Policja nie przeprasza

Nadinspektor Paweł Dobrodziej, Komendant Stołeczny Policji, w specjalnym liście do rektora Politechniki Warszawskiej wyraził ubolewanie z powodu wkroczenia podległych mu funkcjonariuszy na teren uczelni, o czym pisaliśmy w poprzednim numerze „Dziennika Trybuna”. Naruszenie autonomii szkoły wyższej nastąpiło 28 listopada, gdy policjanci rozbijali kolejny protest kobiet.

28 listopada policja otoczyła zgromadzonych ludzi w okolicach stacji metra Politechnika, by uniemożliwić im marsz w kierunku budynków Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i starała się zamknąć ich w „kotle”. Część demonstrantek zaczęła uciekać przed legitymowaniem przez płot oddzielający od ulicy i Pola Mokotowskiego teren Wydziału Inżynierii Chemicznej i Procesowej. Policja odepchnęła zgromadzonych od ogrodzenia, a następnie ruszyła w pościg za ludźmi, którzy byli już na terenie uczelni.

Władze Politechniki Warszawskiej wystosowały w sprawie list protestacyjny, podkreślając, że autonomia uczelni od dziesięcioleci nie została w Polsce naruszona w podobny sposób. Szybko pojawiły się również porównania z rokiem 1968 r., gdy milicja wkraczała na tereny warszawskich szkół wyższych i biła studentów.

– Zapisy tej ustawy mówią, że służby państwowe odpowiedzialne za utrzymanie porządku publicznego i bezpieczeństwa wewnętrznego mogą wkroczyć na teren uczelni wyłącznie w dwóch przypadkach: na wezwanie rektora lub w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia ludzkiego lub klęski żywiołowej. Według naszej wiedzy nie zachodziła żadna z tych okoliczności, czyli incydent miał charakter nieuprawnionego wtargnięcia – napisał rektor PW w swoim stanowisku.

Teraz policja przekonuje, że mundurowi… nie wiedzieli, co robią. Komendant Paweł Dobrodziej zapewnia, że funkcjonariusze nie zamierzali pogwałcić autonomii politechniki ani działać przeciwko społeczności akademickiej. Twierdzi również, że policjanci nie zdawali sobie sprawy z tego, że wkraczają na teren uczelni wyższej, a gdy tylko zorientowali się w sytuacji, wycofali się. Poprzestał na wyrazach ubolewania – na przeprosiny się nie zdobył.

Policja nie przeprosiła również za zachowanie nieumundurowanego i nieoznakowanego oddziału, przeznaczonego do konfrontacji z najbardziej niebezpiecznymi przestępcami, na demonstracji kobiet 18 listopada. Funkcjonariusze w cywilu użyli wówczas pałek teleskopowych i działali w taki sposób, że demonstrantki w pierwszej chwili sądziły, że mają do czynienia z kibolską lub nacjonalistyczną bojówką. Przeprosin ze strony komendanta doczekali się tylko dziennikarze, którzy podczas relacjonowania Marszu Niepodległości zostali spałowani, trafieni gumową kulą (to spotkało reportera „Tygodnika Solidarność”) lub spryskani gazem.

Ludzie przestaną ufać policji

– Jeśli są przesłanki do postawienia policjantom zarzutów po akcji 18 listopada, to je postawmy. Wtedy nie ucierpi cała jednostka, tylko ktoś, kto zrobił błąd, Jeśli to nie zostanie przeprowadzone i będzie eskalować, to gwarantuję, że kiedy się zmieni władza, to ktoś tę jednostkę zlikwiduje – mówi insp. Wojciech Majer, były szef Biura Operacji Antyterrorystycznych, w rozmowie z Maciejem Wiśniowskim i Piotrem Nowakiem (Strajk.eu).

Wstyd być dziś policjantem?

Nie. To nie jest misja związana tylko i wyłącznie z neutralizacją tłumu. Policjanci wykonują wiele pożytecznych rzeczy: ci z prewencji, z którymi się zazwyczaj tłum konfrontuje (albo oni się konfrontują z tłumem) tak naprawdę chodzą tylko i wyłącznie w służbach patrolowych, wspomagają społeczeństwo w normalnych sytuacjach, w normalnym życiu. Ludzie ich bardzo potrzebują.

Zapewne, ale przyzna Pan, że na odbiór społeczny policji ostatnie wydarzenia, na dodatek mocno eksponowane w mediach, mają ogromny wpływ. Niemal każdy ma znajomego, który chodzi na strajk kobiet, każdy więc sobie łatwo wyobraża, że to jego bliska osoba mogła zostać zdzielona pałką teleskopową przez głowę zupełnie za nic. W tym kontekście hasło, które miało się znaleźć na radiowozach “pomagamy i chronimy” w tej chwili brzmi jak ponury żart, nie sądzi Pan?

Jasne, teraz ono straciło na wiarygodności. Ale warto podkreślić, że my cały czas mówimy o emocjach. Racjonalne myślenie, zarówno po stronie społeczeństwa, jak i policjantów w tych sytuacjach o wysokim poziomie stresu, jest osłabione. A emocje, które teraz dominują przenoszą się nie tylko na to, co się dzieje w trakcie tych zdarzeń, ale wychodzą poza te ramy. Ja to nawet rozumiem. Ale jej ofiarą padają ludzie, którzy na to nie zasłużyli. Mówię tu o Darku Ziębie.

Jest pan o nim dobrego zdania?

Bardzo. W tej sytuacji, o której rozmawiamy, a przy której jego nazwisko jest wykorzystywane jako synonim wszystkiego złego, co tam się stało, jest całkowicie niewinny.

Mało tego, uważam, że gdyby on był 18 listopada na miejscu dowodzenia tymi zespołami taktycznymi, to do tej sytuacji by nie doszło.

Po co w ogóle tam była wasza jednostka? Kompletnie bez sensu…

Nieprawda. Tego typu sytuacje zabezpieczaliśmy od lat. Już po 11 listopada 2011 roku, kiedy był ten pierwszy bardzo intensywny marsz narodowców było wiadomo, że jesteśmy i będziemy potrzebni. Od 2012 nasze zespoły działały w tłumie.

Ale jakoś wtedy nie biliście przypadkowych uczestników metalowymi pałkami…

Zespoły te miały wówczas i za każdym razem postawione bardzo precyzyjne zadania, były bardzo dobrze odprawiane, były koordynowane z dobrym systemem łączności, byliśmy nawet potem monitorowani tzw. pinezkami. Każdy zespół był widoczny na GPS-ie, dowódcą był liniowy funkcjonalny dowódca naszej jednostki, czyli albo ja jako zastępca do spraw bojowych, albo dowódca, który ogarniał całość. Mówiąc krótko, byliśmy świetnie przygotowani do służby.

Proszę powiedzieć, jak w teorii powinno wyglądać przygotowanie takiej jednostki jak wasza, do działania po cywilnemu w tłumie?

