Polacy gorzej grają, ale lepiej strzelają

Stadion Śląski w meczu z Ukraina okazał się szczęśliwy dla reprezentacji Polski, bo chociaż przez całe spotkanie lepiej w piłkę grali rywale, to w strzelaniu goli lepsi byli biało-czerwoni. W niedzielę ekipę Jerzego Brzęczka czeka jednak znacznie trudniejsza potyczka w Lidze Narodów z Włochami, a w środę ponownie w Chorzowie z Holandią.

Już wcześniej było wiadomo, że trener Brzęczek w spotkaniu z Ukraińcami nie będzie mógł wystawić Michała Karbownika, Damiana Kądziora, Bartłomieja Drągowskiego i Jakuba Kamińskiego, ale i selekcjoner kadry naszych wschodnich sąsiadów, Andrij Szewczenko, miał swoje problemy. Z powodu zakażenia koronawirusem z jego kadry wypadli Jewhen Szachow (AEK Ateny), Władysław Supriaha, Heorhij Buszczan, Witalij Mykołenko, Ołeksandr Karawajew i Mykoła Szaparenko (wszyscy Dynamo Kijów), a byli wśród nich gracze ze zwycięskiego składu, który w październiku w meczu Ligi Narodów pokonał Hiszpanię 1:0. Brzęczek z kolei tradycyjnie już dał odpocząć weteranom – Robertowi Lewandowskiemu, Kamilowi Glikowi i Grzegorzowi Krychowiakowi, a jeszcze dzień przed meczem urazu nabawił się Kamil Grosicki. Chcąc nie chcąc obaj selekcjonerzy musieli więc wystawić do gry mocno eksperymentalne jedenastki.
Obaj potraktowali więc środowe spotkanie jako okazję do dokonania przeglądu kadrowiczów z drugiego szeregu. W naszym zespole w bramce zagrał 32-letni Łukasz Skorupski, dla którego był to pierwszy mecz w reprezentacji od dwóch lat (wcześniej zagrał w niej 15 listopada 2018 roku w przegranym w Gdańsku 0:1 spotkaniu z Czechami). Tym razem grający na co dzień we włoskim klubie Bologna bramkarz zachował czyste konto i nawet Andrij Jarmołenko nie potrafił wbić mu gola z rzutu karnego, bo trafił w słupek. Tym udanym występem Skorupski przypomniał się polskim kibicom, a selekcjonerowi zabił ćwieka, bo dał sygnał, że zasługuje na miejsce w kadrze na Euro 2021 i nie da się łatwo wygryźć młodszemu o dekadę Bartłomiejowi Drągowskiemu.
Linia defensywna sklecona przez Brzęczka prawdopodobnie już nigdy nie zagra ponownie w tym ustawieniu. W wyjściowym składzie w środku obrony wystąpiło dwóch żółtodziobów: 24-letni Paweł Bochniewicz, dla którego był to drugi występ w kadrze oraz 20-letni Sebastian Walukiewicz zaliczający trzeci występ, a drugi w pełnym wymiarze czasowym. Obaj popełnili trochę błędów, ale rywale z żadnego nie wykorzystali, nawet karnego po faulu Bochniewicza na Jarmołence. Na prawej flance zaczął spotkanie wyjęty z kadry młodzieżowej Robert Gumny i nawet nieźle wypadł, na swoje nieszczęście nabawił się urazu mięśniowego, co z pewnością nie spodoba się w trenerowi jego obecnego zespołu, niemieckiego FC Augsburg. Na ostatnie 12 minut zmienił go Bartosz Bereszyński, który w końcu mógł zagrać w reprezentacji na swojej nominalnej pozycji. A to dlatego, że Brzęczek wreszcie na lewej flance miał do dyspozycji dwóch zdrowych i gotowych go gry bocznych obrońców – Macieja Rybusa i Arkadiusza Recę. Mecz z Ukrainą zaczął pierwszy z nich, a w 79. minucie wszedł za niego Reca. Obaj trzymali poziom i pewnie obaj podzielą się też czasem gry w spotkaniach z Włochami i Holandią.
