Władza nawet nie udaje sprzeciwu wobec Nord Stream 2

PiS-owscy prominenci w rozmowach z członkami władz Niemiec czy Rosji boją się, nomen omen, choćby pis-nąć, że są przeciwni budowie drugiej nitki gazociągu z Rosji do Niemiec.
Od pięciu lat polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi, mocno rozreklamowane postępowanie, mające ponoć zapobiec budowie gazociągu Nord Stream 2, biegnącego pod dnem Bałtyku z Rosji do Niemiec.
„Ponoć” – bo rzekome polskie starania o storpedowanie budowy drugiej nitki Nord Stream 2 to wyłącznie propaganda, która ma pokazać, jak to rząd PiS walczy o polskie interesy energetyczne. W rzeczywistości jest to jedynie teatr odgrywany przez prominentów PiS na użytek krajowy, bo na forum międzynarodowym, podczas spotkań z członkami władz Niemiec czy Rosji, przedstawiciele PiS-owskiego rządu boją się, nomen omen, choćby pis-nąć, że chcą wstrzymać budowę tego gazociągu.
Oficjalnie, władze Niemiec czy Rosji nawet nie wiedzą, że strona polska jest przeciwna tej budowie, bo przecież nikt z rządu PiS nie ośmielił się ich o tym zawiadomić w formalny sposób. Raz, miesiąc temu, na wspólnej konferencji prasowej polskiego i niemieckiego Ministra Spraw Zagranicznych w Warszawie, Jacek Czaputowicz w obecności szefa niemieckiego MSZ Heiko Maasa oświadczył, iż gazociąg Nord Stream 2 jest krytycznie oceniany przez Polskę, gdyż nie zapewnia bezpieczeństwa energetycznego Europie, uzależniając dostawy dużych ilości gazu od jednego dostawcy, jakim jest Gazprom.
Jednocześnie, polski minister stwierdził jednak, iż Polska dywersyfikuje dostawy gazu, popierając budowę gazociągu Baltic Pipe i sprowadzając gaz statkami do gazoportu w Świnoujściu. W ten sposób Jacek Czaputowicz osłabił swe wątlutkie „zdanie odrębne”, no bo skoro Polska kupuje coraz więcej gazu od dostawców innych, niż Gazprom, to uruchomienie Nord Stream 2 raczej jej nie zaszkodzi.
Znając faktyczną uległość PiS-owskiej ekipy wobec Niemiec, wydaje się zresztą, że wypowiedzenie tej jednej, krytycznej uwagi wobec Nord Stream 2 zostało uzgodnione ze stroną niemiecką – po to, żeby rząd PiS mógł zachować twarz i nie zmagał się z zarzutami, że nic nie robi dla zablokowania dokończenia budowy gazociągu.
W rzeczywistości, Niemcy i Rosja oczywiście wiedzą, że Polsce nie podoba się Nord Stream 2 – ale wiedzą to dzięki protestowi ekipy Platformy Obywatelskiej, która naprawdę, a nie tylko propagandowo, wystąpiła przeciwko budowie Nord Stream 2.
W 2017 r, Donald Tusk ówczesny przewodniczący Rady Europejskiej, napisał list do Jean-Claude Junckera, stwierdzając, iż gazociąg rosyjski będzie szkodliwy nie tylko dla Polski, ale dla całej Unii Europejskiej, gdyż jeszcze bardziej zwiększy uzależnienie Europy od rosyjskiego gazu i umocni pozycję Gazpromu jako dominującego dostawcy gazu do UE. Natomiast polska komisarz Elżbieta Bieńkowska, jako jedyna w całej Komisji Europejskiej jednoznacznie sprzeciwiła się budowie Nord Stream 2.
PIS-owscy prominenci nigdy nie odważą się na takie wystąpienia. Oni są mocni tylko w słowach, na krajowym podwórku – a nie w negocjacjach z reprezentantami władz innych państw.
W ten scenariusz lękliwego zaniechania dobrze wpisują się poczynania – czy raczej ich brak – Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Wedle oświadczeń szefostwa UOKiK, aktywność tego urzędu wygląda tak, że w czerwcu bieżącego roku prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie przeciw Gazpromowi za „brak współpracy” podczas prowadzonego dochodzenia antymonopolowego.
Ów brak współpracy, to niechęć rosyjskiego koncernu do udzielania prezesowi UOKiK-owi jakichkolwiek informacji. Gazpromowi, jak straszy UOKiK, za ów brak udzielenia informacji grozi kara w wysokości do 50 mln EUR, niezależna od konsekwencji wynikających z postępowania o dokonanie koncentracji firm budujących Nord Stream 2 bez zgody prezesa UOKiK.
Rzecz w tym, że Gazprom ma w głębokim poważaniu i polskie kary za „brak współpracy”, i rzekome „konsekwencje” mogące być efektem jakiegoś postępowania antymonopolowego w sprawie Nord Stream 2, prowadzonego jakoby przez UOKiK.
Jak zapewnia UOKiK, postępowanie w sprawie budowy gazociągu Nord Stream 2 rozpoczęło się w 2015 r. Wtedy to do UOKiK wpłynął, wymagany formalnie przez prawo unijne, wniosek sześciu spółek (Gazprom, Engie Energy, Uniper, OMV, Shell oraz Wintershall) o wydanie zgody na utworzenie wspólnego przedsiębiorstwa odpowiedzialnego za budowę i eksploatację gazociągu Nord Stream 2.
W 2016 r. UOKiK wydał zastrzeżenia do koncentracji, w których uznał, że planowana transakcja mogłaby doprowadzić do ograniczenia konkurencji i przedstawił swoje zastrzeżenia. PiS-owska propaganda sukcesu zaczęła zaś rozgłaszać, jak to dzięki skutecznym staraniom nowych władz, nasz kraj zatrzyma budowę Nord Stream 2. Zagraniczni przedsiębiorcy wycofali wniosek, co w teorii miało oznaczać brak połączenia. Tyle, że nie przejęli się oni zastrzeżeniami polskiego UOKiKu – i mimo to sześć spółek podpisało umowę na finansowanie gazociągu. Nasz urząd nie miał o tym pojęcia, dowiedział się o wszystkim dzięki informacjom z mediów.
