Senat uczcił rewolucjonistów

Senat przyjął uchwałę o upamiętnieniu rewolucji 1905 r. i poprzedzających ją robotniczych protestów na ziemiach polskich pod zaborem rosyjskim. W kraju, gdzie politykę pamięci prowadzi narodowa prawica, to sytuacja wyjątkowa.

Co więcej, zapisany w uchwale opis upamiętnianych wydarzeń jest zgodny z historyczną rzeczywistością!

– Rewolucja 1905 roku była zrywem społeczeństwa w obronie wartości narodowych i praw społecznych, zwróciła się przeciwko carskiemu absolutyzmowi oraz wyzyskowi ze strony kapitalistów i obszarników. Wydarzenie to wymusiło zmiany ustrojowe w Rosji, było zarzewiem rewolucji lutowej, a następnie październikowej 1917 roku – czytamy w przyjętym przez Senat dokumencie.

Uchwała kreśli historyczne tło rewolucji 1905 r., przypominając o wojnie rosyjsko-japońskiej i pogorszeniu sytuacji materialnej mieszkańców całego Imperium Rosyjskiego, jakie przyniosła. Jest w niej mowa o utworzeniu Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej i o pamiętnej demonstracji 13 listopada 1904 r., gdy pierwszy raz od czasów powstania styczniowego polska organizacja zbrojna stoczyła prawdziwą bitwę z rosyjskimi żołnierzami i policją. Bitwa ta toczyła się i pod hasłem wolności polskiego ludu, i sprzeciwu wobec wojny, i zapowiadała walkę o inne, bardziej sprawiedliwe społeczeństwo.

W dalszej części uchwały nie zapomniano o tym, jak carskie wojsko rozpędziło demonstrację pierwszomajową w 1905 r., ani o tym, jak robotnicy z Łodzi, w obliczu represji, stanęli do walki na barykadach.

– Rewolucja 1905 roku na ziemiach Królestwa Polskiego wywołała liczne protesty, ale też akty czynu rewolucyjnego inicjowane przez środowiska lewicowe. W Warszawie w styczniowych starciach demonstrantów z wojskiem śmierć poniosło 100 osób. Warszawska demonstracja pierwszomajowa pociągnęła za sobą 32 ofiary carskiego aparatu przemocy. W proteście łódzkich włókniarzy w dniach 22–24 czerwca, który przerodził się w regularne starcia z policją, liczba ofiar śmiertelnych i rannych sięgnęła dwóch tysięcy. Kulminacją ruchów rewolucyjnych na ziemiach Królestwa Polskiego było ogłoszenie strajku powszechnego i proklamowanie w Ostrowcu Republiki Ostrowieckiej.

Wydarzenia na ziemiach polskich, zainicjowane przez klasę robotniczą i lewicę, miały charakter niepodległościowy i społeczny, a zwalczały je środowiska endeckie, obszarników i kapitalistów – podsumowują autorzy uchwały.

Rewolucja lat 1905-1907 nie doprowadziła do upadku caratu, jednak wymusiła na nim poważne ustępstwa. Mikołaj II został zmuszony do wdrożenia zmian ustrojowych, które, nawet jeśli ich skala była ograniczona, stanowiły istotny wyłom w dotąd funkcjonującym systemie samodzierżawia. Zmiany zaszły również na ziemiach polskich pod zaborami. – Pojawiły się polskie instytucje – m.in. Polska Macierz Szkolna, ruch spółdzielczy – a język polski powrócił do urzędów gminnych – czytamy w uchwale. Na koniec Senat wzywa w niej do upamiętnienia rewolucyjnego zrywu i wspierania inicjatyw z tym związanych. Oby i to stało się faktem! Imprez ku czci „żołnierzy wyklętych” i innych bohaterów prawicy katolicko-narodowej mamy już wystarczająco dużo.

Szlachetny pionier socjalizmu polskiego

Rząd PiS szumnie zapowiadał wzniesienie – na 100 rocznicę Bitwy Warszawskiej 1920 roku – upamiętniającego ją obelisku na warszawskim placu Na Rozdrożu. Nie wyszło. Nie udała się im też realizacja planu muzeum Bitwy w podwarszawskim Ossowie. Ta indolencja czy brak woli sprawiają, że za namiastkę upamiętnienia tamtych wydarzeń nadal służyć musi muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. My natomiast korzystamy z okazji tej rocznicy, by przypomnieć jednego z wybitnych bohaterów tamtych dni, wielką, a znienawidzoną przez prawicę, historyczną postać polskiej lewicy.