Tego typu jednostka nigdy nie działa samodzielnie. Zawsze jest powiązana z innymi ogniwami policyjnych struktur, ma jakieś otoczenie. Otoczenie to np. komórki organizacyjne policji, które zajmują się rozpoznaniem, rekonesansem – czyli obserwują tłum, widzą, jakie jest zagrożenie i punkty zapalne, wskazują, gdzie pojawia się potrzeba ingerencji policji prewencyjnej, działań medycznych, a także, gdzie i kiedy muszą wkroczyć antyterroryści. Nikt przecież nie zagwarantuje, że w tłumie nie pojawi się nagle człowiek z maczetą. Konfrontacja z takim człowiekiem bez użycia specjalnych środków nic nie da, a może prowadzić do tragedii. Wtedy właśnie potrzebny jest zespół taktyczny, który taką sytuację zgasi. To samo dotyczy człowieka z granatem czy samobójcy. I wtedy trzeba oddziałów specjalnych używać.

Zespół kontrterrorystyczny jest przygotowany do takich działań. Sytuacja z 18 listopada była jednak inna.

Dlaczego?

BOA (to nieprecyzyjna nazwa, ale używajmy jej dla jasności wywodu), został na tę akcję przeniesiony do dyspozycji komendy stołecznej policji, ale bez swojego elementu dowodzenia. Mówiąc inaczej, zostali oddani pod kuratelę zupełnie innej strukturze organizacyjnej.

Według naszych źródeł, dowodził szef stołecznej SPAT (Samodzielny Pododdział Kontrterrorystyczny Policji w Warszawie – red.) i to on stawiał zadania funkcjonariuszom BOA. Czy 18 listopada były przesłanki do bezpośredniej interwencji w tłumie?

Zarzewiem całego konfliktu było pojawienie się nieumundurowanego policjanta. Nieidentyfikowalnego na dodatek. Ów policjant podjął takie a nie inne działania, które przyniosły fatalny skutek. Jeśli człowiek odwrócony plecami do tłumu wyciąga przedmiot przypominający pałkę teleskopową, to może wzbudzić niepokój wśród ludzi. Policjant w momencie interwencji musi być rozpoznawalny jako funkcjonariusz.

Czyli ten gość, który wyciągnął pałkę nie będąc oznaczonym, postąpił według pana nieprofesjonalnie?

W ocenie obserwatora, uczestnika takiego marszu ten człowiek nie był policjantem. Wyjmując tę pałkę odbył najpierw taki taniec godowy – przeszedł przez tłum, rozejrzał się, odwrócił się do tego tłumu tyłem i wyjął pałkę, więc nawet inni policjanci powinni odebrać go jako zagrożenie. Tego zachowania nie da obronić.

Podkreślam jednak jeszcze raz, że ten incydent nie powinien przełożyć się na oceny całej jednostki i nie powinien posłużyć jako pretekst do zniszczenia człowieka, który jest tej jednostki dowódcą.

Powiedział pan, że on tutaj nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Pojawiły się w mediach sugestie, że ci funkcjonariusze BOA, którzy pojawili się w Warszawie 18.11, przejawiali szczególną niechęć do kobiecych protestów.

To są manipulacje.

Dziennikarskie?

Myślę, że nie. Manipulacje przedstawione przez informatorów. Dziennikarze mają swoje źródła mniej lub bardziej rzetelne – które nie tyle chcą przekazać informację, a ją ukierunkować. W ten sposób wyrządzają ludziom krzywdę. Oddelegowanie funkcjonariuszy z poszczególnych zespołów polega na tym, że oddelegowuje się wydziały, a nie konkretnych ludzi. Ich poglądy nie są tu żadnym kryterium.

Więc skąd się pojawiają takie sytuacje? To był jednostkowy wypadek, czy to jest rezultat obniżania standardów? Efekt klimatu politycznego?

Do tej pory wydawało mi się, że jednostka, nawet taką refleksję miałem przed tymi zdarzeniami, że jednostka jest całe szczęście odsunięta od tych zdarzeń, że ci policjanci mieszkają blisko rodzin, tam funkcjonują i wszyscy myślą, że to jest dla nich sprawa prestiżowa, jeżdżenie do Warszawy i realizacji tych zadań w ramach oddziału prewencji. Nie, oni przed rodzinami muszą się tłumaczyć z tego, co się dzieje, te rodziny też mają swoje poglądy na sprawy kobiet, oni też nie są w komfortowej sytuacji. Do tej pory omijało to BOA, bo oni mieli te zadania prestiżowe. Nie ma co kwestionować, że w tych zasobach zadań jest też neutralizacja bojówek kibolskich, bo ktoś musi się z nimi zmierzyć, oni są bardziej mobilni i dynamiczni, są to cechy które powodują że mogą te zadania lepiej zrealizować niż normalnie przygotowani funkcjonariusze. Tyle, że tutaj to się załamało. Skuteczność BOA i jego dowódcy Darka, została w poprzednim okresie udowodniona, ktoś więc być może pomyślał, że warto wykorzystać tę skuteczność, ale już bez dowódcy, żeby splendor spłynął na kogoś innego. Takie są moje odczucia. I wyszło, jak wyszło.

Jak się podejmuje interwencję, to są do niej podstawy, przesłanki, zatrzymane osoby, cały proces, skierowanie aktu do sądu itd. itd. Też można się spytać, czy takie elementy zostały podjęte, czy została udzielona pomoc osobom poszkodowanym w wyniku interwencji policyjnej, kto im pomógł – to są rzeczy, które należy wyjaśnić. Nie po to, żeby tą jednostkę czy policję zdyskredytować, tylko żeby oczyścić atmosferę. Nie wolno od trudnych sytuacji uciekać, trzeba je po prostu wyjaśnić.

A teraz obserwujemy ucieczkę od prób wyjaśnienia?

W dniach następujących po wydarzeniach na Placu Powstańców ewidentnie tak.

Pokazywane są twarze policjantów. Imiona, nazwiska, często adresy. Jak pan to ocenia?

Jestem w stanie zrozumieć emocje. Sam dostałem kilkadziesiąt informacji ze zdjęciem Darka Zięby, choć przecież jego tam nie było. Policjant, który został zdekonspirowany gdzieś przecież mieszka, funkcjonuje w jakiejś mikrospołeczności. Niemożliwe, żeby to na nim nie robiło wrażenia. A jednocześnie minister sprawiedliwości mówi, że będzie wyciągać konsekwencje z ujawniania danych policjantów biorących udział w akcji 18 listopada. Teraz się obudzili?

To ja się pytam: gdzie był minister i jego poprzednicy z tej ekipy, jak ujawniali akta IPN policjantów, którzy pracowali w operacjach specjalnych, realizowali głęboko zakonspirowane zadania, kiedy ujawniano nasze dane? Gdzie oni byli? Gdzie byli, kiedy ujawniono całą agenturę WSI?

Ma pan cały czas przyjaciół w jednostce. Czy oni czują dyskomfort związany z praca pod presją polityczną? Ona istnieje, przecież jednostka jest używana w celach politycznych. Pacyfikacja takiej demonstracji to jednak jest cel polityczny…

To nie tak. To była ochrona manifestacji. Nielegalnej czy legalnej, nie będę w to wchodził – do tej pory żaden sąd nie uznał, że uczestnicy nielegalnej manifestacji są winni. Ale teraz jest tak, że do dwóch swoich stałych wrogów: środowisk przestępczych i kiboli doszła trzecia grupa: ludzie, którzy mają prawo od policji oczekiwać wsparcia, czuć się przy niej bezpiecznie. A oni policję postrzegają jako niebezpieczeństwo i zagrożenie.

Dziwi im się pan?

