Pierwszy raz graliśmy o wszystko z Albanią

Reprezentacja Albanii w rankingu FIFA zajmuje 69. miejsce, Polska 24. We wrześniu w Warszawie biało-czerwoni rozbili Albańczyków 4:1, a w ogóle w 11 spotkaniach przegrali z nimi tylko raz, w 1953 roku. Nie było więc większych powodów do niepokoju przed wtorkową potyczką w Tiranie. Ale dla obu drużyn był to „mecz o wszystko” i jak to w takich meczach bywa, mogło być różnie. Na szczęście obyło się bez sensacji – Polska wygrała 1:0 i wróciła na 2. miejsce w grupie za Anglią, która sensacyjnie zremisowała na Wembley z Węgrami 1:1.

Wtorkowy mecz z Albanią był 10 występem naszej piłkarskiej reprezentacji pod wodzą trenera Paulo Sousy. Portugalski szkoleniowiec zaczął pracę z kadrą biało-czerwonych w marcu od remisu w eliminacjach MŚ 2022 z Węgrami (3:3), zwycięstwa z Andorą (3:0) i porażki na Wembley z Anglią (1:2). Potem były dwa remisy w spotkaniach towarzyskich z Rosją (1:1) i Islandią (2:2), a następnie w fazie grupowej Euro 2020/21 porażki 1:2 ze Słowacją i 2:3 ze Szwecją oraz remis 1:1 z Hiszpanią.
Nic dziwnego, że do efektów pracy Paulo Sousy mieliśmy wiele zastrzeżeń i z obawą czekaliśmy na kolejne mecze w kwalifikacjach do przyszłorocznego mundialu w Katarze. We wrześniu biało-czerwoni zaskoczyli jednak pozytywnie zwycięstwami nad Albanią (4:1), San Marino (7:1) i remisem 1:1 z Anglią na Stadionie Narodowym w Warszawie. Jednak mimo zdobycia siedmiu punktów sytuacja polskiej drużyny w tabeli grupy I nie była najlepsza. Na zajęcie premiowanego bezpośrednim awansem do finałów mistrzostw świata pierwszego miejsca biało-czerwoni szanse mieli już tylko teoretyczne, bo liderzy grupy Anglicy musieliby przegrać co najmniej dwa z ostatnich czterech spotkań, a ponieważ jedyne punkty i bramki w tych eliminacjach stracili w potyczkach z Polakami, nikt nawet nie zakładał, że u siebie na Wembley „Synowie Albionu” przegrają z Węgrami i Albańczykami, a na wyjazdach z najsłabszymi w stawce ekipami Andory i San Marino.
Naszej drużynie pozostawał więc tylko walka o zajęcie drugiej lokaty premiowanej udziałem w przyszłorocznych barażach. W siódmej kolejce gier nieoczekiwanie na najgroźniejszego konkurenta biało-czerwonych do zajęcia drugiego miejsca w grupie I wyrosła drużyna Albanii, która w Budapeszcie pokonała Węgry 1:0 i zepchnęła reprezentację Polski na trzecią pozycję. Sytuacja nie była jeszcze na naszych piłkarzy całkiem beznadziejna, bo tracili do Albańczyków tylko jeden punkt, lecz w perspektywie mieli rewanżowy mecz w Tiranie. I nie mogli go przegrać, bowiem w takim przypadku ich strata urosłaby do czterech punktów, a w listopadowej serii gier zespół Albanii miał do rozegrania mecze z Anglią na wyjeździe i Andorą u siebie, zatem w ciemno można było założyć, że zdobędzie co najmniej trzy punkty.
Tak więc wtorkowy mecz był dla naszej reprezentacji z gatunku tych „o wszystko”, ale takim był także dla trenera Paulo Sousy i jego licznego sztabu współpracowników. Ewentualna porażka oznaczałaby przecież de facto koniec szans na wywalczenie awansu do mistrzostw świata w Katarze, a co za tym idzie, również koniec misji portugalskiego szkoleniowca. Czarny scenariusz na szczęście się nie ziścił.
Mimo wysokiej wygranej biało-czerwonych we wrześniowej potyczce z Albańczykami na Stadionie Narodowym (4:1) nikt w Polsce przed rewanżowym meczem w Tiranie nie był pewny wygranej. Zespół prowadzony przez włoskiego szkoleniowca Edoarda Reję swoim występem w Warszawie mocno zaskoczył, bo dotąd panowało u nas przekonanie, ze reprezentacja Albanii to wciąż europejski outsider, niewiele tylko lepszy od Andory, San Marino, Gibraltaru czy Kosowa. Tymczasem od wielu lat w tym niewielkim, liczącym niewiele ponad trzy miliony mieszkańców bałkańskim kraju piłka nożna jest sportem planowo rozwijanym. Stoi za tym miejscowy oligarcha Armand Duka, który od 20 lat jest nie tylko szefem albańskiej federacji, ale też jej hojnym mecenasem. Jego zasługą jest znacząca poprawa piłkarskiej infrastruktury oraz jakości szkolenia piłkarzy, do czego przyczyniają się głównie włoscy trenerzy.
I właśnie włoski futbol jest wzorcem, który Albańczycy naśladują u siebie, ale też który ich piłkarze najchętniej wybierają decydując się na zagraniczny transfer. Ten trend jest widoczny w składzie kadry narodowej, w której występuje regularnie 8-10 zawodników na co dzień grających w klubach Serie A. Drugim kierunkiem popularnym wśród albańskich piłkarzy jest liga turecka, z której do reprezentacji trener Reja powołuje co najmniej 6-8 kadrowiczów.
Włoski selekcjoner reprezentacji Albanii ma więc do dyspozycji całkiem sporą grupę niezłej klasy zawodników, z której jeszcze na dodatek potrafił zestawić mocny i wciąż rozwijający się piłkarsko zespół. Pięć lat temu, o czym mało kto w Polsce pamięta, Albania także grała w mistrzostwach Europy, po raz pierwszy w historii, a teraz chce po raz pierwszy wystąpić też w finałach mistrzostw świata. Tacy piłkarze, jak Keidi Bare, który na co dzień gra w Espanyolu Barcelona, Erat Djimsiti z Atalanty Bergamo czy klubowy kolega Jana Bednarka z Southamptonu Armando Broja, nie są już w europejskim futbolu anonimowi.
Zwycięzca wtorkowego meczu nie był więc oczywisty w przypadku obu zespołów, bo przecież „na papierze” więcej atutów miał polski zespół i nawet bukmacherzy dawali mu większe szanse na triumf. W medialnych spekulacjach przewidywany skład biało-czerwonych różnił się diametralnie od tego, który w minioną sobotę pokonał w Warszawie San Marino 5:0. Pewniakami do występu przeciwko Albańczykom byli Wojciech Szczęsny, Kamil Glik, Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński, Grzegorz Krychowiak, Mateusz Klich, Przemysław Frankowski, Jakaub Moder, Piotr Zieliński, Adam Buksa, Karol Świderski i rzecz jasna Robert Lewandowski.
Polska ekipa nie zaniedbała niczego pod względem organizacyjnym. Przyleciał do Tirany w poniedziałek, zamieszkała niespełna pół kilometra od Air Albania Stadium, na którym został rozegrany wtorkowy mecz. To najnowocześniejszy sportowy obiekt w Albanii – został oddany do użytku w 2019 roku. W jednym z rogów stadionu znajduje się 24-piętrowy, najwyższy w Albanii budynek (112 metrów), w którym mieści się m.in. hotel. Reprezentacja Anglii wygrała na tym stadionie z Albańczykami 2:0. Taki rezultat urządzał także biało-czerwonych, ale ponieważ nawet po rządami Paulo Sousy nasza reprezentacja wciąż jest „boską drużyną”, w takim rozumieniu, że tylko Bóg wie, jak zagra w danym meczu, nie mogliśmy mieć we wtorek o 20:45 takiego samego miłego uczucia pewności zwycięstwa biało-czerwonych, jakie nam towarzyszyło przed rozpoczęciem sobotniego spotkania z San Marino.

