Polski mecz w Bundeslidze

Bayern Monachium po zwycięstwie nad Fortuną Duesseldorf 4:1 odzyskał prowadzenie w Bundeslidze. W meczu zagrało trzech reprezentantów Polski – Robert Lewandowski, Marcin Kamiński i Dawid Kownacki, ale żaden z nich nie wpisał się na listę strzelców.

Bawarski zespół w poprzedniej kolejce rozgromił u siebie Borussię Dortmund 5:0, ale ich najgroźniejsi konkurenci w sobotę pokonali FC Mainz 2:1 i Bayern nie mógł pozwolić sobie na stratę punktów w niedzielnej potyczce z dobrze się w tym sezonie spisującą Fortuną Duesseldorf. W wyjściowym składzie Bayernu wyszli obaj uczestnicy nagłośnionej przez niemieckie media bójki na treningu – Robert Lewandowski i Francuz Kingsley Coman, w zespole gospodarzy znaleźli się natomiast stoper Marcin Kamińskiego i napastnik Dawid Kownacki. W Bundeslidze już dawno nie było meczu z udziałem takiej liczby polskich piłkarzy. Show reprezentantom Polski skradł jednak wyraźnie pobudzony i skory do gry Coman, jakby chciał swoja grą zatrzeć niedawne spięcie z Lewandowskim. Francuz mógł strzelić gola już w 5. minucie, ale trafił w słupek. Co się odwlecze, to nie uciecze. W 15. minucie Coman zdobył bramkę na 1:0. A na boisku iskrzyło coraz mocniej,bo Javi Martinez przywalił z łokcia Kownackiemu, po czym Polak musiał szukać pomocy u klubowego lekarza. Gdy tylko się pozbierał, postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość piłkarzom Bayernu, za co w 20. minucie zobaczył żółta kartkę. Godzinę później trener zdjął go z boiska.

Lewandowski w tym meczu gola nie strzelił, choć kilka razy był bliski szczęścia. W 23. minucie minimalnie przestrzelił z rzutu wolnego, a w 66. minucie z bliska wpakował piłkę wprost w ręce bramkarza. Tym samym tradycji stała się zadość, bo Fortuna to jedyny zespół w Bundeslidze, któremu „Lewy” jeszcze nie strzelił gola. Będzie z tym musiał poczekać do następnego sezonu. A w niedzielę w rolę snajperów, oprócz Comana, który zaliczył dwa trafienia, wcielili się ponadto Serge Gnabry i Leon Goretzka. Bayern znów jest liderem z przewagą jednego punktu nad Borusssią Dortmund.

 

Brzęczek wyłożył karty

Jerzy Brzęczek ogłosił skład kadry na marcowe mecze eliminacyjne Euro 2020 z Austrią i Łotwą. Selekcjoner biało-czerwonych w zasadzie nie zaskoczył powołaniami, choć nie bardzo wiadomo po co na zgrupowanie zaprosił aż 28 graczy.

O ile może dziwić obecność w kadrze grzejącego notorycznie ławę w Atalancie Bergamo Arkadiusza Recy, to trudno uznać za sensację powrót do kadry Michała Pazdana. Piłkarz ten po odejściu z Legii zaczął w tureckim Ankaragucu grać regularnie, co już samo w sobie okazało się wystarczającym powodem do przywrócenia reprezentacyjnych uprawnień, chociaż powodem tej decyzji selekcjonera jest raczej niepewność co do aktualnej formy Kamila Glika. Wieloletni filar defensywy biało-czerwonych w tym sezonie gra słabo jak cała drużyna AS Monaco i wcale nie jest powiedziane, że to on będzie partnerem Jana Bednarka na środku obrony. Pozycja zbierającego znakomite recenzje w Premier League stopera Southamptonu wydaje się w tej chwili nie do podważenia.

W odwodzie Brzęczek ma jeszcze prezentującego w tym roku solidną formę w Fortunie Duesseldorf Marcina Kamińskiego, regularnie grającego w Serie A Thiago Cionka i ewentualnie Artura Jędrzejczyka z Legii, chociaż ten piłkarz jest raczej polisą ubezpieczeniową na lewej obronie. Z obsadą tej pozycji selekcjoner ma pod nieobecność kontuzjowanego Macieja Rybusa największy kłopot, którego z pewnością nie będzie w stanie rozwiązać wspomniany Reca. Oprócz Jędrzejczyka opcją jest jeszcze próbowany już w przeszłości na lewej flance Bartosz Bereszyński. Jego przeniesienie nie osłabi prawej flanki, bo tam spokojnie można zaufać grającemu regularnie i dobrze w Dynamie Kijów Tomaszowi Kędziorze, a w odwodzie jest jeszcze wyrwany trochę na wyrost z młodzieżówki Robert Gumny z Lecha.