Nie dziwię, tylko mówię o tym, że policja w pewnym momencie zostanie pozostawiona sama sobie. Władza umyła ręce i to nie jest dalekokowzroczne.

Nie ma podziałów politycznych wewnątrz jednostki?

Tak się nie da. Ludzie mają 7, 15 lat stażu pracy, albo i 3. Poglądy naprawdę nie mają znaczenia.

Jakie generalne wnioski wyciągniecie z wydarzeń 18 listopada?

Nastroje w jednostce są złe. Dopóki się tego nie wyświetli, nie przepracuje, tak jak po Magdalence, to zostanie zadra. Jeśli zostały popełnione błędy, to trzeba je wyświetlić. Jeśli jest potrzeba wyciągnięcia konsekwencji dyscyplinarnych, to trzeba to zrobić. Jeśli są przesłanki do postawienia zarzutów, to je postawmy. Wtedy nie ucierpi cała jednostka, tylko ktoś, kto zrobił błąd, Jeśli to nie zostanie przeprowadzone i będzie eskalować, to gwarantuję, że kiedy się zmieni władza, to ktoś tę jednostkę zlikwiduje.

Chcielibyśmy podzielać Pański optymizm, że znajdzie się wola do wyjaśnienia tej sytuacji, ale przychodzi nam to z trudem. Dziękujemy za rozmowę.

Kto kogo?

Historia kołem się toczy, wszystko już było, nihil novi sub sole – mamy w języku wiele takich tekstów wyrażających przekonanie, że to, co teraz się dzieje nastąpiło już kiedyś w przeszłości.

Czy jednak na pewno? Czy takie prawdy obiegowe można zastosować do tłumaczenia zachowania polskiej policji wobec protestujących przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego pani Przyłębskiej — zgodnie z prawem — młodych Polek i Polaków?

A tak się dzieje. W prasie można spotkać wiele wypowiedzi przywołujących rok 1968 i to, co działo się w Warszawie na Uniwersytecie. To wtedy tak zwany aktyw robotniczy na wezwanie Władysława Gomułki rozpędzał studentów krzycząc – studenci do nauki, pisarze do piór, dość warcholstwa, tylko pracą zbudujemy pomyślność naszej socjalistycznej ojczyzny. W użyciu były grube kable, uderzenie kablem robiło krechę na plecach na całe tygodnie.

Teraz w użyciu są stalowe pałki teleskopowe służące do łamania kości lub nawet zabicia przeciwnika. Ci funkcjonariusze, których użyto ostatnio w Warszawie do rozpędzenia protestujących kobiet i wspierających je mężczyzn, to byli ludzie szkoleni do walki z gangsterami, uzbrojonymi bandytami gotowymi użyć broni w walce z policją. To, że tacy ludzie zostali wysłani do rozpędzania pokojowego protestu, manifestacji kobiet na ulicach Warszawy, to nowa jakość. Tego nie było ani kiedyś, ani teraz. Protest kobiet trwa już trzy tygodnie; pamiętamy, jak policja zabezpieczała maszerujących a policjantki biły brawo przechodzącym, sielanka.

To co się zmieniło, co spowodowało taką zmianę zachowań polskiej policji?

Zmienił się jej przełożony na najwyższym szczeblu władzy, bo na szczeblu rządowym. Jarosław Kaczyński, prezes PiS, do niedawna zwykły poseł, został powołany (powołał się sam) na stanowisko wicepremiera ds. bezpieczeństwa i to jemu podlegają resorty sprawiedliwości i spraw wewnętrznych, a więc i policja, i służby specjalne. Oraz ministerstwo obrony, a więc wojsko. Jarosław Kaczyński ma realną władzę, nie tylko przez wpływ, przez polityczne zwierzchnictwo nad rządem — ma władzę konkretną, realizowaną wydawaniem poleceń służbowych ministrom resortów siłowych.

No i stało się, skończyła się sielanka, a zaczęła się twarda polityka.

Powiem szczerze – nie jestem tym zaskoczony, zaskoczony byłem wtedy, gdy przez całe tygodnie władza zachowywała się tak jak zachowywała a policja była miła i uprzejma. Jednak po marszu „niepodległości”, gdy nie reagowano na brutalność i agresję kiboli — nastąpiła zmiana. Teraz policja zatrzymuje nastolatkę, aresztuje niepełnoletniego pod zarzutem naruszenia nietykalności funkcjonariusza policji (zarzutem zagrożonym paroletnim więzieniem), robi „kocioł” otaczając grupy demonstrantów pod pretekstem potrzeby ich wylegitymowania i wzywając jednocześnie do natychmiastowego rozejścia się – czysty absurd.

Krzysztof Łoziński wzywa do opracowania małego podręcznika dla protestujących, podręcznika jak zachować się wobec policjantów, jakie mamy prawa – na wzór takich powielanych broszur jakie „chodziły” w stanie wojennym. To też może być argument za prawdziwością tezy, że wszystko już było.

Było, ale tylko podobnie – teraz nie trzeba powielać tego w papierze, wystarczy wrzucić do sieci. Podobnie jak te pałki teleskopowe, które zastąpiły prymitywne kable. Wszystko już istotnie było, ale inaczej. To nie zataczanie tych samych kręgów, tych samych wydarzeń i procesów a rozwój po spirali, zupełnie jak w pełnej mistycyzmu teorii Pierre’a Teilharda de Chardina.

Ale to już zupełnie inna bajka.

I co dalej?

Dalej to samo, ale nie tak samo. Protest kobiet będzie trwał, zmieniać się będą jego formy. Klęska w walce z epidemią, klęska okupiona tysiącami zgonów i bankructwem wielu firm wywoła nowe pole konfliktu. Ta władza może stawać się coraz bardziej okrutna, ale nie będzie coraz bardziej sprawna w rozwiązywaniu naprawdę ważnych problemów. A pojawiające się coraz to nowe przykłady jej nieudolności — patrz afera ze Szpitalem Narodowym na stadionie narodowym w Warszawie — każe spojrzeć nowym okiem na małe afery z zakupem respiratorów od handlarza bronią czy maseczek od instruktora narciarstwa, który uczył ministra jazdy na nartach.

To są jak strumyki wody przeciskające się przez wielką konstrukcję, jaką jest władza państwowa. Strumyki rosną, zwiększają swą moc i tama zawsze pada powodując powódź ze wszystkimi jej konsekwencjami.

Teraz jesteśmy na etapie nasilających się represji, różnych szykan, którym poddawani są protestujący ludzie. Trwa próba sił, jeżeli ludzie odpuszczą to władza odtrąbi zwycięstwo i będzie nawet skłonna poluzować reżymy.

Jeżeli jednak wytrwamy — to w samym obozie władzy nastąpią ruchy tektoniczne, zachowania ratunkowe i ta władza upadnie. Jak każda władza.

Kobiety nie ustępują

Użycie policyjnych pałek i gazu podczas pokojowej demonstracji 18 listopada wzburzyło opinię publiczną. Ulicami Krakowa i Łodzi przeszły marsze solidarnościowe. W Warszawie na 23 listopada szykowane są kolejne blokady ulic.