100 lat temu, latem 1920 roku, powstał Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski z Julianem Marchlewskim na czele

Nie ma formacji bardziej podłej, mściwej i nierozumnej niż klerykalno-nacjonalistyczna reakcja polska. Jest zdolna do podłości wszelkich, choć uważa się za „sól ziemi polskiej”, za emanację „duszy polskiej”. Nie jest to niestety formacja już tylko historyczna. Ciągle żyje, bo ma niebywały dar przetrwania, odradzania się, a od kilku lat niepodzielnie rządzi Polską. Jedną z jej specjalności jest niszczenie pamięci o wybitnych ludziach i zastępowanie jej hołdami dla postaci co najmniej wątpliwej konduity. Z szeregów watażków „wyklęto-niezłomnych” gęsto najeżonych zbrodniarzami wojennymi zrobiła pierwszy szereg bohaterów narodowych. Z Juliana Marchlewskiego, rewolucjonisty, działacza ruchu robotniczego wywodzącego się ze szlachty polskiej, intelektualisty, wydawcy doktora ekonomii Uniwersytetu w Zurichu, człowieka, jak potwierdzają liczne świadectwa, szlachetnego, zrobiła zbrodniarza.

Biograficzny telegraf – od Włocławka do Nervi

Biografia i życiowy dorobek Marchlewskiego są tak bogate, że w krótkim, okolicznościowym (rocznica sierpnia 1920 roku) artykule prasowym można tylko zasygnalizować okruchy niektórych wątków – w intencji przypomnienia i oddania hołdu tej wspaniałej postaci.

Julian Marchlewski, urodził się 17 maja 1866 we Włocławku w rodzinie polsko-niemieckiej. Ojciec był Polakiem pochodzenia szlacheckiego parającego się handlem, matka – rodowitą Niemką z Westfalii, która przybyła do Włocławka, ABY zatrudnić się jako guwernantka. Stąd dzieci Marchlewskich, w tym Julian, uformowały się z dwóch językach: polskim i niemieckim. Julian Marchlewski był działaczem polskiego i międzynarodowego rewolucyjnego ruchu robotniczego i komunistycznego, współzałożycielem Związku Robotników Polskich i Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, działacz lewego skrzydła SPD, jednym z przywódców Związku Spartakusa, współtwórcą Kominternu (Międzynarodówki Komunistycznej), przewodniczącym Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski, redaktorem prasy socjalistycznej (m.in. „Trybuny”, organu SDKPiL), publicystą i wydawcą, intelektualistą, człowiekiem głębokiej kultury i wiedzy. W latach 1884–1885 młody Julian należał do tajnego gimnazjalnego kółka marksistowskiego powiązanego z partią „Proletariat”. W 1887 rozpoczął w Warszawie pracę zawodową początkowo jako praktykant, następnie jako wykwalifikowany farbiarz.

Przez pewien czas wędrował po Saksonii i Szwajcarii jako robotnik. W 1889 był współzałożycielem Związku Robotników Polskich. Od listopada 1891 do listopada 1892 więziony w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej, uwolniony za kaucją, wyjechał do Szwajcarii, gdzie wstąpił na Wydział Prawa Uniwersytetu w Zurychu. W 1896 uzyskał stopień naukowy doktora na podstawie dysertacji „Fizjokratyzm w Polsce”. W czerwcu 1902 wraz z przyjacielem Aleksandrem Helphandem (Parvusem), założył w Monachium przedsiębiorstwo wydawnicze „Dr J. Marchlewski und Co. Verlag Slavischer und Nordischer Literatur i stał się pierwszym wydawcą prozy Stefana Żeromskiego (m.in. „Popiołów”)”. Był członkiem Zarządu Głównego Socjaldemokracji Królestwa Polskiego, później przywódcą i głównym – obok Róży Luksemburg – ideologiem SDKPiL. Redagował m.in. czasopisma „Czerwony Sztandar”, „Przegląd Socjalistyczny” oraz „Sprawę Robotniczą”. Uczestnik rewolucji 1905–1907. Był szereg razy więziony, m.in. w Niemczech (Berlin). Po rewolucji przebywał w Cesarstwie Niemieckim, gdzie przyłączył się do lewego skrzydła SPD. Dla Marchlewskiego optymalnym rozwiązaniem kwestii narodowej na ziemiach zamieszkiwanych przez ludność polską była własna państwowość utrzymywana jeszcze długo po ustanowieniu ustroju socjalistycznego.