W rezultacie, UOKiK powiadomił, iż rozpoczyna kolejne postępowanie przeciw Gazpromowi i jego pięciu kontrahentom – tym razem o dokonanie transakcji finansowania budowy gazociągu bez zgody UOKiK. Długo to trwało, ale wreszcie, po wystąpieniu Donalda Tuska i Elżbiety Bieńkowskiej, rząd PiS uznał, że trzeba pokazać, iż coś się robi w sprawie Nord Stream 2. Tak więc, w 2018 r. UOKiK postawił sześciu wspomnianym spółkom zarzuty finansowania budowy gazociągu bez wymaganej prawnie zgody.
Te przedsiębiorstwa naturalnie nie przejęły się doniesieniami o „zarzutach” jakie miał im postawić UOKiK – i dalej robiły swoje. Postępowanie, które w rzeczywistości nie zostało naprawdę rozpoczęte, odłożono zaś ad acta.
Czas jednak płynął, a polska opinia publiczna coraz wyraźniej zauważała zaś, że PiS-owska władza, wbrew swoim deklaracjom, nic nie robi, by zablokować Nord Stream 2. Trzeba było pokazać jakiś cień aktywności – więc po wielu miesiącach bezczynności, na początku 2020 r. prezes UOKiK zwrócił się do Gazpromu o przekazanie stronie polskiej dokumentów istotnych dla sprawy.
Chodziło tu o kontrakty zawarte przez spółkę zależną Gazpromu z pozostałymi firmami finansującymi budowę Nord Stream 2. Były to przede wszystkim umowy przesyłu, dystrybucji, sprzedaży, dostaw i magazynowania paliw gazowych. Oczywiście Gazprom olał polska prośbę. „Pomimo ciążącego na nim obowiązku współpracy z Urzędem przedsiębiorca nie przekazał tych informacji” – żalił się UOKiK.
Jak powiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny, przepisy są jasne i takie same dla wszystkich, jednak Gazprom kilkukrotnie odmówił przekazania dokumentów istotnych dla prowadzonego przez nas dochodzenia.
„Rosyjski potentat gazowy nie może działać ponad prawem, dlatego wszcząłem przeciwko Gazpromowi postępowanie w sprawie nałożenia kary za nieudzielenie informacji podczas prowadzonego postępowania. Zgodnie z prawem spółce grozi sankcja finansowa do wysokości 50 mln euro” – oświadczył Tomasz Chróstny.
Dodał on, że jeśli transakcja ma wpływ na krajowy rynek lub grupa kapitałowa osiąga na nim odpowiedni obrót, to także zagraniczny przedsiębiorca ma obowiązek zgłosić transakcję do urzędu antymonopolowego danego kraju i odpowiedzieć na jego wezwania. Podstawą tychże obowiązków są przepisy europejskie, na których opiera się polska ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów.
Nie trzeba dodawać, że Gazprom przejął się tym wystąpieniem Tomasza Chróstnego dokładnie tak samo, jak i innymi poczynaniami UOKiK w sprawie Nord Stream 2. Podobnie zachowują się i inni uczestnicy konsorcjum sześciu spółek. Gazprom to bowiem kolejna firma, która nie współpracowała z UOKiK w toku postępowania dotyczącego bezprawnego utworzenia podmiotu finansującego Nord Stream 2.
W ubiegłym roku UOKiK nałożył 172 mln zł kary na spółkę Engie Energy, która nie przekazała Urzędowi informacji o paliwach gazowych, m.in. umów przesyłu, dystrybucji, sprzedaży, dostaw czy magazynowania. Oczywiście wspomniana spółka także nie przejęła się tą karą – i nie zamierza płacić ani grosza. Strona polska ma zresztą tego świadomość, więc prezes UOKiK oświadczył, że urząd będzie się starał zrobić wszystko, by tę karę wyegzekwować – ale jak dodał, kara jest precedensowa, więc sposób jej egzekucji będzie też precedensowy. Dopowiedzmy tu, że po prostu żadnej egzekucji nie będzie.
Dziś prezes UOKiK próbuje robić dobrą minę do gry, w której nie ma szans na zwycięstwo. Oświadcza więc, że szczególnie naganne jest to, iż wielkie, międzynarodowe koncerny nie stosują się do obowiązujących przepisów prawa – ale zapewnia też, że jeśli ów brak współpracy miał spowolnić działania UOKiK w sprawie budowy Nord Stream 2, to te koncerny nie osiągnęły swego celu.
„Mamy już odpowiedni materiał dowodowy i zbliżamy się do końca dochodzenia w sprawie koncentracji bez uzyskania zgody UOKiK – mówi prezes Tomasz Chróstny. Przypomina, że za naruszenie zakazu dokonania koncentracji bez uzyskania zgody prezesa krajowego UOKiK grozi kara do 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy (co w przypadku tych sześciu spółek oznaczałoby gigantyczne sumy). Ponadto, jeżeli koncentracja została dokonana, a przywrócenie konkurencji na rynku nie jest możliwe, prezes Urzędu może nakazać zbycie całości lub części majątku przedsiębiorcy, udziałów lub akcji zapewniających kontrolę nad przedsiębiorcą, a także rozwiązanie spółki, nad którą przedsiębiorcy sprawują wspólną kontrolę.
Cóż, wszystko to być może, ale w rzeczywistości, te groźby UOKiK należy między bajki włożyć. Prezes Tomasz Chróstny ma tego świadomość, więc ostrożnie nie mówi, jaki może być ów koniec dochodzenia w sprawie UOKiK.
A prawda jest taka – o czym wszyscy wiedzą – że tylko ewentualne sankcje ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych mogą zagrozić dokończeniu drugiej nitki gazociągu z Rosji do Niemiec, nie zaś jakiekolwiek postępowanie podjęte przez UOKiK. Na cichy, dyskretny pisk PiS-owskiej ekipy nikt przecież nie zwraca uwagi.