Manifestacja solidarnościowa z warszawskimi aktywistami i aktywistkami z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet odbyła się w Krakowie 19 listopada. Pod komisariat w geście wsparcia przyszło ok. tysiąca osób. Frekwencja zadziwiła nawet organizatorki, które spodziewały się symbolicznej pikiety.
Zgromadzenie było reakcją na pacyfikację warszawskich protestów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet przez policję i oddziału BOA w cywilu. Sceny z policjantami używającymi pałek teleskopowych przeciwko kobietom i mierzących gazem wprost w twarz posłanki Magdaleny Biejat obiegły cały kraj.

Początkowo w Krakowie planowano jedynie symboliczną pikietę, ale ze względu na dużą liczbę przybyłych pochód ruszył na spontaniczny spacer. „Kraków- Warszawa, nasza wspólna sprawa”, „Myślę, czuję, decyduje”, „Solidarność naszą bronią” – krzyczały setki osób na wczorajszym spacerze solidarnościowym. Słychać też bębny i dzwonki Samby, rewolucyjnego zespołu perkusyjnego, grającego ma ulicznych demonstracjach.

Zaskoczona policja

Marsz przebiegał w gorącej atmosferze, jednak bez interwencji obecnych na miejscu funkcjonariuszy. Dopiero po marszu policja zaczęła legitymować i spisywać uczestników, kilka osób zostało ukaranych mandatami za udział w „nielegalnym zgromadzeniu”, wiele osób jednak nie przyjęło mandatów i sprawy zostaną skierowane do sądu.

Nasze hasło: Wyp***

Legitymowanie, pouczenia i próby wystawienia mandatów miało miejsce również w Łodzi. Tam ulicą Piotrkowską przemaszerowało 21 listopada około tysiąca osób. Złość z powodu ostatnich wydarzeń w stolicy była widoczna – skandowano m.in. „Nie będziemy się użalać, nasze hasło: Wypierdalać!”. Razem z obywatelami szli posłowie, w tym reprezentanci Lewicy. W przekonaniu parlamentarzystów to ich obecność sprawiła, że policja była dużo mniej konfrontacyjna niż w stolicy., głównie przypominając o pandemii i żądając, by demonstrantki nie blokowały jezdni. Łódzki pochód na swojej trasie minął m.in. siedzibę PiS. Po raz kolejny pozostawiono pod nią znicze i transparenty.

Kilkaset osób zablokowało z kolei 19 listopada rondo Kaponiera w Poznaniu – mieście, gdzie miały miejsce jedne z najostrzejszych protestów podczas ciągle trwającej fali demonstracji. I tutaj skandowano i śpiewano „Wypierdalać”. Protest w Poznaniu współtworzą aktywistki związków zawodowych i Socjalnego Kongresu Kobiet, stąd właśnie z Wielkopolski najgłośniej płyną wezwania, by program demonstrantek nabrał socjalnego charakteru, a żądanie prawa do decydowania o swoim ciele łączyło się z żądaniem wyższych płac i niższych czynszów.

Znamienna rocznica

Ogólnopolski Strajk Kobiet odwołał protesty w Warszawie wstępnie szykowane na niedzielę 22 listopada. Liderki organizacji Marta Lempart i Klementyna Suchanow mówią o oszczędzaniu sił na następny tydzień. 23 listopada w Warszawie zaplanowane zostało kilka blokad ważnych ulic i rond w mieście. Z kolei w sobotę 28 listopada wypada rocznica uzyskania praw wyborczych przez obywatelki odrodzonej Polski. Działaczki na rzecz praw kobiet zamierzają zmienić ją w kolejny wielki dzień walki.
Tymczasem wyrok tzw. Trybunału Konstytucyjnego, podyktowany przez katolickich fundamentalistów, nadal nie został opublikowany.

Dramatyczny wieczór w Warszawie

Policja nie pozwoliła kobietom i ich zwolennikom zablokować Sejmu – sama otoczyła parlament barierkami. Demonstranci nie zamierzali ustępować i ruszyli blokować centrum miasta. Pod siedzibą Telewizji Polskiej w ruch poszedł gaz.

18 listopada Sejm wznowił po przerwie pracę – i właśnie tego dnia Ogólnopolski Strajk Kobiet postanowił przypomnieć o tym, że sprawa praw kobiet ciągle nie została załatwiona.

Protesty kobiet w Warszawie i nie tylko w poprzednich tygodniach nie były już akceptowane przez policję. Uczestniczki otaczano i spisywano. Na blokadę Sejmu policja również się przygotowała – tylu radiowozów w centrum miasta nie widziano od dawna. W efekcie demonstrantki dość wcześnie opuściły okolicę Sejmu i udały się w kierunku ścisłego centrum. Atmosfera w tłumie była pokojowa. Transparenty z mocnymi słowami skierowanymi w stronę rządzących były jakby mniej liczne.

Przeniesiona blokada

Policja próbowała przegrodzić ulice na trasie przemarszu, ale bezskutecznie, ponieważ protestujący przeszli przez ludzki łańcuch policjantów i policjantek. Tłum zalał rondo de Gaulle’a i ruszył Nowym Światem dalej. Celem stała się Telewizja Polska, znienawidzona tuba propagandowa PiS.

Pod gmachem TVP przy Placu Powstańców Warszawy doszło do kuriozalnej sytuacji. Policja otoczyła plac i uniemożliwiła opuszczanie zgromadzenia, równocześnie… nadając w kółko komunikat o jego nielegalności i wezwanie do rozejścia. Osoby, które chciały go usłuchać, były jednak narażone na to, że kordon potraktuje je gazem.

Wobec uczestników demonstracji policja użyła również pałek teleskopowych. Aktywną rolę mieli w tym policjanci po cywilnemu, którzy próbowali zatrzymać osoby, uznane przez nich za aktywne czy agresywne. Dochodziło do momentów dezorientacji, które mogły zakończyć się wybuchem paniki i prawdziwą tragedią: demonstranci, widząc ubranych po cywilnemu ludzi z pałkami, momentami mieli wrażenie, że to bojówki skrajnej prawicy ich zaatakowały.

Posłanka dostała gazem

Przed gazem nie chroniły nawet legitymacje dziennikarska czy poselska. Operator Onetu musiał otrzymać na miejscu pomoc medyczną. Posłanka Lewicy Magdalena Biejat, która chciała interweniować w sprawie nieumundurowanych policjantów bijących ludzi pałkami i podeszła do kordonu z wyraźnie widoczną legitymacją poselską w dłoni, została spryskana gazem. W innym miejscu policja mogła naruszyć nietykalność wicemarszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego.

– Chciałem przejść, przedstawiłem się – relacjonuje szef SLD. Polityk nie miał przy sobie legitymacji, ale jego tożsamość potwierdzała idąca obok posłanka Anna-Maria Żukowska. Policjant, który zastawił Czarzastemu drogę, uciekł. Jego przełożony nie kwapił się do tego, by go zlokalizować. Sprawa została zgłoszona Straży Marszałkowskiej, powiadomiona została też marszałek sejmu Elżbieta Witek, która oświadczyła jednak, że nie zamierza zajmować się tą kwestią. Dopiero następnego dnia policja poinformowała, że jednak postara się wyjaśnić sytuację.

Otoczonym w kordonie na Placu Powstańców i przy ul. Wareckiej pomagali mieszkańcy pobliskich domów. Otwierali im przejścia na parkingi podziemne, pomagali przeskoczyć płot przy zamkniętym osiedlu. W tym samym czasie druga grupa protestujących tkwiła w kordonie przy ul. Pięknej. Tam kto zgodził się zostać spisany, mógł odejść – a część demonstrantów uniknęła nawet tego, przekonując policjantów, że podali już dane ich kolegom.