Z obsadą bramki Brzęczek ma tylko taki kłopot, że będzie musiał w końcu ustalić hierarchię i wybrać bramkarza numer 1, co tej chwili de facto oznacza wybór między Wojciechem Szczęsnym a Łukaszem Fabiańskim. Każdy z nich, a także ten trzeci, Łukasz Skorupski, gwarantują wysoki poziom.

Bałagan w linii środkowej

Kluczową formacją w naszym reprezentacyjnym zespole jest linia środkowa, ale akurat w niej panuje największy chaos. Przyjmując, że Brzęczek z Austrią pozostanie przy ustawieniu 1-4-2-3-1 oraz sugerując się aktualną formą zawodników i ich specjalizacjami, optymalny skład linii pomocy w tej chwili rysuje się tak: Grzegorz Krychowiak i Mateusz Klich w roli dwójki defensywnych pomocników, Przemysław Frankowski na prawym skrzydle, Kamil Grosicki na lewym i Piotr Zieliński w środku. A z przodu rzecz jasna Robert Lewandowski.
Problem w tym, że w kadrze są jeszcze rewelacyjnie skuteczni w tym sezonie Krzysztof Piątek i Arkadiusz Milik, a nawet wyrwany z młodzieżówki Dawid Kownacki, który na nieszczęście doznał kontuzji w ostatnim ligowym meczu i prawdopodobnie na zgrupowanie kadry nie przyjedzie. To spora strata, bo Kownacki jest graczem uniwersalnym i może być wystawiany do gry także jako prawoskrzydłowy.

Brzęczek miał pół roku, a zatem dosyć czasu, żeby wyciągnąć odpowiednie wnioski ze swoich ubiegłorocznych niepowodzeń. Kadra pod jego wodzą jak pamiętamy nie wygrała jeszcze meczu, a w sześciu występach zanotowała trzy remisy (z Włochami 1:1, Irlandią 1:1 i Portugalią 1:1) oraz trzy porażki (z Czechami 0:1, Portugalią 2:3 i Włochami 0:1). Selekcjonera biało-czerwonych chyba ma jednak wciąż mętlik w głowie i co gorsza – najwyraźniej słabą orientację w aktualnej formie kadrowiczów, bo gdyby był pewny swoich wyborów, nie wzywałby na zgrupowanie aż 28 zawodników.

Nie wypada nie awansować

Faza grupowa eliminacji Euro 2020 rozpocznie się w marcu i potrwa do listopada 2019 roku. Po dwa najlepsze zespoły z każdej grupy awansują bezpośrednio do turnieju finałowego, a pozostałych czterech uczestników wyłonią baraże, zaplanowane na marzec 2020 roku z udziałem najlepszych drużyny z poszczególnych dywizji Ligi Narodów, które nie zakwalifikowały się do mistrzostw Europy w eliminacjach. Biało-czerwoni rozpoczną zmagania w grupie G od wyjazdowego meczu z Austrią 21 marca, a trzy dni później zmierzą się na Stadionie Narodowym w Warszawie z Łotwą. W tej grupie rywalizuję jeszcze Izrael, Macedonia i Słowenia.

Kadra Polski:
Bramkarze:
Łukasz Fabiański (West Ham, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy);
Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Thiago Cionek (SPAL 2013, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Francja), Robert Gumny (Lech Poznań), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Michał Pazdan (Ankaragucu, Turcja), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo, Włochy);
Pomocnicy:
Karol Grosicki (Hull City, Anglia, II liga), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia, II liga), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Damian Szymański (Achmat Grozny, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Jakub Błaszczykowski (Wisła Kraków), Szymon Żurkowski (Górnik Zabrze);
Napastnicy:
Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (AC Milan, Włochy).

 

Wyścig snajperów w polskiej kadrze

Na czele aktualnego rankingu najskuteczniejszych polskich piłkarzy znajduje się Robert Lewandowski, który w tym sezonie zdobył już 25 bramek. Tuż za nim z 23 trafieniami w barwach Genoi i AC Milan plasuje się rewelacja włoskiej Serie A Krzysztof Piątek. Trzeci w tym zestawieniu Kamil Wilczek strzelił dla Broendby Kopenhaga 16 goli, a czwarty Arkadiusz Milik dla SSC Napoli zdobył 13 bramek.

