Zieliński nie chce do Barcelony?

Włoskie media obwieściły koniec negocjacyjnej sagi z Piotrem Zielińskim w roli głównej. Wedle nich reprezentant Polski po wielu miesiącach targów doszedł w końcu do porozumienia z SSC Napoli i zgodził się przedłużyć kontrakt na kolejne pięć sezonów. Szefowie klubu z Neapolu przystali ponoć na stawiane przez polskiego piłkarza warunki, ponieważ zainteresowała się nim Barcelona.

Zieliński jest zawodnikiem SSC Napoli od lata 2016 roku i dzisiaj bez wątpienia należy do kluczowych graczy tego zespołu. Stawiali na niego wszyscy trenerzy, którzy w ostatnich sezonach prowadzili ekipę „Azzuri” – Maurizio Sarri (obecnie prowadzi Juventus), Carlo Ancelotti (dziś Everton) i teraz robi to Gennaro Gattuso. Dowodzi tego liczba minut spędzonych przez Polaka na boisku – w meczach Serie A z zespołu Napoli jedynie Giovanni Di Lorenzo rozegrał więcej minut od naszego reprezentacyjnego pomocnika – Włoch zaliczył ich 2250, a Zieliński 2153, a ponadto strzelił dwa gole i miał trzy asysty.
Ale drużyna z Neapolu w tym sezonie zawodzi oczekiwania swojego ambitnego właściciela, znanego producenta filmowego Aurelio de Laurentiisa. Po 26. kolejkach zajmuje dopiero szóstą lokatę, które w Serie A jest premiowane jedynie udziałem w mniej prestiżowej Lidze Europy. A de Laurentiis żąda od swoich piłkarzy walki o mistrzostwo Włoch, bo zdobycie scudetto jest jego wielkim marzeniem, a jego plan minimum dopuszcza zajęcie miejsca gwarantującego grę w Lidze Mistrzów.
Jego relacje z zawodnikami nie są w tym sezonie najlepsze, do czego przyczyniły się głównie nerwowe reakcje bossa po przegranych bataliach, gdy próbował karnie koszarować zespół w klubowym ośrodku treningowym. Nic dziwnego, że wielu kluczowych graczy planowało tego lata odejść z Napoli. Wśród nich także dwaj występujący w tym klubie reprezentanci Polski – wspomniany Zieliński oraz Arkadiusz Milik. Obu kończą się kontrakty, obaj byli jednak skłonni je przedłużyć i zaakceptowali nawet oferowane im wynagrodzenia. Kością niezgody stała się tzw. klauzula odstępnego, a dokładniej kwota, za jaką inne kluby mogłyby ich w przyszłości wykupić. De Laurentiis żądał wpisania w klauzuli 100 mln euro, co ewidentnie byłoby ceną zaporową. Milik się na to nie zgodził i w tej chwili jest już niemal przesądzone, że latem opuści Neapol. Zwłaszcza po tym, gdy działaczom udało się namówić do pozostania w klubie belgijskiego snajpera Driesa Mertensa.
Jeśli chodzi o Zielińskiego determinacja szefów SSC Napoli była zdecydowanie większa, bo na zatrzymanie tego gracza mocno naciskał trener Gattuso, ale sfinalizowanie negocjacji utrudniało nieprzejednane stanowisko właściciela klubu, który nie zamierzał się zgodzić ani na podwojenie zarobków (do 5 mln euro), czego żądał polski piłkarz, ani też zrezygnować ze stu milionów w klauzuli odstępnego, na co nie zgadzał się Zieliński. Pat w negocjacjach przerwały dopiero wieści, że reprezentantem Polski na serio zainteresowała się wielka Barcelona, umieszczając go na liście swoich transferowych życzeń. De Laurentiisa natychmiast poinformowano, że przedstawiciele katalońskiego klubu podjęli już rozmowy z reprezentującą interesy Polaka agencją BMG Sport.
Pogłoski o zainteresowaniu Barcelony Zielińskim mają mocne podstawy, bo nasz reprezentacyjny piłkarz wyrobił sobie dobrą markę, którą ugruntowały opinie wygłaszane o jego talencie przez uznanych trenerów, takich jak Juergen Klopp, który swego czasu chciał go ściągnąć do Liverpoolu, czy Maurizio Sarri, autor takiej oto opinii o polskim piłkarzu: „To zawodnik o niepodważalnych umiejętnościach. Może stać się jednym z najważniejszych piłkarzy w Europie. To niebywały talent, biorąc pod uwagę jego poziom techniczny, a do tego ma dobre cechy fizyczne. To będzie nowy Kevin De Bruyne”. Trudno o lepszą rekomendację.
Zainteresowanie działaczy „Dumy Katalonii” akurat Zielińskim też ma mocne uzasadnienie, bo 26-letni Polak znajduje się w najlepszym piłkarsko okresie swojej kariery, pod względem stylu gry i umiejętności operowania piłką spełnia wygórowane wymogi obowiązujące w FC Barcelona, a poza tym kataloński klub przymierza się po tym sezonie do przebudowy środkowej linii. Z klubem mają się pożegnać Ivan Rakitić, Arthur Melo i Arturo Vidal.
Tak więc z punktu widzenia polskiego kibica wieści, że Zieliński przedłużył kontrakt z SSC Napoli, wcale nie są dobre, bo to oznaczałoby, że nie podejmie on wyzwania i nie spróbuje sił w ekipie „Dumy Katalonii” u boku Leo Messiego. Byłby pierwszym Polakiem w FC Barcelona. Przyjemnie byłoby widzieć przy jego nazwisku w składzie reprezentacji Polski, że na co dzień jest graczem jednego z najsłynniejszych klubów na świecie.