Wilk i owce na politycznej szachownicy

Po kompletnej kompromitacji z próbą przeforsowania przez PiS, wyborów w dniu 10 maja, mamy do czynienia jakby z nowym otwarciem.

Po roszadzie w Platformie, o ile Trzaskowski skutecznie zostanie zarejestrowany jako kandydat, będziemy mieli do czynienia z restartem systemu. Wedle badania przytoczonego przez TVP (być może wyjątkowo wiarygodnemu), Andrzej Duda ma poparcie 41 proc., Rafał Trzaskowski 21 proc., Szymon Hołownia 18 proc., Kosiniak Kamysz 7 proc. a Robert Biedroń 5 proc.. Istotny statystycznie wynik osiąga jeszcze Krzysztof Bosak – 6 proc.
Zakładając, że ewentualne przetasowania obywać się będą raczej pomiędzy kandydatami, to można powiedzieć, że pierwszy warunek umożliwiający pokonanie Andrzeja Dudy i PiS został spełniony. Główni kandydaci opozycyjni mają szansę osiągnąć wynik w granicach 50 proc., czyli z ok 10 proc. przewagą nad kandydatem PiS (choć kolejne sondaże nie dają takich powodów do optymizmu).Mamy więc polityczną grę w wilka i owce. Co do wilka, to raczej jest to figura pusta w środku, ale poruszana zdalnie przez bezwzględnego gracza. Tym niemniej cele gry dla baranów zostają te same. Zapędzić wilka do matni… lub przedrzeć się do celu.

Liderem wyścigu o drugą kadencję stał się Trzaskowski. Ta kandydatura wydaje się być do zaakceptowania (z większą lub mniejszą niechęcią) w drugiej turze przez wyborców większości kandydatów. Zapewne oprócz Bosaka, ale ich wpływ na ostateczne rozstrzygnięcie wydaje się pomijalny. Poza problemami programowymi, bo na razie Trzaskowski, w porównaniu z Kidawą, zradykalizował jedynie krytykę PiS, PO będzie miała problem z rejestracją kandydata. Nawet jeśli dostarczy w wymaganym czasie podpisy, a będzie miał na to 3-5 dni, wcale nie jest pewne, czy zostanie zarejestrowany. PO może w najgorszej sytuacji zostać bez kandydata lub ponownie z Kidawą. Platforma coś nie ma szczęścia do kobiet lub kobiety nie mają szczęścia do PO.

Zakładając optymistyczny przebieg wydarzeń, wygląda na to że restart kampanii PO ma polegać na mobilizacji elektoratu zagubionego, rozproszonego, w czasie pseudo kampanii. Nie widać chęci przyciągnięcia kogokolwiek nowego, a już na pewno nie wyborców mogących się czuć rozczarowanymi działaniami PiS. Tych co najwyżej stara się zebrać Bosak.
Do restartu kampanii przystąpił też Robert Biedroń. Zaczęto od zmiany w składzie sztabu. To zgadza się z powszechnym odczuciem, że sztab raczej nie pomagał kandydatowi. Podobnie można powiedzieć o sztabie PO, choć miał być taki dynamiczny i profesjonalny. Przynajmniej w deklaracjach. Sztab Biedronia zdecydowanie nie poradził sobie z pandemią. To prawda, że Biedroń dobrze wypadał na żywo i to był jego atut. Przynajmniej zeszłej wiosny. A wiosna przeminęła, efekt nowości minął, została zimna rzeczywistość.

Mogło by się wydawać, że krytyka działań rządu, szczególnie z pozycji socjaldemokratycznych to niemal samograj. Jednak taktyczne gierki klubu parlamentarnego lewicy nie sprzyjały kreowaniu jasnego przekazu wyborcom. A lewicowi wyborcy są dosyć drażliwi, pamiętliwi, raczej nieskłonni do tolerowania błędów. Wydawać by się mogło, że nikt nie będzie w stanie wyprzedzić lewicowego kandydata w krytyce działań rządu. A tu, jak się okazuje, Robert Biedroń nie dotrzymuje nawet kroku, dosyć zwykle wstrzemięźliwemu w ocenach, kierownictwu OPZZ. Więc restart, jeśli ma być skuteczny i pozwolić na powrót to pierwszej trójki kandydatów, powinien być szybki, stanowczy i radykalny. Na tyle radykalny by część zniechęconych nieco, wyborców lewicy z 2019 roku, wróciła do macierzy. Choć z drugiej strony sygnały, że część wyborców lewicy popiera aktualnie Hołownię, sugerowałby, że ich wcześniejsze oddanie głosów na listę lewicy było raczej wynikiem bardziej tajemniczego splotu okoliczności, niż świadomą decyzją. Celnie odpowiedział Hołowni Maciej Gdula, ale ten dialog powinien być raczej prowadzony pomiędzy politykami lewicy a ich wyborcami. Tymi co jeszcze zostali tymi, którzy zniechęceni odeszli i tymi, którzy jeszcze się nie podjęli ostatecznych decyzji.

A wracając do naszych baranów. Zakładając, że rzutem na taśmę uda się zarejestrować Trzaskowskiego, to jest szansa na pokonanie wilka i jego animatora. Wymaga do sensownej i intensywnej kampanii kandydatów, dużej mobilizacji obywateli oraz … sprzyjającego zbiegu okoliczności. Bo mam wrażenie, że zarówno efekty działań rządu jak i opozycji wspierają odpowiednich kandydatów, jak i ich osłabiają.

Jak mawiał nasz ulubiony komentator sportowy przed derbami, wszystko w rękach konia.

A konkordat oczywiście należy wypowiedzieć.