Lewandowski i Piątek odskoczyli innym polskim napastnikom w liczbie strzelonych goli, ale trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek powinien na bieżąco śledzić także dokonania graczy z dalszych miejsc na liście, bo sezon jest wyczerpujący, ryzyko kontuzji przez to wielkie, więc trzeba zakładać, że eksploatowanych do maksimum w klubowych zespołach snajperów może przed marcowymi meczami biało-czerwonych dopaść jakieś nieszczęście, choćby kontuzja.

Pierwsze miejsce „Lewego” w wyścigu polskich snajperów nie jest zaskoczenia. W obecnym sezonie kapitan naszej reprezentacji zdobył już dla Bayernu Monachium 25 bramek w 29 meczach. Krzysztof Piątek jest jednak od niego gorszy tylko o dwa trafienia (w sumie strzelił już 23 gole). Kolejny w zestawieniu jest Kamil Wilczek, który zdobył dla Broendby 13 bramek, a w sumie ma ich na koncie 16, co czyni go drugim pod względem skuteczności zawodnikiem duńskiej ekstraklasy. Tuż za nim sklasyfikowany jest napastnik SSC Napoli Arkadiusz Milik, autor 13 trafień w tym sezonie (12 w Serie A i jedno w Pucharze Włoch). Jedenaście goli na koncie (dziewięć dla Jagiellonii Białystok i dwa dla PAOK Saloniki) ma na koncie Karol Świderski, a o jedno mniej występujący nieregularnie w bułgarskim Łudogorcu Razgrad Jakub Świerczok (ma trzy bramki w lidze, dwie w Pucharze Bułgarii, aż cztery w kwalifikacjach Ligi Mistrzów i jedną w fazie grupowej Ligi Europy).

Poza kadrą Polski znajduje się Łukasz Zwoliński (z 9 golami jest w zestawieniu za Świerczokiem), który w chorwackiej lidze walczy o tytuł króla strzelców, więc może nie warto tracić go z pola widzenia. Zwłaszcza że powołany na jesienne mecze Adam Buksa z Pogoni Szczecin ma gorsze osiągnięcia od niego, bo tylko sześć trafień na koncie, tyle samo co trochę zapomniany Mariusz Stępiński, który jednak te bramki zdobył w Serie A, na dodatek w najsłabszym w tej lidze zespole Chievo Werona. A przecież nie można wykluczyć, że do tego grona dołączą wkrótce przeżywający obecnie trudne dni Łukasz Teodorczyk i Dawid Kownacki.

W tej chwili obaj prowadzący w wewnętrznej rywalizacji polskich snajperów gracze mogą spodziewać się powołania na marcowe mecze. Bez obaw na decyzję trenera Brzęczka czeka też Milik. Kamil Wilczek wypadł z kadry jeszcze za kadencji Adama Nawałki, a jego następca nawet nie raczył napastnika Broendby Kopenhaga sprawdzić, chociaż Wilczek w rundzie jesiennej imponował strzelecką formą.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że jeśli chodzi o polskich snajperów to w ostatnich tygodniach najgłośniej było o Piątku, ale najrówniej z nich grał jednak Lewandowski. Wartość kapitana biało-czerwonych wychodzi zwłaszcza przy tzw. punktacji kanadyjskiej, w której liczą się łącznie bramki i asysty. „Lewy” jest w niej poza konkurencją, bo w tym sezonie zaliczył już 11 asyst, co w połączeniu z golami sprawia, że przyczynia się do zdobycia gola przez Bawarczyków co 72 minuty. „El Pistolero”, jak nazywają Piątka Włosi, który jako jedyny stara się nadążyć za narzuconym przez „Lewego” tempem w zdobywaniu bramek, ma na koncie tylko jedną asyst. Inni nasi snajperzy nie są wiele lepsi. Dlatego królem w tym towarzystwie wciąż jest Lewandowski.

 

Bayer pokonał Bayern

To nie był udany weekend dla polskich piłkarzy grających w Bundeslidze. Borussia Dortmund z Łukaszem Piszczkiem zremisowała 1:1 z Eintrachtem Frankfurt, a Bayern Monachium z Robertem Lewandowskim przegrał z Bayerem Leverkusen 1:3.