Pogląd ten odbiegał od typowych poglądów ówczesnych działaczy komunistycznych, w szczególności Róży Luxemburg. W 1919 roku był współtwórcą Kominternu (Międzynarodówki Komunistycznej). W tym samym roku prowadził rokowania z delegacją Józefa Piłsudskiego w Mikaszewiczach. W 1920 roku, postawiony został przez Lenina na czele Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski w Białymstoku. „Przywódcy TKRP (Polrewkomu, którego główną siedzibą był pałac Branickich w Białymstoku) mieli nadzieję, że w Warszawie wybuchnie powstanie rewolucyjne wywołane przez polskich robotników. Spodziewane ostateczne pokonanie kontrrewolucyjnej armii Piłsudskiego na przedpolach stolicy siłami Armii Czerwonej, miało tylko wzmocnić ducha bojowego proletariatu Warszawy. W nadziejach tych podtrzymał liderów Polrewkomu Michaił Tuchaczewski, obiecując, że stolica zostanie zdobyta najpóźniej 15 sierpnia. W tej decydującej chwili, kiedy ważyły się losy zarówno polskiej, jak i światowej rewolucji, Marchlewski wraz z Konem i Dzierżyńskim chcieli być bliżej centrum wydarzeń. Z tymi złudzeniami opuścili Białystok (…)” – cytuje D. Jakubowski za Tadeuszem Żenczykowskim. Od 1922 był pierwszym rektorem Komunistycznego Uniwersytetu Mniejszości Narodowych Zachodu w Moskwie, przewodniczący Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom (MOPR). Przygotował program RKP(b) w zakresie dotyczącym rolnictwa. Od drugiej połowy 1923 roku nasilająca się choroba nerek coraz częściej wyłączała go z czynnego życia. W 1924 leczył się na Krymie. W grudniu wyjechał do Włoch, gdzie po czterech miesiącach pobytu wczasowego zmarł ( 22 marca 1925 w Bogliasco koło Nervi). W 1950 urna z jego prochami przywiezionymi z Berlina została złożona do grobowca na Powązkach Wojskowych w Warszawie (kwatera A6-0-B).

Człowiek, intelektualista, działacz

Zanim powstały obszerne biografie Juliana Marchlewskiego, trzy w PRL (Feliksa Tycha we współpracy z Horstem Schumacherem (1966), Bożeny Krzywobłockiej (1975) oraz krótki zarys biograficzny sporządzony przez Norberta Michtę (1979) i jedna po PRL, Dawida Jakobowskiego („Julian Marchlewski. Bohater czy zdrajca?” (2007), jego postać utrwalił w literaturze Stefan Żeromski, w swoim na gorąco niemal napisanym, słynnym reportażu „Na probostwie w Wyszkowie”. Żeromski opatrzył swoją relację z pobytu na tytułowym probostwie, po opuszczeniu go w noc z 15 na 16 sierpnia 1920 roku przez Marchlewskiego, Feliksa Dzierżyńskiego i Feliksa Kona, swoją namiętną, gniewną tyradą przeciw tym, którzy „na ziemię swoją sprowadzili najeźdźców”. Proboszcz parafii, na której przebywała wspomniana trójka działaczy, Wiktor Mieczkowski, odnotował (a także zeznał przed sądem wojskowym), że jego nocna rozmowa zwłaszcza z Marchlewskim, była rozmową z „wybitnym przedstawicielem warstwy inteligentnej”, a rozmówcę określił jako „typowego szlachcica polskiego, niskiego, o spokojnych rysach”. Ta opinia koreluje ze zdaniem Wacława Solskiego, który odnotował, że podczas rozmowy z Marchlewskim, „uderzył go jego wyjątkowo czysty, choć trochę staromodny, barwny i bogaty język”. Feliks Kon: „Był to natchniony wódz: jego mowa przenikała duszę masy. Mówił on o mękach i cierpieniach klasy robotniczej, wielkiej misji historycznej proletariatu, o nowym ustroju…”. Będąc natchnionym człowiekiem rewolucyjnej lewicy żywił jednocześnie Marchlewski wyraźny sentyment, a nawet fascynację polską kulturą, polskim imaginarium, nawet jej aspektem patologicznym: „dusza mi się rwie do polszczyzny. Ile dziwnego piękna jest w przeszłości Polski, nawet w okresie straszliwego upadku! Owi „Zebrzydowscy i Zborowscy w czerwonych deliach” – co za kanalie, ale jakie wspaniałe, bestie, w tym swoim rozpasaniu. Toć by tylko żywcem brać i do wściekłych jakich dramatów pakować!”. Cytował też frazę z „Wesela” Wyspiańskiego, że „Polska to wielka rzecz”. Ową polskość jednak „dywersyfikował”. Nie lubił polskości „legunów” , „ligawek” czy warszawskiego kołtuństwa. Bliski mu był polski nurt tradycji oświeceniowej, której poświęcił wiele miejsca w pracy dyplomowej napisanej na finał studiów w Zurichu w 1896 roku. Zarysował tam sylwetki i poglądów ludzi tej idei, Stanisława Leszczyńskiego, Stanisława Staszica, a w szczególności Hugo Kołłątaja, którą to postać najwyżej cenił i planował napisanie poświęconej mu monografii. Nazywał ich „najlepszymi mężami Polski”. Myślał też o napisaniu historii Polski, a w 1922 roku napisał wydane już po jego śmierci „Legendy o królach Polski”. Nie lubił natomiast Polski klerykalnego katolicyzmu, bo jeszcze jako uczeń gimnazjum we Włocławku doświadczył forsownych oddziaływań klerykalnych ze strony tamtejszego księdza-katechety. Jednak przede wszystkim był Marchlewski wielkim człowiekiem rewolucyjnej lewicy. „Marchlewski miał nadzieję, iż komunizm w Polsce przybierze łagodniejszą postać niż w Rosji. W referacie na VIII Zjeździe RKP (b) wysoko ceniący go Lenin następująco ustosunkował się do jego opinii: Jeden z najlepszych polskich towarzyszy komunistów, kiedy mu powiedziałem: „wy zrobicie to inaczej”, odrzekł: „Nie, zrobimy to samo, ale zrobimy to lepiej niż wy”. Na taki argument nie mogłem absolutnie nic odpowiedzieć” – czytamy w jednym z biogramów poświęconych Marchlewskiemu.