Prezydent pod gazem

Miało być ważne oświadczenie pana prezydenta Dudy o zbliżających się wyborach prezydenckich.
Zamiast tego zobaczyliśmy radośnie improwizowaną reklamówkę gazociągu zwanego marketingowo „Baltic Pipe”. Rzekomego przełomu w historii polskiej energetyki, przyszłego gwaranta polskiej niepodległości wobec wrażego Gazpromu.
Dzięki tej „bałtyckiej fajce” dumna Polska da złemu Ruskiemu popalić, usłyszeliśmy.
Ale ta Deklaracja Prezydenckiej Niepodległości Energetycznej szybko została zignorowana i powszechnie obśmiana. Bo nadawała się jedynie jako kolejna gawęda do Radia Erewań, znanego z satyry ZSRR.
To prawda, że strona polska uzyskała wreszcie wszelkie międzynarodowe zgody na swą gazociągową inwestycję. Ale dostała je już na początku kwietnia, zatem radosna prezydencka nowina była jak ów „jesiotr drugiej świeżości”.
To prawda, że budowa gazociągu rusza, ale jeszcze nie teraz. Najprędzej pierwsze łopaty pójdą w ruch jesienią tego roku.
To prawda, że nowa rura ma połączyć docelowo Norwegię i Danię z Polską. Ale na razie zgody, finanse i plany dotyczą Gazociągu Podmorskiego, który ma połączyć polskie Niechorze z duńskim Faxe. A dopiero potem, w drugim etapie ma być wybudowany łącznik z Norwegią. A ścisłej z jej południowymi regionami, gdzie jest coraz mniej gazu do wydobycia.
Zatem możemy podłączyć się do wysychającego źródła. Albo już teraz robić korektę, sypnąć kasą na kolejny etap łączący polską „fajkę” z północnymi, przyszłościowymi gazowo norweskimi regionami.
Każdy gazociąg to rura przez którą może płynąć gaz w obie strony. Może w przyszłości zdążyć się, że to przez Baltic Pipe popłynie gaz z Polski do Danii. Polska już teraz próbuje stać się regionalnym hubem, czyli miejscem dystrybucji importowanego gazu.
Polski gazowy hub popiera Katar, znany importer gazu skroplonego, a przede wszystkim USA. Wielce zainteresowane sprzedażą swego gazu w Europie.
W polskim Świnoujściu jest już, i będzie rozbudowywany. port do odbioru gazu skroplonego. Stamtąd bliziutko jest do Niechorza.
Jeśli Polska naprawdę chce stać się tym „europejskim hubem” handlującym gazem, to nie może ograniczać się tylko do handlu amerykańskim, katarskim, czy norweskim gazem. Bo jeśli w Danii znajdzie się kiedyś klient zainteresowany gazem rosyjskim transportowany z Polski, to trzeba będzie wybrać między post szlacheckim honorem a etyką kupiecką.
Wygra zapewne etyka kupiecka i ruski gaz popłynie bałtycką fajką, bo każda taka rura musi na siebie zarabiać, a nie uprawiać polityki historycznej albo propagandy wyborczej.
Zatem po poniedziałkowym „orędziu” pana prezydenta Dudy pozostaje jedno pytanie:
Czy pan prezydent Duda naprawdę uważa Polaków za tak wielkich durniów, że można im wyborczy kit nawet rurą wciskać, czy jest on pod takim wyborczym gazem, że stracił resztki trzeźwości umysłowej?