Zachowanie policji nie było kwestią przypadku czy nadgorliwości konkretnych oficerów. 18 listopada Jarosław Kaczyński grzmiał z sejmowej mównicy w stronę opozycji, zarzucając jej, że demonstracje doprowadziły do śmierci wielu ludzi. Wicepremier ds. bezpieczeństwa groził: wielu z was będzie siedzieć.

Czarny scenariusz… cień szansy!

Myśleć odważnie, działać rozważnie, oceniać poważnie.

gen. Wojciech Jaruzelski

Po raz pierwszy zdarza mi się – w kilkuletniej publicystyce- pisać tekst drżącą ręką. To skutek obserwacji i oceny sytuacji jaka toczy się w Polsce po parlamentarnych wyborach. Jej bieg od 22 października w szybkim tempie zmierza… ku czemu, kto wiarygodnie przewidzi? Obawiam się przewidywania czarnowidztwa, obawiam się wypowiedzenia słów, myśli, które pragnę-jak dziecko-z całych sił aby się nie spełniły, obróciły w niwecz. Boję się rozlewu polskiej krwi, boję się bratobójczej walki domowej, boję się – obalenia tą drogą- władzy, która prowadzi Polaków ku morzu bólu, łez i cierpienia. Bardzo pragnę być w błędzie, ale realia zbliżają nas ku temu. Taką „wizję łez i krwi”- kto pamięta?- rysował przed Anglikami Winston Churchill, gdy obejmował urząd premiera w 1940 roku. Skalę hitlerowskiej napaści ograniczono do Londynu.

Kto winien?

Od 22 października, po haniebnym wyroku Trybunału Konstytucyjnego, media kilka razy każdego dnia stawiają to pytanie. Z łatwością też udzielają odpowiedzi, wskazując na rząd, na partię władzy, publicznie podają nazwiska jej znanych od kilku lat przedstawicieli i decydentów. Trybunał dosłownie posłuszny politykom, przestał być niezawisły, odpowiadają za to imiennie członkowie- sędziowie, po części z politycznego wyboru. Nikt nie ośmiela się temu zaprzeczyć. Każdy widzi co u nas jest, każdy ocenia według własnych kryteriów – co może się stać. Nie mam zamiaru ani obalać powszechnie znanych ocen, ani z nimi polemizować. Zgadzam się i myślę jak, czym ustrzec przed hekatombą „bratniej krwi”.

Moja perspektywa oceny jest inna. Za to jaka dziś, w październiku 2020 r. jest Polska, jej społeczeństwo, czym żyje- realnie odpowiadają dwie publicznie znane osoby- Grzegorz Schetyna i Władysław Kosiniak- Kamysz. Wstrząsnęło Państwem zdumienie, nie zgadzacie się? Proszę sięgnąć pamięcią rok wstecz, do kampanii parlamentarnej. Kto pamięta rozmowy szefów partii prowadzące do zbudowania jednego bloku opozycyjnego wobec partii rządzącej? Dlaczego nie doszło do powstania Koalicji Obywatelskiej tych wszystkich sił? Gdy już wydawało się, że lada moment taki blok powstanie, wówczas ci Panowie ogłosili, że owszem, może powstać, ale bez Lewicy, konkretnie SLD, Razem, Wiosny i innych. Nie wykluczam tu „dobrych rad”. W tym momencie swoim najbliższym powiedziałem, że rządzący już wygrali wybory. Dlaczego-przed rokiem pisałem, że szefowie PO oraz PSL mieli do szkoły „pod górkę”. Powinni wiedzieć, że od 2011 r. obowiązuje większościowa metoda liczenia głosów wyborczych, gdzie zwycięzca faktycznie zabiera głosy partii poniżej progu wyborczego, tzw. metoda d’Hondta. Miliony Polaków nie muszą wiedzieć, ale oni powinni. Gdy w różnych środowiskach dzieliłem się spostrzeżeniami, niektórzy, w tym panowie profesorowie (pominę nazwiska) kręcili głowami, próbowali ich bronić. Wyjaśnienie jest krótkie i bolesne- szefowie opozycji w szczególności powinni przewidywać, wyobrażać sobie rozwój sytuacji w kraju, głównie niezbyt pomyślnej dla obywateli. O tym nie trzeba publicznie mówić, ale myśleć i przewidywać- podkreślam. Czy było to takie trudne? Przecież od 2015 r. wiadomo było co partia rządząca „robi”, jakie ma priorytety, co jest krytykowane właśnie przez opozycję. Że za podstawę sprawowania władzy przyjęła od Średniowiecza znaną zasadę- „dziel i rządź”, więc jak może tak skłóca różne środowiska, choćby „komuniści i złodzieje”, gorszy sort, hołubi swoich. Trzeba je przypominać- nauczyciele, lekarze, sędziowie, emeryci, ich różne protesty. Czy dla szefów partii opozycyjnych było tak trudne uświadomienie sobie, że metoda skłócania, budzenia i rozniecania środowiskowych waśni i nienawiści będzie dalej praktykowana? Przecież jeden blok opozycyjny pozbawiłby partię rządzącą większości w Sejmie! Stąd uchwalania tak kompromitujących rozum ustaw, wywołując wściekłość- ostatnio kobiet i rolników, po prostu by nie było. Sprzeciw trzeźwo myślącej części Polaków wobec zaostrzania kryteriów aborcji jest znany od 30 lat. Podobnie z rolnikami. Liczono więc, że jesienna słota i pandemia „zamknie” ulice dla protestów? Wstyd mi krytycznie pisać…

A tak, po 4 latach rządzenia PiS uzyskał więcej głosów niż miał! Dlaczego ma kierować się w rządzeniu krytyką opozycji? A rozważnie i poważnie nie potrafi. Postępuje jak słoń w składzie porcelany, co widać i słychać na każdym kroku. Sprawdziło się -„przed szkodą i po szkodzie Polak”… Cóż z tego, że teraz niektórzy członkowie partii rządzącej objawiają ostrożne niezadowolenie ze swoich szefów. Cieszą się „maluczcy z opozycji”.
Za obecny stan biegu naszych spraw ponoszą odpowiedzialność także kandydaci na urząd prezydenta RP, poza obecnie urzędującym i Panem Rafałem Trzaskowskim. Dlaczego- zamiast w II-ej turze wyborów jednoznacznie i stanowczo poprzeć prezydenta Warszawy, który miał szansę wygrać, zachowano się „wolnościowo”, mówiąc dosadnie-pokrętnie. Przegrani kandydaci głosili, że każdy wybiera według swej woli i sumienia. Większość wyborców przyjęła za „kulturalny” sprzeciw. Finał wiadomy. Inny prezydent mógłby na etapie sejmowych prac korygować i blokować różne idiotyzmy nawiedzonych, ubrane w „liturgiczne słowa”.

Czy jest wyjście?