Julian Marchlewski był niewątpliwie jedną z kilku najwybitniejszych postaci polskiej, radykalnej lewicy rewolucyjnej, marksistą, internacjonalistą, człowiekiem szerokich horyzontów, komunistą (po jego śmierci nazywano go „najstarszym polskim komunistą”). Drogę życiową i ideową Marchlewskiego można określić jako integralną. Był jednocześnie komunistą niemieckim i radzieckim. Jako Polak był raczej socjalistą, a swoją działalność rozpoczynał u samych narodzin polskiego socjalizmu, przy partii „Proletaryat”. Jako człowiek lewicy był też człowiekiem kultury, a dla lewicy, zarówno socjalistycznej jak i komunistycznej kultura zawsze była jednym z najistotniejszych czynników postępu. Jednocześnie był postacią tak dalece nieszablonową, że budził dystans także w kręgach bliskich mu ideowo, a propaganda PRL miewała kłopoty z „wyprofilowaniem” jego wizerunku. Bardzo trafnie puentuje istotny dla nas dziś sens biografii Marchlewskiego jego ostatni biograf Dawid Jakubowski: „ mechanizm całości praktycznej realizacji komunizmu okazał się okazał się o wiele gorszy niż mogli to sobie wyobrazić ludzie, którzy rozpoczynali jego tworzenie. Ci pierwsi idealiści przewyższali zresztą moralnie i intelektualnie swoich epigonów i pseudonaśladowców. Późniejsza degradacja idei była konsekwencją rozwoju wypadków, których ze względu na wielość czynników istotnych nie można było przewidzieć. Marchlewski, podobnie jak wielu zaprzyjaźnionych z nim ideowych rewolucjonistów, po prostu uległ urokowi idei, które w praktycznej realizacji okazały się ich zaprzeczeniem. Nie przynosi to jednak ujmy owym pionierom, którzy mieli na względzie dobro ludzkości, niezachwianie wierząc w sprawiedliwość społeczną i rozwój duchowy zbiorowości ludzkiej”.

W obronie pomnika Bohaterom czerwonych sztandarów. Dąbrowiakom. Twórcom dziejów

Szanowny Panie Prezydencie!

Zarząd Główny Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej zwraca się do Pana Prezydenta w sprawie antynarodowego i nieprzejednanego stanowiska państwowej instytucji, jaką jest Instytut Pamięci Narodowej, w sprawie likwidacji pomnika „Bohaterom czerwonych sztandarów. Dąbrowiakom. Twórcom dziejów walk o narodowe i społeczne wyzwolenie” w Dąbrowie Górniczej.
Sprawa jest już szeroko znana i wywołuje coraz bardziej negatywne opinie szerokich kręgów społeczeństwa polskiego. Stanowisko IPN przeczy faktom historycznym i jest wręcz prowokacyjne. Negowanie opinii mieszkańców Miasta Dąbrowy Górniczej i regionu Zagłębia Dąbrowskiego jest działaniem antynarodowym. Odrzucanie decyzji władz Miasta na czele z decyzją Prezydenta Miasta Dąbrowy Górniczej jest gwałceniem praw Władzy Samorządowej Rzeczypospolitej Polskiej. Lekceważenie decyzji Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach urąga demokratycznym zasadom niezależności Władzy Sądowniczej Rzeczypospolitej Polskiej.