Fikcja rządowych działań antymonopolowych

UOKiK od ponad trzech lat pokazuje, jak to stara się zapobiec budowie gazociągu Nord Stream 2. W praktyce jednak, strona polska nic nie robi w tym celu.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył karę w postępowaniu przeciw Gazpromowi i pięciu międzynarodowym podmiotom, odpowiedzialnym za finansowanie i budowę gazociągu Nord Stream 2.
172 mln zł – tyle ma zapłacić spółka Engie Energy za nieudzielenie informacji. Oczywiście wiadomo, że nie zapłaci, ale UOKiK chce pokazać, że coś jednak robi w sprawie zwalczania Nord Stream 2. Szkoda, że to, co robi, robi tak powoli.
Wymierzona kara jest wynikiem braku współpracy w postępowaniu prowadzonym przez polski urząd antymonopolowego – Marka Niechciała. Postępowanie to UOKiK prowadzi już od dawna i bez żadnych efektów.

Udawać, że coś się robi

Sprawa budowy Nord Stream 2 była analizowana przez UOKiK w sierpniu 2016 roku. Wówczas prezes urzędu uznał, że planowana koncentracja między rosyjskim Gazpromem oraz pięcioma spółkami międzynarodowymi mogłaby doprowadzić do ograniczenia konkurencji – i przedstawił zastrzeżenia.
Uczestnicy konsorcjum dla pozoru wycofali więc wniosek w sprawie koncentracji spółek, ale w praktyce, robili to samo co dotychczas.
Ówczesna decyzja UOKiK w praktyce oznaczała zakaz połączenia. Formalnie nikt więc się z nikim nie połączył, ciężar budowy gazociągu wziął na siebie Gazprom – a budowa Nord Stream 2 postępowała bez przeszkód. Nasz UOKiK podchodził do tej sprawy jak pies do jeża, bo jest to wszak urząd rządowy, zaś polityka rządu PiS jest taka, że różni prominentni działacze obecnej ekipy gardłują przeciwko temu gazociągowi. Robią to jednak tylko na użytek krajowej publiczności, dla zwiększenia poparcia w sondażach. W praktyce jednak, rząd boi się zdecydowanie postawić stronie niemieckiej oraz rosyjskiej i nie chce jednoznacznie stwierdzić, że sprzeciwia się tej inwestycji. UOKiK niby więc zajmuje się próbami opóźnienia budowy Nord Stream 2, ale są to działania pozbawione jakiegokolwiek realnego znaczenia.