W środkowej linii pojawił się absolutny debiutant, 22-letni Przemysław Płacheta, który latem tego roku przeszedł za trzy miliony euro ze Śląska Wrocław do drugoligowego angielskiego Norwich City. Brzęczek wystawił go na prawym skrzydle i z pewnością nie żałował tej decyzji. Płacheta walczył i biegał za dwóch, w 25. minucie groźnie strzelił na bramkę rywali, a w drugiej połowie miał wydatny udział przy bramce zdobytej przez Jakuba Modera. To zawodnik z dużymi możliwościami i bez żadnych kompleksów, więc jeśli w Norwich go nie zgnoją jak Bartosza Kapustkę w Leicester City, w przyszłym roku może powalczyć o miejsca w kadrze. Na lewej flance tym razem wystąpił Piotr Zieliński, którego w przerwie zmienił Kamil Jóźwiak. Obaj pokazali, dlaczego Kamil Grosicki stracił w kadrze etat lewoskrzydłowego. Grający w środku Mateusz Klich i Jacek Góralski odwalili jak zawsze mnóstwo pożytecznej roboty, lecz grający w ataku Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek we dwóch nie stanowią tyle, co sam Robert Lewandowski. Piątek skorzystał z błędu bramkarza zespołu Ukrainy i trafił do pustej bramki z ponad 30 metrów. Ten gol powinien wzmocnić jego pewność siebie także w czekających go jeszcze w tym roku meczach w Herthcie Berlin, co będzie mu potrzebne, bo z powodu kontuzji najgroźniejszego konkurenta do miejsca w podstawowej jedenastce ma teraz ponownie grać w wyjściowej jedenastce berlińskiej drużyny. Po Miliku natomiast widać było brak meczowego rytmu i chociaż 61 zaliczonych minut, na dodatek z kapitańską opaska na ręku, nie były w jego wykonaniu oszałamiające, nie były też jednak złe. W sumie jednak Piątek na spółkę z Milikiem nie wzbudzali w ukraińskich obrońcach przesadnego lęku, przykuwali jednak ich uwagę, dzięki czemu drugiego gola dla biało-czerwonych mógł strzelić pomocnik. Sztuki tej dokonał wprowadzony do gry w 63. minucie Jakub Moder. Piłkarz Lecha Poznań trafił do siatki rywali 29 sekund po tym, jak wszedł na boisko, co jest nowym rekordem kadry Polski. Wcześniej najszybciej strzelony gol przez zmiennika był autorstwa Przemysław Frankowski, który 13 października 2019 roku w meczu z Macedonią Północną zdobył bramkę 48 sekund po wejściu na boisko. Warto podkreślić, że dla Modera występ przeciwko Ukrainie był dopiero czwartym w narodowych barwach.
W sumie możemy być z występu naszej reprezentacji zadowoleni, bo w tym roku to jej piąty z rzędu mecz bez porażki. Przegrali tylko raz, 4 września z Holandią, a potem odnieśli cztery zwycięstwa (dwa razy z Bośnią i Hercegowiną, 2:1 i 3:0 oraz z 5:1 z Finlandią i teraz 2:0 z Ukrainą), a jeden mecz, z Włochami, zremisowali m 0:0. Ta seria wyraźnie poprawiła atmosferę wokół reprezentacji, bo trudno krytykować zespół, który nie przegrywa, podobnie trenera. Zwłaszcza gdy jego dokonania są wzmacniane przez pokonanych rywali, jak miało to miejsce w środę w przypadku zespołu Finlandii, który sensacyjnie pokonał na wyjeździe w towarzyskim meczu aktualnych mistrzów świata Francuzów 2:0, a to była przecież ta sama fińska drużyna, którą biało-czerwoni rozgromili w październiku 5:1. Brzęczek ma więc teraz raczej dobrą prasę, co oczywiście szybko może się zmienić, jeśli nasza reprezentacja jakoś dramatycznie zawali dwa najbliższe mecze w Lidze Narodów – w niedzielę z Włochami w Reggio nell’Emilia, a w środę z Holandią na Stadionie Śląskim.

