3 lipca 2022

loader

Profesor Glut radzi

Andrzej Duda powiedział niedawno, że według jego najlepszej wiedzy, przyrosty covidowe wyhamują w połowie października. Wie to od ekspertów, którzy tak właśnie mu sprawę naświetli: teraz będzie rosło, a za miesiąc opadnie. Andrzej Duda wie, co mówi. Eksperci też wiedzą, co mówią. Prezydenta chyba by nie oszukiwali.

Znajoma moja zapadła niedawno na covid. Złapała francę w szpitalu, ponieważ jest lekarzem. Zaraziła się od pacjenta. Siedzi teraz w domu, nie wiadomo jak długo, bo w sanepidzie nieogar jest kompletny. Jedna pani powiedziała jej przez telefon, że ma wydać z nazwiska wszystkie osoby, z którymi miała styczność na 10 dni przed wystąpieniem objawów. Druga, po godzinie, zażądała wydania wszystkich z 15 dni wstecz. Małżonek koleżanki, z powodu wspólnego zamieszkania, też dostał się na kwarantannę. On również nie wie, ile to potrwa, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zadzwoni telefon z sanepidu. Jemu, jako kontaktowi, nikt nie wykona testu. Przesiedzi dwa tydnie, jak będzie miał zachorować, to zachoruje. Kłopot w tym, że w robocie, w korpo, po przebytej kwarantannie wymagają od niego negatywnego, covidowego testu. Sanepid na test go nie skieruje, bo nie ma objawów, a poza tym był na kwarantannie. Pracodawca zapłacić nie chce. Wychodzi więc na to, że sam będzie musiał wybecalować 4 stówy z własnej kieszeni, żeby dowiedzieć się, czy jest chory już, jeszcze, czy dopiero będzie, jeśli chce zachować posadę u prywaciarza. To wszystko, Szanowni Państwo, nazywa się Polska. Więcej nawet, to wszystko nazywa się świat w apogeum globalnego szaleństwa.

Niedawno jeden pielęgniarz z Gniezna napisał na swoim fejsowym profilu, co sądzi o tym całym wariactwie. Napisał to, co normalny człowiek widzi i wie od dawna; że choroba jest, to prawda, ale jak choruje 1500 osób a umiera 30, i to na ogół uprzednio schorowanych na wszystko, to nie powód do narodowego strachu; że to, z czym mamy do czynienia, to jakaś ściema, na której nie wiadomo kto zarabia; że wirusy istniały od dawna i nikt z powodu grypy czy opryszczki nie mierzył ludziom masowo temperatury i nie kazał im siedzieć w domach; że przez wieki ludzie chorowali, ale nikomu nie przyszło do głowy zamykać świata na cztery spusty, niszcząc rynki i pracy i skazując ludzi na wegetację ekonomiczną, o kulturalnej nie wspominając, bo kto by tam na to zważał. Nie trzeba było długo czekać, żeby naskoczyli na chłopaka uczeni w pismach medycy i doktorzy: gówniarz, nieuk, powiela półprawdy. Jeden mądry pan na tyle się oburzył wpisem ratownika, że zażądał ścigania tego i tym podobnych opinii z mocy prawa, jako szerzenia nieprawdy, która może prowadzić naród do zguby. Jeszcze chwila, i jak ktoś będzie miał inne zdanie na temat covidu i tego czym jest dla Polski, posądzać się go będzie o oświęcimskie kłamstwo i płaskoziemstwo. Jest jedna wykładnia, której należy się trzymać, a wszystko inne jest niebezpieczną herezją, głosi rada mędrców. Co ciekawe, wtajemniczonych w arkana wykładni, jest w Polsce kilku starszych panów z tytułami, którzy z lubością straszą naród tym, do czego doprowadzi jego rozwiązły tryb życia, jeśli się nie opamięta. Jeden mądrala, profesur Glut, opowiadał niedawno, że nasze zwyżki zachorowań, to efekt przebalowania przez naród weekendu; dlatego tylu nas choruje, bo bawimy się na potęgę; pijemy, palimy, kopulujemy. A przecież w pandemię powinniśmy siedzieć przy świeczkach w czterech ścianach i czekać zmiłowania. Ludzie wychodzą i spotykają się z innymi? W pandemię? Skandal! Jak tak można!

Inny tępy mądrala dodaje: skoro nie można nas wszystkich przetestować (skądinąd nie wiem po co), Polacy nie zachowują książkowego dystansu i nie unikają imprez, należałoby znowu nałożyć pełen lockdown, bo wirus nie odpuści. A jak nie odpuści, to nas wszystkich w pień wybije, bo to, z czym mamy do czynienia teraz, to nic, w porównaniu z tym, co nam zgotuje za miesiąc, dwa. Nikt oczywiście nie wie, co to takiego będzie, ale bójcie się ludziska, bo jeśli jeszcze żyjecie, to na pewno nie za długo będzie Wam dane. Trzeci, profesur dochtór, tym razem z Wrocławia, opowiada po portalach internetowych, że to szkodnicy społeczni roznoszą nam wirusa.

Jak zdradzieckie mordy, łatwo ich rozpoznasz. Tych znajdziesz w biurze, w szkole, w szatni, na basenie. Czają się wszędzie. Nie założysz maski między zmianą obuwia, jesteś szkodnikiem. Nie włożysz maski na twarz w taksówce, myk, społecznie szkodzisz. To nic, że taksówkarz też nie ma kagańca i go to nie boli. Musisz być mądrzejszy niż on. Ostatnio, na stołówce wydziałowej, jeden mądrala w krawacie, kazał mi nakładać maskę, gdy czekałem w kolejce do lady z zamówieniem. Po złożeniu zamówienia mogłem zdjąć maseczkę i usiąść przy stoliku. Pięć metrów dalej, na tej samej sali. Chyba że umiem jeść w masce, wtedy byłoby najlepiej. Profesor Glut byłby kontent.

Jarek Ważny

Poprzedni

Polacy nie mają lekko w Paryżu

Następny

Dyskusja w Łodzi

Zostaw komentarz