Tak, jest- powrót do sytuacji prawnej sprzed 22 października. Może to uczynić wbrew prawu- sam Trybunał Konstytucyjny. To chyba marzenie ściętej głowy. Wstyd pisać, że organ ten nie tylko z etycznego punktu widzenia nie podlegający krytyce, po prostu ośmieszył siebie, powagę niezawisłości prawa oraz nauki. Nie wierzę, że z „politycznego polecenia” werdykt ten uzna za „nie były”. Oczywiście, będą „majstrować” przy ustawie, „grając na zmęczenie” Pań i wykazując przy tym „dobrą wolę”, nawet współczucie rodzinom wychowującym dzieci z wadą genetyczną. Ta władza przed „motłochem” się nie cofnie! Szykuje różne bojówki do ochrony kościołów, różne kontrakcje! Episkopat niby przywołuje do opamiętania…niby, faktycznie jest przeciw kobietom. Mnożą się różne pogróżki, głosów rozsądku i różnych przestróg decydenci nie słuchają. Proszę sięgnąć choćby do Trybuny z 30 pażdziernika-1 listopada. Są teksty- prof. Jerzego Wiatra, Andrzeja Ziemskiego, Mieczysława Woronieckiego, Sławomira Sadowskiego, Stanowisko PPS. Myślący-proszę nie obrażać się za słowo- odczytają je jako przestrogę przed rozlewem krwi. Decydenci ostrzeżenia zlekceważą-oby tym razem NIE. Mam jak najgorsze przeczucia-„gdy rozum śpi, budzą się upiory”. U władzy chyba już zaczęły przecierać oczy… Stajemy nad przepaścią… pozostał… Czy władza, Episkopat rozumie nie tylko to, do czego doprowadzili, ale jak tragiczny może być finał- kto dziś zna z Państwa odpowiedź?

Krew… co dalej?

Jest oczywiste, że protesty kobiet, wspartych przez rolników, z czasem także przez inne środowiska zawodowe, w tym Lewicy, będą trwać. Rozważne doradztwo podjęli prawnicy, za kobietami jest garstka księży i policjantów. Czy myślących wśród nich zacznie przybywać – oby jak najszybciej. Może skłoni do ostrożności decydentów. Już słyszę, że apel Prymasa, by Kościół był „przestrzenią pojednania, zgody i wzajemnego „szacunku” może przynieść odwrotny skutek. Na co ma być „zgoda” kobiet? Na jaki „szacunek” władzy mogą liczyć? Władza- ma „argument pandemii”. Będzie w „imię prawa i bezpieczeństwa” go egzekwować, prowadząc do siłowego, a nie rozumnego rozwiązania. Faktycznie broniąc siebie przed nienawiścią i złością, jaką sama rozsiała. Policja używa siły-na razie fizycznej i gazów wobec Pań. Wstyd. Czy policjantom wystarczy rozwagi i odwagi by na tym poprzestać? Stawiani są przed dylematem-wykonać rozkaz czy opowiedzieć się po stronie protestujących kobiet. Już wyprowadzono na ulice Żandarmerię Wojskową. Mundur może przywołać silnych, niezbyt rozważnych do honoru i rozwagi wobec Pań. Czy powstrzyma przed ofiarami? Niektórzy publicyści wzywają do rozsądku i przywołują przykład roku 1926- doszło do rozłamu w armii, żołnierz strzelał do żołnierza, ale i do cywila, także do kobiet. Czy znów miałoby odżyć znane hasło- przecież wszystkich nas nie zabiją. Władza zostanie obalona nienawiścią obywateli, zamiast kartką wyborczą. Morze krwi, rozpaczy i bólu, podzieli nas na kilka pokoleń, zamiast żyć i wspólnie dalej budować ojczysty dom. Czy nie będzie żądań pokrzywdzonych, by na czas określony przywrócić karę śmierci i tak zadośćuczynić ludzkiemu tragizmowi i sprawiedliwości? Mamy się czego, po ludzku bać!

Apel- działać rozważnie.

Różne bojówki o zabarwieniu faszystowskim, pod hasłami obrony wiary, już za cichym przyzwoleniem władzy użyto do ochrony kościołów. O skali ich rzekomego „zagrożenia” pisze Redaktor Piotr Gadzinowski. Biskupom do mądrości Prymasa Tysiąclecia – bardzo daleko! Jak mawiał ks. prof. Józef Tischner, przyjaciel Jana Pawła II-„Pobożność jest niezwykle ważna, ale rozumu nie zastąpi”.

Apeluję więc do rozsądku Pań- organizatorek protestów, do wszystkich wspierających ich doradców o powstrzymanie się od ulicznych wystąpień w dniach 11-15 listopada.

Święto narodowe 11 listopada, uczcijcie Szanowne Panie w domu, z rodzinami. Niech taki będzie wyraz szacunku dla Historii, której okoliczności właśnie dziś nakazują rozwagę, troskę o życie własne i najbliższych. Życie to najcenniejszy skarb, jest jedno i nikt nigdy nie ma prawa o tym zapomnieć. Wszelkie rady by nie „oddawać pola”, czy „nie cofać się przed złem”, odłóżcie na inny czas. Nie ulegajcie spodziewanym opiniom rządowej TVP, że kobiety „zrozumiały”, że „władza chce dobrze” dla Pań, polskich rodzin. Jak szczere i wartościowe jest jej „chciejstwo”- pokazał werdykt Trybunału i przypominana „pomoc” osobom niepełnosprawnym. Bądźcie Panie „PONAD TO”! Uszanujcie własną godność.

Pozostając w domu, udzielając wywiadów mediom- dajcie władzy właśnie „czas szansy” na oprzytomnienie, na przemyślenie adresowanych haseł i wezwań! Czas ten może odczytać – co bardzo prawdopodobne jako swój „sukces”, wskazując i propagując wrzaski bojówek, które już widać i słychać. Bądźcie Panie „PONAD TO”! Uszanujcie własną godność.

Przyłączam się do wszystkich osób, nie tylko Polaków, które okazują Paniom życzliwość. Jestem głęboko przekonany, że po 15 listopada – mając wsparcie milionów Polaków, rozwagą prezentowania swoich humanitarnych racji i praw, osiągną Panie nie tylko osobiste, słuszne cele.

Policja się nie tłumaczy

Dlaczego wieczorem 7 sierpnia policja tak brutalnie potraktowała demonstrantów protestujących przeciwko aresztowaniu aktywistki LGBT? Czemu służyły zatrzymania przypadkowych osób, w tym obcokrajowca, który niewiele rozumiał z całej sytuacji? Pytała posłanka Lewicy, a MSWiA…

W nocy z 7 a 8 sierpnia zachowanie policji w centrum Warszawy wpisało się w smutną serię. Po „nieeskalowaniu wydarzeń” podczas marszów niepodległości i agresywnym rozpędzaniu protestów pod hasłem Strajk Przedsiębiorców z przemocą mundurowych zetknęli się demonstracji spod tęczowej flagi, niezadowoleni z decyzji sądu o aresztowaniu na trzy miesiące aktywistki LGBT+. Margot – według urzędowych dokumentów Michał Sz. – będzie odpowiadać za zniszczenie furgonetki Fundacji Pro, na której eksponowano hasła homofobiczne, udział w zbiegowisku i zaatakowanie kierowcy pojazdu.

