Polska Ewa nadal w drodze do emancypacji

Ileż to było, jeszcze tak niedawno, chichów – śmichów z goździka i rajstop wręczanych paniom 8 marca – w Dniu Kobiet. Dzisiaj czerwona błyskawica Strajku Kobiet zmienia zasadniczo tamte symbole.

Nie tylko ten znak, wcześniej także czarna parasolka na masowych protestach, stawiają kolejny słup milowy, już nie tylko w dążeniu do równości i wolności kobiet, ale nas wszystkich. Pozornie to nowa sytuacja, ale gdy poznać bliżej wcześniejsze wysiłki ruchów kobiecych to okaże się, że zawsze niosły z sobą wartości daleko wykraczające poza interesy tylko tej jednej płci.

Dzień Kobiet jako święto

nie zostało wymyślone przez „komunistów”. Wywodzi się od robotniczego protestu na ulicach Nowego Jorku, a w Stanach Zjednoczonych obchodzony był po raz pierwszy już w 1909 roku. Międzynarodówka Socjalistyczna w Kopenhadze w 1910 roku ustanowiła ten dzień celem krzewieniu idei praw kobiet, w tym również wyborczych. To wyjaśnienia dla tępych łbów i jakby nie było w PRL, to tamten czas stanowił ważny etap na drodze równouprawnienia kobiet.

W polskich warunkach

ta dążność – pisze Danuta Waniek – miała specyficzny charakter. „Polki otrzymały prawa wyborcze jako jedne z pierwszych w Europie, ale wkraczanie do dziedzin tradycyjnie zajmowanych przez mężczyzn postępowo z utrudnieniami prawnymi i obyczajowymi, przede wszystkim ze strony środowisk konserwatywnych. W książce znajdują się notki biograficzne większości Polek, które wyróżniły się w działalności narodowowyzwoleńczej, w organizowaniu tajnej oświaty oraz w walce o prawa polityczne kobiet.

Zmiany ustrojowe wprowadzane po zakończeniu II wojny światowej otworzyły kobietom szeroko drzwi do awansu społecznego i zawodowego. Kobiety tę szansę wykorzystały i od kilkudziesięciu lat są grupą społeczną lepiej wykształconą od mężczyzn na poziomie średnim i wyższym. Odnoszą również sukcesy w polityce. Nic nie wskazuje na to, aby zamierzały zmienić tę drogę.”

Przywołałem słowa ze wstępu Danuty Waniek – redaktora naukowego – do niezwykle interesującej i stojącej na bardzo wysokim poziomie merytorycznym książki pt. „Polki – bieg przez historię. Emancypantki Bojowniczki Obywatelki.” Praca ukazała się w 2020 roku stanowiąc pokłosie konferencji z 2018 roku zorganizowanej przez Komitet Lewicy Stulecia Odzyskania Niepodległości. Obejmuje pięć zasadniczych części prezentujących: czasy zaborów – walkę o prawo do oświaty i dostęp kobiet do uczelni wyższych, uczestnictwo w organizacjach militarnych i działaniach bojowych przed I wojną światową oraz w czasie jej trwania, różne zorganizowane formy aktywności w II Rzeczpospolitej, uwarunkowania masowego awansu społecznego kobiet w socjalizmie i ich położenie w kapitalizmie, wreszcie rozważania na temat nowego początku czy kontynuacji.

Praca o objętości czterystu stron (22,7 arkuszy wydawniczych) stanowi zbiór tekstów dwudziestu siedmiu autorów (w tym osiem D. Waniek) i dopełniona jest ponad trzystoma pozycjami bibliograficznymi. Zamieszczone wypowiedzi, często rożne w swej formie, przynoszą czytelnikowi, wielopłaszczyznową pod względem historycznym i wielowątkową z uwagi na opis zjawisk i osób, wiedzę o aktywności kobiet i ważnych rolach jakie spełniały. Wszystko to w oparciu o źródła, także z uwzględnieniem naukowych wymogów.

Nie sposób więcej pozytywnych opinii napisać o tej wybitnej pozycji, która niewątpliwie na trwale wejdzie w annały tego rodzaju refleksji. Jeszcze lepiej by się stało gdyby także mogła zagościć w świadomości społecznej współczesnych Polek i Polaków. Najlepiej jako obowiązkowa lektura z przedmiotu „Wiedza o świecie” w szkołach średnich..

O wyzwalaniu Polek

pisała także Anna Machcewicz („Gazeta Wyborcza – Ale Historia”, 16.01.2021) przedstawiając książkę Małgorzaty Fidelis, Barbary Klich-Kluczewskiej, Piotra Perkowskiego i Katarzyny -Stańczak-Wiślicz „Kobiety w Polsce, 1945-1989: Nowoczesność -równouprawnienie – komunizm” wydanej również w ubiegłym roku.

„Ruchy feministyczne nie przyszły do nas z Zachodu, tylko wyrastały z dążeń kilku pokoleń żyjących w PRL-u kobiet.” Ta opinia autorów książki jest życzliwie przyjęta przez panią doktor – historyka, która nie rozróżnia ruchów feministycznych od wcześniejszych, trwających dziesiątki lat, aktywnych dążeń Polek do wyzwolenia.