Stwarzanie takiej sytuacji pogłębia atmosferę wrogości wobec centralnych organów Państwa Polskiego, a czyni się tak w szczególnie trudnym okresie walki z pandemią i w okresie nadchodzących wyborów Prezydenckich w Państwie.

Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej wyraża zdecydowany protest przeciw takim działaniom.

Wzywamy Pana Prezydenta Rzeczypospolitej do wyrażenia jednoznacznego stanowiska w przedstawionej sprawie i podjęcia zdecydowanych działań zmierzających do przecięcia poczynań IPN i uszanowania decyzji Władz Miasta Dąbrowy Górniczej i Władzy Sądowniczej RP.

Przypominamy, że kolejny już raz na przestrzeni dotychczasowego piastowania przez Pana najwyższego w Państwie urzędu Prezydenta RP, zwracamy się do Prezydenta RP z podobnymi, bolesnymi problemami, jakich doświadczają Polacy. Jednakże dotychczas ani razu Pan lub Pański urząd nie zareagował.

Niechaj więc zastanowi się Pan, czy także obecnie nie podejmując działań ukrócających samowolę IPN, świadomie warto Panu zrezygnować z kilku choćby głosów poparcia w nadchodzących wyborach prezydenckich?…

W słowie końcowym Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej wyraża głęboki szacunek i jednoznaczne poparcie – dla Władz Miasta Dąbrowy Górniczej na czele z Prezydentem Panem Marcinem Bazylakiem, dla Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego oraz wszystkich Rodaków z Miasta, z całego Regionu Zagłębia Dąbrowskiego i z Województwa Śląskiego – za postawę godną Naszej Ojczyzny.

Prezes Zarządu Głównego – Roland Dubowski
Prezes Honorowy ZG – Małgorzata Kitlińska-Kowalczyk
Członek Prezydium ZG – Wojciech Samborski
Do wiadomości:
Prezydent Miasta Dąbrowy Górniczej Pan Marcin Bazylak
Prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego
Media

Pomnik Bohaterom Czerwonych Sztandarów, zaprojektowany przez Augusta Dyrdę, został odsłonięty na Placu Wolności w Dąbrowie Górniczej 8 listopada 1970 r. Właśnie ta data jest najważniejszym „argumentem” IPN na rzecz wyburzenia monumentu – rzekomo nie ma dla niego miejsca w Polsce, bo figurę odsłonięto dla w ramach rocznicy Rewolucji Październikowej.

Władze Dąbrowy Górniczej przekonują, że przesłanie monumentu jest związane z niepodległościowymi dążeniami ruchu socjalistycznego w Dąbrowie Górniczej z roku 1905 oraz lat 1916 – 1918. Bohaterowie czerwonych sztandarów to bojowcy i aktywiści Polskiej Partii Socjalistycznej, robotnicy zrzeszeni w organizacji walczącej o niepodległą Polskę, która byłaby zarazem państwem realizującym zasady sprawiedliwości społecznej.

Mieszkańcy miasta już kilkakrotnie stawali w obronie pomnika. Uniemożliwili jego zniszczenie w 1990 r. Gdy IPN w 2018 r. wydał swoją opinię domagającą się „dekomunizacji” monumentu, ponownie gromadzili się przed nim, żądając zostawienia go w spokoju.

Pamięć o walce i pracy

Parlamentarzyści, którzy nie obchodzili 1 maja w Warszawie, udali się z kwiatami pod lokalne pomniki honorujące świat pracy i przypominające o walce robotników. W dobie pandemii o 1 maja nie zapomniały również lokalne struktury lewicowych partii.

W Gdyni kwiaty na Płycie Marynarza Polskiego złożył pochodzący właśnie z tego miasta poseł Marek Rutka. – To hołd wszystkim ludziom morza, pracownikom przemysłu stoczniowego, a także tym, którzy pracują i pracowali by nasze miasto rozwijało się i było coraz piękniejsze – stwierdził parlamentarzysta, zaznaczając r, że nie można dziś, w dobie bankructw i zwolnień, nie doceniać wartości pracy.

