IO 2020/21: Wszyscy czekali na wygraną siatkarzy, ale się nie doczekali

Przełożony przez organizatorów na późny wieczór wedle japońskiego czasu ćwierćfinałowy mecz naszych siatkarzy z Francją był ostatnim akordem wtorkowych zmagań biało-czerwonych na olimpijskich arenach w Tokio. Niestety, było to smutne zakończenie, albowiem biało-czerwoni przegrali z Francją 2:3 i odpadli z walki o olimpijskie medale. To piąte igrzyska w XXI wieku, w których reprezentacja Polski odpada w 1/4 finału.

Jako pierwsze do skromnego jak dotąd medalowego dorobku polskiej reprezentacji we wtorek dorzuciły się kajakarki Karolina Naja i Anna Puławska, zdobywając srebro w wyścigu dwójek (K-2) na dystansie 500 metrów. Polki minimalnie przegrały w finale z ekipą Nowej Zelandii (Lisa Carrington, Caitlin Regal), która zwyciężyła z czasem 1:35,785, ustanawiając nowy rekord olimpijski. Polki były wolniejsze o zaledwie 0,968 sekundy. Brąz zdobyły Węgierki (Danuta Kozak, Dora Bodony). Warto odnotować, że nasze kobiece kajakarskie dwójki w wyścigach na 500 m nie schodzą z podium od igrzysk 2000 roku w Sydney. „Jestem w kadrze od 2009 roku i wiem, że to nie przypadek. Teraz dominują zawodniczki z rocznika 1990, które już mają w dorobku trzy olimpijskie medale, a w sobotę mogą zdobyć kolejny w czwórce” – twierdzi Karolina Naja, która ma już w swoim dorobku trzy medale olimpijskie. W ostatnich latach przywiozła brąz z Londynu (2012) i Rio de Janeiro (2016), pływając jeszcze z Beatą Mikołajczyk. Po igrzyskach w Brazylii kajakarka zaszła w ciążę i wzięła roczny rozbrat ze sportem. Po urodzeniu syna wróciła do treningów i startów. Dla Puławskiej to dopiero pierwsze igrzyska w karierze. W parze z Nają świetnie spisywała się już jednak na ostatnich mistrzostwach świata w Szegedzie w 2019 roku, gdy Polki sięgnęły po srebro. Na tegorocznych mistrzostwach Europy w Poznaniu również uplasowały się na drugim stopniu podium. Obie nasze reprezentantki wystartują jeszcze w wyścigu kajakarskich czwórek (K4) na 500 m. W ekipie oprócz Naji i Puławskiej popłyną jeszcze Helena Wiśniewska i Justyna Iskrzycka (popłyną w piątek). We wtorkowych finałach walczyły jeszcze Marta Walczykiewicz (4. miejsce w K1 na 200 m) oraz kanadyjkarze Wiktor Głazunow i Tomasz Barniak (7. miejsce w C2 na 1000 m).
Nie zawiódł oczekiwań zapaśnik Tadeusz Michalik i do dorobku polskiej ekipy dorzucił brązowy medal w kategorii do 97 kg, pokonując w walce o trzecie miejsce Węgra Alexa Gergo Szoke. W półfinale Polak przegrał z dwukrotnym mistrzem świata Rosjaninem Musą Jewłojewem, faworytem zawodów w Tokio w tej wadze, więc swój występ w Tokio może uznać za udany.
Kolejne medale miały zdobyć nasze młociarki i nie zawiodły. Anita Włodarczyk wygrała wynikiem 78,48 m i zdobyła swój trzeci złoty medal olimpijski w karierze. W ostatniej próbie Chinka Zheng Wang zepchnęła Malwinę Kopron na trzeciej miejsce wynikiem 77,03 m, więc ostatecznie nasze młociarki wywalczyły dwa medale – złoty i brązowy. Trzecia z naszych reprezentantek, Joanna Fiodorow zajęła siódmą lokatę i po konkursie ogłosiła zakończenie sportowej kariery.

