nie wszystko nam się w polityce Platformy Obywatelskiej podobało lub podoba, jest karykaturą polityki, a nie polityką. Jeśli w Senacie i w Sejmie przedstawiciele lewicy potrafią współpracować z Koalicją Obywatelską, to na jakiej podstawie mielibyśmy odcinać się od poparcia wywodzącego się z niej kandydata na prezydenta RP?

Idzie przy tym o jasną deklarację teraz, a nie dopiero po 28 czerwca. Należy powiedzieć już teraz, jak to zrobił największy autorytet polskiej lewicy, polityk który jako jedyny dwukrotnie wygrał wybory prezydenckie – Aleksander Kwaśniewski – że w drugiej turze bez wahania poprze tego, kto zmierzy się z Andrzejem Dudą. Bez takiej wyraźnej deklaracji powstać może wrażenie, że idąc śladem „symetrystów” kandydat lewicy uchyla się od jednoznacznego stanowiska co do wyborów w drugiej turze, a tym samym zachęca swych wyborców do ich zbojkotowania. Bez tak wyraźnej deklaracji nie może więc liczyć on na głosy tych ludzi lewicy, dla których nie jest obojętne, czy przez następne lata prezydentem będzie posłuszny wykonawca poleceń Jarosława Kaczyńskiego czy też kandydat demokratycznej opozycji. To nie jest czas na grę pozorów.

Jerzy J. Wiatr

Poprzedni

Nadzieja dla kupujących mieszkanie

Następny

Nadymania sukcesopodobne

Zostaw komentarz