To był najgorszy rok od 18 lat

Fot. Z polskich piłkarzy największą cenę za nieudany występ na mundialu zapłacił Robert Lewandowski

 

 

W 2018 roku biało-czerwony balonik pękł z wielkim hukiem – najpierw nasza narodowa drużyna pod wodzą Adama Nawałki skompromitowała się na mundialu, a potem pod rządami Jerzego Brzęczka nie wygrała żadnego z sześciu rozegranych meczów, spadając w rankingu FIFA na 21. miejsce.

 

W rankingu FIFA z 18 stycznia 2018 roku reprezentacja Polski zajmowała siódmą lokatę, wyprzedzając m.in. późniejszych mistrzów świata Francuzów i wicemistrzów świata Chorwatów. W Polsce panowała napędzana przez media euforia, której nie zdołały przytłumić nawet słabe występy biało-czerwonych w marcowych meczach towarzyskich. Porażkę z Nigerią 0:1 zrównoważyła wygrana z Koreą Południową 3:2, ale w obu spotkaniach nasz zespół zagrał fatalnie. Trener Nawałka uspokajał jednak fanów, że drużyna potrzebuje więcej czasu na opanowanie ustawienia systemem 1-3-5-2 robi, ale robi szybkie postępy i niebawem będzie w tym elemencie groźna dla każdego rywala. Czerwcowe sparingi z Chile (2:2) i Litwą (4:0) także nie zapowiadały mundialowej klęski, chociaż do stylu gry zespołu wciąż zgłaszano mnóstwo zastrzeżeń.

W przededniu wyjazdu do Rosji kontuzji barku doznał Kamil Glik i chyba to był kluczowy moment w dramacie, w jaki zamienił się występ biało-czerwonych w mistrzostwach świata. W spotkaniu z Senegalem Nawałka nagle wycofał się w ćwiczonego wcześniej ustawienia 3-5-2 i wrócił do starego schematu 4-4-2. Rywale bezlitośnie wykorzystali powstały bałagan w szeregach polskiej drużyny.

W tym momencie kolejny mecz z Kolumbią nabrał rangi „spotkania o wszystko”, ale pogubiony już wyraźnie w swoich kadrowych decyzjach Nawałka w tym najważniejszym meczu w roku wystawił do gry m.in. Jacka Góralskiego i Dawida Kownackiego, którzy wcześniej nie grali w meczach o punkty, a na ławce posadził Kamila Grosickiego, ale gdy nasz zespół potrzebował pilnie wzmocnienia linii ataku, selekcjoner zmienił… Michała Pazdana i w jego miejsce posłał na boisko rekonwalescenta Kamila Glika.

O żenującej potyczce z Japonią lepiej nie wspominać, bo chociaż biało-czerwoni ją wygrali, to swoim zachowaniem w końcówce na spółkę z Japończykami stali się pośmiewiskiem kibiców. Nasz zespół w niesławie wrócił do kraju na tarczy, a piłkarze w krótkim czasie zaliczyli bolesny upadek z piedestału.

Straty wizerunkowe ponieśli wszyscy – trener Nawałka, jego pryncypał Zbigniew Boniek a wraz z nimi cały PZPN. Stracili też rzecz jasna kadrowicze, lecz bez wątpienia najwięcej stracił najlepszy z nich, Robert Lewandowski. Nie ulega wątpliwości, że to głównie przez słaby występ biało-czerwonych na rosyjskim mundialu „Lewy” doznał upokarzających degradacji w najważniejszych plebiscytach organizowanych przez FIFA, UEFA i „France Football”.

 

To nie była dobra zmiana

Trener Nawałka nie utrzymał posady i w sierpniu został zastąpiony przez Jerzego Brzęczka. Nie była to jednak dobra zmiana. Pod wodzą nowego selekcjonera reprezentacja rozegrała sześć meczów. Trzy porażki i trzy remisy to bilans Brzęczka, który na dodatek zaliczył też spadek z Dywizji A Ligi Narodów. Nic dziwnego, że stracił zaufanie kibiców, także za to, że wbrew zasadom powoływał na zgrupowania kadry niegrającego w VfL Wolfsburg siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego. W mediach krytykowano go też za forowanie w kadrze zawodników, których znał z pracy w zespołach klubowych – Damiana Szymańskiego, Adama Dźwigałę i Arkadiusz Reca w Wiśle Płock, Rafała Pietrzaka w GKS Katowice. Żaden z nich nie potwierdził reprezentacyjnych kwalifikacji.