Urząd pokazuje, jak pręży muskuły

Gdy jednak wszem i wobec stało się wiadome, że nic nie dały zastrzeżenia urzędu zgłoszone wobec koncentracji spółek, UOKiK, chcąc nie chcąc, musiał znowu zająć się rosyjsko-niemieckim gazociagiem.
Od kwietnia 2018 roku UOKiK zatem ponownie analizuje sprawę tej inwestycji. Oczywiście trwa to długo i nie daje rezultatów, co szefowie UOKiK wyjaśniają tym, iż jest to precedensowe postępowanie antymonopolowe.
– Prowadzimy bardzo ważne postępowanie antymonopolowe w sprawie Nord Stream 2, którego skutki mogą mieć charakter międzynarodowy. Ustalając wysokość kary na Engie Energy braliśmy pod uwagę znaczenie tych informacji dla prowadzonego postępowania, a także umyślność działania tej spółki. Decyzja o ukaraniu to tylko jeden z etapów tego projektu – dodaje Marek Niechciał.
Jak informuje urząd, prezes UOKiK postawił zarzuty sześciu spółkom, które podejrzane są przezeń o sfinalizowanie transakcji mimo braku zgody polskiego urzędu antymonopolowego. Są to przedsiębiorcy należący do międzynarodowych grup: Gazprom z Federacji Rosyjskiej, Engie ze Szwajcarii, a także czterech pochodzących z Holandii: Uniper, OMV, Shell oraz Wintershall.
Zdaniem urzędu, działania uczestników konsorcjum mogą być próbą obejścia przepisów poprzez utworzenie spółki finansującej budowę gazociągu bez zgody organu antymonopolowego. Zarówno bowiem wycofane zgłoszenie utworzenia joint venture, jak i zawarcie późniejszych umów – które zawarto nie przejmując się zastrzeżeniami UOKiK – miało ten sam cel: sfinansowanie budowy Nord Stream 2.
Obecna decyzja UOKiK dotyczyła jednej z sześciu spółek – Engie Energy. Tyle, że UOKiK nałożył na nią karę nie za to, za co ją podejrzewa, czyli za udział w nielegalnym konsorcjum. lecz za …niedostarczenie dokumentów.
– Prosiliśmy spółkę o dokumenty i dane dotyczące umów zawartych z Gazpromem. Interesują nas informacje o paliwach gazowych, w szczególności dotyczące umów przesyłu, dystrybucji, sprzedaży, dostaw czy magazynowania. Dane te są niezbędne w prowadzonym postępowaniu antymonopolowym, w którym sprawdzamy czy Engie Energy oraz pięciu innych podmiotów utworzyły wspólnego przedsiębiorcę bez naszej zgody – tłumaczy Marek Niechciał prezes UOKiK.
Za nieudzielenie informacji podczas prowadzonego postępowania urząd może nałożyć na przedsiębiorcę maksymalnie karę do 50 mln euro. Korzystając z tego prawa, prezes UOKiK ukarał Engie Energy Management Holding Switzerland sankcją w wysokości 172 mln zł (równowartość 40 mln euro).
Uzasadniając tę decyzję UOKiK
wyjaśnia, iż spółka „uporczywie i bezpodstawnie” odmawiała przekazania UOKiK-owi żądanych dokumentów i materiałów.
– Spowodowało to istotne opóźnienie w prowadzeniu naszych działań dotyczących finansowania budowy gazociągu Nord Stream 2 – dodaje Michał Holeksa wiceprezes UOKiK.

Na święty nigdy

Te tłumaczenia pokazują, jaką linię argumentacji przyjmuje UOKiK, pragnąc usprawiedliwić swoją – czyli rządową – bezczynność. Okazuje się zatem, że ponad półtora roku cennego czasu UOKiK poświęcił tylko na to, aby dojść do wniosku, że wspomniana spółka nie dostarczyła mu w terminie wymaganych informacji. A jest tych spółek aż sześć! Zapewne UOKiK przeznaczy po półtora roku na ustalenie, że każda z pięciu pozostałych spółek także nie przekazuje wymaganych informacji.

Widać, że te wszystkie działania „antymonopolowe” są zwykła fikcją. Nord Stream 2 już dawno zostanie oddany do użytku, a UOKiK wciąż jeszcze będzie wyjaśniać, że nic nie może zrobić, bo firmy uczestniczące w budowie gazociągu nie chciały mu udostępnić oczekiwanych informacji. I o to właśnie chodzi rządowi PiS: pokazywać elektoratowi, że walczy o polskie interesy, ale żeby jednocześnie nic nie zrobić w celu wstrzymania budowy Nord Stream 2.

 

Żadnych marzeń, panowie!

Nikt się nie przejmuje, niemrawo wyrażanymi obiekcjami rządu PiS.
Zmiana unijnej dyrektywy gazowej oznaczać będzie, że gazociąg
Nord Stream II na pewno powstanie.