Posłanka Anita Sowińska uczciła 1 maja pamięć robotników Tomaszowa Mazowieckiego, którzy w 1905 r. stanęli do walki o godne życie, a także prezydenta miasta Kazimierza Szmidta, działacza PPS, szczególnie zasłużonego dla rozwoju i modernizacji miasta.

W Zielonej Górze na Placu Bohaterów o prawach pracowniczych przypomniał poseł Bogusław Wontor w otoczeniu lokalnych aktywistów Wiosny. Wspomniano tam o strajkujących robotnikach z Chicago, których pamięć uczciła II Międzynarodówka, ustanawiając święto 1 maja, ale i o tłumieniu robotniczych protestów w latach PRL

W Toruniu działacze SLD udali się z kwiatami na grób Juliana Nowickiego – przedwojennego komunisty, działacza klasowych związków zawodowych i organizatora demonstracji bezrobotnych w 1936 r. Na marszu ludzi, którzy w dobie ekonomicznego kryzysu domagali się pracy i chleba, Nowicki został zastrzelony przez policjanta. Uczczenie tej postaci w czasach, gdy masowe bezrobocie może wkrótce być nie tylko historią, nabrało szczególnego wymiaru.

O bezrobotnych przypomniano również w Suwałkach, gdzie wspólną uroczystość pod Pomnikiem Straceń zorganizowali działacze SLD i Lewicy Razem. – Mamy przestarzały zasiłek dla bezrobotnych, z czasów pierwszych lat transformacji. Wysokość zasiłku dla bezrobotnych jest skandalicznie niska i należy do jednych z najniższych w Unii Europejskiej. Chyba od czasów Jacka Kuronia zmieniło się w Polsce dostatecznie dużo, aby pomyśleć o zmianie? – pytał Marcin Birgiel z podlaskiego okręgu Razem.

Stulecie komunizmu

16 grudnia br. mija 100 lat od powstania partii komunistycznej w Polsce.

 