Dalej jest jeszcze ciekawiej, gdy autorka przywołuje bądź omawia wspomnianą książkę:
• „Okazuje się, że w tuż powojennej, a nawet stalinowskiej Polsce paniom było łatwiej – przynajmniej jeśli chodzi o osiągnięcie zawodowej satysfakcji. To zdanie brzmi jak herezja…”
• „Komunizm ów skok Polek w nowoczesność nie tyle załatwił, ile ułatwił, a zaraz po 1956 r. doszło do konserwatywnej kontrrewolucji. Znikły wtedy z plakatów murarki, traktorzystki i górniczki. Wzrosło za to bezrobocie wśród kobiet i ich poczucie frustracji.”
• „Celem państwa i partii stało się utrwalenie konserwatywnej pozycji kobiety w rodzinie i gospodarstwie domowym. W latach 70. państwo dbało o pomoc w organizowaniu życia rodzinnego kosztem zawodowej pracy kobiet. Zaproponowało im (i tylko im) trzyletnie urlopy macierzyńskie i możliwość wcześniejszej rezygnacji z pracy, choć wiązało się to ze skróceniem stażu zawodowego i niskimi emeryturami. Nie dbało za to o sieć żłobków i przedszkoli.”

Podsumowując, co by ten PRL nie zrobił, to i tak wyszło źle. Okres stalinizmu miał dobre strony dla kobiet, bo mogły wykonywać bardzo ciężkie, męskie zawody, „komunizm” jak zwykle niczego nie załatwił (tylko potrafił ułatwić), przetoczyła się jakaś kontrrewolucja (o której nikt nie słyszał), a skandalicznym celem partii była dbałość o życie rodzinne. Nadto tylko zaproponował urlopy macierzyńskie zapominając o tacierzyńskich. Do tych dyrdymałów nadzwyczaj przystaje jeszcze opinia o żłobkach i przedszkolach. I pisze to pani doktor bez jakiejkolwiek refleksji na temat realiów tamtego okresu i rzeczywistych przyczyn powyższych działań, nadto w czasach nienotowanego nigdy w kraju niżu demograficznego. Takie to ahistoryczne wyzwolenie Polek.

Nawiązując do konserwatyzmu,

który hamował proces emancypacji kobiet – pisała o tym Danuta Waniek – z przykrością muszę przyznać, że poza Kościołem katolickim, niektórymi klerykalnymi instytucjami, tradycyjnymi środowiskami czy patiami politycznymi takie przekonanie i rolę spełnia aktualnie w naszym kraju licząca się rzesza mężczyzn.

Poza niejako codziennym nierównouprawnieniem, objawiającym się m. in. w zarobkach, zajmowanych kierowniczych stanowiskach i odpowiedzialności za domowe zobowiązania, w ostatnich politycznych protestach kobiet ukazały się one w szczególny sposób. I nie idzie tu jedynie o decyzję mężczyzny Jarosława Kaczyńskiego burzącą dotychczasowy aborcyjny kompromis, o biadolenie wielu publicznych, niby poważnych, postaci, na temat brzydko wyrażających się pań, którym nie tylko to w*********ć bardzo nie przystoi, podobnie jak nocne włóczęgi po ulicach miast. Nie tylko zresztą o to tu chodzi.

Najlepiej to wyraziła Kaja Puto na portalu „Krytyka Polityczna”: „kobiety wychodzą na ulicę, by domagać się pełni praw obywatelskich i politycznych oraz ostrzec, że będą się tego domagać od każdego polityka, który podniesie na te prawa rękę. Przez ostatnie 30 lat, kiedy mówiliście w kółko te same konserwatywne bzdury, polskie kobiety bardzo się zmieniły. Skończył się czas bezpłatnych praczek, kucharek, psycholożek, asystentek i sekretarek, które nigdy nie mogą liczyć na waszą wzajemność. Oczywiście, jeśli kobieta decyduje się na rezygnację z kariery i opiekę nad domem, wszystko w porządku – ale jeśli obaj partnerzy pracują, „drugi etat” w domu to dla kobiety układ niewiele różniący się od niewolnictwa. Nie jesteśmy od tego, żeby wasze codzienne życie toczyło się „harmonijne i gładko”, skarpetki się same prały, a dzieci odprowadzały do przedszkola. Nie pozwolimy na to, żebyście mówili nam, jakich słów wolno nam używać, jak powinnyśmy się zachowywać i czego żądać od polityków. Skończył się czas waszej wyłączności w debacie publicznej. Dziewczyny, które wychodzą na ulice – a dominują wśród nich te w wieku od 15 do 45 – już o to zadbają.”

Nie licząc na szybką zmianę, o kwiatku dla swojej Ewy przynajmniej 8 marca nie zapomnijcie Panowie.

PS. Pani Machcewicz pisała jeszcze o strajku kobiet („Ale Historia”, 6.02.2021), ale z roku 1971, bo łatwiej przecież użalać się nad ich losem w PRL niż nad współczesnym zniewoleniem.