My – polska szlachta!

Liberum veto – możliwość unieważnienia uchwał Sejmu Najjaśniejszej Rzeczpospolitej sprzeciwem jednego posła – gnębiło nas od 1652 do 1791 roku. Było użyte 42 razy. Ale to nie wystarczyło.

W głębi szlacheckiej duszy części naszych Przodowników Polityki została tęsknota za tym rozwiązaniem. Nie mogą już stosować go w kraju, ale przecież ci niedorozwinięci zachodni Europejczycy stworzyli taką możliwość w skali międzynarodowej. Chcieli podstawiać nam nogę utrudniając marsz do świetlanej przyszłości, a podstawili urodziwego konia.

Nie chcemy obcej praworządności!

No to – Panowie Szlachta – wsiądźmy na tego konia, szable w dłoń i pokażmy tej zapyziałej Europie, jak można, po wstaniu z kolan i podniesieniu głowy, walczyć o suwerenność, wspieraną naszą własną, autorską praworządnością!

Przyznaję ze wstydem. Początkowo nie mogłem pojąć, dlaczego stopniowo wchodzimy w konflikt z Unią Europejską, dlaczego chcemy dużo stracić, a niewiele zyskać. Ale jako przestraszony sklerotyk posłuchałem wyjaśnień niektórych, przytłaczających swoją inteligencją, przedstawicieli rządzącej partii. I chyba częściowo zrozumiałem. Spróbuję nawet tą wiedzę nieco uporządkować, dając szansę jej zrozumienia innym sklerotykom i niedouczonej młodzieży.

Po pierwsze więc – okazało się, że ta Unia Europejska, do której chyba niepotrzebnie daliśmy się wciągnąć przez liberałów i postkomunistów, chce nas pozbawić tego, co cenimy najbardziej. Swobody i niezależności naszych władz w ustalaniu zasad rządzenia krajem i utrzymywania niezbędnej dyscypliny społecznej.

Naiwni Europejczycy sądzą, że można skutecznie zarządzać takim krajem jak Polska, bez centralizacji władzy w rękach szlachty, zgrupowanej w jednej grupie politycznej, prowadzonej pewną ręką genialnego stratega. Wprawdzie i ten strateg ma coraz trudniejsze życie, po jest skrycie podgryzany przez młodszych kandydatów do zajęcia jego miejsca, ale stworzony pod jego kierownictwem mechanizm otumaniania społeczeństwa, działa jeszcze dość sprawnie.

Naiwność Europejczyków sięga jeszcze dalej. Uważają, że nie jest wystarczające, jeśli sprawiedliwość jest w nazwie kierowniczego ugrupowania, że sędziowie, a nawet prokuratorzy, w naszym słowiańskim kraju. powinni być niezależni od centralnej władzy. To przecież oczywista bzdura! Skąd prokurator ma wiedzieć, kto jest, a kto nie jest winien, jeśli władza mu tego nie powie? Skąd sędzia ma wiedzieć, kogo zwolnić, a kogo i na jak długo „posadzić”? Przecież nie opanowaliśmy jeszcze telepatycznego wydawania poleceń. Porządek jest tylko wtedy, kiedy nie tylko prokuratorzy, ale i sędziowie, są przez centralną władzę powoływani i przepełnia ich wdzięczność za okazane zaufanie.

