ZAKSA idzie po dwa kolejne trofea

W drodze do finału Ligi Mistrzów CEV siatkarze Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle pokonali w ćwierćfinale aktualnych klubowych mistrzów świata i Europy, włoski Cucine Lube Civitanova, a w półfinale po ciężkim boju zwyciężyli kolejnego giganta światowej siatkówki – rosyjski Zenit Kazań.

Siatkarze ZAKSY Kędzierzyn-Koźle są na dobrej drodze do wywalczenia w tym sezonie aż czterech trofeów. Prowadzona przez trenera Nikolę Grbicia drużyna zdobyła już Superpuchar i Puchar Polski. Dwa kolejne trofea, zdecydowanie bardziej cenne, są wciąż do zdobycia. W rozgrywkach PlusLigi kędzierzynianie awansowali do półfinału fazy play off, w którym zmierzą się z PGE Skrą Bełchatów, natomiast 1 maja zagrają z Itas Trentiono w wielkim finale Ligi Mistrzów. „Nasz zespół był budowany od dłuższego czasu. Część zawodników gra ze sobą już od kilku lat. Kamil Semeniuk i Jakub Kochanowski, którzy dołączyli do nas najpóźniej, byli ostatnimi elementami tej układanki. Z nimi oraz z wracającym po kłopotach zdrowotnych Łukaszem Kaczmarkiem ta drużyna wreszcie stała się kompletna, a przynajmniej taka, jaką chciałem stworzyć. Na dodatek mamy szczęście, bo omijają naszych graczy kontuzje. No i jesteśmy tu, gdzie jesteśmy” – przekonuje trener Grbić.
ZAKSA przebiła się do finału Ligi Mistrzów po ciężkich bojach. Po nieoczekiwanym zwycięstwie 3:2 w Kazaniu z Zenitem rosyjski zespół odegrał się w rewanżu i także wygrał w Kędzierzynie 3:2, chociaż ZAKSA miała aż osiem piłek meczowych w czwartym i piątym secie. O awansie musiał więc rozstrzygnąć tzw. złoty set, w którym lepsi okazali się kędzierzynianie wygrywając 15:13. Dzięki temu, po raz trzeci w historii rozgrywanej od 2000 roku Ligi Mistrzów CEV polski zespół dotarł do finału tych elitarnych rozgrywek i 1 maja w Weronie zagra w wielkim finale z włoskim Itasem Trentino. Polscy kibice są niepocieszeni, bo liczyli, że rywalem ZAKSY będzie zespół Vitala Heynera, Wilfredo Leona i Macieja Muzaja – Sir Safety Perugia, ale w półfinale ekipa belgijskiego selekcjonera reprezentacji Polski nieoczekiwanie okazała się słabsza. Dla zespołu z Kędzierzyna-Koźla nie ma to istotnego znaczenia, bo Itas Trentino będzie równie trudnym przeciwnikiem – ma w składzie kilku wybitnych siatkarzy, choćby Brazylijczyka Lucarelliego, Serbów Srecko Lisinaca i Marco Podrascanina czy Holendrów Nimira Abdel-Aziza i Dicka Kooya.
„No cóż, mogę tylko powiedzieć, że my jesteśmy gotowi na skuteczną rywalizację nawet z najsilniejszymi drużynami na świecie. Musimy jednak pamiętać, że Cucine Lube Civitanova ograło nas w rewanżu w naszej hali 3:0, że byliśmy bardzo bliscy porażki 0:3 w Kazaniu, bo rywale mieli piłkę meczową i gdyby ją wykorzystali, nie mógłbym powiedzieć moim zawodnikom złego słowa, bo robili co w ich mocy, ale Zenit był do tego przełomowego momentu po prostu lepszy. Potem losy meczu się odwróciły, ale przecież pamiętamy, że Zenit w rewanżu wygrał z nami na naszym parkiecie 3:2, a w złotym secie wszystko ważyło się do ostatniej piłki. W finale Ligi Mistrzów zagramy z kolejnym doświadczonym zespołem na europejskich parkietach, bo skoro wyeliminował Perugię, jeden z najlepszych obecnie zespołów na świecie, to musi grać siatkówkę w najlepszym wydaniu. To będzie niezwykle trudny mecz i jestem pewny tylko tego, że moi zawodnicy zagrają w nim na maksimum swoich możliwości. Czy to wystarczy, przekonamy się 1 maja w Weronie” – przyznaje Nikola Grbić, który jako zawodnik występował w pierwszej dekadzie XXI wieku w zespole Itasu Trentino i nawet wygrał z nim Ligę Mistrzów.
