Legia coraz mocniejsza

W kończącym 18. kolejkę meczu Śląsk przegrał u siebie z Legią 0:3 i z pozycji lidera spadł aż na czwarte miejsce. Na jego miejsce wskoczyła Pogoń, ale ma nad wrocławskim zespołem tylko dwa punkty przewagi, tyle samo co nad trzecią Cracovią, a drugi w tabeli stołeczny zespół wyprzedza jedynie lepszym bilansem bezpośrednich spotkań.

Legia ma z Pogonią fatalny bilans, bo przegrała z „Portowcami” oba mecze w sezonie zasadniczym – w pierwszej rundzie u siebie 1:2, a w rewanżu na wyjeździe w 16. kolejce 1:3. Oprócz szczecińskiej drużyny komplet punktów z Łazienkowskiej w tym sezonie wywiozła jak do tej pory jeszcze tylko Lechia Gdańsk, zatem wyczyn graczy Pogoni zasługuje na szczególne uznanie. Zwłaszcza ich druga wygrana, bo u siebie pokonali legionistów znajdujących się już na fali wznoszącej po przełamaniu kryzysu z początku rozgrywek, do czego doszło w połowie października w spotkaniu 12. kolejki z Lechem Poznań (2:1). Trener Aleksandar Vuković przyznaje, że to zwycięstwo odniesione w trudnym dla zespołu i klubu momencie skonsolidowała jego piłkarzy. Potem była efektowna wygrana 7:0 z Wisłą Kraków i seria czterech kolejnych ligowych zwycięstw. Legioniści przebrnęli też przez dwie rundy Pucharu Polski, eliminując m. in. II-ligowy Widzew Łódź.

Z drugiej jednak strony niedzielne zwycięstwo Legii nad Śląskiem było dopiero trzecim triumfem „Wojskowych” w meczu z drużynami z pierwszej ósemki PKO Ekstraklasy. Wcześniej pokonali jedynie Lecha i Cracovię. We Wrocławiu warszawski zespół potwierdził jednak swoje aspiracje do mistrzowskiego tytułu. Świetnie zagrali Brazylijczyk Luquinhas, Paweł Wszołek i Jose Kante w ataku, solidnie spisała się też linia defensywna, a w kluczowym momencie bramkarz Radosław Majecki obronił karnego. Legia pokazała też, że ma szeroką i wyrównaną kadrę, dzięki czemu trener Aleksandar Vuković mógł bez straty dla jakości gry zastąpić kontuzjowanego Cafu i chorego Arvydasa Novikovasa, a nawet posadzić na ławkę szykowanego do zimowego transferu Jarosława Niezgodę. Właściciel stołecznego klubu Dariusz Mioduski z pewnością jest teraz zadowolony, że oparł się pokusie zwolnienia serbskiego szkoleniowca, gdy zespół w sierpniu i wrześniu zawodził.

Do końca roku Legia ma dwa mecze do rozegrania. W najbliższy weekend zmierzy się z Wisłą Płock, a ma z „Nafciarzami” rachunki do wyrównania za porażkę z pierwszej rundy, zaś w ostatnim spotkaniu przed zimową przerwą zagra w Lubinie z Zagłębiem. Z tych dwóch zespołów formalnie w grupie mistrzowskiej plasuje się tylko Wisła Płock, ale „Miedziowi”, chociaż zajmują 10. lokatę, to mają do płocczan tylko dwa punkty straty i patrząc na ich dorobek trudno ich zaliczyć do grupy spadkowej. Ta de facto zaczyna się bowiem od 12. lokaty, bo zajmujący ją Górnik Zabrze ma od Zagłębia pięć punktów mniej, zaś kolejne drużyny w dole tabeli notują już straty praktycznie nie do odrobienia.

Wyniki w dwóch ostatnich kolejkach pewnie jeszcze nie przesądzą, które z zespołów zajmujących obecnie miejsca w czołowej dziesiątce nie zmieszczą się w grupie mistrzowskiej. Pogoń ma duże szanse utrzymać pozycję lidera, bo najpierw zagra na wyjeździe z outsiderem Wisłą Kraków, a potem u siebie z dołująca ostatnio Koroną Kielce. Cracovia w najbliższy weekend zmierzy się w Kielcach z Koroną, a zakończy rok potyczką u siebie ze Śląskiem. Lechia natomiast najpierw zagra w Białymstoku z podrażnioną ostatnimi niepowodzeniami Jagiellonią, a potem czeka ją mecz z u siebie z Rakowem Częstochowa. Piast Gliwice z kolei zmierzy się u siebie z ŁKS Lodź i na wyjeździe z Wisłą Płock. Przewidzieć, której ekipie wiatr powieje w oczy, a której w żagle, mógłby chyba tylko Stwórca, gdyby interesował się futbolem.