Polska – Ukraina 2:0
Gole: Krzysztof Piątek (40), Jakub Moder (62).
Polska: Łukasz Skorupski – Robert Gumny (78. Bartosz Bereszyński), Sebastian Walukiewicz, Paweł Bochniewicz, Maciej Rybus (79. Arkadiusz Reca) – Przemysław Płacheta (84. Sebastian Szymański), Mateusz Klich, Jacek Góralski (62. Karol Linetty), Arkadiusz Milik (62. Jakub Moder), Piotr Zieliński (46. Kamil Jóźwiak) – Krzysztof Piątek.
Sędziował: Manuel Schüttengruber (Austria).
Mecz bez publiczności.

Szewczenko przebił Brzęczka

W środę 11 listopada reprezentacja Polski zmierzy się z zespołem Ukrainy w towarzyskim meczu na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Trener ekipy naszych wschodnich sąsiadów Andrij Szewczenko powołał na zgrupowanie kadry aż 32 piłkarzy, bo ekipa Ukrainy po meczu z Polską rozegra jeszcze dwa spotkania w Lidze Narodów – z Niemcami 14 listopada w Lipsku i trzy dni później ze Szwajcarią w Lucernie.

Selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek na listopadowe mecze z Ukrainą, Włochami i Holandią powołał 28 zawodników, Szewczenko przebił go o czterech graczy, ale jeszcze większą przezornością wykazała się trener reprezentacji Włoch Roberto Mancini, który wysłał powołania do aż 41 piłkarzy. Jedynie szkoleniowiec kadry Holandii Frank de Boer nie przestraszył się pandemii koronawirusa i zaprosił na zgrupowanie standardową grupę 23 zawodników. Wcześniej jednak w szerokiej kadrze miał 31 graczy, należy zatem przypuszczać, że w przypadku wykrycia zakażenia Covid-19 u któregoś z wybrańców w każdej chwili selekcjoner reprezentacji „Oranje” w każdej chwili będzie mógł w miejsce odizolowanego wezwać któregoś z rezerwowych. Inni trenerzy wybrali inną strategię i chcą mieć na zgrupowaniu pod ręką większą grupę zawodników.

Kadra Ukrainy na mecz z Polską:
Bramkarze: Andrij Pjatow (Szachtar Donieck), Heorhij Buszczan (Dynamo Kijów), Andrij Łunin (Real Madryt, Hiszpania).
Obrońcy: Serhij Krywcow, Mykoła Matwijenko, Wałerij Bondar, Wiktor Kornijenko (Szachtar Donieck), Witalij Mykołenko, Illa Zabarnyj, Denys Popow, Ołeksandr Karawajew, Ołeksandr Tymczyk (Dynamo Kijów), Jewhen Czeberko (Linzer ASK, Austria), Juchym Konopla (Desna Czernihów), Eduard Sobol (Club Brugge, Belgia), Bohdan Mychajliczenko (Anderlecht Bruksela, Belgia).
Pomocnicy: Taras Stepanenko, Wiktor Kowałenko, Marlos (Szachtar Donieck), Serhij Sydorczuk, Mykoła Szaparenko, Wiktor Cyhankow (Dynamo Kijów), Jewhen Makarenko (KV Kortrijk, Belgia), Ihor Charatin, Ołeksandr Zubkow (Ferencvaros Budapeszt, Węgry), Rusłan Malinowśkyj (Atalanta Bergamo, Włochy), Ołeksandr Zinczenko (Manchester City, Anglia), Jewhen Szachow (AEK Ateny, Grecja), Andrij Jarmołenko (West Ham United, Anglia).
Napastnicy: Roman Jaremczuk (KAA Gent, Belgia), Junior Moraes (Szachtar Donieck), Władysław Supriaha (Dynamo Kijów).

Szewczenko już odkrył karty

Towarzyski mecz Polska – Ukraina zostanie rozegrany na Stadionie Śląskim w Chorzowie dopiero za trzy tygodnie, lecz selekcjoner ukraińskiej reprezentacji Andrij Szewczenko już teraz ogłosił skład 24-osobowej kadry. Przed potyczką z biało-czerwonymi jego wybrańcy zagrają z Francją.