Gdy w internecie pojawiła się wiadomość o tym, że Margot miałaby oczekiwać na sprawę w areszcie, do siedziby Kampanii Przeciw Homofobii zaczęli ściągać jej sojusznicy. Przybyli też parlamentarzyści Lewicy. Tłum początkowo skandował, że nie odda Margot, ostatecznie jednak sama działaczka podeszła do policji, deklarując, że oddaje się w ręce funkcjonariuszy. Ci jednak jej nie aresztowali. Pozwolili tęczowemu tłumowi przejść na Krakowskie Przedmieście Gdy aktywistka jednak znalazła się w radiowozie, demonstranci usiłowali nie dopuścić do jego odjazdu. Interwencja mundurowych była bardziej niż stanowcza. Protestujący byli bici, szarpani, przyduszani i wywożeni na komisariaty. Mundurowi zatrzymywali nie tyle szczególnie zdeterminowanych protestujących, co przeprowadzali łapanki przypadkowych ludzi. Pretekstem mogła być np. tęczowa torba, a taki element ubioru w ostatnim czasie stał się popularny wśród warszawiaków niezgadzających się z rządową propagandą. Zatrzymano nawet Włocha, który nie zna języka polskiego i niewiele rozumiał z całej sytuacji. Na komisariatach zatrzymanych poniżano, nie stosowano się do procedur, odmawiano przysługujących praw.

Posłanka Magdalena Biejat obserwowała tamtejsze zajścia. – Widziałam przede wszystkim przemoc policji w stosunku do demonstrujących pokojowo ludzi, widziałam nieprofesjonalne zachowanie policji – komentowała zaraz po wydarzeniach.

Na rażące naruszenia zwracał też uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich oraz organizacje broniące praw człowieka. Notę protestacyjną wystosowała komisarz ds. praw człowieka Rady Europy Dunja Mijatović.

2 września Biejat, na wczorajszym posiedzeniu Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, zasypała serią niewygodnych pytań sekretarza stanu w MSWiA Macieja Wąsika.

– Dlaczego policja przekraczała uprawnienia w czasie demonstracji? Dlaczego zatrzymywano osoby demonstrujące, zamiast je wylegitymować? Dlaczego nie podawano podstaw prawnych? Dlaczego dokonano pokazowego aresztowania Margot na samym środku demonstracji, choć można się było spodziewać, że to doprowadzi do eskalacji sytuacji? Dlaczego po zatrzymaniach informowano osoby o ich prawach dopiero w momencie spisywania protokołów i ile godzin mijało od momentu zatrzymania? – pytała parlamentarzystka.

Zastępca Mariusza Kamińskiego nie odpowiedział na żadne z postawionych pytań. Zapewniał, jak można było się spodziewać, że policja działała właściwie, bo to jej ludzie zostali zaatakowani.

– Wbrew temu, do czego próbuje przekonać opinię publiczną Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Komendant Główny, to nie jest nasz sposób na walkę z PiSem. Naszym obowiązkiem jest upominanie się o przestrzeganie podstawowych praw obywatelek i obywateli, niezależnie od ich przekonań, od tego, czy są kibicami, czy przedstawicielami mniejszości – powiedziała Biejat.

Szykany na komisariatach

Przedstawiciele Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur, po rozmowach z 33 osobami zatrzymanymi w trakcie protestu solidarnościowego z aresztowaną aktywistką Margot, opublikowali wstępny raport na temat działań policji. Brutalne zatrzymania, bicie, upokarzanie, uniemożliwianie dostępu do pomocy prawnej – taki ich obraz wyłania się z relacji zatrzymanych.

Pracownicy KMPT, specjalnej grupy Biura Rzecznika Praw Obywatelskich odbyli wizyty w sześciu pomieszczeniach dla osób zatrzymanych w Warszawie i Piasecznie. Udało się porozmawiać z 33 na 48 zatrzymanych osób w piątek 7 sierpnia w związku z warszawską demonstracją. Na podstawie tych rozmów opublikowali wstępny raport. Wynika z niego m. in., że zatrzymania były przeprowadzane w sposób bardzo brutalny, a policja nieadekwatnie do sytuacji stosowała środki przymusu bezpośredniego, takie jak bicie, zakładanie kajdanek na ręce z tyłu w czasie transportu, rzucenie na ziemie w celu zakucia. Przedstawiciele KMPT udokumentowali także obrażenia na ciele, które posiadała duża część zatrzymanych. Okazało się, że kilkoro z nich to osoby przypadkowe, które akurat w czasie demonstracji wyszły np. do sklepu i wracały z zakupami.

Zatrzymanym nie podawano powodów zatrzymania ani nie informowano ich, dokąd zostaną przetransportowani. Wielu z nich było kilkukrotnie wożonych między różnymi komendami oraz przesłuchiwanych w nocy, a czas w areszcie musieli oni spędzić na twardych pryczach, bez koca i materaca, bez jedzenia i wody. Część z osób, które stale przyjmują leki nie została przebadana przez lekarzy, a osobę transpłciową pozbawiono dostępu do testosteronu, który zgodnie z zaleceniami swojego lekarza powinna przyjąć tamtego dnia. Większość zatrzymanych poddano upokarzającej kontroli osobistej, polegającej na rozebraniu się do naga i wykonaniu przysiadu. W przypadku transdziewczyny, mimo jej próśb, czynność tę przeprowadzał funkcjonariusz płci męskiej. Ze strony policjantów powszechne były także chamskie, homofobiczne i transfobiczne docinki.

Wielu zatrzymanych skarżyło się, że funkcjonariusze utrudniali im dostęp do pomocy prawnej, a nawet jeśli udało się doprowadzić do spotkań z obrońcami, to odbywały się one w warunkach niezapewniających poufności. Rozmówcy wskazywali także na trudności w przekazaniu informacji o zatrzymaniu osobom bliskim. Mówili, że musieli znać ich numery na pamięć, bo wielu z nich nie pozwolono nawet na odszukanie kontaktów w swoich telefonach komórkowych.

Z całego dokumentu wyłania się obraz represyjnych praktyk stosowanych przez policję masowo celem zastraszenia demonstrantów. Nadużywanie uprawnień i brutalność przestają być incydentem, a urastają do rangi głównego wyróżnika działań funkcjonariuszy. KMPT ogłosił w sobotę, że szczegółowy raport w tej sprawie zostanie opublikowany w późniejszym terminie.

Tęcza nad miastami

Demonstracja w obronie aktywistki Margot i zatrzymanie blisko 50 osób zrobiły wielkie wrażenie na aktywistach lewicowych i LGBT z całego kraju. Protesty solidarnościowe odbyły się w kilkunastu miastach.

8 sierpnia tęczowe flagi, przeplatane gdzieniegdzie sztandarami antyfaszystowskimi i anarchistycznymi, dosłownie zalały warszawski Plac Defilad. Do kilku tysięcy zebranych przemówiły transpłciowe aktywistki fundacji Trans-Fuzja, kolektywu Syrena, Akcji Socjalistycznej oraz najgłośniejszego w ostatnich dniach kolektywu Stop Bzdurom, współtworzonego przez aresztowaną za zniszczenie antyaborcyjnej furgonetki Margot. Wystąpienia były pełne żalu i złości: z powodu dyskryminacji i niezrozumienia, z jakim w Polsce spotykają się osoby LGBT, a także z powodu działań policji już po zgromadzeniu 7 sierpnia (o tym niżej).

– Nazywają nas tematem zastępczym. Tematem zastępczym, który popełnia samobójstwa. Tematem zastępczym, który z własnej kieszeni musi płacić za leki, które pozwalają godnie żyć – mówiła Helena, aktywistka Koalicji Antyfaszystowskiej.