Polski resort energii ocenia niedawną decyzję Rady Unii Europejskiej w sprawie rewizji dyrektywy gazowej, jako „przełomową” i korzystną z punktu widzenia Polski. Podobnie uważa nasze ministerstwo środowiska.
Ale nadzieje na wstrzymanie budowy rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream 2 oddaliły się prawdopodobnie bezpowrotnie. Być może inwestycja ta zostanie tylko nieco opóźniona. Cóż, diabeł tkwi w szczegółach, których jeszcze dokładnie nie poznaliśmy.
Wiadomo jedynie, że dzięki nowemu kształtowi projektu dyrektywy zaproponowanemu w piątek przez komitet ambasadorów państw unijnych, Gazprom nie zbuduje w Europie gazociągu Nord Stream 2 bez nadzoru Unii Europejskiej.

Rządowy optymizm

Co to wszystko oznacza z punktu widzenia interesów naszego kraju? Niewiele, bo ów nadzór UE ma obejmować jedynie odcinek niemiecki gazociągu.
Jak obawia się jeden z ekspertów rynku energetycznego, Wojciech Jakóbik, ta dyrektywa może ponadto zostać zmieniona w kierunku, który uczyni ją neutralną względem budowy Nord Stream 2. „O sposobie wdrożenia przepisów unijnych wobec projektu zdecydują sami Niemcy. Sugeruje to informacja o kompromisie Francji i Niemiec w sprawie zapisów dyrektywy, która pogrzebała nasze nadzieje na odsiecz Francuzów po myśli strony polskiej” – stwierdził Jakóbik.
Optymistą pozostaje jednak minister energii Krzysztof Tchórzewski. – Dzięki budowanej wytrwale przez Polskę szerokiej koalicji państw członkowskich, ambasadorzy poparli korzystny projekt, który jednoznacznie eliminuje funkcjonowanie gazociągów z państw trzecich w próżni prawnej – podkreśla.
Według jego resortu, decyzja podjęta przez wczoraj oznacza, że ambasadorowie unijni poparli projekt rumuńskiej prezydencji, zgodnie z którym wszystkie gazociągi działające na terytorium krajów UE oraz podmorskie będą podlegały przepisom prawa europejskiego.

Koniec duopolu?

A zatem, funkcjonowanie gazociągów musi być objęte rozdziałem właścicielskim: czyli, inna firma jest właścicielem gazociągu, inna – zajmuje się przesyłem gazu. Obowiązywać musi też zasada dostępu stron trzecich do gazociągu – jego właściciel musi umożliwić korzystanie z niego wszystkim firmom, chcącym wykorzystywać go do tłoczenia w nim gazu. Wreszcie, powinna nastąpić przejrzystość ustalania taryf przesyłowych.
Co istotne, stosowanie prawa UE będzie podlegało kontroli organów krajowych i instytucji unijnych.
„Przyjęcie dyrektywy w takim kształcie oznacza koniec sytuacji, gdy o budowie, która ma wpływ na cały region, rozmawiają tylko rządy dwóch państw. W tym przypadku: Niemiec i Rosji” – dodaje portal Money.pl.
Ponadto portal powołuje się na anonimowe unijne źródło, według którego „umowa dwustronna niemiecko-rosyjska będzie podlegała sprawdzeniu przez Komisję Europejską, jeśli chodzi o jej zgodność z normami unijnymi”.
Natomiast inne anonimowe źródło unijne, na które powołuje się z kolei PAP ocenia, że niedawne uzgodnienia w sprawie dyrektywy gazowej, w praktyce oznaczają, że konieczne będzie „wynegocjowanie umowy międzyrządowej ze stroną rosyjską, żeby zapewnić ciągłość stosowania tego prawa na całym odcinku gazociągu. Dlatego, że gazociągu nie da się podzielić”.

Misja Jerzego Buzka

Według portalu BiznesAlert.pl były premier, a obecnie europoseł Platformy Obywatelskiej, Jerzy Buzek, który ma przewodniczyć dalszym debatom w europarlamencie nad ostatecznym kształtem dyrektywy gazowej, uważa, że Parlament Europejski może zaostrzyć niektóre zapisy rewizji w toku dalszych negocjacji. – Nasze stanowisko jest jednoznaczne: prawo unijne, czyli trzeci pakiet energetyczny, musi obowiązywać na terytorium całej Unii Europejskiej – stwierdza Buzek. Jego rolą powinno być więc poprowadzenie negocjacji tak, jak tego wymaga polska racja stanu
– Jestem przekonany, że Parlament Europejski, który od początku żarliwie popiera propozycję Komisji Europejskiej będzie dążył do wypracowania jeszcze bardziej ambitnego tekstu – dodaje minister Tchórzewski.
A w praktyce, ostateczny kształt dyrektywy (choć nie zatrzyma ona Nord Stream II)może zależeć w dużej mierze właśnie od Jerzego Buzka, stojącego przecież w opozycji do obecnego rządu.