Ani Nawałka ani Brzęczek nie odważyli się na „odstrzelenie” graczy stanowiących od lat trzon reprezentacji – Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka, Piotra Zielińskiego, Kamila Glika, Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego, Arkadiusza Milika, Piotra Zielińskiego czy… Jana Bednarka. Ten młody środkowy obrońca w 2018 roku rozegrał 847 minut, podczas gdy w klubowej drużynie Southamptonu 1126, z czego w Premier League 778. Krychowiak w reprezentacji zaliczył 960 minut, Zieliński 948 minut, Lewandowski 862 minuty. Za tą czwórką graczy jest próżnia, za którą wyłania się grupa zawodników z gorszymi wynikami – Grosicki miał przerwy z powodu perturbacji w klubie, Glik pauzował sporo przez kontuzję, a bramkarze Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański musieli dzielić się występami – pierwszy zaliczył 585 minut, drugi 405. Na absencjach kluczowych graczy skorzystali m.in. Bartosz Bereszyński (piąty pod względem rozegranych minut), Jacek Góralski (dziesiąty), czy Rafał Kurzawa (piętnasty).

Najmniej minut w reprezentacji zaliczyli Bartosz Białkowski (45), Rafał Pietrzak (27), Jakub Świerczok (23) i Sławomir Peszko (10). Tak przy okazji, te 10 minut Peszko zaliczył na mundialu, bo we wcześniejszych meczach sparingowych Nawałka nie skorzystał z jego usług ani razu. To jedyny gracz, który grając o punkty jednocześnie nie zaliczył ani minuty w sparingu. Odwrotnie niż Marcin Kamiński, który zaliczył najwięcej minut w spotkaniach sparingowych (270), ale ani jednej w spotkaniu o punkty. Ten dziwaczny sposób selekcji stosuje niestety także Brzęczek, który nie wygrał sześciu spotkań z rzędu i jest bliski dogonienia pod tym względem rekordzisty Jerzego Engela. W 2000 roku nasze reprezentacja pod wodzą tego selekcjonera nie wygrał siedmiu meczów z rzędu: zaczęła od porażek z Hiszpanią 0:3 i Francją 0:1, potem były bezbramkowe remisy z Węgrami i Finlandią oraz porażka z Holandią (1:3) oraz remis z Rumunią (1:1) tuż przed rozpoczęciem eliminacji MŚ 2002.

 

Brzęczek goni rekord Engela

Mimo fatalnego startu Engel utrzymał posadę i doczekał przełomu w pamiętnym spotkaniu z Ukrainą w Kijowie, wygranym przez biało-czerwonych 3:1, po którym nasz zespół rozpoczął marsz po pierwszy od 1986 roku awans na mundial. Ale w 2000 roku z 10 meczów pod jego komendą reprezentacja Polski wygrała tylko trzy, cztery zremisowała i trzy przegrała. Tak słaby wynik pod względem wygranych spotkań powtórzyły dopiero 18 lat później ekipy prowadzone przez Nawałkę i Brzęczka.
Obaj wspólnie zapracowali na ten bilans, ale wszystkie trzy zwycięstwa wywalczył Nawałka – z Koreą Południową (3:2), Litwą (4:0) i Japonią (1:0). Brzęczek jeszcze nie poznał smaku wygranej i jeśli będzie miał dalej taki niefart, już wiosną może wyrównać niechlubny rekord Engela siedmiu spotkań bez wygranej.

 

Ile grali kadrowicze w 2018 roku:

