Prezydentura 2020. Uwagi przed pierwszą turą

Zacznę od szczerego wyznania. Przed pierwszą turą wyborów prezydenckich 2020 najbardziej martwią mnie bardzo słabe notowania ogromnie przeze mnie ze wszech miar cenionego Roberta Biedronia.

Choć bowiem wiadomo, że sondaże są tylko prognozami, to przecież, niestety, nie ulega wątpliwości, że Robert Biedroń – na którego zagłosuję w pierwszej turze – nie uzyska satysfakcjonującego wyniku, nawet gdyby w rzeczywistości okazał się on (co jest mało prawdopodobne) nieco wyższy procentowo niż ten odnotowany w ostatnich wynikach sondażowych. Dlatego zdecydowanie popieram bardzo mądrą radę profesora Jerzego J. Wiatra, który w znakomitym, pełnym trafnych argumentów artykule na łamach poprzedniego (122-123) numeru „Dziennika Trybuna” zaapelował do Roberta Biedronia o zadeklarowanie, jeszcze przed pierwszą turą, że w drugiej poprze Rafała Trzaskowskiego.

Z braku miejsca nie zajmę się rozważaniem dlaczego przekaz kandydata Lewicy nie znajduje, niestety, w społeczeństwie takiego odzewu, jaki marzy się kilku milionom moich współobywateli o lewicowych poglądach. Z tego samego powodu nie zajmę się też retoryką, deklaracjami, a nawet programami kandydatów. Zajmę się tylko tym, co w kampanii prawie w ogóle, o dziwo, nie wybrzmiewa, a na co zwrócił uwagę przywołany wyżej profesor J.J. Wiatr – groźbą trwałego domknięcia autorytarnego planu Kaczyńskiego, jakie spowoduje ewentualne zwycięstwo Dudy. To pierwsze i bezpośrednie zagrożenie. Drugie jest oddalone w czasie i może zarysować się w przyszłości, o ile dobry wynik uzyska Krzysztof Bosak, kandydat „Konfederacji”.

Piekło dalszych rządów PiS-Dudy

Przedłużenie prezydentury Dudy w intencji jego samego personalnie oraz PiS jako formacji politycznej ma zagwarantować nie tyle kontynuację, ile intensywne, radykalne natężenie, wzmożenie autorytarnych praktyk, których od blisko pięciu lat doświadczamy. Okazało się, że nie mylili się ci, którzy po wygranej wyborczej PiS w 2015 roku przestrzegali (jak piszący te słowa), że pierwsze, krótkie na pół kadencji, rządy tej partii (2005-2007) w porównaniu z recydywą ich rządów, z tym co nadejdzie, będzie – z perspektywy czasu – jawiło się jako cywilizowane rządy prawa. Jestem przekonany, że jeśli prezydentem ponownie zostanie Duda, mechanizm ten zostanie powtórzony i to z takim natężeniem, że tym razem rządy PiS w latach 2015-2019, naznaczone łamaniem konstytucji, praw i wolności obywatelskich, szerzeniem nienawiści i pogardy w stosunku do przeciwników oraz do „innych”, a także wysypem afer korupcyjnych, okażą się (o ironio!) „małym piwem light” w porównaniu z tym, co nas czeka już w nieodległej przyszłości.