Działaczki wzywały, by nie traktować policji jako siły, która stoi po stronie obywateli, skoro niektórzy z nich są tak traktowani przez funkcjonariuszy.
Kilka tysięcy aktywistek i sympatyków sprawy LGBT zebrało się 10 sierpnia na proteście pod komendą policji we Wrocławiu. Była z nimi posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która 7 sierpnia udzielała wsparcia zatrzymanym po spontanicznej demonstracji. Patrząc na czterotysięczne zgromadzenie mówiła, że widzi prawdziwą solidarność – nieważne, czy nazwać ją starą, czy nową (to nawiązanie do ruchu, który zamierza budować Rafał Trzaskowski).

W Trójmieście, choć to miasto, gdzie wygrywają liberałowie deklarujący poparcie dla praw LGBT, frekwencja na solidarnościowej demonstracji była już znacznie mniejsza. Przeciwko policyjnej agresji i złemu traktowaniu zatrzymanych protestowało kilkaset osób. Nocą z 9 na 10 sierpnia aktywistki i aktywiści Lewicy Razem przeprowadzili jeszcze dodatkową akcję, wieszając tęczowe flagi na kilkunastu pomnikach w Gdańsku. Z kolei w miejscu, gdzie niegdyś stała figura prałata Jankowskiego (obalona w ubiegłym roku przez aktywistów Obywateli RP) przypomniano o ofiarach księży-pedofilów.

Apel o zawieszanie tęczowych flag na pomnikach usłyszano również w Poznaniu, gdzie protest solidarnościowy odbył się w poniedziałkowy wieczór, zaś we wtorek 11 sierpnia aktywiści lokalnej równościowej grupy Stonewall dowiedzieli się, że tęczowa flaga na figurze Adama Mickiewicza została przez policję uznana za akt znieważenia pomnika.

Protesty odbyły się 8, 9 i 10 sierpnia w kilkunastu miastach. Ciągle są planowane kolejne.

List niemłodego obywatela do młodych policjantów

Kiedy 15 czerwca 1991 roku siedmiu byłych żołnierzy – partyzantów Armii Krajowej ze Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury” – „Nurt” zawiązało Kapitułę Honorowej Odznaki Zasługi im. mjr Jana Piwnika „Ponurego” wydawało się im, a pewnie i reszcie obywateli naszego kraju, że oto niesława Milicji Obywatelskiej odeszła bezpowrotnie w przeszłość.

Że polski policjant przechodzi ostatecznie na służbę społeczeństwa, prawa, konstytucji. I że odtąd strzec będzie nie bezpieczeństwa i nietykalności władzy oraz interesów polityków i urzędników, ale nietykalności, bezpieczeństwa obywateli w obronie konstytucji i w interesie całego społeczeństwa.

Honorowa Odznaka im. mjr. „Ponurego”, przed wojną aspiranta Policji Państwowej, jest przyznawana za nieprzeciętną odwagę wykazaną podczas wykonywania obowiązków zawodowych w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, za uratowanie życia lub zdrowia ludzkiego albo też mienia wielkiej wartości, połączone z narażeniem na znaczne i realne niebezpieczeństwo, wreszcie – za mądrość, dalekowzroczność i rozwagę przy pracy bezpośredniej lub kierowaniu działaniami Policji, jeśli w rezultacie nastąpiła poprawa stanu bezpieczeństwa, wzrosło poszanowanie prawa lub umocnił się autorytet Policji”. Odznakę przyznawano od 1991 roku zazwyczaj dwojgu policjantów, w zasadzie ze Świętokrzyskiego, ale uhonorowano nią także warszawskiego podkomisarza Andrzeja Struja (w 2010 r. zamordowanego na Woli) i francuskiego żandarma płk Arnauda Beltrame’a, który w 2018 r. zginął z rąk terrorystów, gdy zastąpił wziętych na zakładników cywilów.

W sytuacji konfliktu politycznego, trawiącego nasz kraj, policja coraz częściej występuje jako strona – ściga osoby nakładające koszulki z napisem „Konstytucja” na pomniki, pacyfikuje skromne i pokojowe protesty przeciwko narastającej fali nienawiści, biega za rowerzystką, która rower udekorowała politycznymi deklaracjami, ugania się za niepełnosprawnym na wózku udającym tekturowy czołg, wynosi spod Pomnika Powstania Warszawskiego siedzące tam osoby, trzymające pęki białych róż, podczas gdy obok maszerują rozwydrzeni nacjonaliści, domagający się zmiany konstytucyjnego porządku i ziejący nienawiścią do wszelkiej różnorodności. Policjanci – na rozkaz z pewnością – usuwają Białe Róże, które rażą swoim pokojowym przesłaniem tłum, wznoszący bynajmniej nie pokojowe hasła, jak „Śmierć wrogom Ojczyzny”. Nie o takiej policji myśleli założyciele Kapituły Honorowej Odznaki Zasługi im. mjr. Jana Piwnika „Ponurego”. Ich celem było wyróżnienie policjantów, którzy honorowo wywiązują się z obowiązków i umacniają autorytet policji.

Niestety, autorytet się kruszy, policja zdaje się wracać do przeszłości. Wiem, funkcjonariusze wykonywać muszą polecenia i rozkazy przełożonych i tych obciąża najmocniej przejście całej formacji na służbę jednej siły politycznej i porzucenie pracy dla całego społeczeństwa.Jednak każdy z Was jest oceniany nie tylko przez swoich dowódców – patrzą na Was ludzie o różnych poglądach, wyznaniu, wykształceniu i zawodzie, którzy zastanawiają się, czy w każdej sytuacji mogą liczyć na Waszą pomoc i ochronę, czy nie będziecie kierować się uprzedzeniami, czy interes jakiegoś polityka nie powstrzyma Was od udzielenia pomocy jego rywalowi.
Przełożeni uczą Was, jak postępować z zatrzymanymi, nie mówią Wam jednak, jakie prawa im przysługują. Szkolą Was do stanowczego postępowania ze wskazanymi osobami, nie wiecie jednak, jak rozpoznać przemoc w rodzinie. Umiecie wynieść nieopierającego się demonstranta, ale nie nauczono Was słyszeć i rozumieć wrzask nienawiści. Czy dano Wam do przeczytania najważniejsze prawo Rzeczypospolitej – Konstytucję? Ktoś Wam objaśnił jej znaczenie?

Sytuacja staje się nieznośna. Honor policjanta został przez polityków narażony na szwank, a gdy to się nie zmieni – pogrzebany będzie ostatecznie. Mnie, niemłodego obywatela, martwi to w dwójnasób: jako obywatela właśnie, ale i jako potomka policjantów (jeden zabity w Twerze przez Sowietów, drugi – w Powstaniu Warszawskim przez hitlerowców) oraz syna, siostrzeńca i bratanka trzech spośród siedmiu członków-założycieli Kapituły Honorowej Odznaki Zasługi im. mjr. Jana Piwnika „Ponurego”. Chciałbym, by każdemu z Was można było przypiąć baretkę tej odznaki, mającej formę krzyża, na którego ramionach umieszczono łacińską sentencję LAUS TIBI (chwała Ci). Chwała za uczciwą służbę wszystkim obywatelom, prawu, konstytucji. Polsce.

Pomyślcie o tym.