1. Grzegorz Krychowiak – 960 minut (w tym 540 minut w meczach o punkty); 2. Piotr Zieliński – 948 (595); 3. Robert Lewandowski – 862 (540); 4. Jan Bednarek – 847 (585); 5. Bartosz Bereszyński – 673 (485); 6. Kamil Grosicki – 598 (363); 7. Kamil Glik – 588 (370); 8. Wojciech Szczęsny – 585 (360); 9. Arkadiusz Milik – 537 (253); 10. Jacek Góralski – 470 (285); 11. Maciej Rybus – 416 (180); 12. Jakub Błaszczykowski – 415 (197); 13. Łukasz Fabiański – 405 (270); 14. Michał Pazdan – 387 (170); 15. Rafał Kurzawa – 375 (234); 16. Thiago Cionek – 360 (180); 17. Łukasz Piszczek – 353 (173); 18. Artur Jędrzejczyk – 343 (183); 19. Tomasz Kędziora – 342 (135); 20. Mateusz Klich – 312 (193); 21. Marcin Kamiński – 270 (0); 22. Arkadiusz Reca – 250 (177); 23. Przemysław Frankowski – 248 (90); 24. Dawid Kownacki – 232 (74); 25. Karol Linetty – 222 (69); 26. Krzysztof Piątek – 151 (90); 27. Łukasz Skorupski – 135 (0); 28. Łukasz Teodorczyk – 132 (27); 29. Damian Szymański – 98 (81); 30. Krzysztof Mączyński – 90 (0); 31. Damian Kądzior – 77 (11); 32. Taras Romanczuk – 61 (0); 33. Bartosz Białkowski – 45 (0); 34. Rafał Pietrzak – 27 (10); 35. Jakub Świerczok – 23 (0); 36. Sławomir Peszko – 10 (10).

 

Piątek liderem strzelców

Trener Jerzy Brzęczek na mecz z Włochami w Lidze Narodów powołał 27 zawodników. Do kolejnego zgrupowania kadry ci piłkarze należą więc do aktualnej kadry narodowej. Nie wszystkim w miniony weekend dobrze poszło w macierzystych klubach, a niektórzy nawet wylądowali na trybunach. Większość radziła jednak sobie znakomicie.

 

Cała trójka naszych reprezentacyjnych bramkarzy pojawiła się na boisku i rozegrała pełne mecze, wpuszczając solidarnie po jednym golu, ale Wojciech Szczęsny z Juventusem Turyn wygrał 2:1 z Sassuolo, a Łukasz Fabiański w końcu doczekał się zwycięstwa z West Hamem United w Premier League. „Młoty” pokonały Everton 3:1 i przerwały serię porażek, uciekają ze strefy spadkowej na 16. miejsce. Nasz golkiper miał duży wkład w to przełomowe zwycięstwo. Tylko trzeci z naszych reprezentacyjnych bramkarzy, Łukasz Skorupski, nie miał po weekendzie dobrego humoru, bo jego Bologna przegrała z Genoą 0:1, a na dodatek pokonał go kolega z reprezentacji Krzysztof Piątek.

Z obrońców, którzy znaleźli się w kadrze na mecz z Włochami i towarzyski z Irlandią, w miniony weekend nie zagrali Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa), Jan Bednarek (Southampton) i Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo). Pierwszy nadal leczy uraz pachwiny, drugi ogóle nie znalazł się w kadrze meczowej „Świętych”, a Reca tylko z ławki przyglądał się jak w zespole rywali gra niechciany już w kadrze Polski Thiago Cionek. Reszta kadrowiczów rozegrała całe mecze. Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genu) w wygranym 5:0 spotkaniu z Frosione, Kamil Glik (AS Monaco) w zremisowanym 1:1 meczu z Touluse, Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf) w wygranym 2:1 meczu z Hoffenheim, Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów) w zremisowanej 1:1 potyczce z Zorią Ługańsk oraz Adam Dźwigała (Wisła Płock) w zremisowanym 2:2 spotkaniu z Miedzią Legnica i Rafał Pietrzak (Wisła Kraków) w wygranej 5:2 potyczce z Lechią Gdańsk.

Z pomocników wybranych do kadry przez Brzęczka trawy w ligowym meczu nie powąchało w ten weekend trzech – Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg) nie znalazł się nawet w szerokiej kadrze meczowej, a Taras Romanczuk (Jagiellonia) i Maciej Makuszewski (Lech Poznań) pauzowali z powodu kontuzji. Jacek Góralski zaliczył tylko cztery minuty w meczu Łudogorca Razgrad z Wereją Stara Zagora (2:1), tylko 22 minuty więcej zagrał Rafał Kurzawa, ale zdążył zdobyć bramkę w przegranym 2:3 meczu z Lille. Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa) świetnie grał w derbach Moskwy, ale za ostro i w 66. minucie zobaczył czerwona kartkę. Niewiele ponad godzinę spędził też na boisku Mateusz Klich (Leeds United), a jego zespół zremisował 1:1 z Millwall. Reszta pomocników zaliczyła pełne mecze. Karol Linetty w meczu z Frosinone (5:0), Piotr Zieliński w potyczce z Fiorentiną (1:0) zagrali dobrze, z kolei Damian Kądzior zaliczył asystę przy zwycięskim golu Dinama Zagrzeb w meczu z HNK Gorica (1:0). Przemysław Frankowski w meczu z Cracovią (3:1) znów nie strzelił gola ani nie zaliczył asysty, podobnie jak Damian Szymański (Wisła Płock) w starciu z Miedzią Legnica (2:2).