Bayern walczył o ósme z rzędu ligowe zwycięstwo, by w korespondencyjnym pojedynku odrobić część strat do Borussii Dortmund, która mierzyła się z piątym w tabeli Eintrachtem Frankfurt. Tak się jednak nie stało, choć dortmundczycy stracili dwa punkty tylko remisując we Frankfurcie. Bawarczycy jeszcze mocniej pokpili sprawę, bo w Leverkusen zostawili komplet punktów, chociaż do przerwy prowadzili 1:0 po golu Leona Goretzki. Drugiego tuz przed przerwą strzelił Robert Lewandowski, ale sędzia po konsultacji z VAR trafienie unieważnił twierdząc, że Polak był na spalonym.

Trener Bayernu Niko Kovac miał o to do arbitra ogromne pretensje. „Trudno jest ocenić tę sytuację. Prawda jest jednak taka, że gdyby gol zostałby zaliczony, to prowadzilibyśmy do przerwy 2:0, co byłoby wynikiem sprawiedliwym, bo w pierwszej połowie Bayer na boisku nie istniał. Wynik nie odzwierciedla tego, co się działo na boisku także po przerwie. My stworzyliśmy sobie wiele okazji strzeleckich, a nasi rywale oddali cztery strzały i zdobyli z nich trzy gole” – stwierdził 47-letni chorwacki szkoleniowiec. W końcówce spotkania Kovac przeprowadził trzy zmiany, posyłając do boju Serge Gnabry’ego, Alphonso Daviesa i Renato Sanchesa. Po zejściu z boiska Muellera, opaskę kapitana przejął Lewandowski, co nie jest sensacją, bo w przerwie zimowej rada drużyny ustaliła z trenerem, że „Lewy” będzie w zespole trzecim kapitanem – po Neuerze i Muellerze.

Na potknięciu Bayernu skorzystała Borussia Moenchengladbach, która pokonała 2:0 Schalke 04 Gelsenkirchen na Veltins Arena i awansowała na drugie miejsce. Oba zespoły maja na koncie po 42 punkty i stracą do prowadzącej Borussii Dortmund siedem „oczek”. Dortmundczycy, w barwach których cały mecz rozegrał Łukasz Piszczek, też w starciu z Eintrachtem Frankfurt objęli prowadzenie po golu Marco Reusa w 22. minucie, ale 14 minut później wyrównał Luka Jović. Dla pierwszego ze strzelców było to 13., a dla drugiego 14. ligowe trafienie. Obaj są na czele klasyfikacji strzelców, na trzecim miejscu znajdują się na spółkę Lewandowski i Paco Alcacer z Borussii Dortmund, którzy mają po 12 goli na koncie.

W zespole Fortuny Duesseldorf zabrakło w kadrze na mecz Hoffenheim (1:1) obu polskich piłkarzy – Marcina Kamińskiego i świeżo pozyskanego z Sampdorii Genua Dawida Kownackiego.

 

Kownacki już nie chce grać w Sampdorii Genua

Dawid Kownacki jest kluczowym graczem naszej młodzieżowej reprezentacji i nie chce grzać ławy w Sampdorii Genua.

O transferze Kownackiego do Fortuny Duesseldorf głośno jest już od kilku tygodni. 22-letni napastnik miał dosyć roli rezerwowego w Sampdorii i zimą ostro domagał się od działaczy włoskiego klubu zgody na odejście. Tym bardziej, że jego menedżer znalazł mu klub, który potrzebował zawodnika w linii ataku. Beniaminek Bundesligi Fortuna Duesseldorf była skłonna zapłacić 300 tys. euro za wypożyczenie polskiego piłkarza do końca obecnego sezonu, z opcją wykupu w letnim oknie transferowym za pięć milionów euro plus bonusy. Włosi nawet zgodzili się na taką propozycję, ale w ostatniej chwili zmienili zdanie i zablokowali transakcję.