W tym kluczowym dla rywalizacji o awans do mistrzostw świata meczu 8. kolejki grupy I reprezentacja Polski wygrała z Albańczykami 1:0. Gola dla biało-czerwonych strzelił w 77. minucie wprowadzony po przerwie za Adama Buksę Karol Świderski, a asystę zanotował Mateusz Klich. Nasi piłkarze nie mogli się nawet nacieszyć tym golem, bo albańscy kibice zaczęli ich obrażać i obrzucać różnymi przedmiotami. Sędzia przerwał mecz na blisko kwadrans, ale po wznowieniu gry na boisku wciąż panował niepodzielnie polski zespół i zasłużenie zdobył komplet punktów. Dzięki wygranej biało-czerwoni wyprzedzili w tabeli Albańczyków i przed listopadowymi meczami z Andorą i Węgrami ponownie są na drugim miejscu w tabeli. Mają jednak tylko trzy punkty straty do prowadzących Anglików, którzy niespodziewanie tylko zremisowali na Wembley 1:1.

Albania – Polska 0:1
Gol: Karol Świderski (77).
Albania: 1. Etrit Berisha – 4. Elseid Hysaj, 18. Ardian Ismajli, 15. Marash Kumbulla, 5. Frédéric Veseli, 20. Lorenc Trashi (65, 3. Ermir Lenjani) – 21. Odise Roshi (78, 22. Nedim Bajrami), 19. Ylber Ramadani, 7. Keidi Bare (78, 9. Enis Çokaj), 11. Myrto Uzuni (58, 17. Armando Broja) – 10. Rey Manaj.
Polska: 1. Wojciech Szczęsny – 3. Paweł Dawidowicz, 15. Kamil Glik, 5. Jan Bednarek (90, 6. Michał Helik) – 7. Kamil Jóźwiak (71, 19. Przemysław Frankowski), 10. Grzegorz Krychowiak, 20. Piotr Zieliński, 16. Jakub Moder (46, 14. Mateusz Klich), 21. Tymoteusz Puchacz (90, 18. Bartosz Bereszyński) – 8. Adam Buksa (71, 11. Karol Świderski), 9. Robert Lewandowski.
Żółte kartki: Ismajli, Hysaj, Ramadani – Buksa, Bednarek, Puchacz.
Sędziował: Clément Turpin (Francja).
Widzów: 22 000.
Mecz przerwany w 78. minucie z powodu obrzucenia boiska przedmiotami przez kibiców.

Tabela grupy I:

  1. Anglia 8 20 24:3
  2. Polska 8 17 25:8
  3. Albania 8 15 11:7
  4. Węgry 8 11 1:12
  5. Andora 8 6 7:19
  6. San Marino 8 0 1:32