Pokonanie Cucine Lube uświadomiło ekipie ZAKSY, że w tej edycji Ligi Mistrzów może wiele osiągnąć. W Kazaniu polska drużyna obroniła pięć piłek meczowych i odwróciła losy spotkania z 0:2 na 3:2. W ten sposób osiągnęła najwyższy poziom gry, dlatego w rewanżu z Zenitem, gdy atakujący Maksim Michajłow kończył praktycznie każdy atak, a francuski gwiazdor Earvin Ngapeth potwierdzał w każdej akcji swoją wielką siatkarską klasę, kędzierzynianie potrafili przetrzymać napór i w rozstrzygających momentach żadnemu z nich nie zadrżała ręka. Zespół z Kazania przegrał, bo był tylko odrobinę gorszy. „Graliśmy z nimi naprawdę dobrze, mimo to rywale wykorzystywali wszystkie szanse na wygranie decydujących setów. A nam się to nie udawało. W takich sytuacjach nie jest łatwo zachować odpowiednią koncentrację i utrzymać wiarę w zwycięstwo. Moim zawodnikom to się udało i teraz jestem z nich naprawdę dumny” – przyznaje trener Grbić. Sukces ma jednak swoją cenę. „Nie mamy czasu na świętowanie. Po meczu z Zenitem czekała nas długa podróż do Suwałk na rewanżowy mecz ćwierćfinałowy w PlusLidze z zespołem Ślepsk Malow (ZAKSA oba mecz z tym zespołem wygrała po 3:1 – przyp. JTK)). Ja sam byłem wyzuty z energii, a co dopiero moi zawodnicy. Ale gdy drużyna z Suwałk wygrała pierwszego seta, ogień rozpalił się w nich na nowo i trzy kolejne partie były już nasze. Dla nas najważniejsza jest walka o zwycięstwo w Lidze Mistrzów, ale chcemy też obronić tytuł mistrza Polski. W półfinale czeka nas starcie z PGE Skrą Bełchatów i to też nie będzie łatwa przeprawa.
Dla Grbicia będzie to pierwszy finał Ligi Mistrzów w trenerskiej karierze. Wcześniej zwyciężał w tych rozgrywkach jako zawodnik (2000, 2009) jako gracz włoskich klubów – Sisley Treviso i Itas Trentino. Halę w Weronie, w której 1 maja odbędą się finałowe potyczki w Lidze Mistrzów i Lidze Mistrzyń, serbski szkoleniowiec doskonale zna, bo w latach 2016-2019 trenował drużynę Calzedonii Werona.
Awans ZAKSY Kędzierzyn-Koźle do finału Ligi Mistrzów pokrzyżował nieco plany selekcjonerowi reprezentacji Polski, Vitalowi Heynenowi, który już na drugą połowę kwietnia wyznaczył początek zgrupowania przed rywalizacją w Lidze Narodów i igrzyskami olimpijskimi w Tokio. Belgijski trener powołał do szerokiej kadry aż pięciu zawodników ZAKSY – Jakuba Kochanowskiego, Pawła Zatorskiego, Aleksandra Śliwkę, Łukasza Kaczmarka oraz Kamila Semeniuka. Cała piątka w aktualnej dyspozycji ma realne szanse na wywalczenie sobie miejsca w 12-osobowej kadrze na IO 2021 w Tokio. Gdy dorzuci się do tego Amerykanina Davida Smitha oraz Francuza Benjamina Toniuttiego, mających pewne miejsce w swoich drużynach narodowych, w igrzyskach może wziąć udział aż siedmiu podopiecznych Nikoli Grbicia. „Sam byłem czterokrotnie na igrzyskach, za każdym razem było to niezwykłe przeżycie. Wierzę, że wszyscy moi zawodnicy będą mieli okazję zagrać w Tokio. Trzymam za nich kciuki” – zapewnia serbski trener ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.