Walka z tęczą, nie z pandemią

Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Tak widzi swoje priorytety minister edukacji narodowej, ciągle jeszcze Dariusz Piontkowski. I zapewnia, że jego następca Przemysław Czarnek, gdy tylko obejmie stanowisko, będzie działał w tym samym duchu.

Przy okazji – kompletnie ignorując postulaty środowiska nauczycielskiego i jego ciągle licznych związków zawodowych. Najstarszy z nich, Związek Nauczycielstwa Polskiego, w dniu branżowego święta 14 października przypomniał, jakie miał jeszcze w sierpniu sugestie w sprawie bezpieczeństwa epidemiologicznego w szkołach. Wykaz propozycji otrzymał premier Mateusz Morawiecki. Z dość wiadomym skutkiem.

Zdrowie najważniejsze…

Nauczyciele stwierdzają w swoim apelu, że nauka jest ważna, ale zdrowie uczniów i pracowników szkół – jeszcze ważniejsze. Nauczanie zdalne to rozwiązanie tymczasowe, nie zastąpi szkoły z jej codziennym życiem (notabene, w sytuacji, gdy zrzuca się jego organizację na barki samych nauczycieli, jest również dla nich dodatkowo wyczerpujące i kosztowne). Jest jednak lepszym rozwiązaniem, niż codzienne narażanie uczniów, nauczycieli i rodzin jednych i drugich na zakażenie koronawirusem.
W pierwszej kolejności ZNP wzywa zatem do zmniejszenia liczby uczniów w klasie. Tylko w małych zespołach jest w ogóle szansa na to, by dystans społeczny nie był fikcją. Chce także, by to dyrektorzy placówek mogli samodzielnie decydować o przejściu danej szkoły na nauczanie zdalne lub hybrydowe (bez angażowania w sprawę Sanepidu), chyba że powiat, w którym znajduje się szkoła, stałby się czerwoną strefą – wtedy nauka na odległość byłaby wdrażana z automatu.

Dla tych, którzy jednak pracują z uczniami bezpośrednio, ZNP prosi o dodatkowe środki do dezynfekcji, dobrej jakości maseczki i przyłbice. Apeluje, by MEN zadbał o skierowanie ich na bezpłatne szczepienia przeciwko grypie i udostępnienie bezpłatnych testy na koronawirusa. Przypomina, że wiele nauczycielek to kobiety w wieku powyżej 50 lat, a więc już z grupy ryzyka.

… ale nie dla ministra

Jednak w wywiadzie, jakiego minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski (Przemysław Czarnek, jako zakażony koronawirusem, wciąż nie złożył ślubowania i nie objął urzędu) udzielił w Dniu Nauczyciela Radiu Gdańsk, na pierwszym miejscu znalazła się inna kwestia.

W przekonaniu ministra nie ma potrzeby zamykania szkół w całych „czerwonych” powiatach, bo trudna sytuacja epidemiologiczna może dotyczyć tylko pojedynczych gmin. Piontkowski nie chce również, by takie decyzje podejmowali dyrektorzy – w jego przekonaniu Sanepid radzi sobie bardzo dobrze.

Piontkowski zapewnił natomiast, że dzieci będą bezpieczne w szkołach „pod względem ideowym i światopoglądowym” i będą wychowywane zgodnie z przekonaniami „przytłaczającej większości Polaków”. – Nie ma mojej zgody na to, żeby lewicowe organizacje stosowały w szkołach propagandę homoseksualną – oznajmił minister. Wyraził przekonanie, że obecnie do szkół przenikają grupy lewicowe i środowiska LGBT, by taką propagandę uprawiać, indoktrynując młodzież. To jednak długo już nie potrwa, sugerował minister. W tym samym czasie premier Morawiecki zapowiadał wszechstronny program wzmacniania patriotyzmu, także w oświacie. Przypadek?

Kwiecisty język

Piontkowski wystąpił również w obronie Przemysława Czarnka, którego w MEN nie chce ani część nauczycieli, ani część uczniów, którzy w pierwszy weekend października zorganizowali nawet pikietę przed ministerstwem. Homofobiczne, antykobiece wypowiedzi Czarnka to według Piontkowskiego „kwiecisty język”. – Jego postawa nie różni się tak naprawdę od postawy mojej czy pozostałej części kierownictwa ministerstwa – podsumował polityk, gdyby ktoś miał w tej sprawie jeszcze jakieś wątpliwości.

Poprzedni

Państwo, które przestaje funkcjonować

Następny

Kto następny?

Zostaw komentarz