Nadzieje na kolejny medal olimpijski w Tokio wiązaliśmy z tyczkarzem Piotrem Liskiem, lecz wynik 5,80 w finale starczył mu tylko na zajęcie szóstego miejsca. Wygrał fenomenalny Szwed Armand Duplantis z rezultatem 6,02 m, przed Amerykaninem Chrisem Nilsenem (5,97, m) i Brazylijczykiem Thiago Brazem (5,87 m).
Może lukę tę zapełni oszczepniczka Maria Andrejczyk. W kwalifikacjach już w pierwszej próbie posłała oszczep na odległość 65,24 m, czyli poza minimum uprawniające do udziału w finale. Wielkie kłopoty miały jednak groźne rywalki Andrejczyk. Wśród 12 zawodniczek, które wystąpią w finale, zabraknie dwukrotnej mistrzyni olimpijskiej (2008, 2012) i rekordzistki świata – Barbory Spotakovej. Odpadła także Sara Kolak, która w Tokio miała bronić tytułu mistrzyni olimpijskiej. Nie oznacza to jednak „autostrady do złota” dla Polki. Groźna będzie na pewno Chinka Lyu Huihui (61,99 m w kwalifikacjach) i Australijka Mackenzie Little, która w Tokio ustanowiła rekord życiowy 62,37 m. Finał igrzysk olimpijskich w rzucie oszczepem kobiet odbędzie się w czwartek. Początek rywalizacji o godzinie 13:50.
Ale we wtorek kibice w Polsce czekali przede wszystkim na kolejny zwycięski występ siatkarzy, jedynej naszej ekipy w grach zespołowych na igrzyskach w Tokio. Biało-czerwoni zakończyli zmagania w pierwszej fazie turnieju olimpijskiego na pierwszym miejscu w grupie A i w 1/4 finału trafili na czwarty zespół w grupie B, którym okazała się ekipa Francji. Trójkolorowi zaczęli zmagania w fazie grupowej słabo, ale w czwartej serii gier nieoczekiwanie wygrali z niepokonaną wcześniej Rosją, a w ostatniej kolejce urwali dwa sety drużynie Brazylii, sygnalizując tymi rezultatami niepokojący wzrost formy.

To wzbudziło w polskim obozie nerwowość, bo w ostatniej potyczce z Francuzami, w tegorocznej Lidze Narodów, biało-czerwoni nie dość że przegrali 2:3, to jeszcze rozstali się z rywalami w fatalnej atmosferze, bowiem gwiazdor trójkolorowych Earvin Ngapeth oskarżył publicznie trenera Vitala Heynena oraz kapitana naszej drużyny Michała Kubiaka o… rasizm. Francuski siatkarz na jednym z portali społecznościowych napisał, że belgijski trener biało-czerwonych nazywał osobę pracującą przy Lidze Narodów „czarnuchem”, zaś kapitan naszej kadry na boisku miał wulgarnie odzywać się do graczy francuskiego zespołu. „To czysty rasizm! Są na to świadkowie. Nie wspominam nawet o obelgach ze strony pana Kubiaka w trakcie meczu (takich jak sk****n). Czy takie osoby mają być częścią świata siatkówki?” – napisał na Instagramie N’Gapeth. Heynen odpowiedział mu na Twitterze takim wpisem: „Jeden jedyny raz zareaguję na to, co napisano w internecie. W całym moim życiu nie dopuściłem się rasistowskich określeń wobec drugiej osoby. Co więcej, mocno wierzę w równość wszystkich ludzi bez względu na ich kolor skóry, religię czy pochodzenie”.
Ale oskarżenia francuskiego siatkarza wywołały reakcję Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB), która podjęła decyzję o wszczęciu śledztwa. „FIVB jest świadoma komentarza, który siatkarz reprezentacji Francji Earvin N’Gapeth umieścił w mediach społecznościowych. Prowadzimy obecnie dochodzenie w sprawie zarzutów o dyskryminujące zachowanie. Jeśli zostanie stwierdzone, że doszło do naruszenia Regulaminu Dyscyplinarnego FIVB, sprawa zostanie przekazana do Panelu Dyscyplinarnego” – poinformowała organizacja w komunikacie. Do tej pory FIVB nie zdradziła wyników dochodzenia.
Wtorkowy mecz z Francją miał więc dać też odpowiedź na pytanie, jak wyglądają obecnie relacje między graczami obu drużyn (kilku zawodników w kadrze Francji to zawodnicy polskich klubów) oraz jak w trakcie spotkania zachowywać względem siebie będą N’Gapeth, Kubiak i Heynen.

Zachowywali się jak trzeba, ale pod względem sportowym Francuz zagrał na nosie i Heynenowi i Kubiakowi. Belg pogubił się w tym meczu, bo dokonał złych wyborów personalnych. Najgorszym z nich było wystawienie w wyjściowym składzie Kubiaka. Ale trzeba uczciwie przyzna, że poza Wilfredo Leonem i Pawłem Zatorskim, praktycznie wszyscy pozostali gracze naszej kadry w najważniejszych momentach spotkania zawodzili. I dlatego przegrali walkę o półfinał.

Warto podkreślić, że żaden z czterech zespołów z grupy A nie awansował do strefy medalowej. W rozegranych wcześniej pozostałych meczach 1/4 finału Rosjanie pokonali Kanadyjczyków 3:0 (25:21, 30:28, 25:22), Brazylia wygrała z Japonią 3:0 (25:20, 25:22, 25:20), a Włosi sensacyjnie przegrali po tie-breaku z Argentyńczykami 2:3 (25:21, 23:25, 22:25, 25:14, 12:15). Tak więc o medale powalczą wyłącznie zespoły z grupy B. W czwartek Rosja zagra z Brazylią, a Francja z Argentyną. Biało-czerwoni obejrzą sobie te mecze w telewizorze.