Pierwsza wojna światowa spowodowała nie tylko zmiany na mapie politycznej Europy. Przyczyniła się również do przemian społecznych, w tym wzrostu nastrojów rewolucyjnych. Przełomowym był rok 1917, gdy w Rosji obalono cara, a następnie burżuazyjny rząd tymczasowy. Rosja stała się pierwszym państwem zarządzanym przez rady robotnicze, chłopskie i żołnierskie. Rewolucja Październikowa wstrząsnęła światem. Miała wpływ na sytuację w Niemczech oraz Austro-Węgrzech. W październiku 1918 r. upadła monarchia habsburska, na jej gruzach powstały nowe państwa – Czechosłowacja, Węgry i Polska. W Rzeszy obalony został cesarz Wilhelm II, władzę przejęła Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD). Działała też Niezależna Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (USPD) o charakterze antymilitarystycznym z najbardziej radykalnym skrzydłem w postaci Związku Spartakusa, na bazie którego 30 grudnia 1918 r. utworzono Komunistyczną Partię Niemiec (KPD). Partie komunistyczne powstawały w całej Europie: 3 listopada 1918 r. – KP Austrii, 17 listopada KP Holandii oraz Socjalistyczna Partia Robotnicza Grecji (od 1924 r. KP Grecji), a 20 listopada KP Węgier.
Pierwsza wojna światowa wpłynęła również na sytuację polskiego ruchu robotniczego. Pod wpływem wydarzeń wojennych już w 1914 r. współpracę rozpoczęły Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy, powstała w 1893 r. jako Socjaldemokracja Królestwa Polskiego, oraz istniejąca od 1906 r. Polska Partia Socjalistyczna–Lewica. Partie te wydawały m.in. wspólne odezwy antywojenne, zwoływały wiece. Struktury partyjne były jednak bardziej rozbite niż przed wojną i pozbawione części wpływów wśród robotników w związku z tym, iż w wielu branżach produkcja została zmilitaryzowana. Wielu robotników zmobilizowano do armii lub przesiedlono w ramach robót przymusowych lub ewakuacji przemysłu ze strefy przyfrontowej.
Na terenach Rosji znajdowało się kilkaset tysięcy Polaków, w tym wielu robotników działających wcześniej w ruchu socjalistycznym, którzy odegrali znaczącą rolę w tworzeniu i działalności Rad Delegatów Robotniczych i Żołnierskich. Istotne było zwłaszcza zaangażowanie SDKPiL, działającej w ramach Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji (SDPRR), jako jej część autonomiczna (do 1911 r.). Po lutym 1917 r. na terenie Rosji powstało 40 lokalnych grup SDKPiL, które skupiały około 5 tysięcy członków, czyli ok 2% członków SDPRR. Podstawą programu SDKPiL był internacjonalizm. W Piotrogrodzie partia wydawała własne pismo – „Trybuna”. Wraz z przemianowaniem SDPRR na Rosyjską Komunistyczną Partię (bolszewików) w marcu 1918 r. na VIII Zjeździe, członkowie SDKPiL stali się jednocześnie członkami nowego ugrupowania. Z kolei PPS-Lewica po lutym 1917 r. utworzyła na terenie Rosji ponad 30 kół lokalnych zrzeszających około 3 tysięcy członków. Była aktywna zarówno wśród robotników fabrycznych jak i żołnierzy pochodzenia polskiego, stąd bardzo duży nacisk na postulaty antywojenne. Zarówno członkowie SDKPiL jak i PPS-Lewica uczestniczyli w wydarzeniach rewolucyjnych Października 1917 roku, jak i późniejszych walkach wojny domowej w Rosji. Szacuje się, że wzięło w niej udział ponad 100 tysięcy Polaków, w tym polskie rewolucyjne formacje zbrojne.
Pod wpływem Rewolucji Październikowej pojawiły się projekty zjednoczenia w obliczu, jak oczekiwano nieuchronnej, międzynarodowej rewolucji. Wymóg zjednoczenia związany był także z perspektywą utworzenia Międzynarodówki Komunistycznej. Sekcje PPS-Lewicy z Piotrogrodu i Moskwy zwróciły się o przyjęcie do RKP(b). Jednak do partii tej przyjmowano tylko po jednej organizacji dla danej narodowości, więc ze względu na współpracę z SDKPiL, PPS-Lewicy odmówiono przyjęcia.
W innych zaborach proces organizowania ruchu komunistycznego przebiegał wolniej. Jesienią 1918 r. w wyniku klęsk na froncie i braków zaopatrzenia, w państwach centralnych narastał kryzys. Chłopi odmawiali płacenia podatków i dostarczania kontyngentów dla wojska. Na terenach zaboru pruskiego występował proces deproletaryzacji. Większość robotników wysłano na front lub do prac przymusowych w Niemczech. Zabór austro-węgierski był najsłabiej rozwiniętym ekonomicznie i poza kilkoma ośrodkami miejskimi nie posiadał znaczącego przemysłu. Najliczniejszą grupą ludności byli chłopi, na których ruch komunistyczny miał stosunkowo mały wpływ. W obu zaborach ruch komunistyczny ograniczał się do niewielkich klubów robotniczych.
Kluczowy wpływ na zjednoczenie ruchu komunistycznego w Polsce miało tworzenie się, głównie na terenach Królestwa Polskiego, rad robotniczych. Pierwsza powstała 5 listopada 1918 r. w Lublinie. Wkrótce działało ich już około 100. Należeli do nich robotnicy popierający rożne partie. Starły się dwie koncepcje wykorzystania rad. Według PPS miały być organem administracyjnym i wspierać budowę niepodległej Polski. PPS-Lewica i SDKPiL dążyły do tego, aby rady stały się organem władzy robotniczej. Stojąc na stanowisku internacjonalistycznym, współpracowały z organizacjami komunistycznymi w Rosji i Niemczech. Wyrażały przekonanie, że po zakończeniu wojny światowej w Europie nastąpi powszechna rewolucja.
