Trump, który zamienia wszystko w złoto. „Nigdy nie było czegoś podobnego”

18 gru 2025

Można by z tego zrobić bingo. Inflacja – była. Migracja – była. „Wina Bidena” – odhaczona. „Osiem zakończonych wojen” – też. Cła – obowiązkowo. Demokraci – winni wszystkiego. I jeszcze „Wesołych Świąt” na koniec. W środowy wieczór, w świątecznej scenerii sali dyplomatycznej Białego Domu, Donald Trump wygłosił orędzie do narodu, w którym podsumował jedenaście miesięcy swojego powrotu do władzy. Już w pierwszym zdaniu ustawił narrację: „Odziedziczyłem bałagan. I go naprawiam”.

Ton był dobrze znany – oskarżycielski, zaczepny, momentami wojowniczy. Trump znów ustawił siebie w roli samotnego szeryfa, który przywraca porządek po rządach elit, „insiderów” i obcych interesów. Demokraci, administracja Joego Bidena, migranci, „woke radykałowie” – wszyscy trafili na jedną listę winnych. Kontrast między ostrą retoryką a migoczącymi choinkami w tle był niemal symboliczny.

Sukces ogłoszony, problemy pominięte

Dalsza część przemówienia to już dobrze przećwiczony repertuar. Prezydent przekonywał, że Stany Zjednoczone stoją u progu „boomu gospodarczego, jakiego świat nigdy nie widział”, że ceny „spadają szybko”, a Ameryka jest „znowu szanowana”. Ogłosił zakończenie ośmiu wojen – nawet jeśli część z nich wciąż tli się lub już zdążyła powrócić – oraz „zniwelowanie” zagrożenia nuklearnego ze strony Iranu. Kulminacją miało być „przyniesienie pokoju na Bliski Wschód”, określone przez Trumpa jako wydarzenie bez precedensu od tysięcy lat.

Rzecz w tym, że gospodarka pozostaje jego najsłabszym punktem. Inflacja nie spada w tempie, które odczuwaliby amerykańscy wyborcy, a koszty życia – mieszkania, opieka zdrowotna, edukacja, opieka nad dziećmi – nadal wywołują frustrację. Najnowsze sondaże pokazują wyraźnie: większość Amerykanów nie wierzy w opowieść o gospodarczym cudzie, a poparcie dla Trumpa w sprawach ekonomicznych jest dziś niższe niż w analogicznym momencie jego pierwszej kadencji.

To właśnie tutaj prezydent brzmiał najbardziej defensywnie. O cenach mówił szybko, bez wchodzenia w szczegóły, jakby chciał ten temat jak najszybciej zamknąć. W zamian wrócił do swojej ulubionej odpowiedzi na wszystko: ceł. Według Trumpa to one mają napędzić wzrost, obniżyć ceny i przywrócić przemysł. Problem w tym, że legalność tej polityki bada Sąd Najwyższy, a Rezerwa Federalna coraz otwarciej wskazuje, że cła same w sobie podbijają inflację. Jerome Powell mówił o tym wprost jeszcze kilka dni przed orędziem – bez echa ze strony Białego Domu.

Migracja znów posłużyła jako wygodny wytrych. Trump ogłosił, że granica jest dziś „najbezpieczniejsza w historii” i że przez ostatnie miesiące do USA „nie wpuszczono ani jednego nielegalnego imigranta”. Według prezydenta twarda polityka migracyjna ma uwolnić miejsca pracy i mieszkania dla obywateli. Nie wspomniał jednak o napięciach na południu kraju ani o tym, jak bardzo amerykańska gospodarka uzależniona jest od pracy migrantów.

Jedyną realną, konkretną zapowiedzią była „dywidenda wojownicza” – jednorazowy czek na 1776 dolarów dla każdego żołnierza przed Bożym Narodzeniem. Kwota nie była przypadkowa: nawiązuje do 1776 roku, daty ogłoszenia niepodległości Stanów Zjednoczonych, przed obchodami 250-lecia istnienia państwa w 2026 roku. Podobnie jak moment ogłoszenia, był to gest obliczony na silny efekt symboliczny – w cieniu rosnącego niezadowolenia społecznego wsparcie dla armii pozostaje jedną z najbezpieczniejszych politycznych inwestycji.

Uderzające było to, czego w orędziu zabrakło. Ani słowa o Ukrainie, mimo impasu w rozmowach pokojowych. Ani słowa o Wenezueli, mimo rosnących napięć w regionie. Te tematy nie pasowały do narracji o nieprzerwanym paśmie sukcesów – więc po prostu zniknęły.

Dwudziestominutowe wystąpienie bardziej przypominało skróconą wersję kampanijnego przemówienia niż klasyczne orędzie głowy państwa. I nieprzypadkowo: Trump już wraca na trasę. Pensylwania, Karolina Północna, kolejne spotkania z wyborcami. W tle coraz wyraźniej majaczą przyszłoroczne wybory do Kongresu i walka o to, czy opowieść o „naprawionej Ameryce” zdoła przykryć codzienne doświadczenia wyborców.

Trump powtarzał, że „nigdy nie było czegoś podobnego”. Być może miał rację – rzadko bowiem zdarza się, by tak demonstracyjna pewność siebie tak wyraźnie rozmijała się z nastrojami społecznymi. Orędzie miało uspokajać i mobilizować wyborców. Brzmiało jednak przede wszystkim jak próba odeprcia narastającej krytyki i zaklinania rzeczywistości, z którą coraz trudniej się spierać.


Czytaj więcej w kategoriach Świat i Opinie

Najnowsze

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W...

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...