„Gdzie jest pomnik Daszyńskiego” zapytał jego imiennik Ignacy Dudkiewicz w „Gazecie Wyborczej”
i przypomniał, że:
”Po marszu w 2012 roku powstały dwa komitety budowy pomnika premiera rządu lubelskiego. Jednym kierował Jerzy Wenderlich, drugim – Bogdan Borusewicz. Ten drugi w końcu zawiesił działalność, by nie wchodzić sobie wzajemnie w paradę. W tym roku działacze SLD ponownie przekonywali, jak bardzo zależy im na powstaniu monumentu./…/ Tyle tylko, że mamy połowę listopada, a na odsłonięcie rzeźby się nie zanosi. Aż chciałoby się złośliwie zauważyć, że kolejny raz okazuje się, że środowisko SLD mogłoby się uczyć skuteczności od ludzi skupionych wokół PiS-u. Dla nich postawienie upamiętnienia Lecha Kaczyńskiego pod warszawskim ratuszem czy podmiana jego podobizny to kwestia jednej nocy”.
I dodał: „Nie namawiam oczywiście do omijania procedur i łamania prawa. Darujmy więc sobie złośliwości./…/ Zwłaszcza że sytuacja coraz mocniej wymaga, by rosnącym w siłę środowiskom narodowym, zawłaszczeniu przez nie polskości oraz symboli związanych z patriotyzmem, z niepodległością, z historią, przeciwstawić ofensywę symboliczną z drugiej strony. Ignacy Daszyński mógłby być jedną z tych postaci, które warto wynieść na sztandary, by stał się – jak za dawnych czasów – politycznym rywalem Romana Dmowskiego. Tym razem w walce o pamięć”.
Zgoda, zgoda, zgoda. Ale po co wystawiać Ignacowi Daszyńskiemu tradycyjny, martwy pomnik? Taki w spiżu ryty? Aby dwa, trzy razy w roku delegacje partyjne i państwowe składały tam kwiaty? W świetle kamer i koniecznie fleszy. Aby był jednym z przystanków corocznego marszu patriotycznego? Metą nawet.
A na co dzień bywał, lepiej lub gorzej odlaną, podobizną wybitnego działacza socjalistycznego przysłowiowo obsrywaną przez warszawskie gołębie? Po co Daszyńskiemu i polskiej lewicy taki statyczny, i wielce staromodny pomnik? By wieńcami zdobić Go jak byle zasłużonego umarlaka? Daszyński nie jest byle zasłużonym, wybitnym działaczem. Przez całe swe życie był politykiem czynnym, ruchliwym, organizującym. Żywym. Z żywymi ludźmi. PPS nie specjalizowała się w odlewaniu figur swych świętych patronów, tylko budowała domy kultury robotniczej, biblioteki, sale sportowe. Żyła wśród aktywnych ludzi.
Dlatego zamiast zbierać fundusze na kolejny, stołeczny, statyczny pomnik zbierzmy je na stworzenie lewicowej klubokawiarni. Imienia Ignacego Daszyńskiego. Z tablicą jego pamięci i miejscami spotkań lewicowo myślących. Dyskusji, koncertów, promocji wydawnictw. Wszystkiego, czego się lewicowcom zachce. I koniecznie z barem, gdzie spotkacie czasem Czarzastego lejącego piwo z kija, bo on nie pije, przygrywającego na skrzypcach Wenderlicha, bo on umie, i promującego lewicowe kryminały Gawkowskiego, bo on pisze. Ja będę sprzątać toalety męskie, bo byłem w wojsku.