Niezbędna społeczna dyscyplina

Nie podoba się Europie także to, że nasza współczesna, partyjna szlachta, jest zwolenniczką nowoczesnych, dyscyplinujących metod psychologiczno – represyjnych, niesłusznie przez oponentów nazywanych „zamordyzmem”. Nie rozumieją, że bez zgodnego z naszym prawem stosowania tych metod, kobiety stale będą kwestionować zalecany przez Kościół całkowity zakaz aborcji, a rolnicy nie zechcą hodować zwierząt, tylko dla celów rozrywkowych lub estetycznych. Żeby to kwestionowanie odbywało się jeszcze w kulturalny sposób. Ale tak nie jest. Organizowane są burdy uliczne, używane nieprzyzwoite słowa, nawet posłowie. uchodzący za wzory spokoju i uprzejmości, biją naszych bezbronnych policjantów.
Ale to wszystko jest drobiazgiem w stosunku do zagrożeń moralności i wierności odwiecznym zasadom, jakie mogą nam grozić pod wpływem zachodniej Europy. Słabsza psychicznie część naszej młodzieży może rezygnować z nauczania religii, zmniejszać tradycyjną pobożność i zwiększać krytycyzm wobec instytucjonalnego kościoła Będą powtarzać bezbożne slogany o państwie świeckim, które przecież nie pasuje do naszych tysiącletnich zwyczajów.

Bezbożność nie będzie jednak przeszkadzała Europie w domaganiu się naszego solidarnego udziału w zagospodarowaniu czarno i śniadoskórych imigrantów, napływających głównie z ciągle dzikiej Afryki. A przecież to w większości muzułmanie, z natury niebezpieczni, zwłaszcza dla naszych kobiet. Ta ich religia pozwala na posiadanie kilku żon, co chwilami może być zabawne, ale przecież, na co dzień, jest trudne do zniesienia. I wpływa deprymująco na naszą młodzież.

Wymuszanie niesłusznych upodobań

Będą od nas także wymagać, abyśmy byli tolerancyjni wobec tych, którzy naruszają nasze prawa i nie chcą traktować rodziny tylko, jako związku mężczyzny i Kobiety. Każą nam szanować „seksualnych odmieńców”, nie pozwolą na tworzenie obszarów wolnych od LGBT, nie będą się zgadzać na deptanie udających sztandary szmat, w budzących naszą odrazę kolorach tęczy. Namawiać będą do dawania ślubów parom jednopłciowym, a może nawet pozwalania im na adoptowanie dzieci. Jeden z naszych prawych i sprawiedliwych uchodzący za „fontannę inteligencji” przewiduje nawet, że zmuszą nas do organizowania targów, na których sprzedawane będą dzieci, jak kiedyś w Ameryce czarni niewolnicy. Ale z tego nasi przyjaciele Amerykanie już dawno zrezygnowali. Szkoda – bo nie będą mogli przysłać nam wykwalifikowanych organizatorów takich imprez, tak, jak przysyłają żołnierzy.

Grozi nam także zamach na przyjętą u nas hierarchię troski i szacunku wobec określonych grup społecznych. Będą wymagali, abyśmy na czele tej hierarchii umieścili kobiety samotnie wychowujące dzieci, zwłaszcza niepełnosprawne. Potem pary wychowujące dzieci, potem pary bezdzietne, ale opiekujące się starszym pokoleniem. Na końcu tej „drabiny społecznej troski” będą single w wieku produkcyjnym.

To znowu oczywisty nonsens, odwracający nasze sprawiedliwe zwyczaje. Wiadomo przecież, że największą troską i ochroną trzeba otoczyć samotnych, starszych mężczyzn, zasłużonych dla kraju, i wychowujących kota albo psa. A na końcu matki z niesprawnymi dziećmi, którymi i tak opiekują się różne organizacje pozarządowe.

Lista zagrożeń ze strony Europy jest tak długa, że trzeba zastanowić się poważnie nie tylko nad wetowaniem jej budżetu, ale także nad sensem uczestniczenia w tym nieodpowiedzialnym gronie. To prawda, że o naszym uczestnictwie decydowaliśmy w oparciu o wyniki odpowiedniego referendum. Teoretycznie opinię społeczną o naszym odejściu powinniśmy – jak Anglicy – też uzyskać w tej formule. Ale w praktyce, prawi i sprawiedliwi, mogą to zrobić na postawie nieomylnej oceny aparatu władzy. W państwie rządzonym w formie dyktatury, wszystko jest możliwe. A ją już mamy. Jeszcze młodą, raczkującą, ale o strukturze żarłocznej gąbki, wchłaniającej stopniowo kolejne atrybuty władzy.