Z trójki napastników tym razem najmniej powodów do zadowolenia miał Robert Lewandowski, bo w meczu z Bayerem Leverkusen (3:1) nie strzelił gola i zakończył serię występów ze zdobytą bramką w tym sezonie. Warto wspomnieć, że był to 200. występ „Lewego” w barwach Bayernu Monachium. Arkadiusz Milik zaliczył asystę w mecz z Fiorentiną (1:0), ale mecz zaczął na ławce. Bohaterem weekendu wśród napastników kadry był tym razem Krzysztof Piątek, który zdobył zwycięską bramkę dla Genoi w spotkaniu z Bologną (1:0). Były napastnik Cracovii z czterema golami jest liderem klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy.

 

W Lidze Europy walczą na noże

Przed meczem kwalifikacyjnym Ligi Europy Olympiakosu Pireus z Burnley greccy kibice zaatakowali fanów angielskiej drużny. Pięć osób zostało rannych.

 

BBC podała, że grecka policja aresztowała 23 pijanych i awanturujących się kibiców. Angielski klub poinformował w oświadczeniu, że większość liczącej blisko tysiąc osób grupy zachowywała się nienagannie. „Jednak pięć osób zostało rannych, wliczając w to osobę, którą dźgnięto nożem w nogę i otrzymała pomoc na stadionie. Wszyscy ranni jechali na stadion niezależnie, poza zorganizowaną grupą” – napisano.

W innych spotkaniach bułgarski Łudogorets pokonał na wyjeździe Torpedo Kutaisi 1:0. W drugiej połowie na boisku w barwach gości pojawił się Jacek Góralski. Cały mecz na ławce przesiedział natomiast Jakub Rzeźniczak, a jego Karabach przegrał 0:1 z Sheriffem Tyraspol. Cały mecz rozegrał natomiast Igor Lewczuk, a jego Bordeaux zremisował na wyjeździe z Gent 0:0. Tempa nie zwalnia luksemburski Dudelange, który wyeliminował Legię, a teraz pokonał u siebie rumuński Cluj 2:0.

 

Wyniki kwalifikacji Ligi Europy:

Torpedo Kutaisi (Gruzja) – Łudogorets (Bułgaria) 0:1, Zenit Petersburg (Rosja) – Molde (Norwegia) 3:1, Trencin (Słowacja) – AEK Larnaca (Cypr) 1:1, APOEL (Cypr) – FK Astana (Kazachstan) 1:0, Sheriff Tyraspol (Mołdawia) – Karabach (Azerbejdżan) 1:0, Sigma Ołomuniec (Czechy) – Sevilla (Hiszpania) 0:1, Suduva (Litwa) – Celtic Glasgow (Szkocja) 1:1, Sarpsborg 08 (Norwegia) – Maccabi Tel Awiw (Izrael) 3:1, Malmoe (Szwecja) – FC Midtjylland (Dania) 2:2, Atalanta (Włochy) – FC Kopenhaga (Dania) 0:0, FC Basel (Szwajcaria) – Apollon (Cypr) 3:2, Dudelange (Luksemburg) – CFR Cluj (Rumunia) 2:0, Olympiakos (Grecja) – Burnley (Anglia) 3:1, Genk (Belgia) – Brondby (Dania) 5:2, Olimpija Lublana (Słowenia) – Spartak Trnava (Słowacja) 0:2, Partizan (Serbia) – Besiktas (Turcja) 1:1, Rapid Wiedeń (Austria) – FC FCSB (Rumunia) 3:1, Zoria Ługańsk (Ukraina) – RB Lipsk (Niemcy) 0:0, Gent (Belgia) – Girondins Bordeaux (Francja) 0:0, Glasgow Rangers (Szkocja) – FK Ufa (Rosja) 1:0, Rosenborg (Norwegia) – Shkendija (Macedonia) 3:1.