Wszystko to, co do tej pory obserwowaliśmy i czego doświadczyliśmy, zobaczymy i doświadczymy teraz w skali jakby powiększonej przez silne szkło powiększające, w potwornie powiększonej skali. Życie w Polsce stanie się trudne do zniesienia. Rozzuchwalony wygraną prezydencką, wobec perspektywy jeszcze trzech i pół roku rządów w kadencji i ubezpieczony prezydenturą Dudy, PiS rozpocznie „ostrą jazdę”. Sprawi ona, że znane nam dotychczas praktyki zostaną podniesione do potęgi n-tej. Autorytarne, represyjne, antywolnościowe, pełne pogardy dla prawa praktyki ulegną natężeniu do tego stopnia, że marsz Polski w stronę modelu węgierskiego, białoruskiego, rosyjskiego czy tureckiego przestanie być (jak ciągle jeszcze tylko jest, dzięki społecznemu oporowi) już nie tylko kierunkiem, lecz zakończy się ostatecznym osiągnięciem celu przez PiS i „zabetonowaniem” autorytaryzmu. W sytuacji, gdy okaże się, że nie ma już żadnych barier i ograniczników (poza instytucjami Unii Europejskiej, ale PiS niejako doktrynalnie liczy się z nią tylko w ograniczonym stopniu i tylko wtedy, gdy nie ma innego wyjścia), Kaczyński wraz z akolitami uznają, że „hulaj dusza, piekła nie ma” i rozpętają pandemonium represji. Grypa, jaką jest dla organizmu Polski władza PiS, przekształci się w dżumę. Czego możemy się spodziewać? A tego na przykład, że policyjne represje wobec ulicznej opozycji przestaną być rozproszonymi incydentami, lecz staną się zblokowaną, uszczelnioną, konsekwentną i powszechną praktyką państwa policyjnego. Wśród najbardziej głośnych przypadków, które mogą zilustrować realpolitik PiS po wygranej Dudy trzeba wymienić szykany w stosunku do kobiety, która samotnie protestowała pod siedzibą radiowej Trójki przy ulicy Myśliwieckiej w Warszawie przeciwko manipulacjom związanym z piosenką Kazika, jeżdżąc po parkingu na rowerze ozdobionym plakatami o treści np: „Pisiory mordują utwory”, w stosunku do dwóch kobiet, które przestrzegając zasad sanitarnych, trzymając w dłoniach egzemplarze Konstytucji, spokojnie demonstrowały pod gmachem sądów przy Placu Krasińskich w Warszawie, w stosunku do feministki Elżbiety Podleśnej za plakaty z „Matką Boską Tęczową” czy ostatnio w stosunku do osób, które w Warszawie wywieszały plakaty nawiązujące do sprawy ministra zdrowia Szumowskiego, a także do gdańszczanina, który jeździł po swoim mieście autem z napisami krytycznymi w stosunku do kandydata Dudy. Skoro nawet w okresie poprzedzającym zeszłoroczne wybory parlamentarne, czy w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie, władza PiS nie cofnęła się przed takimi represyjnymi praktykami, to co będzie ją hamowało w sytuacji, gdy do najbliższych wyborów parlamentarnych pozostało trzy i pół roku, a kolejne wybory prezydenckie przewidziane są za pięć lat? Nic. Kandydaci opozycyjni z Rafałem Trzaskowskim włącznie zapewniają, że zachowają program 500 plus, że nie podwyższą ponownie wieku emerytalnego i koncentrują się na kwestiach ekonomicznych, o zagrożeniu autorytarnym nie mówią prawie wcale, w najlepszym razie napomykają na marginesie. Można być pewnym, że Duda będzie wspierał, co najmniej milcząco, ten wzmożony autorytaryzm. Ci, którzy mają nadzieję, iż w drugiej kadencji, wobec braku perspektywy trzeciej kadencji, podejmie on próby politycznej emancypacji, „wybicia się na niepodległość” polityczną czy choćby zdystansowania się do swojego obozu, żywią daremne iluzje. Jednym z tych wyborców, którzy pięć lat temu ulegli podobnym iluzjom był działacz LGBT Krystian Legierski. To jemu i jego środowisku Duda „odwdzięczył się” za poparcie brutalnym, nikczemnym homofobicznym wybuchem w Brzegu i Lublinie. Duda nie jest w stanie dokonać takiej metamorfozy z przyczyn osobowościowych, jako człowiek bezwolny, niesamodzielny intelektualnie, ofiara ciasnego, autorytarnego wychowania w kręgach klerykalnych. Wreszcie, zwyczajnie, poza wszystkim, on ma takie poglądy, więc tym bardziej nie ma na co liczyć. Jego napuszone miny i nieznośnie krzykliwe przemówienia są maską, którą zakłada, by ukryć swoją nicość. Pod rządami PiS-Dudy brutalnej presji (na poziomie dotąd niepraktykowanym) poddane zostaną nie tylko ogólne prawa i wolności obywatelskie, ale także prawa kobiet. Zaostrzenie kary za aborcję już przemycone do kodeksu karnego pod osłoną „czwartej tarczy antykryzysowej” jest tylko przedsmakiem tego, czego należy się w tej sferze spodziewać. Jestem przekonany, że tym razem prezes PiS nie będzie już blokował wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji. Na całego rozpętana też będzie akcja przeciw LGBT, na chwilę tylko, taktycznie pohamowana po wspomnianych homofonicznych wiecowych okrzykach. Powróci też ostatnio nieco wyciszona brutalna ofensywa przeciw niezawisłości sądownictwa. Lewica będzie mogła zapomnieć o szansach na przywrócenie należnych praw emerytalnych osobom, którym bezprawnie je odebrano w rezultacie tzw. „ustawy dezubekizacyjnej”. Ad calendas graecas odsunięte zostaną takie projekty Lewicy, jak choćby ustawowe zalegalizowanie związków partnerskich czy wprowadzenie realnego rozdziału Kościoła od Państwa, ale także takie projekty socjalne, jak emerytury bez podatków. Powstanie też zagrożenie dla wolności mediów, bo PiS tym razem nie będzie miał motywu, by się ograniczać. Nie ma potrzeby mnożyć tego katalogu zagrożeń, które będą rezultatem kontynuacji rządów PiS-Dudy. Już tylko on wystarczy, by uświadomić sobie, co nas czeka. Do tego trzeba dodać wielką groźbę trwałego „zabetonowania” tego systemu na bardzo długi czas.