Czy rząd PiS popiera Nord Stream II?

Opowieści, o rzekomym sprzeciwie polskiego rządu przeciwko budowie tego gazociągu, to tylko frazesy głoszone na użytek krajowej publiczności.

 

Mimo niezadowolenia z budowy gazociągu Nord Stream II, deklarowanego oficjalnie przez obecną ekipę, nie robi ona nic, aby wstrzymać tę inwestycję.
Przeciwnie, PIS-owscy decydenci konsekwentnie stawiają na zacieśnianie stosunków z Rosją. Nie podejmują więc żadnych praktycznych działań przeciwko temu rurociągowi.

 

Gazociąg niczym reparacje

Wprawdzie rządowa propaganda, uprawiana w PiS-owskich mediach „publicznych”, przekonuje jak to dzielnie i bojowo nasi decydenci walczą z Nord Stream II, ale w rzeczywistości nic takiego się nie dzieje.
To trochę tak, jak z reparacjami od Niemiec za II wojnę światową, których jakoby ma się domagać polski rząd. A naprawdę, to żaden polski czynnik oficjalny w jakichkolwiek rządowych rozmowach polsko-niemieckich nigdy nawet słowem nie wspomniał, że oczekujemy reparacji.
Również i w sprawie Nord Stream II próżno szukać jakichkolwiek wystąpień polskich władz do rządów obu państw, finalizujących ten projekt.
PiS-owski rząd wydaje co najwyżej cichutkie popiskiwania, mające pokazywać, że w tej sprawie coś się robi. Ale nic się nie robi, a wszelkie poczynania strony polskiej w tej sprawie mają tylko pozorny charakter.

 

To nie nasz spór

Znamienna była wypowiedź ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza, który dość uczciwie i szczerze – co w dyplomacji nie stanowi być może cech szczególnie pożądanych – mówi o rzeczywistych działaniach podejmowanych przez stronę polską.
Pod koniec sierpnia, po rozmowach z niemieckim ministrem spraw zagranicznych Heiko Maasem, szef polskiej dyplomacji oświadczył, że w świetle polskiego stanowiska, kwestia budowy gazociągu Nord Stream II to spór istniejący między USA a Niemcami.
Nasz minister dał w ten sposób do zrozumienia, że nie należy uważać Polski za uczestnika tego sporu, a zwłaszcza za jego stronę. Tak więc, Polska nie powinna być uznawana za kraj spierający się o Nord Stream II z Niemcami.
Identyczne stanowisko obowiązuje, jeśli chodzi o stosunki polsko-rosyjskie. Tu sprawa jest o tyle oczywista, że zgodnie z PiS-owską polityką budowania więzi między Polską i Rosją, nasz kraj nie porusza tematu rurociągu we wzajemnych rozmowach.
Jeżeli natomiast chodzi o relacje Polski i Niemiec, to odnosząc się do amerykańsko-niemieckiego sporu o Nord Stream II (pamiętajmy: nie do sporu polsko-niemieckiego, którego przecież nie ma), minister Jacek Czaputowicz oświadczył, iż w tym niemiecko-amerykańskim sporze Polska jest po stronie USA.

 

Troszczymy się o Ukrainę

Minister dodał też, iż problemem może być to, że budowa gazociągu Nord Stream II stawia w trudnej sytuacji Ukrainę.
Czyli, ten gazociąg nie jest przedmiotem troski dla Polski, lecz dla naszego wschodniego sąsiada – i to o jego interesy się troszczymy po dobrosąsiedzku.
Warto tu dodać, że o dobro Ukrainy już wcześniej zatroszczył się premier Mateusz Morawiecki.
W czerwcu br. oświadczył on, że kanclerz Merkel pod naszym wpływem zmieniła retorykę i weszła w bardzo intensywny dialog z Ukrainą. Jak podkreślił premier, wcześniej nie było mowy o tym, żeby gwarantować jakąś część transferu gazu przez gazociągi ukraińskie.
Szkoda, że polski premier i rząd nie próbują doprowadzić do tego, by Niemcy weszły w „bardzo intensywny dialog” z Polską – no ale zrozumiałe, że są interesy ważne i ważniejsze…

 

Zdanie Polski – bez znaczenia

Zrozumiałe wydaje się, że w świetle tych wszystkich polskich wypowiedzi, strona niemiecka miała pełne prawo uznać, iż stanowisko naszego rządu w sprawie Nord Stream II jest zupełnie bez znaczenia.
Tak więc, minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas powiedział krótko, że znane im są obawy polskiego rządu, ale Niemcy ich nie podzielają.
To jedno zdanie, wypowiedziane dwa miesiące temu, zamknęło w niemieckich sferach rządowych obecność tematu: „co polska strona myśli na temat Nord Stream II”. Nikt po stronie Niemiec nie zwracał i nie zwraca na to uwagi.
Rozumie to i premier Mateusz Morawiecki, który oświadczył, że bez wsparcia innych państw projekt budowy Nord Stream 2 będzie nam ciężko zablokować.