Mecz Polska – Ukraina ma się odbyć 31 marca na Stadionie Śląskim w Chorzowie, a cztery dni wcześniej biało-czerwoni mają podjąć we Wrocławiu Finlandię. Z powodu rozszerzającej się także w Polsce epidemii koronawirusa oba spotkania mogą zostać rozegrane bez udziału publiczności, a nawet w ostatnim momencie odwołane. Na razie jednak przygotowania toczą się ustalonym trybem.
Ukraińcy w marcu także zaplanowali dwa spotkania kontrolne. Zanim pojawią się w Chorzowie, wcześniej zmierzą się z aktualnymi mistrzami świata Francuzami, których powszechnie uważa się za głównych faworytów tegorocznych mistrzostw Europy. Selekcjoner kadry naszych wschodnich sąsiadów, przed laty wybitny napastnik Dynama Kijów, AC Milan i Chelsea Londyn, zdobywca „Złotej Piłki” redakcji „France Football” w 2004 roku, 111-krotny reprezentant swojego kraju, nie eksperymentował z powołaniami. W gronie 24 zawodników, których zaprosił na zgrupowanie, z kluczowych graczy zabrakło jedynie Romana Jaremczuka, który w kwalifikacjach do Euro 2020 zdobył dla Ukrainy cztery bramki i był jej najskuteczniejszym graczem. Nie ma w tym jednak żadnej sensacji, po prostu 24-letni napastnik belgijskiego klubu KAA Gent jeszcze nie doszedł do pełni sił po poważnej kontuzji. Jaremczuk znalazł się jednak na liście rezerwowej. Poza tym w ukraińskiej ekipie znaleźli się wszyscy piłkarze, którzy przyczynili się do wywalczenia awansu do Euro 2020. Dla przypomnienia – Ukraina wygrała grupę B w pokonanym polu pozostawiając broniącą tytuł Portugalię oraz zespoły Serbii, Luksemburga i Litwy.
Trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek ma trudniejszą sytuację kadrową od Szewczenki, głównie z powodu kontuzji Roberta Lewandowskiego. Ale o ile „Lewy” ma wrócić do gry na początku kwietnia, to wiadomo już, że w turnieju Euro 2020 na pewno nie będą mogli zagrać Krystian Bielik (Derby County) i Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf). Ostatnio urazu doznał też Karol Linetty (Sampdoria Genua). Poza wymienionymi pozostali gracze, z którymi wywalczył awans do mistrzostw Europy, powinni być do jego dyspozycji. Kwartet bramkarzy – Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn), Łukasz Fabiański (West Ham United), Łukasz Skorupski (Bologna) i Radosław Majecki (Legia Warszawa/AS Monaco) – występuje w swoich klubowych zespołach i nie schodzi poniżej określonego poziomu. W obsadzie bramki Brzęczek nadal ma kłopot bogactwa.
W linii defensywnej też sytuacja nie wygląda źle. Gracze, na których w eliminacjach stawiał trener biało-czerwonych, czyli Jan Bednarek (Southampton), Kamil Glik (AS Monaco), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Arkadiusz Reca, (SPAL 2013), Bartosz Bereszyński (Sampdoria), Thiago Cionek (SPAL 2013) i Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa) – grają regularnie w swoich klubach, natomiast Maciej Rybus w przerwie zimowej przeszedł operację pachwiny i jeszcze nie wrócił do składu Lokomotiwu Moskwa. W tej formacji w kadrze na mecze z Finlandią i Ukrainą może pojawić się najwięcej nowych twarzy.
W środkowej linii selekcjoner też nie ma jakiś wielkich problemów. Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa), Piotr Zieliński (SSC Napoli), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa), Mateusz Klich (Leeds United) i Kamil Grosicki (West Bromwich Albion) grają regularnie i trzymają wysoki poziom. Niewiadomą jest aktualna forma Jacka Góralskiego, który zimą przeniósł się z bułgarskiego Łudogorca Razgrad do kazachskiego Kajratu Ałmaty. Wiadomo jednak, że ma miejsce w podstawowym składzie i gra regularnie w tym zespole. Na powołanie może też liczyć występujący w Chicago Fire Przemysław Frankowski oraz zapewne Jakub Błaszczykowski, jeśli znowu nie przydarzy mu się jakaś kontuzja.
Największy kłopot ma teraz Brzęczek z linią ataku. Jak już zostało wcześniej wspomniane, Lewandowski leczy kontuzję i z informacji przekazywanych przez Bayern ma być gotowy do gry dopiero na początku kwietnia. Krzysztof Piątek po przeprowadzce z AC Milan do Herthy Berlin całkowicie zatracił skuteczność, a Arkadiusz Milik co rusz zmaga się z urazami. W tej sytuacji być może szansę dostanie nieźle grający w PAOK Saloniki Karol Świderski.
Ten krótki przegląd pokazuje, że oba marcowe spotkania bardzo by się naszej piłkarskiej kadrze przydały. W dwóch ostatnich meczach kontrolnych, 2 czerwca z Rosją i 9 czerwca z Islandią, na weryfikację przydatności kadrowiczów będzie już za późno.