Ale Kownacki już nie zamierzał siedzieć cicho. Udzielił ostrego w tonie wywiadu w „Super Expressie”, w którym jasno dał do zrozumienia, że nie chce już dłużej grać w Sampdorii. Powiedział m.in. (…)”Mam już dość takiego zachowania Sampdorii! Jestem coraz bardziej zdenerwowany, bo czas leci, a ja wciąż nie wiem jaka będzie moja przyszłość. Nie chcę tu zostawać, chcę odejść! I nie będę chciał tu wrócić, chcę zamknąć ten rozdział raz na zawsze. Pobyt w Sampdorii już dawno przestał być dla mnie przyjemnością”. (…)

Jego wypowiedź rzecz jasna natychmiast dotarła do działaczy klubu z Genui, a oni chyba poczuli się nią dotknięci, bo wznowili negocjacje z Fortuną. Kownacki pojechał do Duesseldorfu na testy medyczne i jeśli nie zdarzy się nic nadzwyczajnego, kapitan naszej młodzieżowej reprezentacji powinien zmienić klubowe barwy w ostatnim dniu okna transferowego (zostało zamknięte w czwartek o północy, już po zamknięciu wydania).

Kownacki miał co najmniej dwa powody, żeby opuścić Genuę. Czeka go ważny dla niego występ w czerwcowych mistrzostwach Europy U-21. W eliminacjach był kluczowym graczem ekipy trenera Czesława Michniewicza, ale żeby dobrze na tej imprezie wypaść, musi regularnie grać w klubie. W Sampdorii nie miał na to szans w tym sezonie, w Fortunie natomiast dostał taka gwarancję. Poza tym Kownacki wkrótce zostanie ojcem, a jego partnerka mieszka w Poznaniu, do którego z Niemiec jest zdecydowanie bliżej niż z Włoch.

Działacze Sampdorii mogą jednak wywinąć polskiemu piłkarzowi numer i go nie puścić do Fortuny. Bo po Euro U-21 Kownacki może być wart znacznie więcej niż 5,3 mln euro.

 

Kownacki zmienia klub

Dawid Kownacki już nie zagra w Sampdorii Genua. Odejście 21-letniego polskiego napastnika jeszcze w tym zimowym oknie transferowym potwierdził trener Marco Giampaolo.

Obecna sytuacja Dawida Kownackiego w Sampdorii Genua budziła obawy, bo ten 21-letni zawodnik jest filarem naszej młodzieżowej reprezentacji, która za pół roku będzie grała w mistrzostwach Europy U-21. A Kownacki w tym sezonie zagrał ledwie w 12 meczach w Serie A, na dodatek zazwyczaj były to bardzo krótkie epizody. W siedmiu ostatnich kolejkach otrzymał tylko dwie szanse gry, a na boisku spędził w sumie tylko 25 minut. Na domiar złego Sampdoria pozyskała z Southamptonu napastnika Manolo Gabbiadiniego i w tej sytuacji klub postanowił pozbyć się jednego gracza z tej formacji.

W grę wchodził albo Kownacki, albo Gregoire Defrel. Ponieważ Polak już od jakiegoś czasu wyrażał niezadowolenie ze swojej sytuacji w zespole, wybór padł na niego. Na konferencji przed meczem z Fiorentiną trener Marco Giampaolo potwierdził, że Kownacki odejdzie z Sampdorii. „ To już jest przesądzone. Warunki jego transferu zostały już ustalone” – wyjawił szkoleniowiec. Kownacki był łączony z Fortuną Duesseldorf, ale na razie do finalizacji transferu nie doszło. Sprawa powinna wyjaśnić się jak najszybciej, bo nasz napastnik został odsunięty od zajęć z zespołem i trenuje indywidualnie.

Kownacki przeszedł do Sampdorii latem 2017 roku z Lecha Poznań. Przez półtora roku w sumie wystąpił w 39 spotkaniach, w których strzelił 10 goli oraz zaliczył 4 asysty. W tym sezonie w 15 meczach dwukrotnie pokonał bramkarza rywali i miał jedną asystę.

 

Polacy w Serie A

W minioną środę włoska ekstraklasa rozegrała 18 kolejkę spotkań. Lider Juventus Turyn tylko zremisował z Atalantą Bergamo, ale goniące go SSC Napoli nie wykorzystało okazji do odrobienia strat ulegając 0:1 Interowi.