 

Nawałka szykuje raport końcowy

Po mundialowej klęsce nasza piłkarska reprezentacja z zleciała z piedestału z dość głośnym łomotem. Po walnięciu o ziemię okazało się, że wcale nie jest ze spiżu, jak nam wmawiano, bo łatwo rozpadła się na wiele kawałków, zaś każdy z nich ma pretensje do pozostałych, że w Rosji nie wyszło.

 

Wszyscy teraz szukają przyczyn niepowodzenia i wskazują winnych. Najbardziej aktywni w tym dziele są prezes PZPN Zbigniew Boniek i kapitan drużyny Robert Lewandowski, a swoje trzy grosze w formie pisemnego raportu szykuje też Adam Nawałka. Nie ma jednak co liczyć, że były już selekcjoner biało-czerwonych w swoim raporcie napisze coś mądrzejszego ponad to, co zdążył już powiedzieć w swoich kilku publicznych wypowiedziach po trzech meczach grupowych i tuż po powrocie do kraju. „Nie trafiłem z wyborem ludzi i taktyką. Winę biorę na siebie”.

 

Trenerom pomyłki nie uchodzą

W tych kilku słowach zdefiniował cały bezmiar swojej winy, nie łudźmy się jednak, że owym sławetnym raportem popełni harakiri. Jeśli jednak zamierza wrócić na trenerską ścieżkę, a jak wieść niesie zamierza jak najszybciej, musi tak wyczyścić swój wizerunek, żeby ponownie świecił blaskiem nieomylności i mamił wrażeniem perfekcyjnej fachowości.
Nie będzie to łatwe zadanie, bo ostrzem swoich ocen nie może swobodnie rysować po wizerunkach innych uczestników nieudanej rosyjskiej eskapady. Ale jak się dobrze postara, to swoimi błędami bez trudu obciąży innych.

Nawałka ewidentnie faworyzował w swoich wyborach Wojciecha Szczęsnego i trudno go za to winić, bo chociaż Łukasza Fabiański swoimi występami co rusz udowadniał, że nie jest gorszym bramkarzem, to jednak Szczęsny w ostatnich czterech latach był numerem 1 w Arsenalu Londyn, w AS Roma, a teraz gra w Juventusie Turyn. Natomiast Fabiański w tym czasie tkwił w prowincjonalnym Swansea City i chociaż dokonywał cudów w bramce, to na zgrupowanie przed mundialem w Rosji przyjechał jako gracz zespołu zdegradowanego do II ligi.

Te okoliczności trochę tłumaczą wybór Nawałki, ale efekt jego decyzji widzieliśmy – Szczęsny w spotkaniach z Senegalem i Kolumbią wypadł słabo, za to Fabiański w „meczu o honor” z Japonią trzykrotnie uratował zespół w beznadziejnych sytuacjach i zachował czyste konto, przez co zostawił wrażenie, że na mundialu był lepiej dysponowany. Trener na treningach powinien takie rzeczy dostrzec i zweryfikować swoje personalne wybory. Nie zrobił tego i nic go nie tłumaczy.

Obiektywnie rzecz biorąc, Jakub Błaszczykowski w ogóle nie powinien znaleźć się w kadrze na mistrzostwa świata. A skoro się już znalazł, bo jest „żywą legendą polskiej piłki”, to raczej nie powinien być graczem podstawowej jedenastki. Nawałka tymczasem wystawił go do gry w spotkaniu z Senegalem, odtwarzając w ten sposób tak świetnie spisujące się podczas Euro 2016 prawe skrzydło z Łukaszem Piszczkiem w roli prawego obrońcy. Niestety, Błaszczykowski nie nadrobił miesięcy straconych na leczenie urazu kręgosłupa i w starciu z rosłymi i szybko biegającymi rywalami po prostu nie nadążał, wystawiając swojego dawnego boiskowego partnera z Borussii Dortmund na z góry przegraną walkę z przeważającymi siłami przeciwnika. Będąca kiedyś motorem napędowym naszej reprezentacji dwójka tych znakomitych zawodników zawiodła i w przerwie Nawałka posadził Błaszczykowskiego na ławce. Po meczu z Kolumbią jego los podzielił też Piszczek.