 

Polska szkoła udawania

Polskie władze nie wykazują aktywności w wykonywaniu realnych kroków, mogących wstrzymać Nord Stream II. Zamiast tego podejmują działania pozorne, przy wykorzystaniu podległych im urzędów.
Z racji swych funkcji, do takich działań mających udawać aktywność i maskować bierność obecnej ekipy, najlepiej nadaje się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zgodnie z prawem unijnym, urzędy antymonopolowe w krajach członkowskich mają prawo wstrzymywania inwestycji naruszających konkurencję.
Sprawa budowy Nord Stream II była po raz pierwszy analizowana przez UOKiK w sierpniu 2016 roku. Wówczas prezes UOKiK uznał, że planowana koncentracja między Gazpromem oraz pięcioma spółkami międzynarodowymi, służąca budowie Nord Stream II, mogłaby doprowadzić do ograniczenia konkurencji.
Urząd stwierdził wówczas, że Gazprom posiadał pozycję dominującą w dostawach gazu do Polski, a transakcja mogłaby doprowadzić do dalszego wzmocnienia siły negocjacyjnej rosyjskiego koncernu.
Uczestnicy konsorcjum zrezygnowali z zawiązania formalnej spółki z Gazpromem, ale oczywiście nie zrezygnowali ze wspólnej realizacji całej inwestycji.

 

Pobrzękiwanie szabelką

W kwietniu 2017 roku UOKiK ponownie przyjrzał się sprawie i wszczął postępowanie wyjaśniające. Stało się tak dlatego, że gazety poinformowały, iż niedoszli uczestnicy spółki, mimo sprzeciwu UOKiK, finansują jednak budowę tego gazociągu.
– Dwa lata temu spółka, która miała zająć się budową gazociągu Nord Stream 2, nie otrzymała od nas zgody na tę transakcję. Niestety, jak wykazało postępowanie wyjaśniające, mimo naszego sprzeciwu, podmioty zdecydowały się na finansowanie tego projektu. Może to oznaczać złamanie prawa antymonopolowego i dlatego stawiamy zarzuty Gazpromowi oraz pięciu innym podmiotom – wyjaśniał wówczas prezes UOKiK, Marek Niechciał.
Swoją drogą, dobrze to pokazuje, jak bardzo firmy zagraniczne przejmują się sprzeciwami naszego urzędu. To postępowanie wyjaśniające trwało, z niewiadomych powodów, aż ponad rok. Wreszcie, w maju 2018 r. UOKiK wszczął postępowanie antymonopolowe – i postawił zarzuty sześciu spółkom, które podejrzane są o sfinalizowanie transakcji mimo braku zgody.
Są to przedsiębiorcy należący do międzynarodowych grup: Gazpromu z Federacji Rosyjskiej, Engie ze Szwajcarii, a także czterech pochodzących z Holandii: Uniper, OMV, Shell oraz Wintershall.
Zdaniem urzędu, działania niedoszłych uczestników konsorcjum mogą być próbą obejścia braku zgody na utworzenie spółki finansującej budowę gazociągu Nord Stream II.

 

Strachy na Lachy

UOKiK straszy, że za naruszenie zakazu dokonania koncentracji bez uzyskania zgody prezesa UOKiK grozi kara do 10 proc. obrotu.
Ponadto, jeżeli koncentracja została dokonana, a przywrócenie warunków konkurencji na rynku nie jest możliwe, prezes urzędu może nakazać zbycie całości lub części majątku firm, udziałów, akcji, a także rozwiązanie spółki, nad którą przedsiębiorcy sprawują wspólną kontrolę.
Nie wiadomo, kiedy i jakim efektem zakończy się to postępowanie UOKiK. Bardzo interesujące będzie jednak obserwowanie tego, jak prezes UOKiK weźmie się za zbywanie majątku Gazpromu i jakie przyniesie to efekty. Media z pewnością zostaną o tym dokładnie poinformowane.
A mówiąc bardziej serio, wiadomo przecież, że tak jak i poprzednio, nikt się nie przejmie wynikami postępowania antymonopolowego naszego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Budowa gazociągu Nord Stream II będzie zaś kontynuowana bez zakłóceń ze strony Polski, aż do pomyślnego końca.