 

Juventus Turyn po ośmiu zwycięstwach z rzędu zremisował w 18. kolejce Serie A z Atalantą Bergamo 2:2. W bramce turyńczyków stał Wojciech Szczęsny, ale nasz reprezentacyjny bramkarz nie miał szans na obronę strzałów rywali. Remis uratował Juventusowi Cristiano Ronaldo, który wszedł na boisko dopiero w drugiej połowie i potrzebował ledwie kwadransa, żeby ocalić swój zespół przed porażką. Portugalski gwiazdor w tabeli strzelców Serie A zmniejszył do jednego trafienia dystans dzielący go od prowadzącego z dorobkiem 13 goli Krzysztofa Piątka. Nasz piłkarz tym razem bramki nie zdobył, a jego Genoa przegrała z Cagliari 0:1. Druga drużyna z Genui, Sampdoria, w „polskim” meczu z Chievo Werona wygrała 2:0. W jej barwach zagrał jednak tylko Karol Linetty. Dawid Kownacki grzał ławę, a Bartosz Bereszyński leczy kontuzję. W Chievo Mariusz Stępiński rozegrał cały mecz, a Paweł Jaroszyński został zmieniony w 66. minucie.

W spotkaniu Bologny z Lazio (0:2) w zespole gospodarzy cały mecz rozegrał bramkarz Łukasz Skorupski. Inny z polskich golkiperów w Serie A, Bartłomiej Drągowski, przesiedział na ławce rezerwowych Fiorentiny przegrany 0:1 mecz z Parmą. W spotkaniu Frosinone z AC Milan (0:0) w zespole gospodarzy w 76. minucie na boisku pojawił się kolejny polski piłkarz, Bartosz Salamon. Na zakończenie środowej kolejki Napoli z Piotrem Zielińskim (zagrał cały mecz) i Arkadiuszem Milikiem (grał do 71. minuty) przegrało z Interem Mediolan O:1. Juventus dzięki temu, mimo remisu z Atalantą, powiększył przewagę nad Napoli do 9 punktów.

 

 

Popisy polskich piłkarzy w Serie A

Wojciech Szczęsny zachował czyste konto w wygranym przez Juventus 1:0 meczu z Interem, a Arkadiusz Milik i Potr Zieliński strzelali gole dla Napoli w starciu z Frosinone.

 

W 15. kolejce Serie A Juventus pokonał na własnym stadionie Inter Mediolan 1:0. Ekipa „Starej Damy” zrobiła kolejny krok w obronie mistrzostwa Włoch. Gospodarze potrafili wykorzystać jedną okazję w 66. minucie, którą na zwycięską bramkę zamienił Mario Mandzukic. To pierwszy gol chorwackiego napastnika w historii jego występów przeciwko Interowi. Wojciech Szczęsny zachował czyste konto po raz szósty w tym ligowym sezonie. Juventus po 15 kolejkach ma na koncie 43 punkty i pewnie prowadzi w tabeli, utrzymując przewagę 11 punktów nad drugim Napoli.
Neapolitańczycy grali u siebie z Frosinone, przedostatnią drużyną w Serie A. Trener Carlo Ancelotti wystawił do gry w tym spotkaniu obu polskich piłkarzy i mógł sobie potem pogratulować wyczucia. Jako pierwszy z naszych reprezentantów błysnął Piotr Zieliński, który zdobył bramkę już w 7. minucie spotkania. Po zmianie stron Ancelotti aż do 73. minuty nie dokonywał żadnych zmian, a gdy w końcu zdecydował się na dokonanie trzech roszad, nie odesłał do szatni żadnego z reprezentantów Polski. Nie miał powodów, bo w drugiej połowie Zieliński nadal grał koncertowo, a do kolegi dostroił się też Milik, który najpierw w 68., a potem jeszcze w 84. minucie zaliczył dwa trafienia. Napoli wygrało 4:0 i utrzymało pozycję wicelidera.
Jeszcze więcej, bo trzech polskich piłkarzy pojawiło się w składzie Sampdorii Genua w wyjazdowym spotkaniu z Lazio Rzym (2:2). Bartosz Bereszyński w końcówce został ukarany czerwoną kartką, Karol Linetty rozegrał całe spotkanie, a Dawid Kownacki wszedł w 66. minucie i zdążył zaliczy asystę przy drugiej bramce dla Sampdorii. Był to udany weekend naszych piłkarzy w Serie A.

 

Selekcjonerzy jak na bazarze

Fot. Selekcjoner reprezentacji Jerzy Brzęczek nie w PZPN zbyt wiele do powiedzenia

 

 

W siedzibie PZPN w obecności prezesa Zbigniewa Bońka odbyło się spotkanie selekcjonerów trzech reprezentacji Polski – Jerzego Brzęczka, Czesława Michniewicza (U-21) i Jacka Magiery (U-20). Targowano się o pięciu piłkarzy – Dawida Kownackiego, Sebastiana Szymańskiego, Krystiana Bielika, Szymona Żurkowskiego i Bartosza Kapustkę.

