Sadzą drzewa

We wrześniu 2018 r. Islandia przeszła do przyspieszonej leśnej ofensywy, czyniąc z zalesiania priorytet narodowy. Efekty już są.

Dziś Islandczycy dowcipkują, że żeby nie zabłądzić w ich lesie wystarczy wstać. Tym niemniej wyraźnie ogarnęła ich ekscytacja: rodziny jeżdżą na leśne plantacje do kolan, by przyglądać się zjawisku wzrostu drzew. Lokalne media zwracają uwagę, że islandzkie drzewa rosną dziesięć razy wolniej, niż te z puszczy amazońskiej, ale mało komu to przeszkadza. Polityka państwowa sprawiła, że powstały dziesiątki szkółek i ciągle rodzą się nowe. Duże powodzenie mają brzozy, które rosły na wyspie za czasów Wikingów, ale sadzi się też topole i szczególnie „zimne” gatunki sosen, głównie z Alaski.
Celem rządu jest obniżenie emisji gazów o efekcie cieplarnianym o 40 proc. do 2030 r., by dostosować się, a nawet prześcignąć wymagania paryskiego COP21, i wzbogacić miejscowy ekosystem. Na początek Islandczycy koncentrują się na aspektach praktycznych swej akcji: sadzą drzewa tam, gdzie trzeba chronić ziemię przed erozją a miejscowości przed burzami piaskowymi. Sadzonki rodzą się w geotermalnych szklarniach, w stałej temperaturze 21 stopni, dojrzewają na zewnątrz przez rok, aż trafiają w ręce uzbrojone w „potti-putki” – fińskie narzędzie do sadzenia, które na wyspie znają już nawet dzieci. O ok. 100 km od Reykjaviku leży szkółka-rekordzistka Kvistar, która wyprodukowała 900 tys. sadzonek topól i sosen w rok.
Islandia korzysta z paradoksu klimatycznego – globalne ocieplenie sprawia, że drzewa lepiej się przyjmują i trochę szybciej rosną. Na razie leśnej rewolucji na wyspie nie widać, to dopiero początek. Islandczycy mają raptem ok. tysiąca hektarów nowego lasu (najwyżej po kolana). Chińczyków nie przegonią, którzy w ciągu ostatnich trzech lat zalesili ok. siedmiu milionów hektarów, ale walczą w swojej skali na swej trudnej ziemi i są pewni, że zazielenią w końcu swoją wyspę.

Zwycięstwo w Islandii

Wierzytelnością w wysokości 1,2 miliarda koron islandzkich (ok. 37 mln zł.) sąd w Rejkiawiku obciążył firmę Valitor, islandzkiego partnera VISA i MasterCard. To kara za odmowę zniesienia blokady płatności na rzecz WikiLeaks w 2013 r.

Blokada płatności na rzecz założonego przez Juliana Assange’a demaskatorskiego serwisu internetowego została wstrzymana przez kilka amerykańskich podmiotów na przełomie lat 2010-11. Chodzi o firmy VISA, MasterCard, Western Union, PayPal i Bank of America. Później dołączyły do tego procederu różne instytucje finansowe o mniejszym zasięgu. Wszystko to dzieje się bez wskazania konkretnej podstawy prawnej, niejako na życzenie Departamentu Stanu.
Zważywszy, że korporacje te zarządzają obrotem blisko 95% transakcji przy pomocy kart płatniczych i kredytowych oraz transferów pieniężnych przez internet, WikiLeaks stanęło wobec groźby rychłego bankructwa. Podjęte przez załogę tego portalu działania oraz masowe oburzenie na całym świecie doprowadziły do częściowego zniesienia tej blokady. Teraz ekipa Assange’a odniosła kolejne zwycięstwo.
W 2013 r. spółka Data Cell, która jest podmiotem obracającym finansami WikiLeaks wygrała w islandzkim sądzie sprawę przeciw firmie Valitor, która jest lokalnym podwykonawcą dla VISA-y i MasterCarda i blokowała możliwości finansowego wspierania tego portalu. Wówczas sąd w Rejkiawiku nakazał zdjęcie wszelkich ograniczeń. Valitor jednak się nie zastosował do tego polecenia, a po tym, jak sprawa otarła się o islandzki Sąd Najwyższy, zastosował się do niego bardzo wybiórczo.
Następnym etapem były kilkakrotne wezwania wobec firmy Valitor i nakazy pełnego zdjęcia wszelkich blokad w przetwarzaniu transakcjai kartami na rzecz WikiLeaks. W związku ze zwłoką i niedostatecznymi działaniami ze strony tego przedsiębiorstwa sąd naliczał kary i ostrzegał, iż należności gromadzące się z tego tytułu będą egzekwowane. Prawnicy Valitora oznajmili w pewnym momencie, że nie zmienią swojego postępowania, dopóki procedura odwoławcza nie zostanie w pełni wyczerpana.
Póki co wyczerpała się jednak cierpliwość islandzkiego wymiaru sprawiedliwości. Sąd w Rejkiawiku nakazał w piątek, 26 kwietnia, wypłatę 1,2 miliarda koron islandzkich w ramach odszkodowania dla WikiLeaks za poniesione szkody w wyniku „pozaprawnej blokady”, którą na Islandii zarządzał Valitor. Suma ta ma zostać rozdzielona pomiędzy dwa podmioty – wspomnianą wcześniej firmę Data Cell i spółkę Sunshine Press, oficjalnego wydawcę WikiLeaks.