W tych warunkach rozpoczęto proces zjednoczeniowy. 5 listopada 1918 r. Centralny Komitet Robotniczy PPS-Lewicy zwrócił się do Zarządu Głównego SDKPiL z oficjalną propozycją zjednoczeniową. W liście tym napisano m.in.: Zbliżająca się szybkim krokiem w całym świecie rewolucja socjalna przyspiesza i w Polsce w moment rewolucyjnego wybuchu, klasa robotnicza Polski winna wytężyć cała swą energię i zespolić wszystkie siły rewolucyjne dla przygotowania się do decydującego starcia. List ten jest istotny również dlatego, iż po raz pierwszy pojawia się w nim postulat utworzenia zjednoczonej Komunistycznej Partii Polski (KPP). Zaproponowano utworzenie wspólnego centralnego organu koordynującego działania zjednoczeniowe. Kierownictwo SDKPiL przyjęło propozycję. 10 listopada powołano Radę Międzypartyjną, a następnie Komisję Programową. Projekt programu konsultowano z Różą Luksemburg, przebywającą w Berlinie. 16 grudnia 1918 r. w Warszawie odbył się XII Zjazd PPS–Lewicy, który podjął decyzję o zjednoczeniu z SDKPiL na zasadach włączenia PPS-Lewica do Socjaldemokracji. W tym samym czasie obradowała Krajowa Konferencją SDKPiL.
Tego samego dnia – 16 grudnia – odbył się, w budynku przy ul. Zielnej 25, zjazd zjednoczeniowy, na którym utworzono Komunistyczną Partię Robotniczą Polski. W zjeździe udział wzięło ponad 200 delegatów i gości. Naczelną władzą w partii stanowił Komitet Centralny złożony z 12 członków, do którego wybrano po 6 przedstawicieli SDKPiL oraz PPS-Lewica, wybrano także Centralną Redakcję, zajmującą się wydawnictwami i prasą partyjną. Zjazd przyjął statut partii oraz Platformę polityczną określającą internacjonalistyczny charakter partii, odwołującą się do międzynarodowego trendu rewolucyjnego. Zapowiadano: „Otworzyła się era bezpośredniej walki o urzeczywistnienie ustroju socjalistycznego, era rewolucji socjalnej”. Przewidywano odbudowę gospodarki „na zasadach wspólnej własności środków produkcji i ziemi”. „Cała władza musi przejść w ręce proletariatu miast i wsi, zorganizowanego w Radach Delegatów Robotniczych”. Wysuwano hasło uspołecznienia ziemi obszarniczej. Program KPRP stawiał tezę, iż zorganizowany w Radach Delegatów Robotniczych proletariat polski oprze się o rewolucję socjalistyczną w innych państwach, która doprowadzi do gospodarki socjalistycznej na poziomie międzynarodowym. Zapowiadano o „pożar rewolucji” oraz „erę rewolucji socjalnej”. W ramach programu minimum postulowano odbudowę zniszczonej przez wojnę gospodarki na zasadach wspólnej własności środków produkcji oraz ziemi i odsunięcie burżuazji od władzy. Zjazd KPRP uchwalił rezolucję „Powstanie Międzynarodówki”. Stwierdzono, że II Międzynarodówka przestała de facto istnieć w wyniku wojny, a na jej gruzach powstaje III Międzynarodówka.
W momencie powstania KPRP liczyła około 10 tysięcy członków działających na terenie byłego zaboru rosyjskiego. Wobec słabości przemysłowej klasy robotniczej, główne zaplecze społeczne ugrupowania stanowili rzemieślnicy i czeladnicy, wpływy na wsi były niewielkie. Główne okręgi działania to Zagłębie Dąbrowskie – 2400 członków, łódzki – 1800, Łódź – 600, Warszawa – 1000 i Warszawa Podmiejska – 800. Do lutego 1919 r. struktury KPRP powstały w 47 ośrodkach dawnego Królestwa Polskiego, a w 35 znajdowały się w stadium organizacyjnym. Ugrupowanie, jako akcentujące internacjonalizm, miało skład wieloetniczny. KPRP miała silne wpływy w radach robotniczych. W Zagłębiu Dąbrowskim dysponowała większością 229 delegatów na 390, dane za luty 1919 r. W radach w Warszawie i Łodzi KPRP miała niewiele mniej głosów niż PPS. Ogólnie w radach jedna trzecia delegatów reprezentowała KPRP.
W ramach KPRP zjednoczyły się również organizacje PPS-Lewicy oraz SDKPiL działające na terenie Rosji, skupiające około 5 tysięcy członków. Utworzono Centralny Komitet Wykonawczy KPRP w Rosji. Członkowie KPRP zostali jednocześnie członkami RKP(b). Struktury KPRP w Rosji zajmowały się wówczas tworzeniem polskich formacji zbrojnych. Na początku 1919 roku na Białorusi zaczęła powstawać polska rewolucyjna grupa armijna. W związku z przekonaniem o bliskości i nieuchronności międzynarodowej rewolucji wspierano lokalne powstania takie jak w Zamościu, gdzie 28-29 grudnia 1918 r. robotnicy zbrojnie przejęli kontrolę nad miastem tworząc Czerwoną Gwardię. Wystąpienie to zostało stłumione przez wojsko przybyłe z Lublina. Podobnie było w innych miastach, władze przystąpiły do likwidacji Rad Robotniczych oraz przejmowania z ich rąk zakładów pracy. 6 stycznia 1919 r. rząd Moraczewskiego dekretem wprowadził stan wyjątkowy w Warszawie i Zagłębiu, oznaczający nasilenie represji wobec KPRP i ruchu robotniczego. Partia musiała przejść do nielegalnej działalności. Duży cios dla KPRP stanowiła także klęska rewolucji niemieckiej stłumionej przez socjaldemokratów i załamanie się fali rewolucyjnej w Europie. Pomimo tego partia nie zaprzestała działalności.