 

Jeśli coś w tej informacji może dziwić, to chyba to, że spór między trenerami kadry dotyczył piłkarzy, których Jerzy Brzęczek do tej pory ani razu nie powołał do kadry. No i może jeszcze to, że z normalnej roboczej rozmowy w biurze propagandziści PZPN zrobili jakieś doniosłe spotkanie na szczycie. To tylko potwierdza domysły, że Jerzy Brzęczek nie ma w związku takiej dominującej pozycji, jaką mieli jego poprzednicy na tym stanowisku.

 

Wspólny interes dzielony na trzy

Każda z trzech drużyn narodowych ma swoje cele do osiągnięcia. Pierwsza reprezentacja już 21 marca przyszłego roku zagra w Wiedniu z Austrią i tym meczem rozpocznie eliminacje Euro 2020. Prezes PZPN Zbigniew Boniek stawia sprawę jasno – awans biało-czerwonych jest priorytetem. Dla sternika polskiego futbolu ważny jest jednak także udany występ młodzieżówki w czerwcowych finałach mistrzostw Europy we Włoszech, do których zespół Czesława Michniewicza awansował po barażowym zwycięstwie nad Portugalią. Ale i przed kadrą U-20 prowadzoną przez Jacka Magierę stoją nie lada wyzwania, bo przecież w dniach 23 maja – 15 czerwca wystąpi w roli gospodarza mistrzostw świata U-20.

Brzęczek i Michniewicz doszli do porozumienia odnośnie marcowych terminów dla reprezentacji. Na zaplanowane w tym miesiącu eliminacyjne mecze z Austrią i Łotwą Brzęczek może powołać z kadry U-21 kogo zechce, chociaż wiadomo, że największe szanse na to mają Szymon Żurkowski, Sebastian Szymański, Dawid Kownacki, Krystian Bielik i odradzający się w belgijskiej II lidze dawny pupil Adama Nawałki Bartosz Kapustka.

Ale już w czerwcu, gdy biało-czerwoni będą walczyć o Euro 2020 na wyjeździe z Macedonią (7 czerwca) i u siebie z Izraelem (10 czerwca), trener Brzęczek swoimi ewentualnymi powołaniami tych zawodników wejdzie w szkodę Michniewiczowi. Dlatego ustalono, że będzie mógł powołać z młodzieżówki tylko tych piłkarzy, którzy będą mieli realne szanse na występ w tych spotkaniach. W tej chwili perspektyw na to nie ma żaden z piątki wymienionych wyżej zawodników młodzieżówki, ale za pół roku może się to radykalnie zmienić, czego dowodzi choćby przykład Jana Bednarka w Southampton przed mundialem w Rosji. „Przez pół roku w życiu dwudziestoletniego piłkarza może się zmienić bardzo wiele” – stwierdził prezes Boniek i odłożył sprawę na przyszłość.

 

Wyjątek dla Szymańskiego

Młodzieżowe Mistrzostw Europy odbędą się we Włoszech i San Marino między 16 a 30 czerwca. Zespół Czesława Michniewicza trafił do grupy A, w której zmierzy się z Belgią (16 czerwca), Włochami (19 czerwca w Bolonii) oraz z Hiszpanią (22 czerwca w Bolonii). Szkoleniowcy PZPN podjęli decyzję, że występujący w tej drużynie pomocnik Legii Warszawa Sebastian Szymański nie będzie uwzględniany przez Jacka Magierę w kadrze U-20. Legionista jest jednym z liderów reprezentacji U-21 i jego droga rozwoju ma zmierzać do pierwszej reprezentacji. Choć zespół Magiery rozgrywać będzie MŚ do lat 20 w Polsce, Szymański nie weźmie w nich udziału. Albo pojedzie do Włoch na MME do lat 21, albo zagra w czerwcowych meczach eliminacyjnych Euro 2020.

 

Kadra wciąż w butach Nawałki

Trener Brzęczek w roli selekcjonera reprezentacji Polski jeszcze nie wygrał meczu. W sześciu spotkaniach pod jego wodza biało-czerwoni trzy razy zremisowali i doznali trzech porażek. W tych meczach Brzęczek wystawił do gry w sumie 26 zawodników. Prezes Boniek, którego relacje z nowym selekcjonerem nie są najlepsze, bez ogródek stwierdził, że po pół roku rządów Brzęczka wciąż widzi reprezentację Adama Nawałki. Trudno nie przyznać mu racji, bo też żaden z zawodników wynalezionych przez nowego trenera kadry nie okazał się odkryciem. Arkadiusz Reca, Rafał Pietrzak, Adam Dźwigała, Adam Buksa czy Huberty Matynia nie zostawili po sobie w kadrze żadnego śladu.