Po wyborze Jerzego Brzęczka na nowego selekcjonera kadry w mediach zaroiło się od spekulacji, czy Błaszczykowski odzyska kapitańską opaskę. Tak się raczej na pewno nie stanie, bo czas Błaszczykowskiego w reprezentacji Polski się skończył i jeśli na coś ten piłkarz powinien jeszcze liczyć, to na piękne pożegnanie. Brzęczek jest jednak jego wujkiem, więc pewnie w Lidze Narodów „Błaszczu” szanse gry dostanie, żeby odejść w glorii rekordzisty w liczbie występów w reprezentacji Polski.

 

Litania pomyłek jest dłuższa

Największym grzechem Nawałki było jednak zlekceważenie podstawowego elementu w każdej grze zespołowej, jakim jest zgranie. W ostatnich 10 meczach pod jego wodzą nasza reprezentacja za każdym razem grała w innym składzie, czego oczywistym skutkiem były żenujące na poziomie mistrzostw świata błędy popełniane przez całe formacje i poszczególnych graczy. Pewne decyzje podjął jednak kuriozalne, choćby wystawiając Thiago Cionka na miejsce kontuzjowanego Kamila Glika, chociaż w próbie generalnej z Chile u boku Michała Pazdana obiecująco zagrał Jan Bednarek.

Zapłacił za to słoną cenę, bo Cionek nie zdzierżył zadaniu i popełnił błąd, który kosztował nasz zespół stratę bramki na 0:1. Nie zagrał później już ani minuty, za to Bednarek nie zawiódł, a w meczu z Japonią strzelił nawet zwycięskiego gola i jako jeden z nielicznych kadrowiczów wrócił z mundialu z tarczą. Nie bardzo też wiadomo, dlaczego Karol Linetty nie wystąpił w Rosji nawet minuty, chociaż jest piłkarzem bez wątpienia lepszym od Jacka Góralskiego, Sławomira Peszki, Rafała Kurzawy, a nawet Kamila Grosickiego.

Nawałka z taktyką też sobie nie poradził, wybierał bowiem rozwiązania albo archaiczne, albo niedopracowane. Na dodatek rozbił kadrę wewnętrznie wyrażając zgodę na nieobecność Lewandowskiego i Piszczka na zgrupowaniu w Juracie. Reprezentacja Polski jest dobrowolnym stowarzyszenie równych sobie zawodników i faworyzowanie któregokolwiek z nich, nawet najwybitniejszego, prędzej czy później skończy się klęską, bo futbol jest grą zespołową. Mundial w Rosji pokazał to dobitnie. I taki wniosek powinien zakończyć raport Nawałki i stać się punktem wyjścia w pracy jego następcy.

 

Kadrowicze waleczni i niebezpieczni

FIFA przedstawiła trzy propozycje hasła na autokarze polskiej ekipy. Kibice w internetowym głosowaniu wybrali znane już slogan: „Polska dawaj”.

W ostatnich finałach mistrzostw świata w jakich nasi piłkarze brali udział, w 2006 roku w Niemczech, na wożącym ich autokarze widniał napis „Biało-czerwoni! Waleczni i niebezpieczni!”. To hasło chyba dość dobrze pasuje do powołanych przez trenera Adama Nawałkę kadrowiczów, a przynajmniej niektórych z nich. Walka o te kilka wolnych jeszcze miejsc w mundialowej ekipie jest bezpardonowa, o czym jako pierwszy przekonał się grający na co dzień w bułgarskim Łudogorcu Razgrad Jacek Góralski.

Już na pierwszym treningu w Juracie były pomocnik Jagiellonii Białystok został mocno poturbowany przez Pawła Dawidowicza i z wybitym barkiem musiał oddać się pod opiekę lekarzy kadry. Ci nastawili mu bark, ale zakazali na jakiś czas treningów. Pauza w zajęciach może kosztować Góralskiego utratę miejsca w kadrze, bo być może właśnie w tym tygodniu zapadną decyzje w sprawie defensywnych pomocników. Pewniakiem do wyjazdu na mundial jest tylko Grzegorz Krychowiak, a o miejsce u jego boku walczą m.in. Góralski z Dawidowiczem.