„Konfederacja” czyli ostrzeżenie

Przytoczone wyżej zagrożenia są przerażające, realne i bliskie. W tle rysuje się jednak zagrożenie, być może nie tak bliskie i bezpośrednie, ale także realne. To „Konfederacja”, ugrupowanie, które stoi za kandydatem Krzysztofem Bosakiem. Stanowi ono nie mniejsze zagrożenie dla wolnościowej i humanistycznej wizji Polski niż to, które niesie ze sobą PiS. Niepokojące jest też to, że są także poza prawicą osoby, które dały się uwieść „chłopięcemu wdziękowi” Bosaka, jego „pragmatyzmowi” ekonomicznemu i prawie całkowitemu ukryciu akcentów radykalnie nacjonalistycznych z partyjnej i wyborczej retoryki. Wygląda na to, że nie przypadkowo to właśnie jemu, z jego łagodnym, sympatycznym wizerunkiem medialnym „chłopaka z sąsiedztwa”, z jego fryzurką i dziecięcą twarzą o niewinnym uśmiechu, a nie zadzierzystym, elokwentnym radykałom w rodzaju Roberta Winnickiego czy Grzegorza Brauna „Konfederacja” powierzyła misję kandydowania. Oni mogliby odstraszać, on ze swoją „poczciwą” powierzchnością ma potencjał przyciągania zwolenników nie lubiących ekstremizmów. Są i tacy, których „Konfederacja” zwiodła swoim ostrym „antypisizmem”. Jest ona jednak antyspisowska tylko dlatego, że marzą się jej rządy, które będą pisizmem do sześcianu, prawdziwym klerofaszyzmem u władzy. Reasumując, dwa są dziś główne zagrożenia dla humanistycznej i wolnościowej wizji Polski. Pierwsze z nich jest bezpośrednie: to 3,5 do 5 lat rządów PiS-Dudy, które na długo uwolnione od wiszącego nad nimi bata dadzą upust najradykalniejszym szaleństwom we wszystkich sferach życia społecznego i politycznego. Drugie, to odleglejsze, ale śmiertelnie niebezpieczne dla wspomnianych wartości rządy „Konfederacji”. Te drugie wydawać się mogą perspektywą na pozór nieco abstrakcyjną, na razie teoretyczną, biorąc pod uwagę nie przekraczające dziesięciu procent aktualne poparcie dla tego ugrupowania. Takie widzenie może się okazać jednak zwodnicze. Wektory sił, które mogą się wyłonić i wzmocnić to ugrupowanie są trudne do przewidzenia. Na pewno może nim być dobry wynik wyborczy Krzysztofa Bosaka.

Jednak na tę chwilę polityczną, „Konfederację” i Bosaka można wziąć w nawias. Prawdziwym, bezpośrednim zagrożeniem dla obywatelskich praw i wolności są rządy PiS-Dudy. Rządy, które rozzuchwalone podwójną wygraną i wolne od perspektywy kolejnych bliskich wyborów, rozpętają przeciw przeciwnikom politycznym i niechętnej sobie części społeczeństwa piekło, jakiego w swojej najnowszej historii Polska jeszcze nie widziała.