Brzęczek nie dostał zgody Bońka na zimowe zgrupowanie dla graczy z klubów krajowych i z kadrowiczami spotka się dopiero w marcu, na kilka dni przed spotkaniem z Austrią. Na żadne personalne eksperymenty nie będzie miał ani czasu, ani nawet sposobności. Jedyna nadzieja w tym, że pod wpływem nacisków Bońka zrezygnuje z powoływania do kadry piłkarzy nie występujących regularnie w swoich klubowych zespołach, co już powinno złagodzić napięcia między zawodnikami, a ponadto zagwarantuje, że na boisko wyjdą gracze znajdujący się w dobrej formie fizycznej i psychicznej. Na Austrię i Łotwę powinno to wystarczyć, jeśli rzecz jasna Brzęczek nie zacznie kombinować czegoś z taktyką. A tego wykluczyć się niestety nie da.

 

 

 

Sukces naszej reprezentacji młodzieżowej

Fot. Kapitan młodzieżówki Dawid Kownacki

 

 

Mało kto liczył, że w barażu z Portugalią po porażce u siebie 0:1 nasza „młodzieżówka” zdoła w rewanżu odrobić straty. Ale wygrała 3:1 i zagra w finałach mistrzostw Europy.

Portugalczycy byli tak pewni siebie, że do rewanżowego spotkania z biało-czerwonymi nie wystawili nawet najsilniejszego składu. Przyszło im zapłacić za to słoną cenę. Prowadzony przez trenera Czesława Michniewicza polski zespół objął prowadzenie już w 5. minucie po golu strzelonym po rzucie rożnym przez obrońcę Krystiana Bielika. De facto ten piłkarz jest zawodnikiem Arsenalu Londyn, ale w tej chwili gra na wypożyczeniu w trzecioligowym angielskim Charlton Athletic. Trzy minuty później na 2:0 podwyższył kapitan biało-czerwonych Dawid Kownacki, na co dzień rezerwowy napastnik Sampdorii Genua, a w 24. minucie trzecią bramkę wbił piłkarz Legii Warszawa Sebastian Szymański.

Portugalski zespół odpowiedział tylko jednym trafieniem – w 52. minucie na 3:1 strzelił Diogo Jota, ale na więcej młodzi polscy piłkarze już rywalom nie pozwolili i tak oto raczej niespodziewanie po raz siódmy w historii wywalczyli awans do finałów młodzieżowych mistrzostw Europy. Awans wywalczył zespół w składzie: Polska: Kamil Grabara – Robert Gumny, Mateusz Wieteska, Krystian Bielik, Kamil Pestka – Filip Jagiełło (53. Konrad Michalak), Patryk Dziczek, Bartosz Kapustka, Szymon Żurkowski, Sebastian Szymański (69. Kamil Jóźwiak) – Dawid Kownacki (90. Karol Świderski).

Turniej finałowy odbędzie się w przyszłym roku w dniach 16-30 czerwca we Włoszech. Naszej reprezentacji przyjdzie rywalizować z drużynami Włoch, Hiszpanii, Francji, Anglii, Serbii, Niemiec, Chorwacji, Danii, Belgii, Rumunii i Austrii. Losowanie grup odbędzie się w piątek 23 listopada w Bolonii.

PZPN przed rokiem był gospodarzami finałów MME. W turnieju zagrało po raz pierwszy 12 zespołów. Niestety, nasz zespół, którego trenerem był Marcin Dorna, nie zdołał nawet wyjść z grupy, przegrywając ze Słowacją 1:2 i Anglią 0:3 oraz remisując ze Szwecją 2:2.

Przyszłoroczny turniej będzie miał podwójną stawkę, bo oprócz walki o mistrzostwo kontynentu młodzi piłkarze bić się będą jeszcze o olimpijskie paszporty do IO 2020 w Tokio. Przypomnijmy, że po raz ostatni nasz zespół zagrał na olimpiadzie w 1992 roku w Barcelonie, zdobywając tam pod wodzą trenera Janusza Wójcika srebrny medal. W Japonii zagrają półfinaliści MME 2019.